wtorek, 9 lipca 2013

ROZDZIAŁ 15

UWAGA!
Poniższy tekst zawiera sceny drastyczne, w których użyto licznych wulgaryzmów. 
Czytasz na własną odpowiedzialność.


STOP! STOP IT PLEASE!

***************************************************
*Oczami narratora*

- Dlaczego do jasnej cholery umieściliście tę piosenkę na płycie! – siwiejący mężczyzna krzyknął na kilku młodszych, siedzących po drugiej stronie biurka. – Teraz już każdy będzie wiedział, że oni naprawdę są gejami!
- Ale w kontrakcie jest napisane. Chłopcy mogą napisać jedną piosenkę i umieścić ją na płycie. Wybrali tę i nic nie możemy zrobić – odparł bezradnie jeden z nich. Richardson zmierzył go groźnym wzrokiem i wrzasnął głośno, zrzucając z biurka wszystkie papiery.
- Jedyne co… - zaczął niepewnie siedzący w kącie blondyn. Wściekły szef zachęcił go skinieniem dłoni – możemy zmienić nieco treść. Można wrzucić gdzieś na przykład słowo dziewczyna, żeby nie było aż tak podejrzanie.
- No, i takich pracowników mi trzeba! – szef rozchmurzył się natychmiast i klasnął w ręce. Złapał kilka głębszych oddechów, uspakajając wcześniej wrzące ze złości ciało.  – Zajmijcie się tym jeszcze dziś! – rozkazał  i gestem wyprosił ich z pokoju.
Zdążył raptem włączyć komputer, gdy usłyszał stukanie do drzwi.
- Proszę – warknął niechętnie. Nie chciał słuchać kolejnych użaleń. – Czego tu chcesz, Spencer?
- Panie Richardson – zaczęła zastraszonym głosem niska brunetka – mam coś, co powinno pana zaciekawić.
- Podejdź szybko, nie mam czasu do cholery – odparł zirytowany, ale wskazał kobiecie miejsce do siedzenia.
- Znalazłam pewną wiadomość na tumblrze. Dokładniej dwie. Wiadomości po których przestały pojawiać się momenty Larry’ego.
- Egh, nie nazywaj ich tak! Po nazwisku!
- Przepraszam – odparła szybko. – No więc znalazłam wiadomości po których przestały się pojawiać na tumblrze momenty między Styles’em i Tomlinsonem. Wiadomości te były wysłane z laptopa jednego z nich.
- Co? – Richardson z niedowierzaniem poderwał się z krzesła. Szybko okrążył biurko i stanął za krzesłem, na którym siedziała kobieta.
- Od tego momentu – brunetka kontynuowała, nie odpowiadając na pytanie – zdarzyło się wiele sytuacji między nimi, jednak my o nich nie wiedzieliśmy. Zobaczyłam je wszystkie w jednym filmiku.
- Filmiku? Na youtube? – zapytał wściekłym głosem. Spencer pokiwała twierdząco głową. – Masz go gdzieś?
- Tak. Proszę. Oto on – wskazała ręką na ekran notebooka i wstała z krzesła. – Ja już pójdę. Ale chyba musi pan coś z tym zrobić, bo grono wspierające ich związek jest coraz szersze.
- Już ja im pokaże, co znaczy zadzierać ze mną – wyszeptał Richardson, z niedowierzaniem wpatrując się w ukazany na ekranie film.

 ***************************
 Sięgnąłem spod łóżka jeszcze ostatnią parę skarpetek. Nie mogłem trzymać w pokoju Louisa wszystkich swoich rzeczy, żeby nie wzbudzić podejrzeń wśród sprzątaczek, więc część zostawiałem zawsze w pokoju zarejestrowanym na mnie. Jutro jednak mieliśmy się przeprowadzać, więc wolałem spakować się już dzisiaj rano. Mieliśmy wolne popołudnie, które zamierzałem spędzić w całości z Louisem.
Nie spodziewałem się, że mimo tych wszystkich przeciwności, między nami wciąż będzie tak dobrze. Czasu który spędzaliśmy razem zawsze nieco brakowało, jednak gdy już zamykaliśmy się w pokoju, wykorzystywaliśmy go w stu procentach. Czasem robiąc jakieś pikantne rzeczy, czasem po prostu leżąc i przytulając się, podczas obsypywania ciał delikatnymi pocałunkami. Były też okresy w których oglądaliśmy jakąś głupią komedię i przy włączonym telewizorze zasypialiśmy w swoich ramionach.
Jeszcze tylko dwa tygodnie i będziemy w domu.
Jak stare, dobre małżeństwo.
Zapiąłem już ostatnią walizkę i dumnie zacząłem się niej przyglądać. Niej, a także czterem innym, stojącym tuż obok. Przez te ciągłe wyjazdy technikę pakowania opanowałem doskonale. Chciałem iść jak najszybciej do Louisa i pochwalić mu się swoim osiągnięciem, jednak gdy tylko otworzyłem drzwi, ujrzałem osobę z zamiarem zapukania.
- Czego chcesz? – zapytałem oschle, już na sam widok tej zestarzałej twarzy kipiąc ze złości.
- Spokojnie Harry, spokojnie – uśmiechnął się krzywo, kładąc mi rękę na ramieniu. Odsunąłem się szybko. – Dzisiaj mam dla was przyjemną wiadomość. Nie chciałem wchodzić do pokoju Louisa sam, bo i tak by mnie nie wpuścił, dlatego przyszedłem najpierw po ciebie – dodał niezwykle przyjaznym tonem. Mimo wszystko mój gniew nieco zelżał. Nie widziałem go w takim humorze od dawna, może rzeczywiście dowiemy się czegoś dobrego?
- Okej – odparłem szybko i wyszedłem za nim, zatrzaskując drzwi. Pokój Louisa był zaraz obok. Wyciągnąłem więc kartę i szybkim przeciągnięciem odblokowałem zamek, wchodząc do środka.
- Louis, mamy goś…
- Harry uciekaj! – przerwał mi głos Louisa. Biegiem puściłem się do pokoju. Jednak już w progu, poczułem cztery ogromne dłonie, zaciskające się na moich ramionach.
Byłem kompletnie oszołomiony. Louis leżał na łóżku, przytrzymywany przez dwóch, silnych mężczyzn, w których rozpoznałem ochroniarzy Richardsona. Jeden z nich niemalże usiadł mu na nodze, aby ręką zamknąć jego usta.
Lou był bardzo wystraszony. Patrzył na mnie błagalnie, jego niebieskie tęczówki prosiły o pomoc. Byłem jednak bez szans w starciu z dwoma mięśniakami.
Szybko zlustrowałem twarz Louisa, szukając oznak jakiegoś uderzenia. Nie zaobserwowałem jednak żadnych zmian w porównaniu z tym co widziałem rano, więc mimowolnie lekko odetchnąłem.
Po chwili jednak zauważyłem coś innego.
Dwie łzy, spływające po jego policzkach.
Chciałem coś krzyknąć, ale w tym momencie jeden z ochroniarzy wepchnął mi w usta skrawek materiału, kneblując je.
Richardson spokojnie przeszedł obok, nie zwracając uwagi ani na mnie, ani na Louisa, ani na swoich ludzi. Podszedł do okna tak, jakby sam znajdował się w pokoju. Zasunął zasłony i powoli odwrócił się na pięcie, z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
Co ten chuj mógł jeszcze wymyślić?
Po co zwabił mnie do tego pokoju?
Moje ciało już dawno owładnęła fala ogromnej złości. W co on do cholery się bawił?
- No chłopcy – Richardson odezwał się cicho, podchodząc najpierw do Louisa, potem do mnie. Położył swoje obleśne, spocone dłonie na naszych policzkach i przeciągnął po nich ‘delikatnie’. – Nie spodziewałem się, że tak będziecie się ze mną bawić – cmoknął i skrzyżował ręce za plecami. – Myślałem że po tym co zrobiłem jemu, - wskazał palcem na coraz bardziej wystraszonego Louisa – uspokoicie się i przestaniecie walczyć wiedząc, że i tak nie macie szans.
Ze złością wyplułem knebel i krzyknąłem :
- Myślałeś że poddamy się tym twoim bezsensownym…- ochroniarz zakrył mi dłonią usta. Menager podszedł do mnie szybko i złapał mnie za kołnierz koszuli.
- Nie przerywaj mi kochanie, bo chyba chciałbyś ujrzeć jeszcze kiedyś te niebieskie oczka, nie? – wysyczał ze złością, po czym wyciągnął z kieszeni czarny pistolet. – Spróbuj odezwać się jeszcze słówkiem.
Usłyszałem cichy pisk Louisa.
- Nie bój się słoneczko, nie bój się – oddalił się ode mnie, tym samym zbliżając się do jego łóżka, uklęknął i zaczął gładzić dłońmi jego policzki. – Twój chłopczyk za bardzo cię kocha, aby odezwać się jeszcze cokolwiek. Zresztą, tak samo będzie z tobą. Nie zrobisz nic  przeciwko mnie. Prawda? – zapytał sztucznym, delikatnym głosem. Louis natychmiastowo zaczął nerwowo kiwać do przodu głową. Richardson uśmiechnął się ponownie i nakazał ochroniarzom zdjąć dłonie z naszych ust, klepiąc Lou po policzku i wstając, otrzepując kolana. – Na czym to skończyłem? – zadał retoryczne pytanie, po czym kontynuował swoją wypowiedź. – Ano tak. Więc nie myślałem, że będziecie jakoś z tym walczyć. A tu proszę.
Przez cały czas patrzyłem na Louisa. Nerwowo przygryzał wargę, a po jego polikach płynął już cały strumień łez. Tak cholernie bałem się o niego. Bałem się, że ten drań ma zamiar coś jeszcze mu zrobić. Bo ja sobie poradzę. Jak mnie pobije – trudno, poradę sobie. Ale dla niego to mogłoby być zbyt dużo.
- A tu proszę. Myślicie, że jestem durniem i nigdy się nie dowiem? – Richardson zapytał przeraźliwie wręcz wysokim głosem i ponownie zbliżył się do szerokiego łóżka na którym leżał Louis. Proszę, weź mnie, nie Lou. Weź mnie, a nie jego. Bij mnie, a nie jego – zacząłem powtarzać sobie w duchu. On jednak chyba doskonale zdawał sobie sprawę z tego, do kogo ma mówić. Wiedział, kto jest słabszy psychicznie.
- Laleczko, czy ty myślałaś, że nigdy nie dowiem się o tych cholernych wiadomościach na tumblrze?! – zapytał podniesionym głosem. Usiadł obok Louisa i złapał go za kołnierzyk białego t-shirtu w paski. – No odpowiedz mi do cholery! – wrzasnął potrząsając nim energicznie. Louis zacisnął z przerażenia powieki i cicho powiedział „nie”.
- Otwórz oczy! – Richardson nakazał, ponownie potrząsając ciałem Louisa jak lalką. Chłopak uniósł powieki szybko, jakby przypominając sobie o wcześniejszych groźbach.
- Uważaliście mnie za idiotę, a ja wcale taki głupi nie jestem – wysyczał Richardson i z premedytacją splunął, wprost na twarz Louisa.
Lou wzdrygnął się z obrzydzeniem, ale nawet nie próbował się wycierać, czy coś takiego. Spokojnie przyjął tę obelgę jakby modląc się, że po tym to wszystko dobiegnie końca.
Emocje targały mną niesamowicie. I tylko ten wstrętny głos siwego gbura, mówiący „chyba chciałbyś ujrzeć jeszcze kiedyś te niebieskie oczka, nie?” powstrzymywał mnie od wyrwania się tym osiłkom i dania Richardsonowi w twarz. Nie mogłem jednak ryzykować. Oni naprawdę byli groźni.
- Dwóch pedałów chcących przechytrzyć mnie, Jamesa Richardsona! – prychnął, łapiąc twarz Louisa w ręce. – Tak? Pieprzony pedale czy chciałeś mnie przechytrzyć?! – wrzasnął. Louis wypowiedział ciche „tak”, po czym spojrzał na niego, jakby próbując go przejrzeć. Nie wiem co takiego zobaczył w jego oczach, ale jego twarz wykrzywiła się jeszcze bardziej i zaczął leciutko nią potrząsać, jakby chciał odsunąć od siebie jakieś okropne myśli.
Richardson usatysfakcjonowany odpowiedzią wstał. I już myślałem, że znowu podejdzie do okna zaczynając jakiś wywód, gdy ten odwrócił się na pięcie i wymierzył siarczysty cios, wprost w policzek Louisa.
Moje serce przyśpieszyło jeszcze gwałtowniej, w moich oczach stanęły łzy. Mój chłopak został uderzony a ja nie mogłem zrobić kompletnie nic.
Lou zacisnął z bólu powieki i przełknął głośno ślinę. Ale nie odezwał się nic.
- Uderz mnie – powiedziałem niemal bezgłośnie. Richardson zamarł na chwilę, po czym odwrócił się w moją stronę z chytrym uśmiechem.
- Ciebie? – zapytał wysoko.
Skinąłem szybko głową.
- Czy to ty wymyślałeś te wszystkie intrygi?
Skinąłem po raz kolejny.
- Czy to ty namawiałeś go do przeciwstawiania się mi?
Skinąłem po raz trzeci.
- A więc słuchaj uważnie – wyszeptał, cofając się w stronę Louisa. – Od początku wiedziałem, że ta ciota by nic nie wymyśliła. Gdyby nie ty, zapewne już dawno by się poddał i byłby marionetką w moim ręku – stanął na wysokości jego bioder. – To przez ciebie mam te wszystkie problemy z prasą i nieustającymi pogłoskami na temat waszego związku. Dlatego muszę wymierzyć ci odpowiednią karę – wysyczał, znowu wykrzywiając usta. – I już ją sobie wybrałem. Dzisiaj będziesz po prostu patrzył, na krzywdę swojego chłopaka – powiedział, niemal radośnie.
- Nie! – zaprotestowałem, robiąc krok naprzód. Ochroniarze jednak w porę mnie przytrzymali.
- A właśnie że tak! – Richardson zaśmiał się, pstrykając palcami. – Będę go kopał, – i kopnął go w brzuch, – będę go bił – i uderzył pięścią w plecy zwiniętego z  bólu Louisa. – I będę robił mnóstwo innych, okropnych rzeczy a ty będziesz się temu biernie przyglądał – wyszczerzył swoje żółtawe zęby. - Nie – kręciłem z niedowierzania głową. – Zrób to mi, ale zostaw Louisa! – powiedziałem błagalnym tonem. – Proszę, zostaw go! – krzyknąłem, a do moich oczu napłynęły łzy. – Proszę… Proszę! – i nie zważając na trzymających mnie ochroniarzy rzuciłem się na kolana, wybuchając głośnym płaczem.
- Trzeba było myśleć wcześniej – wysyczał Richardson, uprzednio zbliżając się do mnie. Powiedział to wprost do mojego ucha.
- Proszę! – krzyknąłem jeszcze raz. On jednak nawet nie zareagował.
- Postawcie go na nogi – polecił dwóm facetom przytrzymujących Louisa. Spojrzałem na niego zamglonymi oczami. Miał już mocno zakrwawioną twarz, z trudem łapał oddech po tym ciosie w brzuch. A mimo to, widziałem że strach zbiera się w jego ciele coraz bardziej. Trząsł się, niepewnie przyglądając się twarzy Richardsona.
Co jeszcze wymyślił?
 - Będziesz robił wszystko co ci powiem, bo inaczej twój chłopczyk zginie. Tak? – wyszeptał Richardson, zbliżając się do twarzy Louisa na raptem kilka centymetrów. Ten natychmiast pokiwał głową.
- Puśćcie go – rozkazał, i dwóch ochroniarzy natychmiast puściło ramiona Louisa i stanęło tuż obok mnie.
- No to teraz się zabawimy – zaczął znowu, podchodząc tym razem do mnie. Nie patrzyłem na niego ze złością. Patrzyłem błagalnie. Tak bardzo nie chciałem, aby zrobił coś jeszcze Louisowi. Zbliżył się do mojego ucha, tak że czułem na twarzy jego oddech i wyszeptał :
- Podobno pedały są w tym lepsi nawet od dziwek.
- Nie! – krzyknąłem natychmiast. Otworzyłem oczy najszerzej jak potrafiłem i wpatrywałem się w niego przerażony. – Nie, tylko nie to! – powtórzyłem.
Richardson odsunął się lekko i uśmiechnął się szyderczo.
- Nie rób tego! – wrzasnąłem jeszcze raz próbując wyrwać się z ramion ochroniarzy. Trzymali mnie jednak bardzo mocno, więc jedynie. – Proszę, zostaw go! To moja wina! – zacząłem głośno szlochać. – To moja, pieprzona wina. Nie rób mu tego – powtórzyłem po raz kolejny, zanosząc się płaczem. Nieco oswobadzając się z uścisku mężczyzn, zacząłem walić dłońmi w podłogę. – To moja wina, nie rób mu tego! – krzyknąłem przez płacz jeszcze raz i spojrzałem na niego już czerwonymi od płaczu oczami. Na nim jednak moje słowa nie robiły żadnego wrażenia. Patrzył na mnie z pogardą i z tym uśmiechem, którego tak bardzo nienawidziłem. W tym momencie wiedziałem już, że nic nie sprawi by odstąpił od tego obrzydliwego, strasznego planu.
Louis przez ten cały czas wpatrywał się we mnie zszokowany. On jeszcze nie wiedział co go czeka. Pewnie myślał, że znowu go pobije, czy coś w tym stylu.
Ale to, nie mogło przyjść mu do głowy.
- Uklęknij – powiedział Richardson stanowczym tonem. Louis chciał to zrobić bez wahania, gdy nagle…
Jego oczy stały się niemal kilka razy większe. Zmarszczył czoło a pomiędzy brwiami pojawiła się widoczna zmarszczka. Spiął się cały, a usta zaciskał tak mocno, że zrobiły się aż sine.
I z przerażonym wzrokiem, ze strumieniem łez płynącym po policzkach i trzęsącym się już ciałem kilka razy pokręcił delikatnie głową. Oczekiwał, że Richardson zaraz powie „to nie to co myślisz, laleczko” ale się nie doczekał. Mężczyzna powtórzył polecenie jeszcze raz.
- Tak! Dobrze słyszałeś! Uklęknij!
Lou stał niemal wmurowany w podłogę. Łzy spływały po jego twarzy, następnie szyi, wpadając aż za kołnierz t-shirtu. Z wyjątkiem roztrzęsionego ciała, nie wykonywał żadnych, absolutnie żadnych ruchów.
- Kurwa uklęknij! – tym razem Richardson wrzasnął, położył łapska na ramionach Louisa i gwałtownie zmusił go do upadnięcia na podłogę. – Następnym razem nie będę się patyczkował, tylko wystrzelę wprost w te jego zasrane loki! – krzyknął zezłoszczony.
- Louis nie rób tego – odezwałem się cicho. Spojrzał na mnie przez łzy ale gwałtownie potrząsnął głową. – Niech mnie zabiją, ale nie rób tego – powiedziałem jeszcze raz.
- Nie Harry – wyszeptał drżącym głosem. Załamał się w połowie mojego imienia.  Był przestraszony jak jeszcze nigdy dotąd. Tamte potyczki z Richardsonem miały się nijak do tego, co miało mieć miejsce za chwilę. – Kocham cię – dodał przez łzy dusząc kolejny wybuch płaczu i spojrzał w górę, gdzie olbrzymi mężczyzna wpatrywał się w niego swoimi obleśnymi oczami.
- Ja też cię kocham Lou – zaszlochałem jeszcze kilka razy i zaczęło się piekło.
Widziałem wszystko jak przez mgłę. Łzy całkowicie opanowały moją twarz. Czułem się taki… winny i bezradny. Najgorsze było to drugie. Wiedziałem, że mój największy skarb zostanie zaraz bardzo boleśnie skrzywdzony i nie mogłem nic z tym zrobić. Nic. Kompletnie nic.
Gdy usłyszałem odpinanie sprzączki od paska, w moim gardle powstała ogromna gula, niepozwalająca nawet przełknąć śliny.
Czekanie na najgorsze bez ani cienia nadziei.
- Nie rób tego, proszę – dotarł do mnie głos ukochanego. Wpatrywał się w Richardsona błagalnie. Jednak ten nie miał ani cienia litości. Złapał jego podbródek, nachylił się i powiedział cicho :
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej – po czym uderzył go otwartą dłonią. W ten sam policzek co wcześniej.
Louis na to nie zareagował. Był za bardzo przerażony, aby przejmować się takimi „błahostkami”.
Gdy spodnie Richardsona z hukiem klapnęły na podłogę, zacisnąłem oczy. Nie mogłem na to patrzeć. To było zbyt odrażające.
- No to zobaczymy, czy rzeczywiście pedały są w tym takie dobre – wymamrotał Richardson, po czym głośniejszym głosem rozkazał : - Otwórz gębę.
Zacisnąłem powieki jeszcze mocniej, bojąc się że przez przypadek coś dojrzę. I zacząłem ponownie płakać. A może płakać to źle powiedziane. Zacząłem wyć. Czemu coś takiego musi nas spotkać?
- Otwórz oczy! – usłyszałem. Czy to do mnie?
- Kurwa otwórz oczy! – powoli uniosłem powieki, ciągle bojąc się tego co ujrzę. Jednak Richardson nie patrzył w moją stronę. Musiał mówić to do Louisa.
Ten posłuchał wreszcie i spojrzał na niego zapuchniętymi oczami, wyrażając wzrokiem ogromne obrzydzenie. Jak ten chuj się nie wstydził! Jak w ogóle mógł wpaść na tak ohydny pomysł?!
- No, od razu lepiej – wysyczał i uśmiechnął się w ten przerażający sposób, po czym dodał : - Rób to tak, jak robisz jemu – i wskazał na mnie palcem.
Zacisnąłem oczy jeszcze raz.
Dobrze chociaż, że nikt nie zważał uwagi na mój płacz. Dzięki temu jakoś się… uspakajałem? Nie, to złe słowo. Pokazywałem swoją bezradność, wyrzucając ją z siebie? Lepiej.
Louis też płakał. Tylko on nie mógł krzyczeć, dusił go w sobie. Pod zamkniętymi powiekami widziałem jego drżącą klatkę piersiową. Widziałem mokre od płaczu policzki i trzęsące się ręce. Widziałem te oczy, wpatrujące się z przerażeniem w grubą, obleśną twarz. I otwarte usta, czekające na…
Tego nie chciałem zobaczyć. W sumie nie czułem różnicy, między zamkniętymi a otwartymi oczami. I tak widziałem wszystko jak na dłoni.
Ale wolałem mieć chociaż cień nadziei, że tam dzieje się coś innego.
- Mam cię instruować? Zaczynaj pieprzona dziwko! – doszedł do mnie kolejny krzyk. I piśnięcie Louisa.
Odruchowo otworzyłem oczy, aby zobaczyć czym ten pisk był spowodowany. Cierpienie Louisa nie pozwalało mi racjonalnie myśleć.
Richardson wbił mu swoje paznokcie w kark, a drugą ręką złapał go za włosy i… przyciągnął jego twarz do swojego podbrzusza.
Lou spojrzał na mnie kątem czerwonego oka i popatrzył na mnie chwilę, przekazując spojrzeniem „zamknij oczy kochanie”.
Tak też zrobiłem.
Chociaż wiedziałem, że on nie może zrobić tak jak ja stwierdziłem, że lepiej będzie gdy jeden z nas zachowa nieco mniej klarownych spojrzeń
Próbowałem jakoś odciąć się od tej sytuacji. Chciałem już zbierać w sobie siły na następne, ciężkie tygodnie. Tygodnie i miesiące, w których będę musiał dbać o Louisa jak o porcelanę, wiedząc że w każdym momencie może się rozpaść.  W których będzie on najkruchszą istotą, jaką w życiu spotkałem.
Znałem Louisa na tyle dobrze, że wiedziałem jak na to zareaguje. I tylko mogłem się modlić w duchu o to, aby moja miłość powstrzymała go od zrobienia czegoś strasznego.
Wiedziałem, że będziemy płakać. Będziemy płakać nocami, a w dzień nie będziemy się już nawet odzywać.
I już nie będziemy walczyć.
Bo to przez moją egoistyczną naturę, Louisa spotyka to, co spotyka. Gdybym nie był taki uparty, przestalibyśmy walczyć już dawno. Cieszylibyśmy się wieczorami, a w dni udawali nieznajomych.
To wszystko przeze mnie.
Jak już chciałem być takim bohaterem, powinienem go ochronić lepiej.
Nagle dźwięki dochodzące do moich uszu zaczęły zakłócać moje przemyślenia.
Nie, to nie mogło być…
- Dalej kurwa, dalej, ooh, przyłóż się pedale! – nie. Ten pieprzony kutas sapie i jęczy, gwałcąc mojego chłopaka.
To było za dużo.
Już nawet płacz nie pomagał.
Te dźwięki były coraz bardziej donośne mimo tego, że zacisnąłem powieki i usta najmocniej jak umiałem. Widziałem już białe mroczki przed oczami i za wszelką cenę chciałem to jakoś zagłuszyć.
Jednak one wciąż były w mojej głowie.
Ustały dopiero po kilku minutach. I już myślałem, że to koniec, gdy usłyszałem :
- Odwróć się do tyłu.
- Nie! – krzyknąłem otwierając oczy. Richardson spojrzał na mnie groźnym wzrokiem. Jego twarz była spocona, okulary zaparowane a siwe włosy kleiły się do czoła. Tak obleśnego faceta jeszcze w życiu nie widziałem.
- Zamknij się, bo nie masz nic do gadania – i odwrócił się znowu w stronę Louisa.
Twarz Louisa można było opisać dwoma słowami. Przerażenie i obrzydzenie. Miałem nawet wrażenie, że zbiera mu się na wymioty. Ale co się dziwić?
Ponownie nie spełnił on życzenia Richardsona, tylko spoglądał na niego z niedowierzaniem. Był pewien, że skończy już teraz. A on chciał jeszcze…
- Kurwa odwróć się! – krzyknął i kopnął Louisa w brzuch. Ten zatoczył się na kolanach i przewrócił na podłogę, z trudem łapiąc oddech.
- Tom, ustaw go tak jak należy! – warknął Richardson, wyraźnie zirytowany. Jeden z ochroniarzy podszedł do Louisa i brutalnie złapał go w pasie, opierając jego ręce na łóżku. Gwałtowne łapanie powietrza nie zrobiło na nim żadnego wrażenia.
Lou zacisnął ręce na prześcieradle i spojrzał na mnie. Spojrzał błagalnym wzrokiem. Zmęczonym wzrokiem.
On po prostu marzył o tym, by to wszystko już się skończyło. I choć wiedział że nic nie zrobię, na pewno tkwiła w nim jeszcze nutka nadziei.
- Przepraszam Lou – szepnąłem tylko. Wyciągnął rękę, jakby krzycząc ‘zabierz mnie stąd’.
Jednak dokładnie wiedział, że nic nie zrobię.
Teraz nie będę zamykał oczu.
Postanowiłem patrzeć w jego twarz. Dodając mu… otuchy? Nawet nie wiem jak to nazwać. Chciałem, żeby po prostu czuł moje wsparcie. Żeby czuł że jestem kimś, kto pomoże mu gdy to piekło się skończy. Żeby wiedział, że nigdy go nie opuszczę.
Kątem oka widziałem, że Richardson ściągnął z Louisa spodnie i bokserki. Widziałem, jak przez twarz Beara przemknęło zażenowanie, upokorzenie i wstyd. Wcześniej zauważałem tylko przerażenie. Teraz, mając jego twarz dosłownie dwa metry od swojej, mogłem przyjrzeć mu się dokładniej i dojrzeć to, czego nie dojrzałem wcześniej.
Okropny ból.
Ból psychiczny.
Coś, co może zostać w jego wspomnieniach na długo.
Louis krzyknął, gdy tamten wszedł w niego bez uprzedzenia. Położył głowę na łóżku, mocno zaciskając oczy. Krzyczał, ale nie płakał.
Chyba już więcej łez nie miał w sobie.
Z każdym pchnięciem wyglądał coraz gorzej. Twarz robiła się coraz bardziej blada, palce rozluźniały się.
Gdybym nie wiedział co dzieje się za nim, pomyślałbym że zasnął.
Uchylił na moment powieki. Spojrzał na mnie bezsilnie, złapał kilka płytkich oddechów i ponownie je przymknął.
I gdyby mógł, pewnie umarłby w tym momencie.
Znowu usłyszałem sapanie i jęki. Od samych tych dźwięków chciało mi się wymiotować. Co dopiero Louis…
Wpatrywałem się w jego niewinną i delikatną twarz. I zastanawiałem się, czemu akurat jego musiało to spotkać.
Najbardziej niewinną istotę, jaka stąpała po ziemi.
- Ooodwróć się – wysapał Richardson. Louis natychmiast otworzył oczy. Wyglądał jakby… jakby nie wiedział co się działo.
Pragnąłem, aby tak było. Pragnąłem, aby po prostu wyłączył się na te kilka, poprzednich minut.
- Kurwa odwróć się idioto! – Richardson powtórzył. Lou przekręcił się na plecy, szybko wciągając spodnie. Tamten był tak podniecony, że nawet tego nie zauważył. Zbliżył się do Lou jeszcze bliżej i…
Aż odwróciłem głowę.
Usłyszałem kolejny pisk Louisa i ciężki oddech menagera.
To było chyba najgorsze, co mógł mu zrobić.
Największe upokorzenie w życiu.
A ja byłem temu wszystkiemu winien.
Nie spojrzałem na nich przez dłuższą chwilę. Bałem się zobaczyć coś, co zostałoby w mojej psychice na całe życie. Więc po prostu siedziałem, z zaciśniętymi oczami i odliczałem czas, modląc się aby ten zboczeniec wyszedł i zostawił nas samych.
Po kilkunastu sekundach usłyszałem wyraźne zapinania paska od spodni. Później ktoś zrobił kilka kroków a ja, poczułem na swoim policzku obrzydliwy oddech.
- Jak możesz pieprzyć się z taką ciotą? – wysyczał Richardson.
Tym razem nie wytrzymałem.
Złość wygrała nad rozsądkiem. Otworzyłem oczy i jednym, szybkim ruchem uderzyłem go w twarz.
Dopiero po tym uświadomiłem sobie, czym groziło takie zachowanie.
Menager wylądował na podłodze. Złapał się za rozciętą wargę i oczyma wyobraźni już widziałem, jak wyjmuje z kieszeni pistolet.
Na szczęście jednak postąpił inaczej.
Wstał i podszedł do mnie po raz kolejny.
- Jeszcze jeden taki wyskok, i nie zawaham się go użyć. Spróbujcie tylko komuś o tym powiedzieć – wyjaśnił dobitnie i zabierając za sobą czwórkę ochroniarzy, wyszedł z pokoju.
Uspokoiłem się trochę wiedząc, że nic już nam nie grozi. Nie było Richardsona z bronią, nie było tych osiłków.
Spojrzałem na Louisa.
Siedział oparty plecami o krawędź łóżka i patrzył się przed siebie.
Jak powinienem się zachować?
Wstałem i podszedłem do niego, siadając tuż obok. Bałem się. Cholernie bałem się go skrzywdzić. Bałem się go dotknąć, już nie mówiąc o jakimkolwiek pocałunku. Jego twarz, oświetlona przez przebijające się przez zasłony światło wyglądała tak krucho i blado. Jakby miała zaraz rozpaść się na miliony kawałeczków.
- Przepraszam – wyszeptałem, starając się zahamować kolejny wybuch płaczu. - Przepraszam, że nie umiałem cię ochronić.
- Harry –powiedział tylko słabym, załamującym się głosem i spojrzał na mnie. Spojrzał wzrokiem przepełnionym bólem, upokorzeniem i strachem.
I przez następną godzinę nie odezwał się już nic.
W kilkanaście sekund bowiem po tym wypowiedzianym słowie, oboje wybuchnęliśmy głośnym płaczem.
I płakaliśmy przez tę godzinę, nieustannie.
Była tylko jedna rzecz, która zapaliła w moim sercu iskierkę nadziei.
Louis szybko zdjął brudną od… brudną koszulkę, rzucił ją w kąt i przytulił się do mnie. Położył głowę na moim ramieniu.
I przez godzinę, drżąc, szlochając i krzycząc, tkwiliśmy w takiej pozycji.

***********************************
 Nawet nie wiem kiedy moje powieki zrobiły się takie senne. Byłem tak bardzo zmęczony.
Już nawet nie czułem żadnych emocji.
A może tylko sobie tak wmawiałem?
Płacz mi pomógł. Płacz z Harry’m. Mimo, że nie wyssał ze mnie upokorzenia, wstydu i bólu, to
przynajmniej odsunął myśl, która kłębiła się w mojej głowie jeszcze godzinę wcześniej.
Uświadomiłem sobie, że nie mógłbym go zostawić.
Nawet po czymś takim, pragnąłem żyć dla niego.
Wiedziałem, że będzie to cholernie trudne.
Wiedziałem, że nasz związek już nigdy nie będzie taki sam. Przeze mnie.
Jednak byłem gotowy walczyć.
Walczyć z tym bolesnym wspomnieniem.
Dla niego.
- Harry? – wyszeptałem cicho w jego ramię.
- Słucham cię kochanie – odparł, pocierając moje plecy. Wzdrygnąłem się natychmiast. ON też ich dotykał. – Przepraszam – Harry natychmiast zaprzestał ruchów.
- Nie… - starałem się powiedzieć, że jest okej ale… nie było. -  Po prostu pomóż mi zapomnieć – powiedziałem tylko słabo.
- Pomogę. Zawsze będę przy tobie – wyszeptał. Poczułem jak ociera z policzków łzy. – Chodź do łazienki – dodał. Delikatnie odsunął się ode mnie i spojrzał, wzrokiem który przepełniały ból i złość. Wiedziałem, że teraz będzie godzinami zadręczał się tym, że mi nie pomógł.
Ale nawet nie byłem w stanie go  pocieszyć. To coś wewnątrz mnie, to co przypominało mi tę najgorszą godzinę w moim życiu… Nie pozwalało mi się odezwać. To za bardzo bolało. Musiał poradzić sobie z tym sam.
Na razie nie mogłem mu pomóc. Musiałem skupić się na sobie.
- Mów, jakby coś było nie tak – Harry wyszeptał, po czym splótł moje bezwładnie leżące dłonie na swojej szyi. Uniósł mnie najdelikatniej jak potrafił. Każdy jego ruch był subtelny, jakby bał się że zaraz mnie skrzywdzi.
Potrzebowałem teraz tego.
Potrzebowałem opieki. I wiedziałem, że będę jej potrzebował jeszcze przez długi okres.
Zaniósł mnie do łazienki i usadził na krawędzi wanny. Odsunął się lekko, aby napuścić do niej wody. I mimo że wiedziałem, iż nigdzie się nie wybiera nerwowo chwyciłem się jego ramienia.
I nie spojrzał na mnie dziwnie. Nawet nic nie powiedział. Chwycił moją dłoń i nie zrywając kontaktu fizycznego odkręcił kurek z wodą. Zbadał jeszcze , czy woda nie jest za gorąca lub za zimna po czym ukucnął przede mną i ściągnął ze mnie buty. Wciąż ściskając moją dłoń.
- Louis – zaczął nieśmiało, znów bojąc się, że mnie skrzywdzi. Szybko zorientowałem się o co chodzi. Kiwnąłem tylko głową, dając mu pozwolenie.
Wstałem na chwilę, aby ułatwić mu ściągnięcie spodni. Zrobił to powoli, kompletnie kontrastując z zachowaniem Richardsona.
Lecz mimo to, do moich oczu napłynęły kolejne łzy. Pamiętałem ten moment za dokładnie.
- Przepraszam – szepnął, lecz kontynuował. Ściągnął też bokserki. I mimo mojego łkania, wiedział że to jest właściwe.
Chciałem mu w tej chwili podziękować za wszystko. Za to, że mimo iż widział co się stało wciąż był ze mną. Że na jego twarzy nie było ani śladu obrzydzenia. Że dokładnie wiedział, co mi jest teraz potrzebne.
Lecz znowu nie mogłem nic z siebie wydusić. Znowu ‘to coś’ zżerało mnie od środka.
Harry sięgnął z szafki nożyczki i bez wahania pociął zdjęte ze mnie ubrania. Pociął i wrzucił do kosza w łazience. Doskonale wiedziałem, że gdy tylko poczuje że może na chwilę się oddalić, pójdzie wynieść śmieci, zabierając przy okazji koszulkę z pokoju.
‘Dziękuję’ – znowu utknęło mi w gardle.
Zakręcił kurek z wodą i ponownie wziął mnie na ręce. Delikatnie wsadził do wanny, zanurzając aż po samą twarz. Uklęknął przy mnie i zmoczył moje włosy. Nabrał na dłoń trochę szamponu i delikatnie go wmasował. Później je spłukał, pozwalając aby piana obmyła też moją twarz. I umył ją.
I zrobił tak z każdym kawałkiem mojego ciała.
Po kilkunastu minutach chciał mnie wyjąć z wanny. Złapałem go jednak za rękę, sygnalizując że chcę zostać. Usiadł więc przy mnie, oparł głowę o krawędź i delikatnie zaczął masować moją dłoń.
I ponownie, w tym samym momencie wybuchnęliśmy głośnym płaczem.


****************************************************************************************************************
I tak dobrnęliście do końca.
Rozdział chyba najważniejszy dla mnie, chciałam żeby był niemal perfekcyjny. Napisałam go już w poprzedni czwartek i aż do dzisiaj czytałam, chyba z milion razy. Czytałam i poprawiałam, bo miał być taki szczególny.
Nie będę psuła atmosfery, po prostu oceńcie, czy rzeczywiście był taki, jak mi się wydaje. I zostawcie tę ocenę pod postem.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem, odpowiedzieliście na mój apel bo było ich sporo. Dziękuję ;**
Zapraszam do siebie na twittera, dołączajcie też na dole do obserwowania bloga.
Kolejny rozdział we wtorek.
Kocham Was!
Filmik oczywiście, za który dziękuję kochanej @Martunczyk
@lifetastegreat




P.S - Do Starszej młodzieży - nie zdradzę na razie o czym piszę ;p


39 komentarzy :

  1. Boże jakie piękne. Ryczałam czytając. Jest idealny. Dziękuję kocham cię :*

    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, ten rozdział był taki no nie wiem, agresywny, ale czytając jak Harry opiekuje się Louisem, to aż mi poleciała łza...
    Twoje opowiadanie zaczęłam dwa dni temu i przeczytałam je z taką zachłannością, że dziś jestem tutaj. Uwielbiam to co piszesz, masz talent. Oby tak dalej :)

    @eowika19

    Ps. Zaraziłam Twoim opowiadaniem mojego kolegę ze szkoły. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow *-* dziewczyno to mnie zagiełaś. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Rozdział jest idealny. Czekam na następny :P

    Zapraszam do mnie -----> lovehatefriendshipfame.blogspot.com

    @ania95_official
    xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Więc tak. Jak Ci pisałam na TT to się poryczałam. Na prawdę, ryczałam jak małe dziecko któremu coś odebrano. Dobra, koniec o mnie.
    Jak ten skurwysyn mu tak zrobił.. No miało być szczegółowo, to jest, aż za bardzo nawet. Do tego Harry, nie mógł nic zrobić. Świetnie to sobie zaplanował, jednego złapać, drugiego tylko zaprowadzić i GOTOWE.
    Biedny Lou, taki nie winny. Przecież mu teraz trauma zostanie na lata. A Harry nic na to nie poradzi. Chyba ,że psycholog w tym pomoże. To jak na końcu się nim opiekuję, to jest PIĘKNE. CUDOWNE, on tak bardzo go kocha i to widać.
    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny skarbie.
    Pozdrawia rozpłakana Panda ~@tekturowa

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedny Louis :(
    Biedny Harry :(
    Jak ja nienawidzę tego kolesia z im to zrobił :/ aż mam ochotę **** coś kopnąć!
    Płakałam ponieważ rozdział jest perfekcyjny, doskonały, smutny, przerażający itp.
    Po prostu jestem wniebowzięta chce już następny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie spodziewałam się tego...Ale rozdział wyszedł cudownie...Płakałam czytając. Z niecierpliwością czekam na następny ^^
    Buziaczki @AnnaHoran99 <3

    OdpowiedzUsuń
  7. biadactwa :c

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten rozdział jest rewelacyjny. Wiem, że musiałaś się napracować dużo pisząc go i.. no nie wiem. Jestem dumna. Zachowuję się jak matka. ._.
    No ale to jest piękne. Smutne, bo smutne ale pokazuje co czują chłopcy na prawdę. Tak zastanawiając się chwile nawet nie zdałam sobie sprawy jak bardzo zmienili moje życie.
    Ale mnie na czułości wzięło.. A właśnie, pisze nowe opowiadanie i jest prolog dopiero jakbyś mogła zajrzeć i zostawić po sobie jakiś ślad to byłabym bardzo wdzięczna. ;) http://thelarryshow.tumblr.com/prologhu
    Czekam niecierpliwie na następny. ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. BOŻE ja płaczę! To jest takie smutne i na dodatek te momenty po prostu zabiłaś mnie tym opowiadaniem! PŁACZĘ, JA PŁACZĘ!!!!! biedny Louis :( ten rozdział to po prostu CUDO. Musiałaś się strasznie napracować. Gdybym ja pisała taki rozdział to moje nerwy by tego nie wytrzymały i po prostu bym ryczała pisząc go. To opowiadanie naprawdę opowiada sytuacje chłopców i doceniam twoją pracę bo jest cudna!
    Nie mogę się doczekać na NEXT!
    @gaba540

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdział. Biedny Harry i Louis :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Płakałam przez cały czas jak to czytałam, boże jeszcze nie mogę się uspokoić :c. Masz niesamowity talent. Teraz to pewnie zostanie na długo w mojej psychice, boże a najgorsze jest to że boję się że tak może być naprawdę.. Zawsze piszesz zajebiste rozdziały ale ten.. naprawdę zazdroszcze takiego talentu :"). Życzę weny i czego tam się jeszcze życzy XD no i oczywiście czekam na następny rozdział najlepszego opowiadania jakiego w życiu czytałam :). Kocham cię <3

    @DirectionerX69

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja rycze jak opentana i nie moge się uspokoić. Miałaś racje jest 100razy bardziej emocjonujący niż poprzedni! Biedny Louis.. biedny Harry... Ten chuj powinien iść do piekła za ćoś takiego! Czekam na następny i dużo weny Ci życze!
    Marzena ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział jest perfekcyjny. Tak cudownie to napisałaś że aż nie wiem co napisać. Czytając to, miałam łzy w oczach...
    Do następnego rozdziału xx

    OdpowiedzUsuń
  15. o Jezu, nawet nie wiem co mam napisać... to co ten chuj zrobił... ;(

    OdpowiedzUsuń
  16. O Mój Boże...
    Biedy Louis! Biedy Harry.. Mam nadzieję, że w końcu powiedzą 'O TYM'. Jak on mógł Ich tak męczyć?
    Naprawdę masz świetne pomysły, umiesz wyczuć, co w danej sytuacji napisać.
    Rozdział jest PERFEKCYJNY.
    Dziękuję ♥

    OdpowiedzUsuń
  17. O Matko! Nie mogę! Kurde co za sukinsyn!!! Już na początku go nienawidziłam ale żeby posunąć się do czegoś takiego, to trzeba być kurwa jakimś pieprzonym bydlakiem. Biedny Lou i Hazza. Mam nadzieje że ich miłość pozwoli Lou się pozbierać.A temu Richardsonowi to osobiście bym jaja urwała. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  18. płakałam .. i płakałam... a jeszcze czytając jadłam obiad to myślałam, że zwymiotuję przez Richardsona -.-' co za bezduszny człowiek .. wgl po przeczytaniu byłam w takim szoku .. i nadal płakałam ... zdecydowanie za bardzo się zżywam, ale co ja poradzę ... poza tym jestem mega uczuciowa ... ehh.. tragedia ... totalny koszmar... chciałam wcześniej skomentować, ale nie mogłam, bo mnie babcia nad jezioro wyciągnęła, przepraszam .. wgl nad tym jeziorem cały czas w szoku siedziałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić, bo ciągle myślałam o Larry'm ... ale napisałaś to pięknie ;') jest perfekcyjnie ;') widać, że dłuuugo nad nim siedziałaś, ale efekt jak najbardziej widoczny <3 kocham Cię <3 życzę duuużo weny ♥
    // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  19. O kurwa.....................Starsza młodziez/ na razie tyle mogę powiedzieć po prostu mi słów brakuje - a to u mnie rzadkość - ryczę, pa

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem czemu, ale z jakiegoś powodu spodziewałam się takiego obrotu spraw. Z czego wcale się nie cieszę, bo płaczę, myśląc o tym, co przeżywa Louis :C Ten stary zbok powinien płonąć w piekle -.- Nie mam pojęcia, jak oni sobie teraz z tym poradzą, ale mam nadzieję, że dadzą radę. I jeszcze co do tego, że miał być to wyjątkowy rozdział... Zdecydowanie Ci się udało. Za każdym razem zaskakujesz wspaniałymi postami. Życzę weny i trzymam kciuki za biednego LouLou
    ~MGreyback
    Larry Stylinson Opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja pierdole jak on mógł im coś takiego zrobić ?! Ryczałam cały czas ;c Ale rozdział wyszedł serio super <3 Niech u Larrego już bd dobrze ....bo tak smutno <3

    OdpowiedzUsuń
  22. O Boże! Rozdział normalnie perfecto! Rycze normalnie. Niewyobrarzalne, że tyle cierpienia może sprawić jeden człowiek ;_; Jeju...
    Czekam na kolejny

    @kevinomania

    OdpowiedzUsuń
  23. Wow. Jak zwykle mnie zaskoczyłaś. Nie umiem oddac w tym komentarzu tego, co czuję. Jesteś niesamowita i Twoje opowiadanie nie może się równac z innymi. Aż mnie zatkało... Podziwiam Cię, że znajdujesz tyle czasu na opowiadanie, ale warto, ponieważ czuc, że jest baaardzo dopracowane. Mogłabym się rozpisywac, ale po co? Wiesz, że to co robisz podoba się czytelnikom, nic więc nie trzeba mówic. Mam nadzieje, że dodajemy Ci motywacji do pracy :D. Twoje dzieło uzmysławia mi, jak chory jest świat i jakie rzeczy mogą się dziac, poza naszymi oczami. Nikt nie potrafi patrzec lepiej niż Larry Shippers. Najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu.
    PS Jakby co, to nie myślcie, że ja zrobiłam ten filmik czy coś, żeby nie było potem, że go sobie przywłaszczyłam :). Przesłałam go naszej kochanej autorce, bo bardzo mi się spodobał. Do twórcy - dobra robota :D. - Tuńczyk

    OdpowiedzUsuń
  24. Pierwszy raz, aż tak płacze przy tym opowiadaniu- łzy lecą mi strumieniami. Biedny Louis, bidny Harry ;< Mam nadzieje, że uda im się sprzeciwić temu dupkowi!
    Rozdział wyszedł ci idealnie, perfekcyjnie. Aż brak słów, aby wyrazić swój podziw ♥

    @Mysia_69

    OdpowiedzUsuń
  25. Szczerze muszę przyznać, to jest niesamowite. Na prawdę dużo emocji. Siedziałam jak wryta i czytałam, nie mogłam się oderwać. Widać, że dużo nad tym pracowałaś, wyszło Ci rewelacyjnie!! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i jak się potoczy ta sytuacja. Do następnego!! ;))

    OdpowiedzUsuń
  26. Niesamowite... Nie mogę powstrzymać łez... Na prawde dużo emocji jest w tym. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Hmm... słyszałaś o tej sytuacji, co Lou był z Eleanor w sklepie? Co jak byli w aucie pokazał środkowego palca... Ciekawa jestem, co byś mogła wymyślić z tą sytuacją i może napisać? ;) Nie nalegam kochana ;** Tak tylko, jestem ciekawa :) Bo masz ogromny talent i jestem pewna, że wymyśliłabyś coś fajnego. Taka tam, moja propozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetnee, jak zawsze *o* Możesz mnie informować o nowych rozdziałach na TT ?
    @stiicz
    Pisz tak daleej :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Słuchaj, błagam Cię już nie pisz takich scen ! Ryczę ryczę ryczę. Niech wszystko już będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ku*wa. Siedzę i ryczę, ryczę, ryczę, ryczę, ryczę, ryczę, i nie mogę przestać.
    Nigdy jeszcze nie byłam tak przerażona czytając coś. Nigdy. Nie mogę w to uwierzyć. Bardzo drastyczne. Nie obwiniam cię oczywiście o cokolwiek, ale ja mam dość bogatą wyobraźnię i jestem dosyć wrażliwa. taka wybuchowa mieszanka, po prostu emocjonalnie reaguje na takie rzeczy ;)
    Mimo tych wszystkich rzeczy, które opisałaś w tym rozdziale widać był perfekcje, dokładność, staranność, naprawdę przemyślałaś o czym piszesz. To się czuje. Nawet nie spekuluje ile czasu musiałaś na to poświęcić, efekt końcowy był oszałamiający. Jestem pod wielkim wrażeniem twojego talentu, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw a ty zaskoczyłaś mnie w jeden z najbardziej okrutnych ale i pięknych sposobów. Teraz przed larrym trudne chwile. Harry będzie się starał wynagrodzić jego cierpienia, ale osoby które przeżyły gwałt raczej nigdy nie wracają w pełni takie jakie były (tak słyszałam, sama nic o tym nie wiem i Bogu dzięki) Mam nadzieję, że Lou szybko wróci do siebie, Harry z resztą też. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i na to jak rozwiniesz akcję. Na koniec mam jedynie prośbę nigdy więcej nie rób im czegoś takiego i daj im trochę szczęścia. Teraz sorki, że ten komentarz taki długi i bez większego sensu , ale jestem w szoku( bo tego to ja się nie spodziewałam ;)). Gratulacje za wzbudzenie tak wielu uczuć w tak wielu czytelnikach
    Magda ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Kurwa. Pierdolony zbok. Biedny Lou. Hazz nie obwiniaj się.
    To słowa, które ciągle krążą w mojej głowie.
    Nie mogę się opanować.
    Ryczę jak głupia, przez to co się wydarzyło :(
    Jak on mógł ?!
    Bardzo mnie zaskoczyłaś takim obrotem spraw. Pięknie to napisałaś, nie martw się. Jestem zadowolona, ale totalnie zła. Nie na ciebie ale na tego kolesia. Nie wiem co jeszcze ci napisać ... Nie mam siły. Muszę się zająć czymś innym by nie myśleć o tych drastycznych wydarzeniach.
    Teraz będzie pełno smutku. Ja też będę niezadowolona.
    To jest jedno z opowiadań, że czuję jakby oni siedzieli obok mnie i osobiście opowiadali mi to, co ty tutaj tworzysz. Wszystkie emocje tworzące się tutaj kumulują się wewnątrz mnie.

    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział xx.
    Mam taką wielką nadzieję, że koniec tej cudownej historii będzie szczęśliwy. Szczęśliwy dla Larry'ego :) Dzieci, szczęśliwa i kochająca się rodzina. Koniec modest. Koniec smutku i płaczu. Same uśmiechy, śmiechy i MIŁOŚĆ.
    Kocham Ciebie jak i to opowiadanie. Proszę cię bardzo mocno, nie złam mi serca końcem tej historii. Spraw by epilog wywołał szeroki uśmiech na mojej twarzy i łzy. Łzy szczęścia. Proszę ..

    Happy end, please. xx
    I lov u <3

    @JuliaWota

    Zapraszam; http://harry-dark-styles-and-boo-bear.blogspot.com/
    Mam nadzieję, że się spodoba :)
    Zły Hazz i niewinny Boo :D
    2 wpisy są :]

    PRZEPRASZAM ZA SPAM, KOCHANIE <3 xx
    Weny ! <33

    OdpowiedzUsuń
  31. Była to najsmutniejsza rzecz jaką w życiu czytałam, a uwierz, że było tego sporo.
    Znalazłam tego bloga wczoraj i od razu się zakochałam <3
    Ale ten rozdział... przez cały czas szlochałam. Naprawdę. W ciąż nie mogę się uspokoić :(
    Biedny LU.

    OdpowiedzUsuń
  32. Już od kilku godzin tu siedzę i czytam. Kocham to opowiadanie I jest w nim trochę prawdy. Mam na myśli ta nietolerancje, spowodowana innym kolorem skóry lub właśnie orientacja. To jest wg mnie bez sensu, bo dlaczego zabraniac sie ludziom kochać I jeszcze ich za to prześladowac? + bardzo pięknie opisalas ta zaistniała sytuacje, ale wg mnie troche przesadzona. Tzn ja bym jakos ich wyratowala, ale licze na Twoja intencje :3 + opowiadanie jest świetne I nie potraktuj tego źle ale ja bym dala wiecej chlopakow w grupie I na pewno bym nie dala tej czesci. + to sa już dorosli chłopcy, mężczyzni. Na pewno nie dali by sie tak traktować. A ja jakbym byla ba ich miejscu to ba pewno bym sie bardziej zbuntowala I pokazala to na co mnie stać. Mam nadzieje, że dasz im popalić . Liczę też na to, że w żaden sposob Cię nie urazilam tym komentarzem ;) Przepraszam a ewentualne błędy+ podziwiam za takie realne opisy i historie ; 3 w końcu musi być akcja bawet ta smutna :< show must go on ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Już od kilku godzin tu siedzę i czytam. Kocham to opowiadanie I jest w nim trochę prawdy. Mam na myśli ta nietolerancje, spowodowana innym kolorem skóry lub właśnie orientacja. To jest wg mnie bez sensu, bo dlaczego zabraniac sie ludziom kochać I jeszcze ich za to prześladowac? + bardzo pięknie opisalas ta zaistniała sytuacje, ale wg mnie troche przesadzona. Tzn ja bym jakos ich wyratowala, ale licze na Twoja intencje :3 + opowiadanie jest świetne I nie potraktuj tego źle ale ja bym dala wiecej chlopakow w grupie I na pewno bym nie dala tej czesci. + to sa już dorosli chłopcy, mężczyzni. Na pewno nie dali by sie tak traktować. A ja jakbym byla ba ich miejscu to ba pewno bym sie bardziej zbuntowala I pokazala to na co mnie stać. Mam nadzieje, że dasz im popalić . Liczę też na to, że w żaden sposob Cię nie urazilam tym komentarzem ;) Przepraszam a ewentualne błędy+ podziwiam za takie realne opisy i historie ; 3 w końcu musi być akcja bawet ta smutna :< show must go on ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Chryste. Czytam to opowiadanie trzeci raz i nie mogę w to uwierzyć. To jak Harry zachował się w łazience. Z delikatnością i zrozumieniem zajął się Lou... szczerze płakałam podczas czytania... Naprawdę piękne, wzruszające i smutne zarazem. Idealne...

    OdpowiedzUsuń
  35. To takie wzruszające ryczałam

    OdpowiedzUsuń
  36. Naprawdę piękny rozdział. Płacze jak głupia. Twój bloog jest niesamowity. Wywołuje we mnie takie dogłębne emocje. Nie wiem co myśleć bo jestem w szoku. Pozytywnym.

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytam a łzy same lecz po policzkach. Najbardziej wzruszający jaki kiedykolwiek czytałam. Pisz dalej. Kocham<3:'(

    OdpowiedzUsuń
  38. Moje biedne serce, siedzę i ryczę

    OdpowiedzUsuń