czwartek, 9 maja 2013

ROZDZIAŁ 6


YOU’RE MY IDIOT
************************
Obudziłem się czując jak ogromne promienie słoneczne bezczelnie wkradają się przez okna naszej sypialni. Westchnąłem cicho i zerknąłem na zegarek. Ósma trzydzieści. Świetnie.
Harry był odwrócony do mnie tyłem, ale słyszałem lekkie chrapanie co oznaczało że jeszcze spał. Przysunąłem się do niego bliżej i objąłem go ręką, wtulając się w zagłębienie na jego szyi.
- Mmm – mruknął cicho z zadowolenia, po czym odwrócił się na plecy. Mlasnął ustami, wydał kilka kolejnych dźwięków i wsadził swoją dłoń w moje włosy. Ale ciągle chrapał.
Nie lubiłem samotności, więc wtuliłem się w niego jeszcze mocniej, odgarniając kilka kosmyków włosów z jego czoła.
- Loueh, czemu nie dasz mi się wyspać? – wymruczał, nie otwierając oczu.
-Przecież nic nie robię, śpij sobie, śpij- wyszeptałem i pocałowałem delikatnie jego usta.
-No teraz to już na pewno nie zasnę – odwrócił się w moją stronę. Wciąż przyklejony do  poduszki otworzył oczy i uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałem tym samym.
-Jak się dzisiaj czujesz, Boo ? – zapytał przysuwając się do mnie bliżej.
-Jak na razie bardzo dobrze – odparłem gładząc jego policzek. Spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby zastanawiając się czy nie kłamię. Uniósł się na łokciu i podniósł do góry kołdrę.
-No, widzę że maści pomagają – zadowolony wyszczerzył zęby i okrył mnie ponownie.
-Jakby mogły nie pomagać, skoro ty mnie nimi smarujesz? –odparłem kokietując go wzrokiem.
Przez te trzy dni które minęły od tamtego zdarzenia, Harry siedział przy mnie cały czas, z krótkimi przerwami na przygotowanie dla nas jedzenia bądź na toaletę. Oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy a czasem po prostu godzinami wpatrywaliśmy się w siebie…
Dzisiaj był już ostatni dzień naszej przerwy pomiędzy koncertami, jutro wyruszaliśmy na tour po Anglii. Planowałem więc wstać wreszcie z łóżka i zaczerpnąć świeżego powietrza, delektując się ostatnimi chwilami spędzonymi we własnym domu.
- O czym tak myślisz, Lou? – zapytał Harry wpatrując się w moje oczy. Nasze twarze dzieliło raptem kilka centymetrów.
-O tym że dzisiaj jest nasz ostatni, normalny dzień – westchnąłem cicho, odszukując pod kołdrą jego dłoń i splatając nasze palce. – Kolejny taki zdarzy się dopiero za miesiąc, wiesz?
-Wiem – odparł tylko i powoli przysunął się do mnie bliżej. Zmrużyłem oczy i zagłębiliśmy się w delikatnym, namiętnym pocałunku.
-Musimy wykorzystać ten dzień co do sekundy – wymruczałem, po czym znowu musnąłem jego usta.
-A co będziemy robić? –zapytał, mrugając do mnie kokieteryjnie.
-Wszystko to, na co mamy ochotę- odparłem z dużym uśmiechem na ustach.
-Cały dzień? – spojrzał na mnie intrygująco po czym natychmiastowo wskoczył na mnie i usiadł okrakiem. – Nie zmęczymy się za bardzo?
-Ty tylko o jednym – wybuchnąłem śmiechem prosto w jego usta, powodując że zamiast warg, pocałował moje zęby. – Harry pozwól mojemu ciału trochę jeszcze odpocząć, okej? – jęknąłem, gdy ścisnął ręką moje krocze. – Trochę boli mnie brzuch i plecy, jak jeszcze dupa mnie będzie bolała to NIE WYTRZYMAM – krzyknąłem wprost do jego ucha. Odsunął głowę niczym rażony piorunem, wymasował ucho po czym wygiął usta, robiąc swoją stałą, smutną minkę.
-No i co, miesiąc wstrzemięźliwości? –zapytał, wciąż robiąc oczy małego kociaka.
-Czemu? Będziemy zbierać doświadczenie, na przykład w busie lub na backstage’u – uśmiechnąłem się i puściłem do niego oczko. Wyszczerzył zęby, szybko pocałował mnie jeszcze raz po czym przekręcił się na plecy i znów położył się obok mnie. Wtulił głowę w mój tors i bawiąc się lekko widzialnymi włosami, na ścieżce u dołu mojego brzucha powiedział cicho:
-Wolałbym nigdzie nie jechać, tylko siedzieć tutaj z tobą.
Pocałowałem jego włosy i odparłem:
-Ja wiem, że tutaj jest łatwiej, ale nie możemy zawieść swoich fanów.
-Ale oni i tak by nas kochali, nawet jakby się dowiedzieli, że jesteśmy razem, no nie? – uniósł lekko głowę i spojrzał w moje oczy. Światło odbijało się od jego zielonych tęczówek, sprawiając że ich kolor stał się jeszcze bardziej wyraźny.
-Pewnie tak – westchnąłem i odgarnąłem kilka loków z jego czoła.
-To czemu ten cholerny Modest tak nas ukrywa? – zapytał, szukając odpowiedzi w moich oczach.
-Nie wiem Harry, ale po tym cholernym kontrakcie powiemy prawdę. Kocham cię – odparłem i pocałowałem jego czoło.
-Ja ciebie też kocham, LouLou – i opuścił głowę, wtulając się we mnie mocniej i składając kilka delikatnych pocałunków na moim torsie. – To co będziemy robić dzisiaj, jak nie TO ? – zapytał, zaprzestając na chwilę swoją zabawę.
- Hmm – westchnąłem. – Najpierw zrobię ci śniadanie – powiedziałem stanowczo odsuwając kołdrę. Harry spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach i zaprotestował:
- Ty masz leżeć! To ja zrobię śniadanie! – i zerwał się z łóżka. Zdążyłem jednak złapać go za kolana, co spowodowało się przewrócił się na moje stopy. Wygramoliłem się spod kołdry i wykorzystując moment zdezorientowania Harry’ego, wstałem szybko i pobiegłem do drzwi. Wystartował za mną, ale zamknąłem je tuż przed jego nosem.
Hazza zaczął się siłować. Był dużo silniejszy ode mnie, dlatego złapałem rękoma stojącą niedaleko szafkę i przysunąłem ją do drzwi. Była dość ciężka, ale i tak wiedziałem że w końcu ją odsunie. Nagle jednak coś mi się przypomniało.
Wbiegłem szybko do znajdującej się obok pralni i z uśmiechem na ustach, zacząłem szukać jednych spodni. Wywaliłem wszystko. Oczywiście były na samym spodzie kosza z brudami.
Gorączkowo zacząłem przeszukiwać kieszenie i znalazłem to co chciałem. Uśmiechnąłem się triumfalnie wyciągając mały kluczyk.
Wybiegłem do korytarza w najlepszym momencie. Widziałem już całą twarz Harry’ego, czerwoną od wysiłku ale okraszoną pięknym uśmiechem. Gdy spojrzał na mnie puścił oczko, jakby chciał powiedzieć „widzisz, jaki jestem silny?”. Odpowiedziałem tym samym, wyciągając z kieszeni klucz i pokazując mu go w całej okazałości.
- Loueh, niee – powiedział błagalnym tonem, patrząc na mnie z udawanym smutkiem.
Zaśmiałem się głośno i podszedłem bliżej. Dałem mu buziaka w czubek nosa, po czym włożyłem do zamka kluczyk, uderzyłem w drewno ramieniem i zamknąłem drzwi.
Spokojnie zszedłem po schodach, zastanawiając się co specjalnego mogę przygotować na dzisiejsze śniadanie. Gdy tylko dotarłem do kuchni, wstawiłem wody na kawę i zajrzałem do lodówki.
No cóż, Harry był tak pochłonięty opiekowaniem się mną, że był na zakupach tylko raz. Nic więc dziwnego, że dojrzałem raptem masło, jakiś serek do smarowania i jajka.
Wyciągnąłem z szafki patelnię. Postanowiłem zrobić jajecznicę. Bez mięsa. W sumie to same jajka. Nieważne.
Lubiłem gotować, ale z tego co mieliśmy w domu naprawdę nic nie dało się zrobić. Wsypałem do kubków kawę i zalałem wrzątkiem. To co przygotowałem do jedzenia wrzuciłem na talerz i ustawiłem na tacy. Niezbyt zadowolony z tego, co miałem przed oczami poszedłem na górę.
Postawiłem na chwilę wszystko na podłodze, aby odsunąć szafkę. Później przekręciłem kluczyk w drzwiach i wszedłem z głośnym :
- TADAAM!
Harry siedział na łóżku, śmiejąc się do swojego laptopa. Gdy tylko mnie zobaczył zamknął go, skrzyżował ręce na piersi i zrobił naburmuszoną minę.
Nie przejmując się tym zbytnio, podszedłem bliżej. Postawiłem tacę na stoliku obok łóżka i wszedłem na nie, wygładzając kołdrę. Usiadłem obok Hazzy, ustawiłem jedzenie na swoich nogach i zacząłem jeść.
Wciąż siedział nadęty, ale kątem oka widziałem już, że nie może wytrzymać ze śmiechu. Gdy na niego spojrzałem, konsumując kolejną porcję, parsknął głośno.
- No już, daj mi to – wysyczał przez śmiech i wziął talerz. Zaczął grzebać widelcem i zapytał :
- A gdzie jest mięso?
Uśmiechnąłem się pod nosem, nie dając odpowiedzi.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że zrobiłeś jajecznicę bez szynki i bekonu? – zapytał ponownie, znowu powstrzymując się od śmiechu. Wziąłem łyk kawy i ponownie spojrzałem w jego oczy. Nie wytrzymałem. Oboje w tym samym momencie wybuchnęliśmy śmiechem, ja – wypluwając na jego tors to, co miałem w ustach.
- LOUIS! – krzyknął przez płynące już od śmiechu łzy. Złapał szybko talerz i tacę, odstawił je na bok po czym wskoczył na mnie i zassał się w mojej szyi.
- Będę, miał, malinkę! Harry, przestań! – mówiłem chichocząc. On jednak nie przestawał. Po około minucie oderwał się ode mnie, z dumą przyglądając się swojemu dziełu.
- No, teraz niech każdy wie że należysz do mnie – uśmiechnął się triumfalnie.
- Przez ciebie będę musiał chodzić w golfach – powiedziałem lekko uderzając go w policzek. Zaśmiał się znowu, nachylił się i nasze usta znów złączyły się w gorącym pocałunku.
- Kocham cię mój głupku – wymruczałem patrząc mu w oczy.
- Ja ciebie też, ale nie będę jadł takich jajek – wyszczerzył zęby, musnął mój policzek i wstał. Podszedł do okna, otworzył je a następnie wziął talerze i …. wyrzucił ich zawartość.
- Ja się tak napracowałem! – krzyknąłem, zrywając się z łóżka i podbiegając do Harry’ego. Chciałem zrobić mu malinkę tak, jak on mi ale ten natychmiast odwrócił się do mnie przodem, szczerząc zęby.
-Zamówimy pizze – uśmiechnął się szeroko, łapiąc mnie za pośladki. Próbowałem udawać że jestem zły, ale nie umiałem. Gdy patrzyłem na jego twarz moje usta same wykrzywiały się w szczerym uśmiechu.
- Już nigdy więcej nic nie ugotuję – powiedziałem z nutką żalu w głosie.
-Uff – mruknął pod nosem mrużąc oczy.
I znowu, zamiast zrobić jakiegoś focha, uśmiechnąłem się szeroko.
- Słyszałem! – krzyknąłem i chciałem rozpocząć jedną z kolejnych naszych „walk” ale Harry złapał mnie za nadgarstki uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
-Nigdy ze mną nie wygrasz – uśmiechnął się triumfalnie.
-Ehh – westchnąłem. – Za to ty nigdy nie nauczysz się grać w piłkę nożną! – i odwróciłem się na pięcie kierując się w stronę drzwi. Trafiłem w czuły punkt. Ale serio, nie widziałem chyba chłopaka grającego gorzej od niego. No chyba że Zayn, byli na dość porównywalnym poziomie.
Harry zabiegł mi drogę i wymruczał :
- Pojedynek? Teraz, na dworze?
- I tak nie masz szans – uśmiechnąłem się szyderczo. – Chociaż w sumie jestem lekko kontuzjowany, to może twoja porażka nie będzie aż tak bolesna jak zazwyczaj.
-To się okaże – wysyczał z intrygującą miną i złapał mnie za rękę.
-A może jednak założymy coś na siebie? – zapytałem. Byliśmy w samych bokserkach.
-Ehh, a tak chciałem popatrzeć na twój tyłek – westchnął, ale pociągnął mnie z powrotem w stronę sypialni.
Wyciągnąłem z szafy jakieś krótkie spodenki. Jak zwykle musiałem się uporać z tym, aby wcisnęły się na mój nienaturalnie duży tyłek. Lubiłem go, ale czasami mi przeszkadzał, szczególnie gdy kupowałem spodnie.
- Uwielbiam, gdy musisz się tak wciskać w ubrania – powiedział Hazza, patrząc na mnie apetycznie. Z rozbawieniem odwróciłem się tyłem i zatrząsnąłem przed nim tyłkiem. Wybuchnął głośnym śmiechem.
- Jesteś pewny, że te rurki to odpowiedni strój, żeby grać w piłkę nożną?- zapytałem, gdy zobaczyłem jak zakłada jedne z najbardziej obcisłych spodni jakie miał w szafie.
-A co, ty nie chcesz patrzeć na moją dupę? – zapytał smutno.
-Jeszcze się napatrzę – mruknąłem z uśmiechem.- Ale spodni szył ci nie będę, na pewno.
-No doobrze – westchnął i ściągnął rurki.
-Może to? – rzuciłem mu jedną z par moich rozciągniętych spodenek. Spojrzał na nie z mieszanymi uczuciami, ale w końcu naciągnął je na siebie.
-No, to szykuj się na porażkę, Styles! – powiedziałem poważnym tonem i ruszyłem przed siebie.

***************************
 - Aah, jak dobrze znowu delektować się tym powietrzem – westchnął Lou, biorąc głęboki oddech. Stanąłem za nim i objąłem go w pasie, kładąc swój podbródek na jego ramieniu. Złapał moje ręce i powiedział :
- Cieszę się, że mieszkamy tutaj.
- A ja się cieszę, że mieszkam z tobą, Boo – odparłem. Louis odwrócił głowę w moja stronę i obdarzył mnie najpierw słodkim uśmiechem a później krótkim pocałunkiem.
-Nie słódź tak, nie dam ci wygrać pod żadnym pozorem – mruknął po chwili, musnął mnie w kącik ust po czym pobiegł w głąb ogrodu, szukając piłki. Uśmiechnąłem się pod nosem, myśląc sobie jak bardzo go kocham i pobiegłem za nim.

Kilkanaście minut później
Oczywiście,  że przegrywałem. Jak mogłoby być inaczej? Już nawet nie liczyłem bramek, które mi strzelił. Może ich było z dziesięć? Może piętnaście albo dwadzieścia? Whatever.
W tym momencie jednak to ja miałem piłkę i… udało mi się go okiwać! Z triumfalnym uśmiechem uniosłem w górę ręce i podbiegłem do bramki, kopiąc piłkę z całej siły. Strzeliłem pierwszego gola. Zacząłem się cieszyć jak opętany. Biegałem w kółko krzycząc : „TAK JEST, PROSZĘ PAŃSTWA, NIESAMOWITY HARRY STYLES OGRAŁ LOUISA TOMLINSONA NICZYM BEZRADNEGO DZIECIAKA, FANTASTYCZNA AKCJA!
Gdy już skończyłem mój taniec radości, spojrzałem na Louisa. Śmiał się kiwając z niedowierzania głową.
- Harry ty jesteś debilem czy tylko tak udajesz? –zapytał podchodząc do mnie.
-Przecież wiesz, że jestem – odparłem, wciąż starając się złapać oddech. Louis wybuchnął śmiechem, nachylił się do mnie i szepnął :
- Zostało jeszcze pięć minut – po czym zerwał się, aby znowu pobiec po piłkę. Pobiegłem za nim i… wyprzedziłem go! Na moich ustach znów zawitał szeroki uśmiech. Kilka sekund i zdobyłem kolejnego gola.
I miałem już ponownie wybuchnąć radością, gdy zobaczyłem że Louis ukucnął i z trudem łapie oddech.
- Co jest? – zapytałem z troską, szybko podbiegając do niego. Wyraźnie zbladł.
-Chyba trochę przeceniłem swoje siły – odpowiedział z lekkim uśmiechem. – Ale już wszystko wraca do normy, po prostu zbyt długo nie byłem na dworze, a teraz od razu bieganie no i trochę mi się słabo zrobiło.
-Ale już okej? – wciąż patrzyłem na niego podejrzliwie. Oddech już mu się umiarowił, ale wciąż wyglądał niewyraźnie.
-Tak, już lepiej - odparł i podniósł się. – Pójdę usiąść – dodał.
Złapałem go pod rękę i doprowadziłem do schodów na tarasie.
- Przyniosę ci coś do picia – zaoferowałem i pobiegłem do kuchni. Znalazłem w szafce ostatni już karton soku, nalałem go do szklanki i równie szybkim tempem wróciłem.
Lou siedział na schodach, z głową zatopioną w dłoniach.
- Na pewno jest okej? – zapytałem niepewnie, siadając obok niego. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szerzej. Na jego twarz wróciły dawne kolory.
-No przecież mówiłem, że tak – odparł. – Dzięki za sok.
-Nie ma sprawy – i objąłem go ramieniem. – A może to była jednak taka wymówka, żeby przerwać mecz, bo bałeś się że przegrasz? – zapytałem podejrzliwie.
-Jesteś debilem – stwierdził, siadając mi na kolanach. – Ale takiego debila właśnie pokochałem, wiesz? – i złączył nasze usta w kolejnym pocałunku.

**

Kolejne godziny upływały nam bardzo szybko. Obejrzeliśmy jakiś film, pośpiewaliśmy, pośmialiśmy się wciąż delektując się ostatnimi chwilami w naszym prywatnym gniazdku.
- Harry, potrzebowaliśmy tego, no nie? – zapytał Lou, gdy siedzieliśmy na kanapie oglądając wiadomości. Trzymaliśmy się za ręce, on opierał głowę na moim ramieniu. Było tak, jak powinno być.
- Tak – odparłem. - Potrzebowaliśmy całego dnia śmiechu i zabawy. Potrzebowaliśmy tego, aby naładować się na cały następny miesiąc.
-Hazza ale nie bądź smutny – powiedział, gdy usłyszał nutkę żalu w moim głosie. – Za miesiąc wrócimy tu na kilka dni i znowu tak będzie – dodał, wpatrując się we mnie troskliwie.
-Ale ten miesiąc będzie okropny – powiedziałem z wyrzutem. Wiedziałem że Eleanor jedzie z nami, więc nie dość że ciągle będą próby i koncerty, to w pozostałym czasie Lou będzie z nią. Nie mogłem być nawet pewien że pozwolą nam spać w jednym pokoju. To była jedna z najczarniejszych wizji.
-Zrobię wszystko, aby minął jak najszybciej – wyszeptał Louis, ściskając mocniej moją dłoń. Odwróciłem się w jego stronę i przysunąłem się bliżej tak, aby nasze czoła stykały się.
-Wiem LouLou – zapewniłem i pocałowałem go delikatnie.
Po kilkunastu sekundach Louis przerwał pocałunek, bo poczuł wibrowanie telefonu w kieszeni. Przeklął cicho, ale nacisnął zieloną słuchawkę.
-Słucham? – zapytał ostro.
Nie słyszałem co mówi osoba po drugiej stronie, w każdym razie Louis odpowiedział tylko cichym „Mhmh”.
- Kto to?
- Richardson. O siódmej trzydzieści mamy czekać z walizkami pod domem – powiedział, wyraźnie zaniepokojony. Głos tego drania wciąż przypominał mu tamtą sytuację.
 -To idziemy się spakować, tak? – zapytałem podnosząc się z kanapy. Lou również wstał, ale jego wzrok był jakiś nieobecny.
-Nie myśl już o tym – powiedziałem obejmując go ramieniem i całując w czoło. – Nie pozwolę by ktoś cię skrzywdził jeszcze raz – wyszeptałem wprost do jego ucha i poszliśmy na górę.


****************************************************************************************************
No i jest szósteczka ;D
Stwierdziłam, że za dużo już się napłakaliście, przy tych poprzednich rozdziałach, więc dałam teraz taki jeden na "rozluźnienie", więcej zabawy ;DD
Mam nadzieję że spodoba Wam się tak samo jak poprzednie;)
Dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach, było ich wyjątkowo dużo, mam nadzieję że tutaj będzie tyle samo lub więcej :)
Polecajcie tego bloga innym Shipperkom Larry'ego, bo ja się staram pisać ale wiadomo, że do każdej nie dotrę.
Nowego rozdziału spodziewajcie się gdzieś chyba pod koniec następnego tygodnia, nie wcześniej, bo bd miała spoooro nauki :)
Na koniec filmik :
ENJOY
no i zapraszam na twitterze, zawsze follow back - @lifetastegreat ;))

20 komentarzy :

  1. to jest takie cudowne <3 uwielbiam twojego bloga :* nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <3
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. No to następna część axcnoweqpxxjwretwaygdfhfs opowiadania *.* K O C H A M T O O P O W I A D A N I E E V E R ! :) i dziękuję za powiadomienie na tt <33 love uuu // @DirectionerX69

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, a myślałam, ze będę pierwsza. :c No cóż trzecia też mogę być :) KOCHAM TO I CIEBIE I OGÓLNIE WSZYSTKO KOCHAM KDJDOKEJMEDKEFDKFDOIKEMKFD. Cały rozdział się śmiałam, bo tak cudownie piszesz. :3 Kochaaaaaaam Cię. *o*

    @love_my_gay

    OdpowiedzUsuń
  4. No i nowy rozdział, jak miło :D
    Jak dobrze, że dałaś nam odpuścić trochę te wszystkie zmartwienia... To jest takie słodkie, gdy są sami. Szkoda, ze wszystko musi niszczyć Modest. Mam nadzieję, że na tej trasie nic złego się nie stanie... A pewnie się stanie, prawda? Harry napaleniec. Ale to kochane, że tak się opiekował LouLou. Piszesz cudownie,wspaniale i tak się to dobrze czyta, że nie wiem, jak to opisać *.*
    Czekam na kolejny <3
    Życzę weny i zapraszam na:
    Larry Stylinson Opowiadanie
    ~MGreyback

    OdpowiedzUsuń
  5. kochanie, jesteś niesamowita! ♥ kocham Cię, twój blog, twój sposób pisania ♥ wspaniały rozdział ♥ z resztą jak wszystkie poprzednie ;3 było naprawdę dużo śmiechu :D Ahh ten Harry sexoholik :D czekam z niecierpliwością na następny rozdział ;)
    Pozdrawiam ♥
    // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  6. dobra...dopiero teraz mogę dodać komentarz...so...ZAJEBISTY *-* i...LARRY aww... ♥ Kocham ciebie i twoje opowiadanie <3 :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaa!!! Larry ♥ Ubóstwiam Cię normalnie dziewczyno! :D Mam nadzieję, że przetrwają na tych koncertach ten miesiąc ♥ Czekam niecierpliwie na następny rozdział :)
    @_1D_Polska_

    OdpowiedzUsuń
  8. awwwwwwwwwwwwwww jak słodko się zrobiło
    :) aż miło :)
    ubóstwiam ten rozdział :)
    czekam na kolejny :)
    pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super.. <3333 Nowy rozdział jest taki erjnjehefkefjkhefijefkljefkefkefjkmefskksenfksefgh *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj, to ja @fanservis z TT. Twoje opowiadanie jest jednym z tych, które czytając mam ochotę roznieść wszystko dookoła w pył, bo tyle to wzbudza we mnie emocji. Pisz szybciutko, bo pewne jest to, że masz niesamowity talent. Mam pytanko, mogłabyś informowac mnie o nowych rozdziałach na Twitterze?
    Pa pa xx

    OdpowiedzUsuń
  11. ecuvyfvwixyvwidivxywevc *-* czeekam na nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepraszam że dopiero teraz komentuję ;c Rozdział jest... Hmmm... Jak to napisać jednym słowem..... Afgfawtgbcsryjbv to chyba dobre określenie. Naprawdę uzależniam się od tego bloga. Codziennie sprawdzam czy czasem nowego rozdziału nie dodałaś.Nie wiem co tu więcej napisać jak moje serce jest w całości oddane tobie... Weny i do następnego komentarza xx

    OdpowiedzUsuń
  13. Cały czas się uśmiechałam jak głupia do monitora. To cudowne, ze sprawiasz, że na czyjejś twarzy pojawia się uśmiech, przez samo opowiadanie. No ale nic dziwnego, opowiadanie jest wspaniałe! ;]

    OdpowiedzUsuń
  14. Super rozdział czekam na następny ^,^

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam, bloga o One Direction, zapraszam :) http://directioner-forever-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Śliczny, uwielbiam twojego bloga <3 Czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Jesteś świetna! A te filmiki na końcu to strzał w dziesiątke. Pisz dalej. Love you, Marta

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam prośbę.
    Dodaj już kolejny rozdział ;]

    OdpowiedzUsuń