czwartek, 30 maja 2013

ROZDZIAŁ 9

***************************************************************************************************
UWAGA!
Poniższy tekst zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia, opisujące homoseksualny stosunek. Jeśli nie masz ukończonych 18 lat bądź nie chcesz tego czytać, zamknij stronę teraz.
Czytasz na własną odpowiedzialność!
***************************************************************************************************


IRRESPONSIBLE

 *******************
 - Louis przepraszam! – krzyczałem, waląc pięścią w drzwi jego pokoju. – Proszę otwórz, porozmawiaj ze mną!
Jednak wciąż słyszałem jedynie włączony telewizor.
Gdy tylko Lou wyszedł ze złością z mojego pokoju, rzuciłem się za nim biegiem. Zdążył jednak zamknąć drzwi tuż przed moim nosem i od tej pory, mimo mojego upornego uderzania w nie pięścią, nie odezwał się ani słowem.
Spojrzałem ze złością na czerwoną dłoń. To nie miało sensu, jest na tyle wkurzony że nie otworzy. Wkrótce jednak musi wyjść, gdyż będziemy jechać na salę koncertową, więc postanowiłem poczekać.
Osunąłem się po ścianie i usiadłem na podłodze, wyjmując z kieszeni telefon. Próbowałem jeszcze zadzwonić, wysłałem już chyba z setnego przepraszającego smsa, wciąż jednak zero reakcji. Westchnąłem cicho i zająłem się jakąś grą.
- Harry? – usłyszałem zdziwiony głos. To Zayn wyszedł z pokoju obok, najwyraźniej kierując się po coś do Liama, jednak widząc mnie, natychmiastowo się zatrzymał.
- Hej – bąknąłem cicho, nie odrywając wzroku od ekranu telefonu.
- Yyy… Czemu tutaj siedzisz? – zapytał wykonując rękoma taki gest, jakby twierdził że to pytanie było zbędne, że powinienem się domyślić i bez tego powiedzieć co się stało.
- Chcę porozmawiać z Louisem – powiedziałem szybko.
- To czemu nie wejdziesz do środka?
- Bo mnie nie chce wpuścić.
- Dlaczego nie chce cie wpuścić? – zapytał już wyraźnie zirytowany moimi krótkimi odpowiedziami.
- Bo jestem cholernym dupkiem i wczoraj się upiłem.
- Aha – odparł w końcu i jakby nigdy nic, zapukał do pokoju Liama. Po chwili zniknął w środku.
Wróciłem do rozgrywanej gry. Naprawdę się wciągnąłem, tak że nawet nie zorientowałem się kiedy minęło pół godziny. W pewnym momencie usłyszałem jednak naciśnięcie na klamkę. Drzwi Louisa otworzyły się delikatnie.
Wstałem jak najciszej mogłem. Znajdowałem się po tej stronie drzwi, że nie mógł mnie zauważyć. Modliłem się, aby nie usłyszał moich ruchów, obawiając się że zamknie je z powrotem.
- Louis – powiedziałem cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu. Wzdrygnął się szybko. Poczułem jak jego ciało spina się na moment, jakby zastanawiał się kto to może być. Dopiero po kilku sekundach rozluźnił się, jakby przypomniał sobie mój głos.
- Przepraszam – dodałem cicho, z lekkim załamaniem w głosie. Czułem że w moim gardle powstaje wielka gula. Tak bardzo nie chciałem, aby był na mnie zły.
Usłyszałem ciche westchnięcie, po czym Lou odwrócił się i stanął twarzą do mnie. Spuściłem wzrok, bo czułem jak moje policzki czerwienią się ze wstydu i zabrałem rękę z jego ramienia.
- Siedziałeś tutaj cały czas? – zapytał oschle.
Pokiwałem tylko głową.
- Podobno chciałeś ze mną porozmawiać – dodał. Czułem, jak wpatruje się we mnie podejrzliwie.
- Chciałbym cię przeprosić – wymruczałem, nerwowo oglądając swoje palce.
- To wszystko? – zapytał, wciąż innym niż zazwyczaj głosem.
- Nie – powiedziałem odważnie, i wreszcie zdecydowałem się spojrzeć w jego oczy. Były kompletnie inne od brzmienia, delikatne i spokojne. To dodało mi otuchy. Wierzyłem, że po prostu zgrywa takiego obrażonego, ale tak naprawdę chce tylko usłyszeć jak bardzo żałuję tego co zrobiłem.
- Przepraszam za to że jestem cholernym dupkiem, który w chwilach których nie może spędzać ze swoim chłopakiem upija się do nieprzytomności w barze – zacząłem -  a później ma jeszcze pretensje do swojego chłopaka o Bóg wie za co – jego wzrok był już usatysfakcjonowany. Jednak ja nie. Dostałem teraz takiego kopniaka, że zdecydowałem się powiedzieć jeszcze więcej. - Tak, wiem Louis że zrobiłem bardzo źle, ale przez to że nie mogę nikomu pokazać jak bardzo cię kocham, i ciągle widzę cię z Eleanor zaczynam po prostu świrować. Przepraszam … - ale w tym momencie Lou mi przerwał. Położył na moich ustach opuszek swojego palca i powiedział szeptem „Ciii” po czym mocno objął mnie ramionami. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz i natychmiastowo ogarnęła mnie fala ciepła. Odetchnąłem z ulgą i splotłem dłonie na jego plecach, delektując się bijącymi od niego spokojem i opiekuńczością.
- Już dobrze, nie musisz tego mówić, ja to wszystko wiem – zapewnił, wtulając głowę w zagłębienie na mojej szyi.
- Nie jesteś na mnie zły? – zapytałem cicho, opierając podbródek na jego ramieniu i zamykając oczy. Tak bardzo brakowało mi go przez te kilka godzin. Byłem po prostu uzależniony od jego  dotyku.
- Jestem zły za wczoraj, ale wiem że jest ci ciężko – wyszeptał, gładząc mnie rękoma po plecach.
- Ale mimo wszystko zachowałem się jak dupek i cholernie cię przepraszam – mruknąłem i złożyłem delikatny pocałunek na jego obojczyku.
- Nie rób tego więcej, okej? – zapytał cicho. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Obiecujesz? – zapytał ponownie.
- Lou – westchnąłem, odchylając się na tyle, abym mógł widzieć jego twarz. Wpatrywał się we mnie z troską. – Będę się naprawdę starał, ale niczego nie mogę obiecać. To jest dla mnie za trudne. Jak nie ma cię przy mnie, kompletnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Wszystkie zajęcia stają się nagle bezsensowne, nie potrafię się na niczym skupić. Cały czas myślę o tobie, a to mnie powoli zabija, gdy jestem sam, rozumiesz? – czułem, że w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Louis złapał mnie za rękę i mocno ją ścisnął. Kontynuowałem :
– Myślę o tym, co powinniśmy robić w tamtych chwilach. I ciągle jestem zły na siebie, że nie mogę nam tego zapewnić. Że ty musisz ciągle udawać, a ja bić się z samotnością. I kiedy próbuje to wszystko jakoś z siebie wyrzucić, żeby nie być ciągle takim przygnębionym, zawsze kończy się fiaskiem. Tylko wczoraj, jak wypiłem, choć na chwilę poczułem się lepiej. Przestałem myśleć o tobie jedzącym właśnie kolację z Eleanor. Przestałem myśleć, że przez kolejne 5 lat nasze życie będzie tak wyglądać. Przestałem myśleć o tym, że być może w końcu któryś z nas się złamie, bo będzie miał tego dosyć. Po prostu piłem, i zacząłem myśleć o przyjemnych rzeczach, które już mnie nie raniły. Przepraszam, ale inaczej nie umiem – dokończyłem i odetchnąłem szybko ocierając kilka łez spływających po moich policzkach. Próbowałem jakoś się uśmiechnąć, bo mina Louisa była ta sama odkąd rozpocząłem swój monolog. Wyszło mi chyba jakoś koślawo, przez te zapuchnięte oczy, ale wystarczyło, aby twarz Lou choć na chwilę się rozjaśniła. Panowała krępująca cisza.
- Powiedz coś proszę, bo czuję się niezręcznie po tym wszystkim, co tobie wyznałem.
On jednak nie odpowiedział, tylko rzucił się na mnie i przytulił do siebie jak najmocniej umiał, wyraźnie ściskając moje żebra. Nie skarżyłem się jednak. Wtuliłem się w niego tak samo.
- Harry przepraszam – powiedział wprost w moją szyję, zapewniając na niej powiew gorącego powietrza.
- Za co głuptasie? – zaśmiałem się nerwowo.
- Za to, że nie rozumiałem dlaczego tak wczoraj postąpiłeś – wyznał i pociągnął nosem. Czułem, że zbierało się w nim do płaczu. – Byłem na ciebie zły, bo myślałem że po prostu skorzystałeś z okazji i poszedłeś się zabawić i nawet nie przyszło mi do głowy, że chciałeś po prostu zapomnieć o problemach i…
- Uspokój się Louis – przerwałem mu, całując jego włosy. Lou był bardzo emocjonalny i nie mogłem pozwolić na to, żeby wybuchnął płaczem na środku korytarza, a był tego naprawdę bliski. – To ze napiłem się aby zapomnieć o problemach nie ma znaczenia. Gdybym wypił drinka albo dwa, też by pomogło, a nie urwałby mi się film. Postąpiłem źle i nawet nie pomyślałem o tym że mogę cię tym skrzywdzić, dlatego przepraszam. Nie ma tu ani grama twojej winy.
- Powinienem napisać wcześniej.
- Louis! – krzyknąłem głośniej i odsunąłem go na kilkanaście centymetrów. Uśmiechnął się lekko.
- Więc mam nie zwracać uwagi na to co powiedziałeś przed chwilą i powiedzieć że jesteś skończonym dupkiem, który nie myśli o mnie i upija się do nieprzytomności? I rozkazać ci, żebyś nigdy więcej tak nie robił bo kurwa nie będę zawsze po tobie sprzątał i się tobą opiekował?
- Tak – próbowałem uśmiechnąć się szeroko. – Powinienem znaleźć jakąś inną ucieczkę od problemów niż alkohol. I … wolę taką wersję ciebie niż obarczanie się winą bez powodu.
- Okej. Więc następnym razem pomyśl o mnie, zanim zamówisz kolejnego drinka, okej?
- Okej – westchnąłem.
- Poza tym chodź, mam coś dla ciebie – i pociągnął mnie w stronę swojego pokoju. Wciąż trzymał ściśniętą moją dłoń, a drugą zaczął szukać czegoś w szufladzie.
- Chcesz nadrobić wczorajszą noc? – zapytałem przysuwając się bliżej i nachylając się nad nim, aby złożyć delikatny pocałunek na jego karku.
- O nie ! – odsunął się ode mnie szybko. – Jakaś kara musi być!
- No Louis! – krzyknąłem obrażony i krzyżując ręce usiadłem na łóżku.
- Trzeba było pomyśleć o tym wczoraj wieczorem. Przez kilka godzin wymyślałem jak wynagrodzić ci tę długą nieobecność, a jak wróciłem spotkałem ciebie w stanie nienadającym się do niczego.
- Ale ja się poprawię! – krzyknąłem z nadzieją w głosie.
- Na pewno nie teraz – odparł i pokazał mi język. – Ale prezent ci dam, bo czuję że może się przydać.
- Prezent? – zapytałem zaciekawiony.
- No chyba nie myślałeś że wrócę z zakupów nie mając nic dla ciebie? – zapytał i wyciągnął z szuflady małe pudełeczko.
- Co to? – wstałem i chciałem je złapać, ale on natychmiast schował je za swoimi plecami.
- Louis! – zacząłem się z nim siłować, jednak nie skutkowało. Bardzo dobrze manewrował swoimi dłońmi, więc spróbowałem innej metody. Spojrzałem na niego chciwie i natychmiastowo wpiłem się w jego usta.
Na początku zaczął się opierać. Nie odwzajemniał pocałunków, jakby ciągle myśląc o tym co trzyma w ręku. Jednak gdy objąłem dłońmi jego szyję i zacząłem kciukami zataczać kółka na tak wrażliwym u niego karku, natychmiast się rozluźnił i jęknął wprost w moje usta, rzucając pudełeczko na łóżko i wsadzając ręce w moje włosy.
- Mam cię! – krzyknąłem gdy tylko to poczułem i natychmiast rzuciłem się na łóżko, łapiąc pakunek. Louis przez moment stał zdenerwowany po czym spojrzał na mnie groźnie i wycedził „To nie fair”. Nie przejmując się jednak tym stwierdzeniem, zająłem się odpakowywaniem niebieskiej wstążeczki.
Nie trwało to niestety długo bo po kilku sekundach Lou wskoczył na mnie siadając okrakiem i złapał moje nadgarstki.
- Harry, ja ci to muszę dać, bo inaczej nie będzie takiego uroku! – zaprotestował gdy próbowałem się uwolnić. Spojrzałem na niego podejrzliwie i bez wahania oddałem pakunek.
- No! – mruknął zadowolony. – Wiec Haroldzie, pragnąc abyś zawsze o mnie myślał w ciężkich chwilach, pragnę ofiarować ci taki drobny prezent – wyciągnął rękę i włożył pudełeczko w moją dłoń. Byłem naprawdę bardzo ciekawy. Szybko udało mi się je rozpakować. Moim oczom ukazał się duży, czarny pierścionek.
Był idealny. Bardzo w moim stylu, pasujący do każdego ubrania. Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia i natychmiastowo wsunąłem go na palec.
- Więc podoba ci się? – Louis zapytał nieśmiało.
- Jest prawie tak idealny jak ty – uśmiechnąłem się szeroko i złapałem go za kark, chcąc przyciągnąć bliżej. Po kilku sekundach nasze języki złączyły się ze sobą i pozwalaliśmy im uprawiać dziki taniec w naszych ustach.
 - Ekhem – usłyszeliśmy jednak za sobą znajomy głos. Louis odwrócił się szybko, odskakując ode mnie. To tylko Zayn, ale mimo wszystko nie lubiliśmy aż tak afiszować się przed chłopakami ze swoją miłością. Uśmiechnęliśmy się szeroko i powoli usiedliśmy na łóżku, poprawiając włosy i ubrania.
- Mamy iść na obiad – dodał i  jego twarz szybko zniknęła z naszego pola widzenia.
- Dlaczego nie zamknąłeś drzwi idioto? – poczułem silne uderzenie poduszką w twarz.
- Przecież to twój pokój! – krzyknąłem i próbowałem złapać go w biodrach, jednak odskoczył bardzo szybko.
- Kto drugi w stołówce jest skończonym dupkiem! – pokazał mi język i biegiem rzucił się, aby wybiec z pokoju.
******************














Wychodziliśmy właśnie na scenę, aby zaśpiewać ostatnią piosenkę dzisiejszego wieczoru. „I want” jak zwykle. Zapaliły się już światła, usłyszałem pierwsze uderzenia w klawisze. Zamknąłem oczy, aby się skoncentrować jeszcze na te kilka minut i nagle…
Poczułem mokre usta na moim policzku. Odwróciłem się natychmiastowo. Harry.
Jak gdyby nigdy nic, odszedł ode mnie i zaczął śpiewać swoją solówkę. Coś ogromnego zatkało mi gardło. Co on robi? Jak ktoś to zobaczy, będziemy mieć totalnie przerąbane! Mieliśmy unikać spojrzeń, a co dopiero pocałunek?
Zacząłem panikować. Nie byłem przygotowany na coś takiego. Potrząsnąłem lekko głową i szybko wkroczyłem, aby zaśpiewać swoją partię.
Przez cały czas to zdarzenie zaprzątało moją głowę. Byłem całkowicie nieobecny, wszystkie głosy i obrazy docierały do mnie jakby przez mgłę. Tak bardzo bałem się tego, co stanie się za kulisami…
- Dziękujemy! – usłyszałem w końcu ostatnie słowo Liama i zbiegliśmy ze sceny.
- Harry! Co ty zrobiłeś do cholery?! – krzyknąłem gdy tylko znaleźliśmy się w dużym pomieszczeniu. Hazza spojrzał na mnie szybko i mruknął :
- Jaa… ja przepraszam, ale po prostu nie mogłem wytrzymać. Chciałem jeszcze jakoś przeprosić za wczoraj i…
- Wiesz jakie kłopoty możemy mieć przez to? Przecież światła były zapalone, każdy mógł to zobaczyć. Jak możesz być tak skrajnie nieodpowiedzialny? – byłem naprawdę zły. Mówiłem cały czas drżącym głosem, a przed moimi oczami zaczęły przedstawiać się tamte sceny. Sceny z dnia w którym wróciłem do domu pobity.
- Louis przepraszam – wyszeptał tylko cicho. Spuścił głowę i zaczął bawić się rąbkiem koszuli.
- Harry nie rób tego więcej, okej? – zapytałem i podszedłem bliżej. Złapałem jego podbródek i uniosłem go do góry. Spojrzał na mnie przepraszająco.
-Przepraszam – wymruczał i mocno się do mnie przytulił. - Tak bardzo mi ciebie brakuje, Lou – wyszeptał wtulając się w moją szyję.
- Wiem kochanie – odparłem całując jego loki.
- Harry, Louis! – usłyszeliśmy za sobą głos. Zacisnąłem mocno powieki i powoli odsunąłem się od Harry’ego, ściskając jego dłoń.
- O co chodzi? – warknął Hazza, jednak nie tak zdecydowany jak zazwyczaj. Tym razem, myślał że wie o co Richardson może mieć pretensje.
- Nie warcz tak, bo dzisiaj mam dla was dobre wiadomości – zganił go natychmiast. – Ostatnio zaczęły chodzić słuchy, że się bardzo pokłóciliście i Harry chce odejść z zespołu. Naprawdę ciężko dogodzić tym mediom – westchnął. – No ale stwierdziliśmy, że powinniście jednak od czasu do czasu na siebie spojrzeć bądź też cokolwiek do siebie powiedzieć. Tylko bez przesady. Tak umiarkowanie. To tyle, co miałem wam dziś do powiedzenia – odwrócił się na pięcie i poszedł rozmawiać z pozostałymi chłopakami.
Głośno odetchnąłem. Ogromny ciężar spadł z mojego ciała. Czułem się o niebo lepiej.
- No to chyba nam się upiekło – powiedział cicho Harry, wciąż wpatrując się w sylwetkę Richardsona z niedowierzaniem.

**
Leżałem już na łóżku, przeglądając twittera, gdy usłyszałem głośne pukanie do drzwi. Szybko odstawiłem laptopa i poszedłem otworzyć.
Zdążyłem zobaczyć tylko białą koszulkę i burzę loków. Później ‘ten ktoś’ rzucił się na mnie i łapczywie wpił się w moje usta.
- HaHaHarry! – jęknąłem w jego usta, czując jak przypiera mnie do ściany.
- Muszę jakoś przeprosić – sapnął i kopnięciem zamknął drzwi, po czym powrócił do wcześniejszego zajęcia.
Od tej chwili nic już nie miało dla mnie znaczenia. Uwielbiałem takie przeprosiny.
Delektowałem się smakiem jego malinowych ust, podczas gdy Harry błądził rękoma po moich plecach. Gdy włożył ręce pod mój t-shirt, mruknąłem cicho. Moje ciało i bez tego, było wystarczająco rozpalone.
Powoli zaczęliśmy wycofywać się w stronę łóżka. Gdy złapałem go za pośladki, po moim ciele rozległ się przyjemny dźwięk niskiego, ochrypłego głosu, mruczącego moje imię.
Po chwili się mimowolnie ugiąłem kolana, czując opór w postaci łóżka. Nie znałem tego pokoju tak dobrze jak mojej sypialni, więc prawdopodobnie to wszystko zakończyłoby się koślawym upadkiem, gdyby nie ręce Harry’ego. Złapał mnie w biodrach i wykorzystując swoje mięśnie, delikatnie położył. Wdrapałem się nieco do góry, aby zrobić mu więcej miejsca.
Hazza natychmiastowo usiadł na mnie i położył się, ponownie zaczynając ssać moje wargi. Wciąż je przygryzał i oblizywał we wszystkich możliwych kierunkach, co powodowało wciąż rosnące ciepło w moim podbrzuszu. Gdy jeszcze zaczął wykonywać okrężne ruchy swoimi biodrami, przez moją głowę przemknęła obawa, że dojdę już w spodniach. To byłby najgorszy, możliwy scenariusz.
Nie myślałem jednak o tym zbyt długo. Po prostu mi na to nie pozwolił. Odchylił się na chwilę aby zdjąć białą koszulkę, a przy tym spojrzał na mnie z dzikim uśmiechem. Już do tej pory było inaczej. Zazwyczaj nasze zbliżenia były subtelne i delikatne. Dzisiaj było inaczej. Szybciej, mocniej, intensywniej.
Uniosłem się, pozwalając ściągnąć z siebie górną część garderoby. Mruknął na widok mojego torsu i popchnął mnie, tym razem jednak nie dopadając moich ust, a szyję. Składał na niej krótkie, mokre pocałunki a gdy raz przygryzł moją skórę, nie mogłem powstrzymać cichego westchnięcia.
W ten sam sposób, zaczął schodzić niżej. Wodził językiem po jego brzuchu, zataczając różnorakie kształty i w tym samym czasie, jego ręce masowały wewnętrzną stronę moich ud. Jęknąłem, gdy przypadkowo zahaczył o mojego członka.
Musiał to poczuć, bo uśmiechnął się triumfalnie i jednym, szybkim ruchem odpiął pasek i ściągnął ze mnie spodnie, wraz z bokserkami. Po kilkunastu sekundach już oboje byliśmy nadzy.
Harry mocno przywarł do mnie, znów złączając nasze usta. Nasze członki były już mocno nabrzmiałe i z każdym ruchem ocierały się o siebie, co spowodowało że ciągle któryś z nas mruczał z aprobatą w usta drugiego. Nie przerywając, sięgnąłem ręką do szuflady i wyciągnąłem z niej lubrykant. Czułem, jak wargi Harry’ego rozszerzają się w ogromnym uśmiechu. Złapał go ode mnie i jeszcze raz zagryzł moje usta, po czym odchylił się do tyłu.
- Teraz Harry – sapnąłem głośno. Nie trzeba było mu długo powtarzać. Natychmiast złapał mnie za pośladki i podniósł do góry, aby mieć wygodne dojście. Splotłem nogi na jego plecach i złapałem go za ręce, ciesząc się na wciąż rosnące podniecenie.
Nie był dzisiaj ani troche delikatny. Wszedł we mnie bez uprzedzenia, wcześniej tylko zwilżając nieco swojego członka. Krzyknąłem głośno. Każdy ruch sprawiał mi okropny ból, było strasznie ciasno, ale mimo wszystko delektowałem się tym dzikim, agresywnym seksem. Wbiłem paznokcie w jego ramiona i czekałem, gdyż z każdym jego ruchem było coraz przyjemniej. Ponaglałem go, aby wchodził we mnie głębiej. Po chwili, słychać było już wyraźne klapnięcia, spodziewane ocieraniem się mojego tyłka o jego klejnoty.
Ręce Harry’ego wbiły się w moją klatkę. Wykonywał swoje ruchy szybko, jego usta były mocno zaciśnięte, warga przygryziona. Z każdym moim krzyknięciem, wykrzywiał się w szerokim uśmiechu. Gdy po chwili poprawił się nieco na prześcieradle, trafił w mój czuły punkt. Odchyliłem głowę do tyłu, mocno wbijając ją w poduszkę. Nie wiem czy kiedykolwiek było mi tak dobrze.
- Kurwa Harry, taak! – krzyczałem, gdy zaczął trafiać w to miejsce za każdym razem. Nachylił się tak, że jego głowa znajdowała  się na wysokości mojego serca. Mógł doskonale słyszeć, że wali ono w niesamowicie szybkim tempie. Zacisnął palce na prześcieradle i zaczął jeszcze całować moje sutki. Tego było za dużo.
Największa fala rozkoszy zbliżała się coraz szybciej. Zacząłem sapać, raz po raz błagając Harry’ego aby wszedł we mnie głębiej. Jego ruchy przyspieszyły już chyba do maksymalnego tempa. Również zaczął szybko oddychać i coraz dłużej zatrzymywał usta w jednym miejscu mojego torsu.
W końcu moje ciało wygięło się do góry, a ja krzyknąłem tylko głośne „Kurwa”. Zobaczyłem czarne mroczki przed moimi oczami i wystrzeliłem na brzuch partnera.
Harry jeszcze nie skończył. Wykonał kilka mocnych pchnięć i zagryzł mocno mój sutek, po czym poczułem lepką ciecz, wlewającą się do wnętrza mojego ciała. Krzyknąłem po raz kolejny.
Wyszedł ze mnie i opadł bezsilnie na łóżko. Nie miałem siły nawet na niego spojrzeć. Byłem zbyt ociężały. Czułem się bardzo zmęczony, ale jednocześnie spełniony. To był chyba najlepszy seks mojego życia.
- Podobało ci się? – zapytał słabo, wciąż oddychając bardzo ciężko. Chciałem znaleźć po omacku jego rękę, ale przez przypadek zahaczyłem o przyrodzenie. Jęknął cicho.
- Kurwa Harry, to było… najlepsze – wydusiłem i zmusiłem się do spojrzenia na niego. Mokre loki zasłaniały oczy, a klatka piersiowa unosiła się w wciąż szybkim tempie. Również odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. Zbliżył się i objął mnie ramieniem.
- Jutro powtórka? –zapytał z nadzieją.
- Bardzo chętnie – mruknąłem i oplatając go swoją nogą, narzuciłem na nas kołdrę.

*********************************************************************************
No więc jestem z dziewiątką ;D Przepraszam za jeden dzień opóźnienia, ale szkoła itp, chyba rozumiecie ;)
Na początku chciałabym Wam bardzo podziękować. Pod poprzednim rozdziałem pojawiła się rekordowa liczba komentarzy - 22. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, ile uśmiechu na mojej twarzy pojawia się z każdym kolejnym, jeśli nie - to wiedzcie że naprawdę dużo ;) Po drugie - liczba wyświetleń na blogu przekroczyła już 6000. Dziękuję <333333
Po trzecie, bardzo się cieszę że prosicie o informowanie, po lewej stronie pojawia się coraz więcej twitterowych nazw, witam nowych czytelników :***
Jest kolejne +18, oceńcie oceńcie czy lepsze, czy gorsze, starałam się bardzo ;p
No i cóż jeszcze będę mówić - zapraszam na twittera @lifetastegreat , piszcie, zawsze jestem chętna ;)
Kolejny rozdział pewnie za tydzień, mam już zaplanowane to opowiadanie do końca, także będzie mi się łatwiej pisać teraz ;)
Na koniec filmik ;)
ENJOY ;**







21 komentarzy :

  1. wow... *-* Jestem pod wrażeniem. Uwielbiam twoje opowiadanie. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybko :P
    Zapraszam do mnie ----> lovehatefriendshipfame.blogspot.com

    @ania95_official
    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest zajebiste <3 nie wiem ile razy mogę to powtarzać ale po prostu zaczyna mi słów brakować. Kocham cię :*

    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  3. Aghndmsdkdkwefssa psujesz mi psychikę <3 i za to cię kocham ! Dawaj mi tu jak najszybciej następny rozdział bo nie wytrzymam XD te opowiadanie jest z.a.j.e.b.i.s.t.e !

    OdpowiedzUsuń
  4. + // @DirectionerX69

    OdpowiedzUsuń
  5. dhgvbdsfjkfm;nvsbfbhfbe ja po prostu nie mogę! to jest super mega ultra zajebiste ! <3 najlepszy jednak był moment z trollingiem Richardsona hahhaha ja już tu się boję, że zaraz stanie się coś złego i znowu wrócą przykre chwile, a tu troll "powinniście jednak od czasu do czasu na siebie spojrzeć bądź też cokolwiek do siebie powiedzieć "powinniście jednak od czasu do czasu na siebie spojrzeć bądź też cokolwiek do siebie powiedzieć" hahahha jebłam xd moment +18 to już wgl Ci mega wyszedł! <3 czytałam i nie mogłam wyjść z podziwu *.* czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! ;3 Kocham Cię ! ♥ // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju zajebisty rozdział, inaczej nie moge tego nazwać :D Czekam na kolejny <3 Naprawdę masz talent do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. dobry Boże, to jest takie aihsdieuhdieudoaedij. *o* nigdy nie czytałam czegoś tak.. iqwjd. nie wiem jak to nazwać. nie można powiedzieć, że to jest zajebiste, bo to jest coś więcej. Tego się nie da opisać po prostu. *-*

    @love_my_gay

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, to jest świetne!
    Niedawno ''odnalazłam'' Twój blog i od razu go pokochałam <3
    Dziękuję, że piszesz ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Omg! To jest zajebiste jxgvjdhg! Czytam wiele opowiadań o Larrym, ale twój jest jeden z lajlepszych ;) + 18 znakomicie ci wyszło ^^ haha
    Czekam na kolejny rozdział
    + mogłabyś mnie dopisać do listy powiadamnianych osób? dzięki ;3

    @kevinomania

    OdpowiedzUsuń
  10. OMG to jest cudowne. Początek bardzo słodki a końcówka... Po prostu zajebista. To jest chyba twój najlepszy rozdział. Pisz takich więcej :) Weny i do następnego komentarza <3

    OdpowiedzUsuń
  11. OMG zajebisty rozdział! :D z zniecierpliwieniem czekam na nastepny :) + @gabriella24861

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak tylko widzę czerwony napis nad rozdziałem, buźka mi się uśmiecha xd:). Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam - Tuńczyk:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu, jak dobrze, że się pogodzili! Napalony Harry, hnaha.
    I ten pierścionek! Aż się zaczęłam uśmiechać jak głupia do komputera, jak o nim przeczytałam. I SCENA. Taaak, scena *.* świetnie napisana, ale to pewnie wiesz. Więcej takich, więcej, zdecydowanie! Chociaż, co za dużo to nie zdrowo. ale chyba nie w tym przypadku, o nie. To wszystko pięknie do siebie pasuje, wgrywa się w rzeczywistość.
    A i myślałam, że Richardson znowu nawali któremuś. Nic dziwnego, że ludzie myślą, że LouLou i Hazza się pokłócili... Dobra, trzymam kciuki za Twoją wenę i pozdrawiam <3
    Larry Stylinson Opowiadanie
    ~MGreyback

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej. Postanowilaś ze będzie tydzień dobroci dla Larrego. Pięknie! Podobało mi sie. Rozdział że och och. Milutki bez pierdolonego modest, nie musiałam uzywać chusteczek. Zaoszczedziłam!!!! Ale pewnie nie na długo. Scena miłosna no cóż kurewsko zajebista az mnie oczy bolą od wgapiania się w ekran zeby wszyttko dokładnie przeczytać. Prawie ich widziałam jak żywych. czekam na dalsze rozdziały i sceny!! Boje się że dowalisz z modest. Więc jednak idę do biedronki po chusteczki.!! pozdrawiam. ciut starsza młodzież.

    OdpowiedzUsuń
  15. O MÓJ BOŻE! TO BYŁO GENIALNE! ♥ Po prostu jshdjkshf *.* Zajebi***e opisujesz ich zbliżenia i do tego uczucia. Jestem twoją ogromną faaaankąą ♥
    @_1D_Polska_

    OdpowiedzUsuń
  16. *-* NIe wiem jak ty to robisz ale to jest meega zaje**ste *.* ♥

    OdpowiedzUsuń
  17. zajebiste !!!!!! - wydaje się byc na prawde realne, tak jak byś czytała w ich myślach. jest super. Mam nadzieje, ze pojawi się jeszcze DUUUUUŻO rozdziałów... Czekam z niecierpliwością na resztę ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. Jedno wielkie WOW! :) Świetnie piszesz, nie ma co, fajnie że rozdziały są takie długie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy nowy rozdział, bo już nie żyję niczym innym jak ciągiem dalszym tej historii, proooszę nie daj mi długo czekać.
    Tak się niecierpliwię, że 7 razy dziennie wchodzę tutaj i modlę się o nn. ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam Cię poprostu ! <3 świetnee naprawdę <3 <3 <3 kocham to jak piszesz :**

    OdpowiedzUsuń
  21. Matko kochana :D
    Jak dzikie kuny w agreście xd

    OdpowiedzUsuń