środa, 1 maja 2013

ROZDZIAŁ 4




MANIPULATED


********************
Obudziłem się w dość nietypowej dla siebie sytuacji. Gdy tylko usłyszałem budzik, odruchowo wyciągnąłem jedną rękę aby go wyłączyć, a drugą zacząłem szukać śpiącego obok Harry’ego. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że przecież wczoraj poszedłem spać do innego pokoju.
Dziwne uczucie.
Ostatni raz – o ile dobrze pamiętałem – taka sytuacja zdarzyła się pół roku temu, gdy Hazza wyjechał na weekend do domu. Pomijając kilka pojedynczych dni, budziłem się obok niego regularnie już od roku. Zrobiło mi się trochę przykro, bo chyba pierwszy raz spaliśmy osobno przez konflikt, w dodatku taki w którym nie miałem pojęcia o co chodzi.
Przeciągnąłem się szybko i od razu postanowiłem iść do naszej sypialni aby porozmawiać z Harry’m o wczorajszym wieczorze. Miałem nadzieję, że dzisiaj będzie spokojniejszy i wytłumaczy mi, o co mu chodzi. Że wczoraj był po prostu czymś rozdrażniony.
Naciągnąłem na siebie tylko jakąś bluzę i spodenki i wręcz wybiegłem z pokoju. Ta rozłąka trwała już zdecydowanie za długo.
Stanąwszy przed drzwiami sypialni zapukałem kilka razy. Nie uzyskałem jednak żadnej odpowiedzi. Niecierpliwie stuknąłem palcem jeszcze raz. Ponownie cisza.
Nacisnąłem więc na klamkę. Ustąpiła bez żadnego oporu. Chociaż tyle.
Jednak to, co ujrzałem w środku, nijak miało się do tego, co ujrzeć chciałem. Zamiast śpiącego Loczka,
zastałem tylko pościelone łóżko.
Spojrzałem jeszcze raz na zegarek – była dopiero dziewiąta. O tej godzinie Harreh zazwyczaj jeszcze spał. Musiało więc zdarzyć się coś bardzo ważnego, że tak wcześnie wyszedł. Musiał być naprawdę wkurzony, że zerwał się tak wcześnie z łóżka.
To na pewno nie były zakupy czy coś podobnego.
Rozejrzałem się dokładnie, szukając jakiejkolwiek informacji pozostawionej przez niego. Zajrzałem pod poduszkę, obejrzałem wszystkie półki i szafki. Niestety, bez efektu.
Zawróciłem się do pokoju w którym spałem i z nadzieją złapałem za telefon, spodziewając się jakiegoś smsa bądź nieodebranego połączenia od niego. Kilka smsów i kilka nieodebranych połączeń ale żadne z nich nie było od Hazzy. Zawiodłem się po raz drugi.
Opadłem bezsilnie na łóżko, nie mając pojęcia co robić.
Postanowiłem spokojnie przeanalizować sobie wczorajszy dzień. Chyba z dziesiąty raz, ale musiałem mieć pewność, że nic nie ujdzie mojej uwadze.
Okej, na początku wyjście z Eleanor – Harry był smutny, no ale rozmawialiśmy o tym, i wydawało mi się że wszystko wróciło do normy. Później wywiad – według mnie również wszystko było dobrze. Na koniec już tylko spotkanie z tą dziewczynką, na którym na pewno nie zrobiłem nic złego.
Nie zdarzyło się zatem, nic za co Harry mógłby mieć jakiekolwiek pretensje! Byłem tego pewien w niemal stu procentach.
Bezradnie wzruszyłem ramionami i wziąłem na kolana laptopa. W nadziei, że może znajdę coś w Internecie. Może ktoś napisał jakąś głupotę czy coś, Hazza przeczytał no i przy jego zazdrosnym charakterze – kłótnia gotowa.
Zresztą miałem przeczucie, że skoro ja nic nie zrobiłem, to ktoś musiał to zrobić w moim imieniu. No bo co innego?
Na początku wszedłem więc na portal, opisujący życie gwiazd. Przejrzałem wszystkie wczorajsze wiadomości, ale nie znalazłem nic o mnie, nic o One Direction. Zły trop.
Następnie przejrzałem facebooka. Też nic, zero niespodziewanych postów.
Dopiero na twitterze ujrzałem to o czym myślałem. Mianowicie dostałem mnóstwo wiadomości i interakcji, głównie typu – „dlaczego?” „nie musiałeś tego mówić!” itp. Wciąż jeszcze zdezorientowany, ale już chociaż przekonany że jestem na dobrej drodze, spojrzałem do którego tweeta  wiadomości te się odnosiły. No i proszę. Moim oczom ukazało się to :

Okej, coś takiego mogło naprawdę mocno zaboleć Harry’ego. Tym bardziej że był pewnie święcie przekonany, że napisałem to ja – bez żadnego przymusu ze strony Richardsona. No i naprawdę mógł jeszcze bardziej wkurzyć się na to, że nie wiedziałem o co chodzi. No bo jak można nie wiedzieć o tym, co udostępnia się na twitterze?
W naszej rzeczywistości coraz więcej nieprawdopodobnych zdarzeń stawało się jednak możliwe. Skoro udawana dziewczyna, zakaz publicznego pokazywania się, to czemu nie twitter?
Zaczynałem się tego bać coraz bardziej.
W moje oczy rzucił się jeszcze tylko nieodebrany sms od naszego menadżera :
„ Mógłbyś sobie ustawić jakieś trudniejsze hasło na twitterze niż „Harreh”, laleczko”
Przekląłem głośno.

************************
Siedziałem na brzegu rzeki, wrzucając do niej kamienie i delektując się powiewami delikatnego, chłodnego wiatru. Liście drzew osłaniały mnie przed świecącym już niemal w pełni słońcem, pozwalając spokojnie zebrać myśli w całość.
Wczorajszy post Louisa na twitterze naprawdę mną wstrząsnął. A wiadomość – którą usłyszałem od chłopaków – o tym, że w wakacje wyjeżdża on z Eleanor do Paryża, jeszcze bardziej mnie zabolała.
Jak zawsze, do głowy zaczęły przychodzić mi różne myśli, ale była szczególnie jedna, która nie dawała mi spokoju.
A mianowicie co, jeśli Louis’owi jest jednak wygodniej, gdy cały świat myśli że jest hetero? Co jeśli on po prostu boi się reakcji ludzi  i przez to będzie cały czas nas ukrywał?
Bo nie miałem wątpliwości co do tego czy mnie kocha. Ale że wygodniej jest mu być z jakąkolwiek dziewczyną niż ze mną…
Musiałem jednak przerwać moje rozmyślania, bo nagle poczułem uścisk dłoni na swoim ramieniu.
- Harry przepraszam – usłyszałem delikatny, doskonale znany głos za swoimi plecami. Wstałem szybko, zmuszając tym Louisa do zabrania ze mnie swojej ręki.
- Dzisiaj już wiesz o co mi chodzi? – prychnąłem, podnosząc z ziemi kolejny kamyczek i wrzucając go ze złością do rzeki.
Czułem na sobie jego przeszywające spojrzenie, gdy odpowiadał mi spokojnym tonem:
- Tak, ale przysięgam że wczoraj naprawdę nie wiedziałem.
Zaśmiałem się lekceważąco mówiąc :
– Nie rób idioty z siebie i ze mnie.
- Harry, uwierz mi proszę i pozwól to wytłumaczyć – odparł nie zniechęcony moimi słowami.
- No dawaj, jestem ciekawy twojej wyobraźni – powiedziałem z lekceważącym uśmieszkiem, siadając przed nim po turecku, niczym dziecko czekające na opowiadaną bajkę.
- Dzięki – odpowiedział ganiąc mnie wzrokiem, nie przejmując się jednak zbytnio moją kąśliwą uwagą i zaczął słowami :
- To nie ja opublikowałem ten post na twitterze.
 Zaśmiałem się pod nosem kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Kto to zrobił w takim razie? – zapytałem szyderczo.
- Richardson bądź ktoś z jego ludzi – odrzekł krzyżując ręce na piersi. Chciałem znowu go wyśmiać, ale … no to mogłoby mieć sens.
- Ciekawe jak niby mogliby to zrobić – powiedziałem jednak, uparcie trzymając na swoim.
- Włamali mi się na konto, po prostu – odparł, podchodząc do mnie bliżej. Spojrzałem  na niego podejrzliwie. Byłem święcie przekonany że mówi prawdę, ale mimo tego - chyba już wbrew sobie -  zadałem kolejne pytanie :
- A masz na to jakiś dowód?
Louis zacisnął powieki i wypuścił powoli powietrze z ust.
- To moje zdanie już ci nie wystarcza? – wydusił z siebie ze słyszalnym bólem w głosie, spuszczając głowę w dół. Zacząłem klnąć na siebie w duszy, że to zadałem tamto pytanie i już chciałem się odezwać, przeprosić, ale Louis był pierwszy. Wyciągnął z kieszeni telefon, znalazł coś szybko i wyciągnął rękę mówiąc:
- To spójrz na to.
Nie musiałem na to patrzeć, ale byłem po prostu ciekawy. Moje oczy same skierowały się na ekran jego Iphone’a i ujrzałem to, co napisał ten cholerny dupek Richardson. Nie mogłem w to uwierzyć! Nawet twitter?!
Wstałem szybko, złapałem Louisa za rękę i natychmiastowo go przytuliłem. Obawiałem się tego jak zareaguje, bo na początku jego ciało było dość spięte, jednak po chwili rozluźnił się i objął mnie swoimi rekoma.
- Lou, przepraszam – wyszeptałem, składając delikatny pocałunek na jego kasztanowych włosach. – Przepraszam że ci nie wierzyłem i w ogóle za to że przyszło mi do głowy że mogłeś to napisać – dodałem. Wtulił się we mnie mocniej.
- Rozumiem, że to mógł być dla ciebie szok… - odparł pociągnąwszy lekko nosem. Poczułem wtedy mokrą plamkę na moim t-shircie.
Czy ja zawsze musze doprowadzać ludzi do płaczu?
- Ale mimo wszystko przepraszam – dodałem, głaszcząc go po głowie.
- No w sumie to mogłeś mi od razu powiedzieć o co chodzi, a nie od razu się obrażać – powiedział, ze sztucznym wyrzutem w głosie. – Wtedy nie musiałbym spać sam – dodał.
Odchyliłem się tak, aby móc spojrzeć mu w oczy.
- Tobie też było tak głupio, gdy obudziłeś się sam w łóżku? – zapytałem.
- Mhmh – mruknął cicho kiwając twierdząco głową. – Cholerny zazdrośniku, czy zawsze musisz odgrywać takie sceny?  – spojrzał na mnie błagalnie. Uśmiechnąłem się bezradnie wzruszając ramionami.
- Taki już jestem – powiedziałem cicho i musnąłem jego usta.
- I takiego cię kocham, mimo wszystko – westchnął i natychmiast odpowiedział na mój pocałunek.
Była jeszcze jedna niewyjaśniona sprawa – ta z wakacjami – ale ułożyłem ją sobie w głowie sam. To pewnie znowu tamten dupek coś wymyślił, żeby nas skłócić. A ja oczywiście musiałem dać się zmanipulować.
- Idziemy na spacer? – zapytał po chwili Lou, rozłączając nasze usta.
Skinąłem głową.
Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy brzegiem rzeki.
Wspólnie delektowaliśmy się świeżym powietrzem. Obserwowaliśmy pływające kaczki, od czasu do czasu zerkając na siebie i uśmiechając się od ucha do ucha. Czasem musnąłem ustami jego włosy, czasem on delikatnie pocałował mój policzek.
Nareszcie było jak dawniej. Jak przed tym gdy staliśmy się sławni, jak przed podpisaniem tego cholernego kontraktu.
- Harry, co sądzisz o tym? – zapytał mnie w pewnej chwili Louis, wskazując ręką na biegnącą nieopodal dziewczynkę.
- O czym ? – spojrzałem na niego zdezorientowany.
- No… chciałbyś mieć kiedyś dzieci? – spojrzał na mnie, po czym zawstydzony odwrócił wzrok.
- Oczywiście, całą gromadkę – odpowiedziałem z uśmiechem na ustach, przyciągając go do siebie i obejmując ramieniem. – Wcale nie żartuję – dodałem widząc, że uśmiechnął się krzywo myśląc że się z niego nabijam.
- Serio? – zapytał z niedowierzaniem, a jego oczy zabłysnęły radośnie. Kiwnąłem tylko głową. Przytulił się do mnie mocniej i stając na palcach pocałował mnie w policzek.
- To bardzo dobrze, bo ja uwielbiam dzieci – powiedział zadowolony i ruszyliśmy dalej,
od tej chwili uśmiechając się do każdego mijającego nas dziecka.
Rozmawialiśmy nieco o przyszłości, trochę o przeszłości wspominając jakieś ważne lub śmieszne zdarzenia. Ale głównie milczeliśmy. Po prostu szliśmy obok siebie, upajając się spokojem i wzajemną obecnością.
I tak spędziliśmy przemiłe trzy godziny, chyba najlepsze trzy godziny od kilku miesięcy.
I kto wie, ile czasu spędzilibyśmy jeszcze idąc wzdłuż Tamizy, gdyby nie nasze brzuchy, które zaczęły domagać się czegoś do zjedzenia. Z ciężkim sercem – ale zdecydowaliśmy się wrócić do domu.

Ten spacer był nam naprawdę potrzebny. Czułem, że nasze uczucie dostało nowej energii, jakiegoś „kopa” żeby trwać mimo tych wszystkich przeciwności. Już dawno nie mieliśmy tyle czasu, tak po prostu dla siebie. Żeby się pośmiać, pogadać. Żeby się oderwać od całego Modest Management i tej głupiej sytuacji. Poczuliśmy się wreszcie jak wolni, zakochani w sobie ludzie.
I cały następny tydzień tak wyglądał. Pomimo kilku koncertów, wywiadów i nawet dwóch wyjść Louisa z Eleanor, czuliśmy się wspaniale. Godziny spędzane w domu wykorzystywaliśmy co do sekundy, nie wspominając już o tym, co robiliśmy w nocy.
Ale Modest już o tym wiedzieli. Widzieli że znowu, mimo tych wszystkich zabiegów mających na celu osłabienie naszych stosunków, jesteśmy szczęśliwi. I już knuli coś, co miałoby nas znowu od siebie oddalić.
No i wymyślili. Po sielankowym wręcz tygodniu, znowu przyszły ciężkie dni.

**********************************************************************************************
Jest rozdział 4, wcześniej, tak jak obiecałam.
Ta część opowiadania różni się nieco od innych, mniej się dzieje, głownie jakieś przemyślenia itp. No i niestety jest krótszy, ale nie lubię robić tak, żeby zacząć np już kolejną sytuację tutaj. Jest najkrótszy, ale mam nadzieję że również będzie się podobał ;)
Następny rozdział pojawi się myśle że w weekend, bo teraz mam dużo wolnego czasu ;))
No i jeszcze wpadłam na pomysł, że pod każdym postem będę umieszczać jakiś filmik o Larry'm, tak dla spotęgowania uczuć ;)
Na początek - filmik który znalazłam dzisiaj i baardzo szybko skradł moje serce ;)
Komentujcie, piszcie na twitterze, chcę wiedzieć ilu mam czytelników :)) 
ENJOY !
@lifetastegreat - zawsze follow back :)

13 komentarzy :

  1. Zakochałam się dziewczyno! Kocham twój styl pisania ♥ Nie mogę doczekać się następnego rozdziału.
    ____
    To jest takie okropne,że Larry musi się ukrywać :( Strasznie im współczuje. + Jak się nazywasz na Twitterze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajj.. ale ja głupia, dopiero teraz zauważyłam nazwe twojego tt na dole :P

      Usuń
    2. heh, no to dawaj follow, będę Cię informować, tylko napisz że jesteś z opowiadania, czy coś takiego, żebym wiedziała :*

      Usuń
  2. A więc.. Zacznę od tego że przepraszam że zapomniałam o rozdziale XD Mam taki mętlik w tych blogach że łatwo się pogubić.
    Przechodząc do rozdziału, jak zwykle jest on zajebisty. Ale tym razem przy czytaniu tego wzięło mnie na wspomnienia. Pamiętam jak 16 września ukazał się ten tweet a ja zalałam się łzami, chociaż do teraz twierdzę że to nie on napisał ;)
    Mam nadzieję że kiedyś, Lou i Hazz będą mogli w spokoju chodzić tak po plaży bez żadnych konsekwencji, i że nareszcie ujrzymy ich szczęśliwych :D ♥
    Dzięki za wszystko @11Puchacz

    OdpowiedzUsuń
  3. KOCHAM TO ! ♥ Ta czesc jest taka romantyczma *.* Wszystko sobie wyobrazam , Larry`ego chodzacego po brzegu rzeki ♥ To jest takie piękne ;**** DZIĘKUJE CI ŻE JESTEŚ I PISZESZ . Bardzo się ciesze ,że natrafiłam na tego bloga . Obiecuję , że będę czytac go do konca , a potem jak zalozysz moze kiedys kolejnego , również będę czytac ♥
    DZIĘKUJĘ BARDZO !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. I znów nie wiem jak skomentować, żeby się nie powtarzać. No ale jest to bardzo trudne przy takim talencie pisarskim. Rozdział tak jak wspomniałaś, różni się od innych, lecz nie zmienia to faktu, że jest równie cudowny. Jedyne dwa minusiki to to, że jest taki krótki, a drugi to, to jak mogłaś przerwać w takim momencie? Naprawdę chcesz żebym nie wytrzymała psychicznie? A na marginesie, nie wiem czy ci to kiedyś pisałam, ale jesteś cudowna, twój blog jest cudowny, i twoje opowiadanie uzależnia. Do następnego komentarza xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Znalazłam dopiero dzisiaj to opowiadanie, a już wiem, że będę czytać do samego końca <3
    Rozdział genialny *.*
    I juz nie mogę się doczekać co dalej będzie.
    Informuj mnie o nowych rozdziałach @Little_Agnes1D
    Zapraszam do mnie ; >
    http://1doopowiadanie.blogspot.com/
    http://fight-for-this-love1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest wspaniałe. Nie wiem jak to skomentować, bo nie jestem w stanie opisać tego słowami, po prostu cudowne!
    Mi także bardzo się ten filmik spodobał *.*

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam od razu wszystko - od prologu do końca ;D Dziękuję Ci bardzo za to, że piszesz tego bloga. Jest wspaniały! Od dziś jestem twoją fanką :D Kocham Cię po prostu! <3 Wspaniale opierasz większość na faktach, doskonale opisujesz uczucia, więc czego chcieć więcej? Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów! ♥
    +Co do filmiku - wybuchłam śmiechem, gdy Liam dziękował Modest! i było zbliżenie na zachowanie Lou! haha
    // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm przeczytałam już całość i jestem
    podekscytowana na przyszłość :)
    opowiadanie bardzo fajne :)
    Czekam na kolejne pozdziały
    informuj mnie o nich na tt:
    @AgnieszkaS1997
    Pozdrawiam.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  9. no więc.... to jest zajebiste <3 przeczytałam teraz od prologu i momentami miałam łzy w oczach. serio. a ten tweet "Lou" mimo że to było taaak dawno temu dalej doprowadza mnie do łez. kocham cię normalnie <3 mogłabyś informować mnie na tt o nowych rozdziałach?
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział czekam na następny !!!

    OdpowiedzUsuń
  11. No przecież za długo było dobrze..

    OdpowiedzUsuń