poniedziałek, 15 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 1



                               
                                                  THE  LAST TIME
 ***********************

- To było fantastyczne! – krzyknął Liam i wszyscy zagłębiliśmy się w ogromnym uścisku. Kolejny koncert zakończył się sukcesem. Niesamowite, że po każdym kolejnym występie czułem się tak samo jak po pierwszym. Ogromne emocje i wzruszenie za każdym razem rozpierały moje serce. 
- Chcecie coś do picia? – zaproponował Niall, uwalniając się z naszych objęć.
- Oczywiście! – krzyknęliśmy chórem i wybuchnęliśmy śmiechem. Opadłem bezsilnie na kanapę stojącą w naszej garderobie. Nie minęła nawet sekunda, a Harry usiadł obok, objął mnie swoim ramieniem i pocałował w policzek.
Niall spojrzał na nas i podając butelki z wodą obdarzył ciepłym uśmiechem. Bardzo wspierał naszym związek, tak samo zresztą inni chłopcy. Byliśmy im za to naprawdę wdzięczni.
- Ehh, i kto by pomyślał, że za nami już połowa trasy? – powiedział Zayn, siadając naprzeciwko nas i przeciągając się długo. Pokiwałem tylko głową przyznając mu rację. Ten czas leciał tak szybko…
Wszystko zaczęło się od chęci nagrania kilku coverów na youtube. Później sytuacja rozwinęła się w zatrważającym tempie. Najpierw kontrakt, potem drugi, nagrana płyta, teledyski. Mnóstwo wywiadów i po kilkanaście milionów wyświetleń pod każdym z filmików w Internecie. Później występy – pierwszy jako „gwiazda” w angielskim x-factorze, później na paru innych imprezach, aż w końcu kontrakt na trasę koncertową po Anglii . I to wszystko w ciągu roku!
Niesamowite, jak zmieniło się nasze życie.
Byliśmy zaczepiani na ulicy – proszeni o zdjęcia i autografy. Każdy nasz krok był szeroko komentowany na różnych portalach społecznościowych. W Internecie co chwilę pojawiały się nowsze fankluby, z najodleglejszych krajów świata.
Rok temu, gdyby ktoś opowiedział mi co się stanie, pewnie wyśmiałbym go szyderczo.
- Styles, Tomlinson! – usłyszałem nagle nasze nazwiska. - Szef was prosi do siebie! – krzyknęła jedna z sekretarek naszego menadżera, przywracając mnie do rzeczywistości. Zarówno ja, jak i Hazza zdziwiliśmy się mocno, bo nigdy nie powiedziała do żadnego z nas takim tonem, w dodatku posługując się nazwiskami.
Nagle poczułem skurcz w żołądku. Dopiero po chwili doszło do mnie to, dlaczego nasz menadżer chciał się z nami widzieć. „Musiało chodzić o to” .
Wstaliśmy powoli z kanapy. Harry natychmiast złapał mnie za rękę, jakby też przeczuwał w jakiej sprawie jesteśmy wzywani. Podniosłem głowę i  dyskretnie spojrzałem na niego. Wyglądał na zdeterminowanego, a nawet nieco groźnego. Po chwili jednak, gdy zwrócił się w moją stronę zauważając moje spojrzenie na sobie, zmienił oblicze. Przymknął lekko oczy, tak jakby chciał powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i mocniej uścisnął moją dłoń. Poczułem się  nieco pewniej i zdecydowanym krokiem ruszyliśmy w stronę tamtego pokoju.
Stanęliśmy przed drzwiami i spojrzeliśmy się na siebie. W jednej chwili kiwnęliśmy głowami i wypuściliśmy zalegające w naszych płucach powietrze. Zapukałem.
- Proszę! – usłyszałem głos zza drzwi i weszliśmy.
Była to tylko zwykła garderoba, ale nasz menedżer urządził ją tak, jakby była jakimś biurem.
- Podobno chciał pan nas widzieć..- zacząłem. James Richardson wskazał nam miejsca na kanapie i sam usiadł naprzeciwko.
- Owszem – odparł krótko. – Muszę z wami porozmawiać, na temat waszych relacji – powiedział. Poprawiłem się na kanapie czując, że ciało Harry’ego stało się sztywne.
- A dokładnie? – spojrzałem pytająco, udając że nie wiem o co chodzi.
- Ohh nie zachowujcie się jak dzieci – warknął wstając szybko z fotela. – Jestem z wami już prawie od pół roku i widzę, co się miedzy waszą dwójką dzieje.
Po usłyszeniu tych  słów spojrzałem na Harry’ego. Wpatrywał się spokojnie w naszego menadzera. W jego oczach nie było nic nadzwyczajnego. Żadnego strachu, agresji. W sumie to kompletny brak emocji
 – Jesteście gejami, prawda? – zapytał Richardson, stając przed nami. Kompletnie nie wiedziałem jak się zachować – odpowiedzieć coś, czy siedzieć cicho. Hazza nadal nie reagował. A nasz szef kontynuował:
- Możecie nie mówić, ja i tak wiem że jesteście razem.  A czy pamiętacie może jeszcze, co było napisane w kontrakcie, który podpisaliście? – zadał pytanie, patrząc się, raz  na mnie, raz na mojego chłopaka. Po chwili zdecydowałem się na lekkie kiwnięcie głową. To nie miało sensu.

*************************** 
Po usłyszeniu tego pytania, aż zakuło mnie w żołądku. Pamiętałem tamtą sytuację jakby była wczoraj.

* Retrospekcja *
- Louis, stary co jest? – zapytałem, siadając obok niego na kanapie. Przyjechaliśmy ze studia jakieś pół godziny temu. Zdążyłem już pozmywać i myślałem, że Louis też sprząta czy coś. Ale on siedział w salonie, wpatrzony w jakiś program na BBC. Jego wzrok był totalnie nieobecny.  – Coś się stało ? – zapytałem po raz kolejny. Nie uzyskałem odpowiedzi.
- Powiedz mi proszę ! – nie mogłem tak stać bezczynnie i patrzeć jak on cierpi. Uklęknąłem przed nim, złapałem go za ręce i wpatrywałem się w niego, czekając na jakąkolwiek odezwę.
- To będzie cholernie trudne – powiedział tylko tyle. Nie spojrzał mi w oczy.
- Co będzie trudne? – zapytałem już nieco zirytowany tą sytuacją. Czy on nie może powiedzieć od  razu o co chodzi?
- Louis proszę cię, porozmawiaj ze mną tak jak zawsze! – mój ton przybrał niemal błagalną barwę.
- Udawanie – odparł, wciąż patrząc się w jakiś pieprzony punkt na telewizorze.
- Louis! – wstałem i krzyknąłem. – Wiesz dobrze że nienawidzę takiego zachowania. Gdybyś gadał normalnie, już dawno wiedziałbym o co chodzi I razem moglibyśmy myśleć nad tym, jak tę sprawę rozwiązać! Ale nie! Ty musisz być inny! Cholernie oryginalny Louis Tomlinson! – ostatnie słowa wypowiedziałem już naprawdę głośno, kopiąc leżące na podłodze ubrania. Ale on kompletnie się tym nie przejmował, nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
- Ty tego nie przeczytałeś – wychrypiał, a gdy wypowiadał ostatnie słowo załamał mu się głos. Próbowałem się jakoś uspokoić, ale on z każdym słowem doprowadzał mnie do szaleństwa! Wziąłem  jednak kilka głośnych, głębokich oddechów i usiadłem obok Louisa, obejmując go w pasie i znowu łapiąc za rękę:
- Powiedz mi dokładnie o co ci chodzi, proszę!
Dopiero teraz  spojrzał mi w oczy. Jego wzrok był bardzo smutny i jakby trochę zdziwiony, że nie wiem o co chodzi. Nie powiem, trochę mnie to zawstydziło. Na serio powinienem wiedzieć?
- W tej umowie, którą dzisiaj podpisaliśmy, był taki jeden punkt. – zaczął powoli, wciąż patrząc mi w oczy. – Było tam napisane…. – głośno przełknął ślinę i przymknął oczy – że nie dopuszcza się związków gejowskich w zespole – powiedział każde słowo bardzo wyraźnie, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że chodzi mu o nas. Po tym schował twarz w dłoniach.
Nie, to niemożliwe. Jak mogłem to przeoczyć? A zresztą, to już nieważne, już się nie cofnę. Najważniejsze jest teraz pytanie - co to zdanie oznacza dla nas? Do tej pory nikt nie wiedział o tym, co nas łączy, ale w końcu musimy powiedzieć prawdę, przynajmniej chłopakom. Ale menadżerowie nie muszą przecież wiedzieć. „Damy radę” – pomyślałem, ale mimo tego w moich oczach pojawiło się kilka łez.
Bo jak można komuś zabraniać miłości? 
Położyłem swoją rękę na policzku Louisa mówiąc:
- Lou. Jesteśmy razem od miesiąca. Jak na razie nikt o nas nie wie i przecież tak może zostać, prawda? – i uśmiechnąłem się, próbując wywołać uśmiech również na jego twarzy.
- Naprawdę nic nie rozumiesz? – wzburzył się mocno. Wstał z kanapy i stanąwszy przede mną zaczął kręcić z niedowierzaniem głową. – Nie przeszkadza ci to nasze ukrywanie się? Nie przeszkadza ci to że w obecności kogokolwiek nie mogę dać ci buziaka albo złapać za rękę? – spojrzał na mnie pytająco. Czułem, że się rumienię więc spuściłem wzrok. To była najgłupsza rzecz jaką mogłem powiedzieć. Louis kontynuował monolog, wykonując rękoma dość wyraźne gesty:
- Okej, przez ten miesiąc, to może jeszcze tego tak bardzo nie poczułeś, ale później? Harry mnie to już mocno irytuje. Muszę się pilnować na każdym kroku, żeby nie powiedzieć przypadkiem o słowo za dużo! – Ostatnie zdanie powiedział już nie stanowczo, lecz wręcz bezradnie. W jego głosie słychać było wyraźnie że jest tą sytuacją wręcz załamany. Minęła chwila, zanim podniosłem głowę. Louis przykucnął już przy mnie i położył swoje ręce na moich kolanach.
- Przepraszam cię, za ten wybuch, ale to naprawdę już mnie męczy…– powiedział słabym głosem
 - To ja cie przepraszam, nie mogłem chyba powiedzieć nic głupszego - przerwałem mu.
 -…i na serio przejąłem się tym, co tam było napisane. – dodał, nie zważając na moje słowa. - Miałem dzisiaj z tobą pomówić o tym, że wypadałoby jednak powiedzieć prawdę o naszym związku chłopakom, bo ostatnio zaczęli się czegoś domyślać. Ale teraz to już nie mam pojęcia co powinniśmy zrobić.
Zapanowała chwila ciszy. Louis usiadł na podłodze i utkwił swój wzrok we mnie. Ja zrobiłem to samo. I nie wiem ile czasu siedzieliśmy tak w siebie wpatrzeni, ale ja mógłbym to robić wiecznie. Miał najpiękniejsze oczy, jakie w życiu widziałem.
- Lou – przerwałem jednak ciszę – jedyne co mogę ci obiecać to to, że będziemy podejmować te ważne decyzje razem, i że bez względu na to ile nasza miłość będzie wymagała poświęceń, ja wykonam je wszystkie bez zawahania.
- Razem będziemy się zdobywać na te wszystkie poświęcenia – poprawił mnie, podnosząc się i całując mnie w usta. - Chodź, idziemy spać – powiedział przerywając ten pocałunek po kilkunastu sekundach i łapiąc mnie za ręce - Ten dzień zdecydowanie powinien się już skończyć.

Uświadomiłem sobie, że właśnie nastał ten dzień, w którym to wszystko o czym mówił Lou się zacznie. Że to był ostatni raz, ostatni koncert. Że wczoraj był ostatni wywiad i tweet na twitterze. Że teraz już nie będzie tak samo.
- No, więc zdajecie sobie sprawę, że za wszelką cenę musimy uchronić ludzi od jakichkolwiek podejrzeń na wasz temat – kontynuował Richardson łażąc po tym „gabinecie:. – Muszę przyznać, że myślałem iż w jakiś sposób będziecie się hamować wiedząc, że obserwuje was tylu ludzi, ale zrobiliście inaczej.
Oczekiwał od nas chyba jakieś odpowiedzi, ale nie doczekał się, więc mówił dalej:
- Takie zdjęcia od dzisiaj nie mają prawa pojawiać się w Internecie – i podał nam na kolana swojego laptopa. Naszym oczom ukazało się to :

Chociaż nie była to odpowiednia chwila, mimowolnie na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Zdjęcie to zrobione zostało po wczorajszym koncercie. Znajdywaliśmy się w nieco innych pozycjach, ale widząc Liama z IPhonem Loui od razu usiadł, no i zdjęcie wygląda tak, jak wygląda. Bogu dzięki zresztą, że nie inaczej.
- Macie również zakaz pisania ze sobą na twitterze – dodał.
- No to już chyba przesada – wybuchnął Louis.
- Przesada? Wpisz w wyszukiwarkę Larry Stylinson –rozkazał mi.
Zrobiłem co mi powiedział. Moim oczom ukazało się około tysiąca filmików.
- Odtwórz obojętnie który – polecił oschłym warknięciem.
Siedzieliśmy z Louisem, i wpatrywaliśmy się w ekran, jakby był zaczarowany. Naszym oczom ukazywały się coraz to inne zdjęcia, lub gify z teledysków, wywiadów, koncertów itp. Na każdym z nich byliśmy razem.
Nie wiedziałem, że fani zrobią coś takiego. Oni ewidentnie analizowali nasze zachowanie i szukali wszystkiego, co mogłoby wskazywać na to, że jesteśmy parą. I nazwali nas Larry’m Stylinson’em, łącząc nasze imiona i nazwiska.
Co więc było złego w naszym związku, skoro nasi fani – twierdząc po komentarzach – wręcz domagali się tego, abyśmy ujawnili się jako para?
To samo też pytanie zadałem menadżerowi.
- Ty naprawdę nic nie rozumiesz – zaśmiał się lekceważąco. – To jest tylko kilka tysięcy z kilkunastu milionów, które was oglądają. Reszta, to prawdopodobnie młode dziewczynki, do dwunastu lat, którym mamy zabroniłyby was słuchać, gdyby dowiedziały się że jesteście gejami! Nie możemy sobie na to pozwolić! – wykrzyczał. – Od dzisiaj, macie się pilnować. Dosyć tych spojrzeń, przytulań, ciągłych rozmów na antenie – oznajmił. – a każde niestosowne zachowanie będę odliczał od waszych pensji – dodał, uśmiechając się sztucznie.
Spojrzałem na Louisa i ujrzałem już szklące się oczy.
- Ale to jeszcze nie koniec – powiedział po chwili przerwy Richardson. – Aby kompletnie uciąć wszelkie spekulacje, postanowiliśmy znaleźć dla jednego z was dziewczynę – znowu uśmiechnął się szeroko. – Podpisaliśmy już z nią kontrakt, jutro pojawi się na koncercie i będziecie mieli okazję ją zapoznać. O tym który z was chce z nią być, możecie zadecydować sami – zakończył, a na jego twarzy pojawił się wyraźny oznak satysfakcji.
Milczeliśmy, cały czas słuchając tych bzdur które opowiadał ten pieprzony dupek. Nie mogłem  uwierzyć w to, że na serio będziemy musieli się ukrywać. Do tej pory myślałem, że to wszystko o czym mówił Louis było przesadą. Zachowywaliśmy się przecież normalnie, powiedzieliśmy o wszystkim chłopakom, a oni to zaakceptowali. Teraz uświadomiłem sobie, że to wszystko się skończyło a Lou miał rację. Uświadomiłem sobie, że nie będę mógł już nigdy go przytulić, dać buziaka, czy nawet powiedzieć czegoś „niejednoznacznego” będąc w miejscu publicznym. A w dodatku ta dziewczyna.
W moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Chciałem coś powiedzieć, wykrzyczeć temu facetowi  w twarz że jest cholernym idiotą, i że przecież nie można nikomu zabraniać miłości, ale nie mogłem. Otworzyłem tylko usta, ale nie wykrztusiłem ani słowa.
Louis złapał mnie za rękę i drżącym głosem powiedział tylko :
- Chodź już, to nie ma sensu.
Gdy tylko opuściliśmy pokój, przytuliłem Louiego najczulej jak umiałem. Po kilku sekundach poczułem, że na mój t-shirt skapnęło kilka łez.
Pocałowałem jego włosy i otarłem swoje policzki. Nie potrzebowaliśmy nic mówić. Jeden doskonale rozumiał drugiego i każde wypowiedziane słowo, byłoby tutaj zbędne, mogłoby tylko spotęgować złe emocje. Złapaliśmy się za ręce i w milczeniu udaliśmy się do auta.

- Kocham Cię – powiedział Lou, gdy po godzinie leżeliśmy już wykąpani w swoim łóżku. Były to jedyne słowa, które usłyszałem od niego tamtego wieczora.

***********************************************************************************************
Jest pierwszy rozdział ;)
Pod poprzednim postem nie doczekałam się komentarzy, mam nadzieję że tym razem będzie inaczej ;)
Rozumiem Was, bo ten prolog był taki, że nie wiedzieliście czego się spodziewać. Teraz jest już prawdziwy początek.
Czekam na opinię i licze że się spodoba
ENJOY ;)
@lifetastegreat


11 komentarzy :

  1. Wow. Napisalas wszystko co jest wazne dla shipper'ek Larrego. Kontrakt, falszywa dziewczyna (pewnie Elka).. Moge napisac tylko, ze nie moge sie doczekac dalszych losow Larry'ego i czekam na nn ;)
    @Olla1235

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pierwszy komentarz ;)
      Cieszę się, bo właśni na tym mi zależało, żeby oprzeć to na tych faktach, ważnych dla shipperek ;)
      Następny pojawi się chyba około weekendu, jest już napisany :)

      Usuń
  2. OMG. Tyle mogę tylko napisać.. Miałam łzy w oczach jak to czytałam. Ta sytuacja odpowiada dzisiejszej. To całe ukrywanie, Elka.. Czytałam bardzo wiele blogów, uwierz i wiele chwyciło mnie za serce ale chyba ŻADNE nie zaczęło się tak .. pięknie? smutnie? Nie wiem. Dziękuję Ci z całego serca że do mnie napisałaś bo wątpię żebym tu trafiła. Jedno jest pewne, masz stałą czytelniczkę :) Dziękuję że upiękniasz mi świat tym blogiem.
    Twoja --> @11Puchacz

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jakie to jest cudowne. Wszystko takie, takie, prawdziwe. Aż miło się czyta chociaż w niektórych momentach miałam łzy w oczach. Blog super. Nie mogę doczekać się nexta. Możesz informować mnie na tt o nowych rozdziałach?? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo Fajne ! :D Czekałam na taki blog o Larrym , którym będę mogła w pewnym sensie - żyć :d Teraz jestem zmotywowana , aby stworzyc własny blog o Larrym ;) Jak tylko go stworze , podeśle linka ;)
    CZEKAM NA KOLEJNĄ CZĘŚĆ ♥
    MÓJ TWITTER (ZAWSZE DAJE FOLLOW BACK ;P ) : https://twitter.com/CamillaHoran69

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo zachęcająco się zaczyna. Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże, to jest takie.. prawdziwe.
    I muszę się przyznać, że samej chce mi się teraz płakać. ;_;
    Nie wiem czemu, ja jakoś za bardzo wrażliwa jestem.
    Ale idę czytać kolejny. c':

    @love_my_gay

    OdpowiedzUsuń
  7. popłakałam się bo to jest takie prawdziwe <3 etc. zaraz będę czytać następny rozdział a resztę przeczytam jutro :) // @DirectionerX69

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ochotę płakać :(
    To jest takie .. prawdziwe .. :)
    No .. ugh, nie wiem jak to określić ... zajebiste :D
    Bardzo mi się podoba :]

    Larry Shipper Forever Love <3 xx
    @JuliaWota

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie mi się podoba :) Powiem że jeszcze nie wierzę w Larrego na 100% ale na 69% *__*
    W sercu mam skrytą nadzieję że to jednak prawda, ale tego dowiemy się jak chłopcom skończy się ta cholerna umowa...
    A opowiadanie naprawdę zajebiste :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże, boże, boże ;___;
    elża wkracza do akcji

    OdpowiedzUsuń