sobota, 27 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 3


WHAT THE HELL ARE YOU TALKING ABOUT?


 ********************
 Siedziałem w kuchni patrząc po prostu przed siebie, gdy usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach.
- Wróciłem kochanie! –doszedł do mnie głos Louisa z przedpokoju. Po chwili chłopak wszedł do pomieszczenia w którym się znajdowałem i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnąłem się lekko.
- Czemu siedzisz tu, taki smutny? – zapytał z wyraźną troską głosie, siadając naprzeciwko mnie i biorąc łyk kawy z mojego kubka. Chyba nie wyglądałem najlepiej.
- Po prostu było mi nudno samemu, przez te dwie godziny… - odparłem cicho.
- Harry nie wiedziałem że to będzie tak długo trwało – powiedział przepraszającym tonem. Spojrzał mi w oczy, złapał mnie delikatnie za ręce i dodał, przyglądając mi się podejrzliwie:
- Ale tylko z tej nudy jesteś taki smutny?
Nie wiedziałem czy powinienem mu o tym mówić… Z jednej strony to trochę głupie, będę wyglądał na zazdrośnika, ale z drugiej strony jak to powiem, będzie mi łatwiej.
- No… nie – wydusiłem w końcu z siebie.
- Co więc się stało? – zapytał troskliwie, ściskając mocniej moje dłonie.
Spuściłem głowę i zamknąłem oczy, bo poczułem że napłynęło do nich już kilka łez.
- Bo ja… - zacząłem niepewnie – ja zobaczyłem wasze zdjęcia ze spaceru, i …- chciałem kontynuować, ale Louis mi to uniemożliwił. Momentalnie położył swój palec na moich ustach i szepnął:
- Nie kończ, proszę – po czym wstał i pocałował mnie delikatnie, w tym samym czasie odsuwając nogą stół i siadając mi na kolanach.
- Wiem, że cierpisz – dodał, odgarniając mi z czoła grzywkę – ale pewnie z każdym kolejnym razem, z każdym kolejnym wyjściem, będziesz odczuwał to coraz mniej, przyzwyczaimy się do tej sytuacji – i uśmiechnął się lekko. Spojrzałem w jego zielone tęczówki i mimowolnie wyraz mojej twarzy również się ocieplił.
- Mam nadzieję – westchnąłem.
Harry, weź się w garść! Nie chciałem znowu się rozczulać, wolałem stworzyć nieco lepszą atmosferę. Ostatnio zdecydowanie za dużo smutku pojawiało się w naszym związku.
– Ale randkę z Eleanor mamy już za sobą, więc co będziemy robić teraz, przed tym wywiadem? – zapytałem więc, patrząc na niego prowokująco.
Zaśmiał się lekko mrużąc oczy.
- Na pewno nie to, o czym myślisz – odpowiedział, całując mnie w czubek nosa i wstając. – Została nam godzina, więc akurat zdążymy zjeść to, czym tak ładnie pachnie i trochę się naszykować – dodał, krzątając się po kuchni.
- No dobrze – westchnąłem, również wstając z krzesła. Wyjąłem z lodówki dżem i nutellę i zacząłem przyrządzać naleśniki. Lou przygotowywał bitą śmietanę.
Wspólne gotowanie zawsze przysparzało nam wiele radości i kończyło się w każdym przypadku tak samo - byliśmy cali wysmarowani jedzeniem, a nasze ubrania nadawały się tylko do prania. Nie inaczej było tym razem. Usiedliśmy na kanapie śmiejąc się, i wciąż brudząc sobie rzeczy.
W pewnym momencie zauważyłem, że trochę bitej śmietany wylądowało na szyi Louisa. Nachyliłem się więc momentalnie, aby ją „zjeść”.
- Oj Harry, mówiłem ci że skończymy wieczorem, a nie teraz… - mówił, ale nie słyszałem zniechęcenia w jego głosie. Wręcz przeciwnie – objął mnie rękoma i delikatnie wodził opuszkami palców po moich plecach. Zachęcony więc tym zachowaniem, całowałem powoli jego szyję i dekolt, wystający spod koszulki.
Czułem, jego niespokojne ciało pode mną. Był bardzo wrażliwy, szczególnie na plecach i właśnie na karku.
- Harry, proszę – jęknął, a jego usta znowu wykrzywiły się w mimowolnym uśmiechu . – Już mi się robi gorąco a za piętnaście minut będzie po nas Paul. Chyba nie chcesz żeby zastał mnie z tak wypukłymi spodniami – i spojrzał na mnie błagalnie.  Moje oczy od razu skierowały się na jego rozporek. Rzeczywiście, nieco się napiął.
- Ehh – westchnąłem i pocałowałem go jeszcze raz szybko, po czym wstałem. – A co miało znaczyć to mizianie  po plechach? – zapytałem z ciekawością.
- Głupku przecież wiesz, że nie mogę ci się oprzeć – uśmiechnął się do mnie szeroko, zdejmując koszulkę.
W tym momencie poczułem uderzającą falę gorąca w okolicach brzucha. Louis przestań proszę.
Widząc mój chciwy wzrok, Lou pokręcił z niedowierzaniem głową i wybuchnął śmiechem.
- Nie wiedziałem, że wciąż tak na ciebie działam – powiedział posyłając mi buziaka. Zrobiłem się czerwony jak burak.
- Ale nie martw się, jak ty zdejmiesz koszulkę zareaguję tak samo – dodał widząc moje zawstydzenie i skierował się na górę. Mijając mnie, jakby od niechcenia przesunął ręką po moim torsie i szepnął :
- Wieczorem.
Po prostu nie mogłem się za nim nie obejrzeć. Odprowadziłem go wzrokiem do samego końca, aż zniknął za drzwiami naszej sypialni.

******************
- Harry otwórz! – krzyknąłem, usłyszawszy dzwonek do drzwi. – No cholera jasna – przekląłem pod nosem. Myłem zęby i gdy krzyknąłem do Hazzy, kilka kropelek pasty do zębów spadło na moją koszulkę. Znowu musiałem się przebrać.
Zakładając czysty t-shirt spojrzałem na zegarek. Paul jeszcze nigdy nie był przed czasem, a tu proszę. Przyjechał pięć minut przed zaplanowaną godziną.
- Cześć Paul! – krzyknąłem schodząc po schodach, gdy tylko moim oczom ukazała się barczysta sylwetka naszego ochroniarza. Traktowaliśmy go niemal jak ojca – ciągle był przy nas, mówił nam co wolno a czego nie, osłaniał nas przed paparazzi i tłumami rozwrzeszczanych fanek. Był przy naszym każdym wyjściu poza dom.
- O, jest i Loui! – przywitał mnie szerokim uśmiechem. Harry stał już przy wyjściu.
- Co tak wcześnie? – zapytałem Paul’a, szukając w szafce vansów.
- No zadzwonili do mnie, że przed wywiadem ma być jeszcze jakieś krótkie wyjście do fanów, no i wszystko przesunęło się o te pięć minut – wytłumaczył.
- Mhmh – mruknąłem, dając do zrozumienia że zrozumiałem. Gdzie się podziały te moje buty?
- Hazza nie widziałeś przypadkiem moich… - urwałem jednak, gdy zobaczyłem jego stopy. No tak, to dzisiaj vansów nie założe.
- Czego nie widziałem ? – zapytał.
- Nie, już nic – powiedziałem z uśmiechem i pocałowałem go w policzek, zakładając w końcu białe trampki.

**

Po około dwudziestu minutach, zabierając jeszcze po drodze Liama, Nialla i Zayna, dotarliśmy na miejsce.
- Witam panów! – przywitał nas szczerym uśmiechem około trzydziestoletni mężczyzna. Uścisnął każdemu z nas rękę i dodał :
- Fanki już czekają pod głównym wejściem.
Skinęliśmy głowami i udaliśmy się za tym przemiłym facetem. Domyśliłem się, że to pewnie prezenter który będzie z nami przeprowadzał ten wywiad.
Po około minucie dotarliśmy do dużych, oszklonych drzwi i naszym oczom ukazał się ogromny tłum młodych dziewcząt.
Uśmiechnęliśmy się pod nosem. Uwielbialiśmy naszych fanów.
- No dalej chłopaki! – usłyszałem za sobą znajomy, ale wręcz znienawidzony głos, z którym miałem do czynienia już dzisiaj rano.
- Znowu on – syknął Harry, stając obok mnie. Chłopaki spojrzeli na nas ze zdziwieniem. W końcu nie wiedzieli nic o tym, co wydarzyło się wczoraj i dzisiaj przed południem.
- Dobrze – znowu odezwał się Richardson, wykrzywiając usta w nieudacznym uśmiechu -  ja wyjdę pierwszy i was zapowiem.
Zniknął za drzwiami, a gdy tylko powiedział kilka słów – co wywnioskowałem po jeszcze głośniejszym pisku zgromadzonych przed drzwiami ludzi – machnął na nas rękoma.
Ilość decybeli, które dotarły do naszych uszu musiała być naprawdę ogromna. Aż zakręciło mi się w głowie i dopiero po kilkunastu sekundach, mój mózg trochę przyzwyczaił się do tego hałasu.
Zaczęły błyskać flesze, ciągle słyszeliśmy nasze imiona. Moje ciało rozpierała duma.
- Gdzie będziesz siedział? – zapytał mnie Harry. Po drodze tutaj minęliśmy już studio w którym miał odbyć się wywiad, więc mieliśmy jakieś tam rozeznanie.
- Obok ciebie – powiedziałem cicho, wciąż uśmiechając się do robiących nam zdjęcia paparazzich. Hazza uśmiechnął się pod nosem.
- Nie, wy nie możecie siedzieć razem – dotarł do nas nagle głos Richardsona.
Zdenerwowany przewróciłem oczami. To już chyba była przesada. Czy już mówiłem wcześniej, jak bardzo go nienawidzę?
Spojrzałem na Harry’ego. Jego uśmiech niemal zniknął z twarzy. Widziałem że przymusza się tylko dlatego, żeby nie zawieść tych ludzi i nie wyjść na zdjęciu jak zbity pies.
- Dobrze, będziemy chyba zaczynać wywiad – skinął na nas ręką prezenter.
- Do zobaczenia, kochamy was! – krzyknąłem w stronę fanów. Pomachaliśmy rękoma na pożegnanie i weszliśmy do środka.
 Ach, jakie to było ukojenie dla moich uszu.

**
Wywiad przebiegł w bardzo sympatycznej atmosferze. Pytania zadawane przez Carl’a (tak miał na imię ten prezenter) często przysparzały nam wiele śmiechu i były raczej przyjazne – nie musieliśmy jakoś bardzo się wysilać, wymyślać odpowiedzi. Naprawdę ta godzina minęła mi bardzo szybko.
- Szanowni telewidzowie – oto jeden z największych zespołów naszych czasów. Brawa dla One Direction! – i zgromadzeni w sali ludzie zaczęli klaskać. Ukłoniliśmy się lekko i mogliśmy zejść z anteny.
- Dobra robota chłopaki! – powitał nas za kulisami Paul.
- Z takimi ludźmi jak Carl to aż się chce rozmawiać – odparł Liam. Przytaknęliśmy mu zgodnie.
Byłem w naprawdę dobrym humorze, mimo tego, że tuż przed wywiadem nasz ‘kochany’ menadżer  tak mnie zdenerwował. W sumie to zawsze rozmowy i koncerty działały na mnie kojąco.
Niestety jednak, ten stan nie trwał długo, gdyż znowu usłyszałem pełen sztucznej grzeczności głos:
- Louis i Harry, chodźcie na chwilę do mojego samochodu, reszta na was zaczeka.
Pokręciłem ze znużeniem głową. Czego on znowu od nas chce?
Spojrzeliśmy na siebie z Harrym i w jednej chwili wzruszyliśmy ramionami, dając sobie do zrozumienia, że nie mamy pojęcia o co chodzi. Udaliśmy się jednak posłusznie za Richardsonem, nie chcąc robić jakiś scen, tym bardziej że w pomieszczeniu znajdywało się teraz sporo nieznajomych osób.
- Co znowu? – westchnąłem, gdy już wpakowaliśmy się do jego Mercedesa.
- Mów trochę grzeczniej. Chodzi mi o wasze zachowanie podczas tego wywiadu – zaczął z groźną miną.
- Przecież nie usiedliśmy obok siebie! – zaprotestował Hazza, z wyraźnym zdziwieniem na twarzy.
- No i co z tego, skoro cały czas uśmiechaliście się do siebie i posyłaliście jakieś sekretne gesty? – wysyczał, patrząc na nas ze złością.
- To było raptem kilka razy – powiedziałem powoli, wykazując moje znudzenie tą sytuacją.
 - Tylko szkoda, że akurat te kilka razy uchwyciły kamery! – Richardson podniósł głos. - W telewizji to wszystko było idealnie widać, rozumiecie? – krzyknął. - Macie mi coś do powiedzenia? – spojrzał na nas zezłoszczony.
- Yyy nie? – odparł z ironią Harry, robiąc głupią minę. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Dobrze, więc będę musiał z wami inaczej porozmawiać, znaleźć lepszą motywację – uśmiechnął się triumfalnie. Widać było, że knuje jakiś okropny plan. Tego co powiedział jednak, nigdy bym się nie spodziewał.
 - Od dzisiaj, nie będę ucinał pensji tylko wam, lecz całemu zespołowi.
- Co?! – zerwałem się z siedzenia, nie wierząc własnym uszom – Pieprzony dupku nie masz prawa! – wykrzyczałem ze złością.
W tym momencie Richardson również podniósł się z siedzenia i łapiąc mnie za koszulkę wysyczał :
- Jeszcze raz tak do mnie powiesz gówniarzu, a wasza kariera skończy się równie szybko, jak się zaczęła.
- Puść mnie idioto – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, łapiąc go za ręce. Harry również wstał, chcą mnie bronić.
- Heh – zaśmiał się ironicznie – chyba nie myślisz że wystraszę się takich dwóch laleczek – powiedział puszczając mój t-shirt i jednocześnie pchając mnie na siedzenie. Upadłem bezradny.
- Za ten tydzień chyba nie dostaniecie pensji – dodał. -  Już, wysiadać z mojego samochodu, nie chcę żeby w nim śmierdziało gejami.
Tym razem to Harry zerwał się z siedzenia, ale Richardson odwrócił się już do nas plecami. Zatrzymałem Hazzę ręką.
Kolejny raz byliśmy bezradni.

**

- Co on znowu od was chciał? – zapytał Liam, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu.
- To nie jest temat na teraz – odparł Hazza. Przytaknąłem mu szybko– Macie trochę wolnego czasu?
Wszyscy trzej pokiwali twierdząco głowami.
- No to chodźcie do nas – zaproponowałem. – Pogadamy, bo już dawno nie było w sumie okazji do takiej szczerej rozmowy.
Zgodzili się bez wahania.
Już mieliśmy odjeżdżać, gdy ujrzałem biegnącego w naszą stronę Carla. Ponieważ siedziałem obok Paula, złapałem go za rękę, dając sygnał aby jeszcze nie ruszał.
- Co jest? – zapytałem prezentera, otwierając drzwi samochodu.
- Poczekajcie chwilę, niech złapię oddech – wysapał, podpierając się rękoma na kolanach. – Chyba muszę popracować nad kondycją – dodał po chwili. Wszyscy odpowiedzieli uśmiechem.
- Ok. – zaczął już spokojnym tonem.- Dowiedzieliśmy się właśnie, że była tu przed studiem jedna wasza fanka, niestety bardzo chora, na białaczkę – po tych słowach spojrzeliśmy po sobie. Bardzo kochaliśmy naszych fanów i każda taka sytuacja przysparzała nam sporo bólu. Daliśmy Carl’owi znak do kontynuowania. – Ona jest naprawdę bardzo słaba, przywiozła ją tutaj mama, już na wózku. Poprosiła o spotkanie z chociaż jednym z was, bo nie chce zawracać wszystkim głowy, poza tym dziewczynka nie może przebywać za dużo czasu na dworze. Siedzi już w samochodzie i bylibyśmy naprawdę wdzięczni, gdyby jeden z was porozmawiał z nią chwilę – skończył.
- A czy miała jakieś życzenie, kto ma przyjść? – zapytał Niall szybko. Poparliśmy to pytanie kiwając głowami.
- Z tego co zrozumiałem to najbardziej lubi Louisa – odparł, uśmiechając się lekko. Bez chwili zastanowienia odpiąłem pasy i wysiadłem z samochodu. – A może ktoś iść ze mną? – zapytałem.
- Niezbyt – odpowiedział. – Siedzi w małym aucie do którego będziesz musiał wejść, żeby nie dostarczyć do środka za dużo powietrza. Wiecie, zanieczyszczenia i tym podobne.
- Ok, w takim razie pójdę sam – oświadczyłem.
- To ja odwiozę chłopaków. Potem przyjadę po ciebie, za około godzinę. Może być ? – zapytał Paul.
- Będzie dobrze – odrzekłem z lekkim uśmiechem. Wsadziłem jeszcze na chwilę głowę do wnętrza naszego Jeepa, aby pocałować na pożegnanie Harry’ego. Chłopcy pomachali mi, i udałem się za Carlem.
- Ile lat ma ta dziewczynka? – zapytałem po drodze.
- Około siedmiu – odparł. Zrobiło mi się strasznie przykro. Jaki ten świat jest niesprawiedliwy.
- Kurde, nie mam przy sobie nic, co mógłbym jej dać – uświadomiłem sobie nagle, kląc pod nosem. Troche tak głupio, z pustymi rękoma.
- Spokojnie. Z drugiej strony budynku jest sklep muzyczny. Już posłałem chłopaków, aby wzięli waszą płytę i książkę – odrzekł Carl z uśmiechem. Bogu dzięki że ktoś o tym pomyślał.
Po minucie przybiegł do nas jakiś ochroniarz, dając mi prezent dla naszej fanki. Odetchnąłem z ulgą i podziękowałem mu serdecznie, po czym Carl wskazał mi ręką na auto stojące niedaleko :
- To ten – powiedział.
- Pójdziesz ze mną? – zapytałem, trochę nie wiedząc, jak miałbym zacząć to spotkanie.
- Oczywiście – zapewnił mnie szybko. Uff.
Po kilku sekundach Carl otworzył drzwi do samochodu mówiąc :
- Mam dla ciebie małą niespodziankę – i machnął na mnie ręką. Jak najszybciej wgramoliłem się na tylnie siedzenie i znalazłem się tuż obok chudziutkiej siedmiolatki.
- Heej ! – przytuliłem ją na przywitanie. Odpowiedziała tylko ogromnym uśmiechem. Rzeczywiście musiała być już słaba, ale w jej oczach dostrzegłem olbrzymią radość. Kilka razy pokręciła z niedowierzaniem głową.
- To naprawdę ty? – powiedziała cicho cieniutkim głosem.
- A to naprawdę ty? – odparłem pytająco, znów wywołując szeroki uśmiech na jej twarzy. Cieszyłem się, że jestem człowiekiem który może dać komuś taką radość.
- Jak masz na imię? – zapytałem, otwierając książkę, aby napisać dedykację.
- Lia .
- Jak pięknie! – zachwyciłem się, zaczynając pisać. Dziewczynka przyglądała się uważnie każdemu ruchowi mojej dłoni.  Gdy skończyłem, spojrzałem na nią pytająco :
– Może być? –. Kiwnęła tylko głową i wzięła ode mnie książkę. Gdy ujrzała, że pod spodem była jeszcze płyta, wyciągnęła chude rączki, znowu chcąc się do mnie przytulić.
W tym momencie zaszkliły mi się oczy. Ona powinna mieć przed sobą jeszcze całe życie. A zostało jej pewnie raptem kilka miesięcy…
- Nie płacz Lou, bo ja też zacznę – powiedziała, usłyszawszy moje ciche pociągnięcie nosem.
- Eh – zaśmiałem się cicho, ocierając łzy z policzków. Złapałem ją za ramiona i patrząc w jej duże, niebieskie oczy odpowiedziałem :
- Ja płaczę, bo jestem po prostu słaby. Ale ty jesteś silna, i masz mi obiecać, że będziesz taka cały czas, okej? – zapytałem. Odpowiedziała skinieniem głowy. – Obiecaj mi, że od dzisiaj będziesz się cały czas uśmiechać i że gdzieś za rok do mnie zadzwonisz, a wtedy spotkamy się i opowiesz mi, jak sprawiłaś, że choroba sobie od ciebie uciekła. Zgadzasz się? – zapytałem.
- Taak – wychrypiała i uśmiechnęła się najszerzej jak mogła. – Dla ciebie zrobię wszystko – dodała. – Kocham cię.
- Oj ja ciebie też, dzielna wojowniczko – powiedziałem i złożyłem krótkiego całusa na jej policzku.  
Spędzony w samochodzie czas, minął mi bardzo szybko. Siedzieliśmy, rozmawiając i śmiejąc się z opowiadanych przeze mnie wpadek naszego zespołu. Zrobiliśmy kilka zdjęć, podpisałem jeszcze się na kilku kartkach, dla koleżanek Była naprawdę szczęśliwa. A ja razem z nią.
W pewnym momencie usłyszałem jednak stukanie do szyby samochodu.
- Lia przepraszam, ale muszę już iść – powiedziałem, robiąc smutną minę. Ona jednak nadal uśmiechała się szeroko.
- Szkoda – odparła, wzruszając ramionami. – Ale ja nie będę smutna. Ja cały czas się uśmiecham, tak jak ci obiecałam – dodała. – Tylko już trochę mnie boli twarz – zaśmiała się cicho.
- Od śmiechu? Niemożliwe – odpowiedziałem, również szczerząc zęby. Kurczę, co ja mogę zrobić jeszcze dla tej dziewczynki?
Nagle wpadłem na pewien pomysł.
- Lia, – zacząłem po chwili poważnym tonem łapiąc ją za ręce. –tam z tyłu książki napisałem swój numer telefonu, tylko nie dawaj go nikomu ok?
Skinęła głową.
- Zadzwoń do mnie, gdy tylko będziesz mogła przyjść na nasz koncert – dodałem.
- Doobrze! – wykrzyknęła uradowana i ułożyła swoją główkę na moim torsie. – Dziękuję, jesteś kochany – wyszeptała.
- To ja dziękuję – i pocałowałem jej czółko, na którym miała owiniętą chustę. –  A ty jesteś najpiękniejszą i najsilniejszą siedmiolatką na świecie! – wykrzyczałem. – Do zobaczenia niedługo.
- Pa pa! – odpowiedziała machając mi rączką. Odmachałem oczywiście, i wysiadłem.
To spotkanie, na pewno zapadnie w mej pamięci na długo.

**

Jechaliśmy do domu około pół godziny, gawędząc sobie z Paulem na różne tematy. I myślałem że już nic nie popsuje mi dzisiaj dobrego humoru, przynajmniej do kolejnego spotkania z Richardsonem czy czegoś podobnego. A jednak, coś musiało się wydarzyć.
- Jestem ! – krzyknąłem wchodząc do domu. Pierwsza rzecz, która bardzo mnie zdziwiła – w przedpokoju nie było butów chłopaków. Dziwne, bo przecież mieli do nas przyjechać. No, może im coś nagle wypadło.
Uśmiechnąłem się jednak, gdy zobaczyłem siedzącego na kanapie Harry’ego.
- Czemu chłopaki nie przyjechali? – zapytałem, wyjmując z lodówki sok.
- Zadzwoniła mama Liama, żeby przyjechał do domu, no i oni stwierdzili że powinni o wszystkim dowiedzieć się razem. I pojechali razem z nim – odparł, bez jakichkolwiek emocji.
- No szkoda – powiedziałem, siadając obok niego. Hazza jednak – ku mojemu zdziwieniu – podniósł się szybko i skierował się w stronę schodów.
- Coś się stało? – spojrzałem na niego zdezorientowany.
- Mógłbyś mi jednak powiedzieć o takich rzeczach wcześniej, żebym nie wychodził na głupka przed chłopakami – burknął wchodząc po schodach.
- Powiedzieć o czym? – ciągle nie wiedziałem o co chodzi. Poszedłem więc za nim, licząc że zaraz mi wszystko wyjaśni. Niestety, nie doczekałem się tego.
- Nie udawaj idioty – warknął tylko, gdy dotarliśmy już na górę, i .... zatrzasnął przede mną drzwi od sypialni.
Stanąłem jak wmurowany. Nie miałem pojęcia, co takiego mogłem zrobić! Przecież jeszcze idąc na spotkanie z tą dziewczynką, pożegnał się ze mną normalnie i wszystko było okej!
„No nic, może jutro się dowiem” – pomyślałem i poszedłem do drugiego pokoju. Nie będę się narzucał.

*****************************************************************************************************
Jestem z trójką.
Okej, tak szczerze to wiem,  że w tym rozdziale jest strasznie mało Larry'ego, ale potrzebowałam jakoś ich na moment rozdzielić, no a jak wpadłam na ten pomysł z dziewczynką to nie mogłam tego opisać tak pobieżnie.
Także przepraszam, ale tak musiało być, rozumiem że możecie być nieco zawiedzione, bo i ja jestem nieco zawiedziona, chyba najgorszy na razie rozdział
Ale w ramach rekompensaty, spodziewajcie się czwartego rozdziału, w którym Larry'ego będzie zdecydowanie więcej, około czwartku myślę ;))
No i jeszcze - opisana sytuacja, w której chłopcy nie mogli siedzieć razem wydarzyła się naprawdę, oto filmik :

Dziękuję za wszystkie komentarze i miłe słowa na twitterze.
@lifetastegreat - zapraszam, zawsze follow back ;)
Mimo wszystko ENJOY ;)



15 komentarzy :

  1. O matko. Podoba mi się że opisujesz sytuacje Larry'ego które miały miejsce, takie jak z tym siedzeniem obok siebie. :D Co do tej dziewczynki to ja wiem co ona czuje. Gdy miałam 5 lat zachorowałam na raka. Nowotwór rozwijał się bardzo szybko więc miałam małe szanse na przeżycie. Udało się - ale nie mam lewej nerki. Też nie miałam włosów i chciałam przed śmiercią spotkać swojego idola. Nie spotkałam, ale nadal żyje ;)) Popłakałam się czytając tą sytuacje w aucie...
    No nic, dziękuję że tworzysz coś tak pięknego
    @11Puchacz

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. BOŻE ! O MÓJ BOŻE !
    Najlepszy z wszytskich rozdziałów ! NIESAMOWITE ...
    Uwielbiam Cię !
    Pierw się trochę pośmiałam (np. w momencie gdy Hazza chciał TO zrobic , albo ten moment z vansami , buhahahaha :D ).
    Ale również płakałam czytając tą sytuację z dziewczynką w aucie ;(
    Naprawdę niesamowite ! Ciekawe o co Hazza się obraził ...
    Pisz szybciutko , nie umie się doczekac ! Wiedz , że jesteś wielka i że jestem twoją fanką :D hehehe .
    Czekam , czekam , czekam ;) Dobra, jeszcze raz to powtórze : FANTASTYCZNE ! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak możesz myśleć, że ten rozdział jest najgorszy!? Przecież jest on taki cudowny, taki wzruszający.... Twój talent pisarski jest nie do opisania, piszesz tak prawdziwie; tak szczegółowo wszystko opisujesz. Ale po części jestem na ciebie zła. Jak mogłaś przerwać w takim momencie?? Jednak moją złość zasłania to, że rozdział jest długi, cudowny, a ty wspaniałą pisarką.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świeeeeeeetny!!!! zajebiście piszesz !;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego Harry jest taki zły na Lou ?!? Ja się pytam.. Rozdział jest ZAJEBISTY :D

    OdpowiedzUsuń
  7. No rzeczywiście mało Larry'ego, ale to nie znaczy że jest przez to najgorszy, bo sytuacja z tą dziewczynką jest tak realistyczna...
    Kocham to, przeczytałam trzy rozdziały dzisiaj, ale teraz bedę na bieżąco <3
    @żabcia34

    OdpowiedzUsuń
  8. Boskie!!! Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do rozdziału jest wspaniały i bardzo miło się go czyta ^^
    Ale mam do ciebie pytanie. Bo larry shipper uważają, że Elka jest podstawiona. A co z Taylor? Kim ona według was jest? Nie można pomijać faktu, że Harry z nią był, tak samo jak z Caroline. Więc nie pomijajmy tego, że Harry też miał dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja osobiście uważam, że one też były tylko po to, aby dać ludziom powód do uważania Harry'ego za hetero. Jeszcze nie wiem, czy umieszcze je w tym opowiadaniu,bo mialam taki pomysł, ale na razie się zastanawiam ;p

      Usuń
  10. czekam na kolejny rozdział! :D kiedy mozna się spodziewac?

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowne opowiadanie! Aż mi się łezka w oku kręci :( Współczuje Harry'emu i Lou. Nie wiem jak oni to wytrzymują :( To musi być prawdziwa miłość. Twoje opowiadanie idealnie odzwierciedla ich sytuacje :* Będzie dzisiaj nowy rozdział? + jak nazywasz się na Twitterze? Bo stamtąd trafiłam na to opowiadanie, ale zgubiłam nazwe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj ta dziewczynka :(
    Aż mi się smutno zrobiło :(
    Ciekawe o co chodzi Hazzie ... jestem w tejsamej sytuacji co Tomlinson :| xD
    Te szmaty czołgiem rozjadę ._.
    Ugh, kocham to opowiadanie :D
    Lecę daalej :D xx
    @JuliaWota

    OdpowiedzUsuń