niedziela, 21 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 2





WE MUST BE STRONG
*********************

Obudziłem się, czując na ramieniu przyjemny dreszcz.  Wzdrygnąłem się lekko.
- Loui? – szepnął Hazza uważając, aby przypadkiem mnie nie obudzić.
- Dzień dobry kochanie – mruknąłem podnosząc głowę leżącą do tej pory na jego torsie. Zareagował szybko muskając moje wargi.
- Długo już tak leżysz? – zapytałem, ponownie wtulając się w jego bijące ciepłem ciało. Harry okrył mnie mocniej kocem i zaczął błądzić palcem po moich plecach, zataczając różnorakie kształty.
- Dopiero wstałem– odparł cicho. –I  pewnie cię obudziłem, tym dotykiem… – dodał przepraszającym tonem.
- Harreh, to jest zdecydowanie najlepszy sposób, w jaki można się obudzić – zaprzeczyłem, składając delikatny pocałunek na jego umięśnionej klatce. Zaśmiał się cicho.
- Kocham cię – wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też – odrzekłem i ponownie odchyliłem głowę. Nasze usta znów złączyły się na chwilę.
Poranne pocałunki jednak nie cieszyły mnie tak bardzo, jak zazwyczaj. Od samego bowiem przebudzenia, do mojej głowy wleciały pytania -  „o ile nasz dzisiejszy dzień będzie się różnił od tych poprzednich? Jak teraz będzie wyglądać nasze życie?” I wciąż miałem w głowie tysiąc odpowiedzi na nie.
- Loui, będzie dobrze, nie przejmuj się tak – powiedział Hazza w pewnym momencie, zauważając smutek w moich oczach.
Ehh jak on dobrze mnie znał.
Odwróciłem szybko głowę, próbując ukryć już szklące się oczy.
- Lou – zaczął, chwytając delikatnie mój podbródek. Nasze spojrzenia ponownie spotkały się. -  Nasza miłość przetrwa wszystko, rozumiesz? –mówił a w jego powiekach również pojawiły się łzy.
- Wiem kochanie – odparłem przymykając oczy, czym spowodowałem wypłynięcie na moje poliki kilku kolejnych kropli słonej cieczy. Chciałem je otrzeć, jednak Harry złapał moje dłonie.
 – Kocham cię za bardzo, żeby jakiś cholerny typ mógł to przerwać, wiesz? – powiedział wyraźnie drżącym głosem. Zabić uczucia rzeczywiście nie może. Ale zranić, osłabić? Jest na najlepszej drodze.
- Ale przecież nie możemy nic poradzić na kontrakt ….- chciałem odpowiedzieć, ale mi przerwał, jakby w ogóle tego nie słysząc i patrząc pełnym nienawiści i wręcz szaleńczym wzrokiem na jakiś punkt w podłodze :
– I wiesz? Nawet jak miałbym zrezygnować z całego mojego życia… –w tym momencie łzy zaczęły płynąć strumieniem z jego wręcz wyrysowanej bólem twarzy,  - …nawet jak miałbym kogoś zabić, to to zrobię. Zrobię to, bo do cholery tak bardzo cie kocham i żaden pieprzony idiota tego nie popsuje! – ostatnie słowa aż wykrzyczał zanosząc się płaczem. Cały trząsł się z nerwów, a przymiotniki opisujące Richardsona wręcz wysyczał.
- Już dobrze Harry. Uspokój się – powiedziałem i objąłem go mocno. Teraz szlochał w moje ramię.
- Tak bardzo cię kocham – wyszeptał pociągając nosem.
- Ja ciebie też, i nikt tego nie zniszczy – zapewniłem całując jego włosy, a rękoma pocierając jego plecy. Był bardzo roztrzęsiony.
Dopiero po kilku minutach poczułem, że jego oddech się umiarowił, przestałem też słyszeć ciche łkanie.
- Harry – zacząłem, wziąwszy w dłonie jego twarz – nasza miłość przetrwa wszystko.
Patrzył na mnie czerwonymi, zapuchniętymi oczami. Otarłem kciukiem ostatnie łzy spływające po jego polikach, odgarnąłem kosmyk włosów z jego czoła i kontynuowałem:
-Będziemy silni, a po trzech latach, gdy ten cholerny kontrakt się skończy, każemy im pocałować nas po tyłkach, i odejdziemy z uśmiechem na ustach. Tak? – spojrzałem na niego pytająco.
Pokiwał tylko twierdząco głową i wtulił się we mnie mocno, kładąc podbródek na moim ramieniu.
Chyba pierwszy raz widziałem go w tak okropnym stanie. Zawsze myślałem, że to jestem bardziej emocjonalny i łatwiej się wzruszam. Dzisiaj też się na to zanosiło, bo byłem pewien że Harry będzie mnie po prostu uspokajał, zachowując zimną krew. Nie sądziłem, że ta sytuacja wstrząśnie nim do tego stopnia, że tak wybuchnie. Był kompletnie rozbity.
A najgorsze było to, że nic nie mogłem zrobić. Musimy po prostu przetrwać te trzy lata. Prawdopodobnie w takim właśnie bólu.

 ********************
Siedzieliśmy z Louisem w kuchni, pijąc kawę i przeglądając dzisiejszą prasę.
Gorący prysznic naprawdę dobrze mi zrobił. Uspokoiłem się i teraz mogłem już „na trzeźwo” ocenić naszą sytuację.
Lou miał rację – to będzie cholernie trudne. Ale my to wytrzymamy. To tylko trzy lata…
- Harry, nie myśl już o tym – powiedział Louis, kładąc swoją dłoń na mojej. Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na jego twarz. Kochałem te delikatne rysy w połączeniu z niedbałą fryzurą, taką jaką miał teraz. Na scenie to swoja drogą, wyglądał świetnie, ale teraz, tu w mieszkaniu był tylko mój. I wiedziałem że jestem jednym z nielicznych, którzy mogą go zobaczyć w takim wydaniu.
- Czemu tak patrzysz, coś nie tak? – zapytał, poprawiając nieco swoje włosy.
- Po prostu lubię patrzeć na piękne rzeczy – odparłem, obdarzając go czułym spojrzeniem i intrygującym uśmiechem. Zaśmiał się cicho i wyszeptał, sięgając ręką po mój pusty kubek :
- Oj Hazza, Hazza…
Obserwowałem go, kiedy mył naczynia. Widziałem, że on także bardzo przejmuje się tą sytuacją, chciał jednak to ukryć. Ale ja znałem go za dobrze. Nerwowe ruchy i napięte mięśnie sprawiały, że doskonale wiedziałem co go teraz gryzie.
Podszedłem do niego i objąłem w okolicach brzucha, składając kilka delikatnych pocałunków na jego szyi.
- Zamiast uspakajać mnie, lepiej sam się rozluźnij – wymruczałem. Opuścił głowę i położył ręce na krawędzi szafek.
- Wiem – westchnął. – Staram się pomóc tobie, a nie umiem pomóc sobie samemu – powiedział cicho.
Odwrócił się w moją stronę jednym zdecydowanym ruchem.
- Ale już koniec. Koniec tego na dziś. Myślmy o przyjemniejszych rzeczach, i róbmy przyjemniejsze rzeczy – powiedział, po czym wpił się w moje usta, wsadzając jedną rękę w moje włosy, a drugą pod t-shirt. Chciałem zrobić to samo, ale usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Loui westchnął głośno.
- Ja otworzę – powiedziałem, muskając jeszcze raz jego wargi.
Podchodząc do drzwi spodziewałem się każdego, z wyjątkiem tego człowieka. Czego on od nas chce? W naszym domu? Mocno szarpnąłem za klamkę.
- Słucham – zapytałem stanowczym tonem.
- Jakież miłe powitanie  - odparł i uśmiechnął się sztucznie.
- Harreh, kto to? – zawołał Lou z kuchni.
- Nikt ważny – syknąłem, ale na tyle wyraźnie, aby mógł mnie usłyszeć.
- Co to znaczy nikt wa… - urwał, wchodząc do przedpokoju. – Czego pan chce? – zapytał ostro.
- To już zapomnieliście? – Richardson zaśmiał się głupio, przewracając oczami. – O czym wy myślicie, dzieci … Tom! Przyprowadź tu Eleanor! – zawołał, do jednego z ochroniarzy. Spojrzeliśmy z Louisem po sobie.
– To ta dziewczyna, o której wam mówiłem wczoraj – wytłumaczył. – Niezła jest, serio – dodał i puścił do nas oczko. Skończony Idiota.
Po chwili naszym oczom ukazała się dość wysoka, szczupła brunetka. Miała pewnie około 20 lat. Była naprawdę ładna. To samo pomyślał chyba Louis. Tak przynajmniej wywnioskowałem z jego twarzy.
- Harry, Louis – to Eleanor Calder – przedstawił nas sobie. -  Eleanor – od dzisiaj, będziesz dziewczyną… no właśnie, mieliście się zastanowić. Więc którego z was? – zapytał. Spojrzałem na Louisa, a on na mnie. Nie podjęliśmy tej decyzji. Nie mieliśmy pojęcia, że będziemy musieli ją podjąć tak szybko. Nastąpiła chwila ciszy.
- Lou… Ja chyba nie dam rady – powiedziałem do niego cicho. – Widziałeś, co było rano… - dodałem i spuściłem wzrok. Naprawdę nie byłem gotowy na to, aby udawać że mam dziewczynę. Wiedziałem że Louis też nie był, ale stwierdziłem że mimo wszystko chyba lepiej poradzi sobie w tej sytuacji.
- Harry, jesteś pewien? – zapytał, stając przede mną i opierając swoje czoło o moje. Złapał mnie za ręce i kontynuował:
– Ja bym jakoś sobie poradził, widząc ciebie z nią. Czy ty jesteś pewien że poradzisz sobie widząc mnie z tą dziewczyną? – przełknąłem głośno ślinę. Kątem oka dojrzałem Richardsona pokazującego na nas palcami i wyraźnie śmiejącego się z nas, wraz ze swoim ochroniarzem. Podniosłem wysoko rękę i pokazałem mu środkowy palec. Nie mógł nie zauważyć.      
- Loui, nie mam pojęcia jak się wtedy zachowam – zacząłem, nie zważając na słowa wielce obrażonego menadżera, który kierował pod moim adresem jakieś wyzwiska - ale jestem pewien, że nie będę umiał udawać, że  ona jest moją dziewczyną – dokończyłem.
– Przepraszam, że stawiam cię w takiej sytuacji, ale chyba jesteś… chyba jesteś po prostu bardziej odpowiedzialny i nie zrobisz żadnego głupstwa – dodałem jeszcze, po czym przymknąłem oczy. Wiedziałem, że stawiam go w sytuacji bez wyjścia, ale naprawdę czułem, że na pierwszym oficjalnym spotkaniu z tą całą Eleanor wykrzyczał bym jej w twarz że jest podłą suką czy coś takiego. A nie mogliśmy sobie pozwolić na takie zachowanie.
Louis podniósł mój podbródek tak, abym znowu patrzył w jego oczy.
- Jesteś pewien? – zapytał. Kiwnąłem tylko głową. Musnął delikatnie moje wargi, złapał mnie za rękę i powiedział głośno:
- Ja z nią będę.
Ścisnąłem mocniej jego dłoń, chcąc dodać mu otuchy. Odwrócił się na chwilę w moją stronę i posłał mi delikatny uśmiech. Wiedziałem, z jakim trudem wypowiedział te słowa. Ale zrobił to, bo było to dla nas konieczne.
- No wspaniale! – wykrzyknął Richardson, wyciągając rękę w kierunku Lou. Ten jednak nie odpowiedział. Zaśmiałem się pod nosem.
- Obyście później nie żałowali takich zachowań – wysyczał przez zaciśnięte zęby. – Tomlinson, ogarnij się do cholery, uczesz się i idźcie z Eleanor na spacer, umówiłem już paparazzich – oznajmił, po czym odwrócił się na pięcie i już chciał iść do samochodu, ale złapałem go za ramię:
- Nie odzywaj się tak, do mojego chłopaka – warknąłem. Odwrócił się, spojrzał na mnie pogardliwie i uwolnił się spod mojej ręki. Chciałem iść za nim, ale Louis mnie zatrzymał:
- To nie ma sensu – mruknął mi do ucha.
Miał racje, i tak nic nie mogłem zrobić.
- Ja przepraszam, ja wiem że to jest dla was ciężka sytuacja… - odezwała się nagle dziewczyna.
- Po prostu nic nie mów, okej? – przerwałem jej. Zmieszała się a jej twarz przybrała różowych barw.
- Harry, ona nie jest niczemu winna – uspokoił mnie Louis. – Wejdź i usiądź w salonie, idę się przebrać – powiedział do niej obdarzając lekkim uśmiechem i wskazując kanapę.
- Dzięki – odparła, po czym obdarzyła mnie wrogim spojrzeniem i skierowała się do salonu. Ja poszedłem z Louisem na górę.
- Nie musisz być dla niej taki niemiły – powiedział, zamykając za mną drzwi od sypialni.
- No wiem, ale… jak sobie uświadomię jak to wszystko będzie od dzisiaj wyglądać, to te nerwy same ze mnie wychodzą…  - próbowałem się usprawiedliwić.
- Ale takim zachowaniem nic nie zdziałasz, i jeszcze utrudniasz mi robotę. Ja mam udawać że jestem jej chłopakiem! Ja muszę być dla niej miły! I byłoby mi zdecydowanie łatwiej, gdybyś ty również był. – mówił, ściągając koszulkę i spodnie.
- Przepraszam – mruknąłem cicho siadając na łóżku.
- Wiem że to jest dla ciebie trudne, ale postaraj się. Postaraj się dla mnie – powiedział i podszedł do mnie, składając na moich ustach krótki pocałunek.
- No jak dla ciebie, to mogę być najmilszym facetem na świecie – szepnąłem i przyciągnąłem go do siebie tak, że przewrócił się na łóżko.
- Mmm, jakiś ty dzisiaj drapieżny! – powiedział ze śmiechem.
- No przecież muszę cię jakoś rozgrzać, żebyś na tym spacerze wyglądał jak zakochany – wymruczałem cicho i zacząłem całować jego tors.
- Haha, dzięki ale chyba muszę ci odmówić – zachichotał, bo właśnie dotknąłem najbardziej wrażliwego na pieszczoty miejsca na jego klatce – z boku ciała, tuż pod żebrami. Nigdy nie mógł wytrzymać choćby kilku sekund dotyku tam.
- Jesteś pewny? – zapytałem podnosząc na chwilę głowę. Byłem uśmiechnięty od ucha do ucha.
- No niestety – odparł i przekręcił mnie na plecy. Teraz to on był na górze.
- Wiesz że chciałbym, ale tamta dziewczyna siedzi w salonie no i… - zauważył pewnie cień smutku który przemknął przez moją twarzy – oj Harry nie łap mnie na te słodkie minki. Dokończymy wieczorem, obiecuję – i pocałował mnie najczulej jak mógł, po czym wstał i powrócił do grzebania w swojej szafie.
- Ehh, no jakoś wytrzymam – westchnąłem i ponownie usiadłem na skraju łóżka.
- Te, czy te? – zapytał, pokazując dwie pary krótkich spodenek.
- Te niebieskie świetnie eksponują twój tyłek, więc załóż te różowe – odparłem i uśmiechnąłem się szeroko. Louis zachichotał.
- Nie martw się, wszystko co będę miał pod spodenkami zachowam dla ciebie – mruknął i posłał mi buziaka.
 Wyciągnął z szafy jeszcze jakiś t-shirt, założył trampki i westchnął:
- No to mogę iść, na pierwszą udawaną randkę w życiu.
Po czym wyszliśmy razem, trzymając się za ręce.
- No, Eleanor, jestem gotowy – rzekł z lekkim uśmiechem. Dziewczyna odpowiedziała tym samym.
Nagle poczułem szturchnięcie. Odwróciłem się zdziwiony w stronę Louisa, a ten posłał mi wymowne spojrzenie.
- Ja… ja przepraszam cie bardzo za tamto zachowanie, po prostu jestem dzisiaj rozdrażniony –  powiedziałem, uświadamiając sobie o co chodzi. Dojrzałem wyraźną satysfakcję na twarzy Lou.
- Nie ma sprawy, ja rozumiem że to dla was nie jest fajna sytuacja – odparła spokojnie. – Ja naprawdę przepraszam, ale w umowie którą mi zaproponowano była taka suma pieniędzy, że jako początkująca modelka nie mogłam wręcz odmówić. To jest dla mnie naprawdę ogromna szansa, żeby się wypromować – mówiła, a w jej głosie czuć było trochę poczucia winy. – Ja naprawdę nie będę wam przeszkadzać. Wyjdziemy od czasu do czasu razem, zrobią nam parę zdjęć i to wszystko. To wszystko co mam w kontrakcie i nie zamierzam go rozszerzać.
- Nie musiałaś tego mówić – powiedział Louis. – Nie musisz nam się z niczego tłumaczyć. Ty masz swoje życie i my mamy swoje, okej?
- Oczywiście – kiwnęła twierdząco głową.
- No, więc idźmy na ten spacer i miejmy tę pierwszą randkę za sobą – powiedział Louis. Pocałował mnie jeszcze w policzek i wyszli.
Będąc sam w domu, nie wiedziałem kompletnie co mam robić. Tak byłem przyzwyczajony do towarzystwa Louiego, że każda godzina bez niego była dla mnie udręką.
Próbowałem obejrzeć jakiś film, ale znudził mnie po pół godziny.
Wziąłem z półki książkę – piętnaście minut i niemal usnąłem.
Gdy wziąłem Ipoda, stwierdziłem że nie ma tam ani jednej piosenki, którą mógłbym teraz posłuchać.
Katastrofa.
Podczas leżenia na kanapie i szukania kolejnych sposobów na spędzenie wolnego czasu, wpadł mi jednak do głowy genialny pomysł – pomyślałem, że zrobię lunch dla siebie i Louisa. Będzie zadowolony.
Zrobienie naleśników z nutellą zajęło mi około pół godziny. Minęło już więc półtorej od ich wyjścia na ten spacer, i wciąż nie wracali!
Dla zabicia czasu postanowiłem więc włączyć laptopa i przejrzeć moje konta na portalach społecznościowych.
No tak, oczywiście pełno nowych followersów na twitterze – prędkość z jaką przybywało naszych fanów była nieprawdopodobna. Później chciałem przejrzeć tweety skierowane do mnie. To co tam zobaczyłem, przysporzyło mnie jednak o kłucie w żołądku.
„Więc Larry nie jest prawdziwy”, „OMG nie mogę w to uwierzyć”, „Louis jak mogłeś”
Takie posty komentowały zdjęcia, dodane przez londyńską agencję prasową :


„Nie jest tak źle – pomyślałem o pierwszej. Nawet nie trzymają się za ręce. Na mojej twarzy zagościł więc lekki uśmiech. Niestety szybko zniknął, gdy zobaczyłem kolejne :
Serio Lou, musiałeś położyć tam tą rękę?
*********************************************************************************
No i jestem w weekend, z nowym rozdziałem :)
Dziękuję za te komentarze które zostawiliście pod poprzednim postem, nawet nie wiecie ile uśmiechu przynosi każda kolejna opinia ;)
Liczę że ten rozdział się spodoba, następnego oczekujcie pewnie za tydzień :)
No i mam prośbę, jeśli znacie jakiś Larry Shipperki którym ten blog mógłby się podobać, to polecajcie go, bo ja do wszystkich nie dotrę ;p
Liczę ze pojawi sie przynajmniej tyle samo komentarzy co pod tamtym, zobaczymy ;D
ENJOY ;))
lifetastegreat - mój twitter, zawsze follow back ;)



13 komentarzy :

  1. Jeju.. popłakałam się ;( To takie.. prawdziwe. Cieszę się że nie oczerniłaś jakoś Eleanor bo lubię ją i wiem że to nie jej wina że 'psuje' Larry'ego.. :)
    Dzięki za informowanie ~ @11puchacz

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. (ZAPOMNIALAM CZEGOS DODAC W POPRZEDNIM KOMENTARZU DO TEGO POSTA ;) ) Fantastyczne ! :D To takie ... realistyczne ;) Im więcej tego czytam , tym bardziej wierze że Larry jest prawdziwy ♥ Niesamowicie piszesz :) Eleanor wyszła tu na taką miłą , sympatyczną i chcę żeby taka została w mojej głowie . Jestem ciekawa co będzie w następnej części *.* Nie umie się doczekac ! Co byś mogła zmienic ? Właściwie ... to wszystko jest super ! :D Jestem bardzo ciekawa co bedzie dalej :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju, jak ty cudownie piszesz. Wszystko jest tak dokładnie opisane i takie, takie prawdziwe.... Po prostu w niektórych momentach miałam łzy w oczach, to z wzruszenia to z rozpaczy. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału, i jakbyś dalej mogła informować mnie na tt byłabym bardzo wdzięczna xx

    OdpowiedzUsuń
  5. https://www.facebook.com/pages/Jaram-się-Larrym-bardziej-niż-Horan-jedzeniem/364127193696976?ref=tn_tnmn like ? Super będę czytała
    #LarryShipperForever ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. wow! świetne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie nie nie nie...
    Przez ciebie zaczne w to wszystko wierzyć i uznam, że Harry i Lou naprawdę są homo ;o
    Ale to wszystko wygląda jak prawda
    NIEEEEEE

    OdpowiedzUsuń
  8. Też się popłakałam. :'c
    Co ty ze mną robisz zła kobieto?!
    Larry is fucking real.

    @love_my_gay

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham te opowiadanie <3 a resztę przeczytam jutro bo teraz już nie mogę a szkoda ;< // @DirectionerX69

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurwa, rozjadę ich czołgiem, mogę ?
    Jak zawsze pojebana ja muszę płakać :)
    Huh, no nic nie poradzę, że tak zajebiście piszesz <3
    Lecę daalej :D

    @JuliaWota xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Czołgi żądzą też jestem umówiona z moją frend że najedziemy na nich czołgami

    OdpowiedzUsuń
  12. Ahhahahqh Przepraszam ale to ostatnie zdjęcie mnie rozwaliło ten tyłek lou ahahahha jak u kaczki ale i tak go kocham tak samo jak larrego ;* świetne opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  13. Kuźwa.....bardzo chcę czytać dalej, ale literki mi się rozmazują już ;c jutro czytam dalej x

    OdpowiedzUsuń