poniedziałek, 22 lipca 2013

ROZDZIAŁ 17



I”LL FIGHT

****************
Ze łzami płynącymi po policzkach, przyglądałem się jak startuje prywatny samolot, którym poleciał Louis. Wiedziałem, że ten tydzień będzie bardzo mi się dłużył. A co dopiero jemu? Jak on sobie z tym wszystkim poradzi, będąc tysiące kilometrów ode mnie?
Gdy tylko skończyliśmy trasę, rzeczywiście wszystko stało się bardziej normalne. Lou zaczął więcej jeść, był nawet radosny, gdy spędzaliśmy czas w domu. Coraz rzadziej wzdrygał się reagując na mój dotyk, był zdecydowanie mniej spięty. Przełamał się również co do pocałunków. Naprawdę wszystko zmierzało w jak najlepszym kierunku i cholernie bałem się, że ten wyjazd może to zniszczyć. Że będziemy musieli znowu zaczynać wszystko od nowa.
Odwróciłem się dopiero gdy samolot zniknął mi z oczu. Weź się w garść, Harry! Miałem w głowie gotowy plan na ten tydzień i jeżeli chciałem aby wypalił, musiałem zacząć działać.
Rozmyślałem o tym już od dawna. Od tamtego dnia, w którym to wszystko się stało. I teraz miałem już ułożone w głowie wszystko po kolei. Richardson na wakacjach, Louis też nie będzie się denerwował. Najwyższy czas.
Wsiadłem do samochodu. Zapinając pasy włączyłem radio, do którego wsunąłem płytę od Louisa. Covery, śpiewane przez niego, od „Look after you” po jakieś śmieszne, nieudolne rapowanie Eminema. Muzyka zadziałała kojąco, wysuszając ostatnie łzy po odlocie. Nie było czasu na płacz. Musiałem się postarać.
Przekląłem, gdy wjeżdżając na jedną z głównych ulic prowadzących do naszego domu ujrzałem sznur kilkuset samochodów. Pospiesznie wyciągnąłem z kieszeni komórkę. Wykręciłem pożądany numer i już po kilku sygnałach usłyszałem spokojne :
- Tak, słucham?
- Dzień dobry, panie Dillon, tutaj Harry Styles.
- O tak, witam. Jesteśmy umówieni za pół godziny, prawda?
- Tak, właśnie o to chodzi. Stoję w korku i prawdopodobnie będę w domu za około godzinę. Będzie mógł się pan ze mną spotkać, mimo wszystko? – zapytałem, modląc się w duchu „proszę, proszę, proszę”.
- Ma pan szczęście, panie Styles. Jest pan moim ostatnim dzisiejszym klientem, nie ma sprawy. Będę za godzinę.
- Dziękuję serdecznie.
- Również dziękuję za wiadomość i do zobaczenia – rozłączył się. Odetchnąłem z ulgą. Wiedziałem jak napięte terminy ma ten facet. Wiedziałem, że gdyby nie mógł spotkać się dzisiaj, w życiu nie zdążyłbym załatwić wszystkiego do powrotu Louisa. A tak – jest nadzieja.
Tak jak się spodziewałem, droga do domu zajęła mi pięćdziesiąt minut. Zdążyłem wejść, zrzucić płaszcz i lekko posprzątać w kuchni, gdy usłyszałem dzwoniący domofon.
- James Dillon.
- Proszę – odparłem szybko i nacisnąłem przycisk otwierający bramę. Po chwili, sześćdziesięcioletni mężczyzna stał już pod drzwiami.
- Witam – uśmiechnąłem się lekko i uścisnąłem jego dłoń. Również odpowiedział uśmiechem i pewnym krokiem wszedł za mną do salonu. – Napije się pan czegoś?
- A masz może sok pomarańczowy? Nawet nie miałem czasu nigdzie wstąpić, również utknąłem w korku.
- Tak, oczywiście – odparłem, zadowolony z bezpośredniości z jaką odzywał się Dillon. Wydawało mi się, że będzie ona bardzo potrzebna, właśnie w takiej sprawie.
Postawiłem przed nim szklankę soku i zająłem miejsce naprzeciw niego. Wziął łyk i zapytał :
- Więc proszę mi wyjaśnić, czym będziemy się zajmować?
Odetchnąłem głęboko.
- To trochę ciężka sprawa – powiedziałem cicho. Uśmiechnął się lekko i  odparł :
- Tylko takimi się zajmuję. Spokojnie, mamy dużo czasu.
- Dziękuję – uśmiechnąłem się również. – Aczkolwiek chyba wolę mieć to za sobą, jak najszybciej.
- W takim razie zamieniam się w słuch – zachęcił mnie ręką do kontynuowania i wygodnie oparł się o tył fotela.
- Okej. Więc, może zacznę od tego że ja i Louis Tomlinson – spojrzałem na niego pytająco, czy wie o kim mówię. Kiwnął głową więc mówiłem dalej – jesteśmy parą.
Zero reakcji na jego twarzy. Uff.
- Nasz zespół ma podpisany kontrakt, w którym zabronione są gejowskie związki. Czy to pomiędzy członkami zespołu, czy też jakiekolwiek inne – w tym momencie prawnik wyjął z teczki notes i zaczął coś zapisywać.
- Czy w momencie podpisywania kontraktu byliście już parą? – zapytał, nie wychylając głowy znad notesu.
- Tak – powiedziałem, zagryzając wargę.
- Dobrze, a jakie kary były w kontrakcie za nieprzestrzeganie któregoś z jego punktów?
- Kary pieniężne – odparłem. Czytałem to pismo z tysiąc razy.
- A ma pan go gdzieś w domu?
- Tak, mam nawet naszykowany.
- W takim razie później pan go przyniesie. Bo domyślam się, że to nie koniec historii.
- Nie, nie – zaprzeczyłem szybko. – Więc nasz menager wiedział, że jesteśmy w związku. I zabronił jakichkolwiek publicznych uścisków, buziaków, no wie pan o co chodzi. Dodatkowo zatrudnił też dziewczynę, mającą udawać że jest w związku z którymś z nas.
- A czy jest o tym mowa w kontrakcie?
- Jest napisane, że mogą angażować się w „relacje międzyludzkie” – odparłem. – Kary pieniężne również były wykonywane, później nawet stosował je na pozostałych członkach zespołu.
- No to już na pewno jest niezgodne z umową – wymruczał, ponownie zapisując coś w notesie.
- Później – kontynuowałem – zaczęły się też groźby. Raz mój partner został pobity a raz… - zrobiłem przerwę, aby zebrać się w sobie. W końcu złapałem dużo powietrza i powiedziałem szybko – a raz został zgwałcony.
Dillon uniósł wzrok i zaczął się bacznie we mnie wpatrywać.
- Przez menagera? – zadał tylko pytanie. Kiwnąłem twierdząco głową i spuściłem głowę. Spod moich powiek wypłynęło kilka łez.
- Bardzo mi przykro, panie Styles, ale musimy kontynuować. Im szybciej zamkniemy tego faceta, tym lepiej.
- Tak tak, oczywiście – przytaknąłem i ocierając łzy spojrzałem na niego ponownie.
- Masz jakieś dowody na to, co się stało?
- Jedyne co, to zdjęcie pobitego Louisa. Zrobiłem mu je gdy spał. Jeśli chodzi o gwałt… byli przy tym obecni czterej ochroniarze. Jednak nie jestem pewien, czy zgodziliby się zeznawać przeciwko szefowi.
- To zawsze coś – zapewnił, widząc moją nieco zakłopotaną twarz. – Czy ten gwałt miał miejsce w domu, czy w hotelu?
- W hotelu, w Birmingham.
- Okej. Jeszcze dzisiaj do niego pojedziemy, nie jest daleko. Zobaczymy, czy mają kasetę z monitoringu z tamtego dnia. Bo coś czuję, że tamten drań był na tyle przebiegły aby ją zniszczyć lub zabrać.
- Dobrze, nie ma sprawy. Mam cały tydzień, który chcę poświęcić wyłącznie na to dochodzenie.
- Wyśmienicie – uśmiechnął się ponownie. – Mam już w głowie wstępny plan – na pewno musimy skupić swoja uwagę na tym gwałcie, bo to jest coś za co można wsadzić kogoś do więzienia na długi okres. Mam rozumieć, że odbyło się to dość brutalnie?
Przytaknąłem.
- Ja… ja tez byłem przy tym. On to zrobił specjalnie, żebym patrzył jak… jak on cierpi – wychrypiałem, ponownie spuszczając głowę. Nie rozmawialiśmy o tym z Louisem od dłuższego czasu, dlatego teraz sprawiało mi to nie lada problem.
- Spokojnie, panie Styles. Mogę obiecać, że już niedługo tamten facet będzie oglądał świat zza kratek – podszedł do mnie i objął ramieniem. – Zapraszam, pojedziemy do Birmingham moim samochodem.

**
Po godzinie drogi byliśmy już na miejscu. Mój prawnik okazał się naprawdę otwartą osobą, z którą można porozmawiać. Jego twarz budziła zaufanie i byłem pewien, że wie co robi. Nie bez powodu miał opinię aż tak dobrego specjalisty.
Otworzyłem drzwi, wpuszczając Dillona pierwszego do środka. Podziękował, poprawił krawat i bez sekundy zawahania, podszedł do recepcji.
- Dzień dobry, jestem James Dillon – przedstawił się szczupłej kobiecie.
- Dzień dobry, witam serdecznie.
- Czy mógłbym porozmawiać z kierownikiem hotelu?
- Umm – zawahała się przez chwilę - kierownik jest nieco zajęty – odparła, patrząc podejrzliwie.
- Proszę pani, jestem prawnikiem a pan Styles – wskazał na mnie ręką – jest moim klientem. W tym hotelu doszło do naprawdę poważnego wykroczenia. Mogę porozmawiać z szefem, czy mam wrócić z policją i wtedy mnie wpuścicie?
- Yyy, zaraz zapytam – powiedziała zdenerwowana i odwróciła się, biorąc do ręki telefon. Dillon oparł się o blat i zaczął stukać palcami, uśmiechając się spokojnie. Po kilku sekundach usłyszeliśmy:
- Zaprowadzę państwa.
Gabinet właściciela hotelu znajdywał się niedaleko. Recepcjonistka była dosyć spięta, ale starała się tego nie pokazywać. Szła pewnie, jednak gdy już doszliśmy do drzwi zdradził ją  dość niepewny głos.
- To tutaj – powiedziała.
Podziękowaliśmy uprzejmie i Dillon zapukał w drzwi. Słysząc krótkie i nerwowe „Proszę”, weszliśmy do środka.
- Witam państwa – przywitał nas, podając dłoń. – W czym mogę pomóc?
- Miesiąc temu – zaczął mój prawnik, bez żadnego wstępu, bez owijania w bawełnę – w tym hotelu mieszkał zespół One Direction, wraz z działaczami, zgadza się?
- Tak, oczywiście.
- W dniu 25 lipca, w pokoju hotelowym numer 114 doszło do strasznej rzeczy. Ze względów służbowych nie mogę powiedzieć o co chodzi, ale chciałbym jako dowód w tej sprawie zabrać nagranie z monitoringu, na którym widać tenże pokój około godziny jedenastej – Dillon wyrecytował spokojnie. Kierownik hotelu przez cały czas bacznie się mu przyglądał, ale wyglądało na to że prawnik zdobył jego zaufanie. Po skończonym monologu odparł tylko:
- Oczywiście, nie ma sprawy – i wezwał przez telefon osobę od monitoringu, mówiąc już o odpowiedniej dacie i godzinie. Barczysty mężczyzna przyszedł zaledwie minutę później.
- Oto ona – powiedział, wręczając płytę. Kierownik podziękował uśmiechem i natychmiastowo włożył ją do laptopa. W ciszy czekaliśmy aż ją uruchomi a jedynymi dochodzącymi dźwiękami była praca dość starego już chyba procesora. Po chwili kierownik skrzywił się i westchnął z niesmakiem :
- Panowie, mamy problem. Płyta jest uszkodzona. Przepraszam, ale to nigdy się nie zdarza! Nagrania zawsze działają, naprawdę nie mam pojęcia co się stało – mówił zdenerwowany. Spojrzałem na Dillona. Nie był zbytnio zaskoczony.
- Mimo wszystko, czy możemy wziąć to jako dowód? – zapytał.
- Tak oczywiście – odparł tamten i wręczył mu płytę. Pożegnaliśmy się i dość szybko opuściliśmy budynek.
- Odwiozę pana do domu, panie Styles – zaoferował prawnik. Skinąłem w podziękowaniu głową. – Rozumiem, że spokojnie możemy się spotkać jutro? – zapytał jeszcze.
- Jak już mówiłem, jestem w pełni do pana dyspozycji – odparłem natychmiast.
- W takim razie, poproszę swoich ludzi aby znaleźli adresy tych ochroniarzy, którzy byli obecni w tamtym dniu. Czy to oni byli też świadkami pobicia?
- Z tego co wiem, to tak.
- W takim razie, jutro około jedenastej przyjadę po pana. Na pewno będzie nas czekać długa negocjacja.
- Dobrze, nie ma sprawy.
- Świetnie – uśmiechnął się i otworzył mi drzwi do samochodu.

*Dwa dni źniej *

Zerwałem się z łóżka już o siódmej. Nie mogłem spać, nie otrzymawszy wczoraj żadnego telefonu od Louisa. Znajdował się teraz w innej strefie czasowej i gdy ja wieczorem wracałem do domu, odwożony przez Dillon’a z kolejnych wypraw po dowody, u niego były bardzo wczesne godziny poranne i odwrotnie. Kompletnie nie mogliśmy się dogadać z dzwonieniem, bo nawet gdy zarwałem noc aby do niego zadzwonić, nie odbierał. Musiałem zadowolić się krótkimi wiadomościami, które jednak nie były wystarczające i na tyle wiarygodne, abym się nie martwił.
Wykręciłem jego numer ponownie. U niego powinna być już północ, jednak z nadzieją oczekiwałem aż ktoś odezwie się przerywając nieznośne sygnały. Serce podskoczyło mi niemal do gardła, gdy usłyszałem ciche chrząknięcie i słaby głos Louisa :
- Cześć Harreh.
- Hej skarbie, jak się czujesz? – zapytałem od razu, nieco zaniepokojony takim tonem jego głosu.
- Nie najlepiej – odparł. – Przez te zmiany czasu kompletnie nie mogę spać, a ta amplituda temperatur między Londynem i tym miejscem spowodowały dość ostre przeziębienie. Mam gorączkę, ale plan naszego dnia jest tak napięty że muszę brać tabletki i lecieć – na plażę, do tych wszystkich sklepów i na te gale.
- O matko, Louis, może powinienem zadzwonić do tego, kto organizuje ten wyjazd? – zaproponowałem. Lou zawsze dość szybko łapał infekcje i ciężko je znosił. Dlatego było mi cholernie smutno, że nie ma tam nikogo, kto mógłby się nim dobrze opiekować.
- Nie, daj spokój. Jeszcze tylko kilka dni, jakoś wytrzymam – wychrypiał, po czym oddalił słuchawkę od ust a ja usłyszałem kaszlnięcie gdzieś w oddali.
- A jak cię tam traktują? To znaczy… no wiesz o co mi chodzi – zapytałem niepewnie. I zacząłem modlić się w duchu, aby wszystko było okej.
- Jest w porządku – odparł, a ja odetchnąłem z ulgą. – Pilnuje nas jeden ochroniarz, który ciągle przypomina nam co mamy robić. Chodzimy wszędzie trzymając się za ręce, robią nam mnóstwo zdjęć ale nie każą całować się czy coś w tym stylu. Jedyne, czego nienawidzę to to, że gdy wychodzę z Eleanor muszę mieć wyłączony telefon. Powiedzieli mi, że to strasznie dziwne gdy chłopak  idzie z dziewczyną na randkę a rozmawia bądź esemesuje. Dlatego nie mogę odbierać tych połączeń, a gdy wracam – nie chcę cię obudzić.
- Rozumiem kochanie, rozumiem – uspokoiłem go, bo słyszałem że ma z powodu tych nieodebranych telefonów wyrzuty sumienia. – Już niedługo się spotkamy.
- Cholernie za tobą tęsknię – powiedział cicho. Doszedł do mnie dźwięk pociągania nosem.
- Ja też za tobą tęsknię, Boo  - odparłem czule. – Ale nie płacz, proszę, to łamie mi serce, że nie mogę cię teraz przytulić.
- Nie płacze – odparł szybko, trochę za szybko żeby było  wiarygodnie. – To po prostu choroba.
- Rozumiem – przytaknąłem, nie chcąc go denerwować.
- Ale wiesz co Harreh?
- Co skarbie?
- Bo jak tutaj mnie dopadają wspomnienia, wiesz jakie, to często mam ogromną ochotę się rozpłakać. Zaczynam się trząść i w ogóle, tak jak w domu. Ale jak sobie uświadomię, że jestem kompletnie w innym kraju niż ty, i że gdybym zaczął płakać nie byłoby tu nikogo kto mógłby mnie pocieszyć, powiedzieć że będzie dobrze, to się uspakajam. Mam nadzieję, że nie jest to jakoś dla ciebie krzywdzące, że radzę sobie z tym bez twojej obecności, że…
- Lou – przerwałem mu natychmiast  - jeżeli tylko czujesz się lepiej, jestem z tego powodu szczęśliwy. Rozumiesz? Nawet jakbyś powiedział, że chcesz tam zostać miesiąc żeby wydobrzeć, to cholernie bym tęsknił ale byłbym szczęśliwy. Jestem z ciebie tak bardzo dumy.
- Dziękuję Harry – wyszeptał. Moje oczy zaczęły piec. Minęły raptem dwa dni a już tak bardzo mi go brakowało. Jego uśmiechu, jego lazurowego spojrzenia, jego rozwichrzonych włosów.
A może to nie dwa dni? Może brakowało mi go już od dłuższego czasu? Już od tamtej sytuacji? Powoli wracał do siebie, ale to nie był jeszcze ten sam Lou. Pragnąłem, aby był taki jak przed tym cholernym kontraktem. Wiecznie roześmiany, wszędzie było go pełno. I zastanawiałem się czy kiedykolwiek jeszcze taki będzie.
- Idź spać Loueh, odpoczywaj kochanie i zdrowiej – powiedziałem, starając się pohamować cisnące się do oczu łzy.
- A ty przeżyj fajny dzień skarbie – odparł.
- Kocham Cię.
- Kocham Cię.
I rozłączyliśmy się.
Przez chwilę zastanawiałem się, czy ta sytuacja mnie nie przerosła. Louis został skrzywdzony tak bardzo, a czy ja sprostałem zadaniu przywrócenia go do w miarę normalnego życia?
Te wszystkie sytuacje odcisnęły na nas poważne piętno. Każdy dzień stał się bezlitosną walką o przetrwanie. O przetrwanie naszego uczucia.
Czy ja byłem odpowiednim człowiekiem, aby naprawić to, co zostało niemal doszczętnie w Lou zniszczone?
Poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie, beztroska…
Odpowiedziałem jednak szybko. Kochałem Louisa i nawet jeśli nie umiałem pomóc mu tak bardzo jakbym chciał, nie mogłem się poddawać. Pragnąłem poczuć wolność. Naszą wolność. Wolność naszej miłości.
I byłem naprawdę bardzo zdeterminowany. Ktoś, kto tak bardzo skaleczył to uczucie. Ktoś kto rozrywał nasze serca codziennie – musiał za to zapłacić. Słono zapłacić.
Szybko otarłem płynące z policzków łzy. Ubrałem się, zjadłem jakieś porządniejsze śniadanie po czym złapałem kluczyki do samochodu i postanowiłem wziąć te sprawy nieco w swoje ręce.
Ulice Londynu były o tej porze wyjątkowo zatłoczone. Zdenerwowani ludzie ze złością naciskali w klaksony i wykrzykiwali przekleństwa pod adresem innych. A to zdecydowanie mi nie pomagało. Musiałem być spokojny.
Skręciłem w ciasną uliczkę, próbując uniknąć największego korku. Paul znał wiele sekretnych objazdów i już nie jeden z nich zapamiętałem. Byłem teraz za to bardzo wdzięczny. Po kilku minutach – zamiast kilkudziesięciu spędzonych w korku – wjechałem już do pięknej, willowej dzielnicy.
Byłem tu już po raz trzeci w ciągu dwóch dni i miałem skrytą nadzieję, że tym razem nie zostanę odprawiony z kwitkiem.
Zatrzymałem się pod jednym z pierwszych domów. Pewny siebie wysiadłem z samochodu i zadzwoniłem domofonem.
- Słucham – usłyszałem kobiecy głos w słuchawce.
- Dzień dobry, tu Harry Styles. Mam sprawę do pani męża.
- Harry Styles? Ależ proszę, wchodź!
Odetchnąłem z ulgą. Jestem o krok dalej niż podczas wizyt z Dillonem, które kończyły się  już pod bramami. Ani razu nie zostaliśmy wpuszczeni, bo domofon odbierał akurat jeden z naszych ochroniarzy. Tym razem miałem szczęście, że wpuściła mnie jego żona.
Kobieta miała około dwudziestu pięciu lat. Otworzyła drzwi, ubrana w strój do joggingu i obserwowała mnie, gdy szedłem przez podwórko. Uśmiechnęła się promiennie i wpuściła do środka.
- Powiedziałam już Nick’owi że ma gościa, powinien zaraz zejść na dół.
- Dziękuję – uśmiechnąłem się lekko i usiadłem na skraju skórzanej kanapy. Prawdopodobnie informując go, że ktoś na niego oczekuje, nie uwzględniła mojego nazwiska. I całe szczęście.
Po kilkunastu sekundach usłyszałem widoczne, ciężkie kroki na schodach. Nie musiałem się odwracać, aby zobaczyć jego reakcję. Dźwięki ustały na moment, po czym  ochroniarz widocznie przyspieszył i zdenerwowany, stanął tuż przede mną.
- Wynoś się stąd Styles – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Proszę, niech mnie pan posłucha! – powiedziałem cicho, patrząc w jego oczy. Był dobrym człowiekiem, który po prostu bał się o tak wyśmienicie płatną pracę. W jego tęczówkach nie widziałem ani cienia nienawiści. Tylko strach.
- Richardson zabije mnie, jeśli dowie się że tutaj byłeś.
- A jeśli on pójdzie siedzieć, a ty razem z nim za współudział?
- Przestań, nie wsadzicie go – machnął ręką. - Wyjdź z mojego domu
- A jeśli twoi koledzy jednak zdecydują się zeznawać? Masz żonę, pewnie chciałbyś mieć dzieci. A co jeśli przez tego skurwiela zamkną cię w więzieniu?
- Styles wyjdź stąd po prostu.
- Posłuchaj mnie, albo zacznę krzyczeć – powiedziałem, czując jak krew przyspiesza w moich żyłach. Nie rozumiałem ich w ogóle. – Chyba nie powiedziałeś jej jeszcze do czego tam doszło, nie?
- Och Harry! – jęknął, siadając w fotelu naprzeciwko i chowając głowę w dłoniach. – Myślisz że ja chciałem, żeby to się stało? Po prostu chcę mieć nadal taką pracę! Wziąłem kredyt – na dom, na samochód. Moja żona właśnie zaszła w ciąże. Potrzebuje pieniędzy i jestem zdeterminowany aby je zdobyć!
- Ale to nie jest najlepsze wyjście – odparłem łagodnie. – Sprawa przeciwko Richardsonowi jest już złożona w sądzie krajowym. Mój prawnik znalazł płytę z monitoringu która jest zniszczona, ale da się z niej coś odczytać. Wyraźnie widać na niej, że kilkoro mężczyzn wchodzi do pokoju Louisa. Jeśli zbadają to dokładniej, zorientują się że tylko wy byliście wtedy z nami w Birmingham. Policja nie jest taka głupia, mój prawnik tym bardziej.
W tym momencie zauważyłem, że jego oczy wyraźnie się poszerzyły.
- Naprawdę jest już prowadzone dochodzenie? – zapytał, niemal niesłyszalnym tonem. Przytaknąłem.
- I jeśli nie pójdziesz sam na policję, możesz się spodziewać policjantów w swoim domu. Za niedługo.
- Ale Richardson… on ma pieniądze, on wszystkim da łapówki.
- Nie wszyscy je wezmą. Proszę cię. Jeśli pójdziesz z tym na policję sam, na pewno wezmą to pod uwagę. Powiesz im, że on cię do tego zmusił, że ci groził. Bo tak było, nie? – skinął głową. – To przyspieszy całe śledztwo o dobre kilka miesięcy. Proszę. – spojrzałem na niego błagalnie - Ja już nie mogę patrzeć, jak przygnębiony i zastraszony jest Louis. Jeśli nie chcesz mieć na sumieniu dwóch samobójstw, lepiej idź i opowiedz wszystko policji. I to samo powiem twoim kolegom. Znacie nas dobrze. Nie wytrzymamy jeszcze jednego takiego roku – i nie czekając na odpowiedź, nie oglądając się za siebie, czując cisnące się do oczu łzy wyszedłem z domu. Z hukiem trzasnąłem drzwiami od samochodu i oparłem czoło na kierownicy, zaciskając na niej swoje dłonie. I zacząłem płakać.
Dlaczego?
Bo uświadomiłem sobie, że tak naprawdę będzie. Jeśli nie uda nam się zamknąć Richardsona, w końcu się poddamy. Przeżyjemy w miarę normalne wakacje, ale jeśli będziemy musieli znowu wrócić do pracy – nie wytrzymamy i podejmiemy jakąś bardzo trudną, a może nawet drastyczną decyzję. Tego naprawdę było już za dużo. My też nie jesteśmy ze stali.
Nie byłem już w stanie odwiedzić pozostałych osób, które tamto widziały. I tak przyjadę tu jeszcze dzisiaj z Dillonem, teraz nie czułem się na siłach aby powtarzać to samo po raz drugi, trzeci i czwarty.

**Dziesięć godzin później**

Zmęczony opadłem na łóżko. Wizyty w domach pozostałych ochroniarzy skończyły się jeszcze gorzej niż zazwyczaj – nawet nie odebrali domofonu. Udaliśmy się jeszcze do sądu, aby zapytać się o postępy w dochodzeniu. Nie dowiedzieliśmy się jednak niczego nowego. Dillon pojechał więc załatwiać jakieś inne, swoje sprawy a ja poprosiłem aby wysadził mnie przy pobliskiej siłowni. I spędziłem tam co najmniej kilka godzin.
Taki wysiłek był mi bardzo potrzebny. Wziąłem prysznic i mogłem być pewien, że zasnę w sekundę po położeniu się do łóżka.
I zasnąłem. Tyle że po jakimś czasie obudził mnie telefon.
Złapałem go ze złością. Miałem już go wyłączyć, gdy pomyślałem że może to Louis? Moje oczy były tak zaspane, że nie widziałem wyświetlacza. Nacisnąłem więc zieloną słuchawkę.
- Slucham – powiedziałem słabym głosem, przecierając powieki.
- Zdecydowaliśmy się zeznawać. Wszyscy.
Obudziłem się natychmiast. Moje serce zaczęło bić w niesamowicie szybkim tempie.

****************************************************************************************************************
Jej, już przedostatni rozdział ( nie licząc epilogu oczywiście).
Serce mi się rozpada, nawet staram się opóźnić to pisanie żeby nie tak szybko skończyć. Ale jednak chcę zrobić dla Was jakąś przysługę, dlatego nowego rozdziału spodziewajcie się -UWAGA, UWAGA! - W PIĄTEK!
Tak, dobrze przeczytaliście, w piątek kochani ;*
Dziękuję za komentarze, naprawdę czytam zawsze wszystkie po kilka razy i upajam się nimi, hehe ;D Jest mniej niż pod 14 i 15, no ale rozumiem - wakacje, nikomu nic się nie chce ;D
Kocham Was baardzo :*
A no i tak - zapomniałam podziękować. PONAD 20 000 wyświetleń! Jesteście niesamowici! 
Także do piątku, rozdział już napisany więc bez obaw że się nie wyrobię ;)
Do następnego ;*
@lifetastegreat
*chlip chlip*


WAŻNE!!!

Uwaga! Z tej strony @ania95_official! Dzisiaj to ja wstawiam rozdział, ale od razu pisze, że jest on nadal napisany przez @lifetastegreat. Niestety nasza cudowna autorka opowiadania ma problem z komputerem i w jej imieniu wstawiam dzisiaj rozdział, gdyż jako jedyny był zapisany w wersji roboczej na blogerze. 
Jest jej bardzo przykro i nie ma pojęcia kiedy pojawi się następny rozdział, ale będzie o wszystkim oczywiście informować. 

26 komentarzy :

  1. Mega! Mam nadzieję, że w końcu dadzą radę sobie z tym dupkiem Richardsonem.... Tak sie cieszę, że ochroniarze chcą współpracować z Harrym. Omaskajsf ♥

    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością, mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. ily. x

    @Horan_Shawty z sayhimhello.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, dopiero teraz przeczytałam ^^ Mam nadzieję, że to niedługo przeczytasz i spodoba ci się notka pod postem. Rozdział bardzo ciekawy, ale w sumie jak każdy. No nic czekam na nexta.

    Zapraszam oczywiście do mnie, jak już będziesz miała dostęp do laptopa :) ----> http://lovehatefriendshipfame.blogspot.com/

    @ania95_official
    xx

    OdpowiedzUsuń
  3. no wreszcie Harry ruszył głową! Cieszę się z tego powodu, bo w końcu będą wolni <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, fajnie jak to wszystko zaczęło się układać.
    Szkoda tylko, że zbliża się już koniec opowiadania... Mam nadzieję że napiszesz jeszcze jedno opowiadanie :)


    A na razie czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    @eowika19

    OdpowiedzUsuń
  5. cudeńko *-*
    wszystko się świetnie układa ;>
    :c smutno trochę że to już koniec ;< przywiązałam się do tego opowiadania :<

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu, biedny Harreh tak się martwi... Ale co się dziwić, przecież chodzi o jego kochanego Boo :C Cieszę się, że znalazłaś wyjście z tej całej sytuacji! I liczę na to, że wygrają tą sprawę. Bo jeśli nie to chyba wiem, jak to się skończy. Hah, mam dwie wizje, jedna pozytywna druga negatywna. Lepiej, żeby prawdziwa była ta pierwsza.
    Szkoda, że to już koniec. Naprawdę będę za tym tęsknić :C
    Kurczę, gdybyś dodała w piątek o podobnej godzinie co dziś, to może zdążyłabym przeczytać przed wyjazdem...
    No dobra, miłych wakacji <3
    ~MGreyback
    Larry Stylinson Opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne <3 nie mogę uwierzyć że to się już kończy :c
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  8. CUDNY rozdział! Harry ruszył głową i wszystko powoli się układa. Dobrze że ci ochroniarze zdecydowali się zeznawać, może wygrają tę sprawe w sondzie, mam taką nadzieje. Biedny Lou choruje z dala od Harry'ego i na pewno nie jest mu łatwo. Harry jest taki słodki w tym martwieniu się! Ja wyjeżdżam w sobote ale na szczęście biore ze sobą tableta z WiFi więc jak dodasz później nic się nie stanie zadarzają się przecież wypadki z kompem, nie? Czekam na ostatni już niestety rozdział(+epilog oczywiście)! Ubutwiam twpje opowiadanie i twój styl pisania i mam nadzieje że na tym opowiadaniu się nie skąńczy i będą jeszcze inne i oczywiście one-shoty(nie jestem pewna czy się to tak pisze)!
    Pozdrawiam Marzena ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  9. Ps. Popłakałam się na tym filmiku. Nie wiem czemu, czy przez tę muzyke czy zdjęcia czy po prostu dlatego że niedługo już koniec tego piękneko i wzruszającego opowiadania...
    Marzena ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zawsze Meega *o*
    Nie mogę uwierzyć, ze to juz bedzie koniec... Będzie mi brakowało czekania na nowe rozdzialy,śmiechu, łez.. Nie wiem czy znajdę drugie takie opowiadnie :c chyba nie przeżyje ;(
    @stiicz

    OdpowiedzUsuń
  11. o jeej chyba najdluzszy rozdzial *.* piekny jest, zreszta jak kazdy inny <3 Harry jest wspanialy, tak wielerobi dla Lou <3 szkoda, ze to juz koncowka ;c bedetesknic za tym opowiadaniem ;( ale mam nadzieje ze beda nastspne ;3 a w ostatnim rozdziale lub chociaz epilogu bedzie +18? proooosze! *.*
    pozdrawiam serdecznie, kocham Cię <3

    // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaki śliczny rozdział <3 Jak zawsze ... :D jak byś mogła to zrób kontynuację tego bloga, było by super <3

    OdpowiedzUsuń
  13. c u d o w n e :). Jakie to kochane to co robi Harry i wg. mam nadzieje że Richardson pójdzie siedzieć.. te opowiadanie tak strasznie wciąga a tu już nie długo koniec :c ale mam nadzieje że zaczniesz pisać kolejne opowiadanie bo masz do tego wielki talent <3

    @DirectionerX69

    OdpowiedzUsuń
  14. To opowiadanie jest takie świetne, że aż mi się smutno robi na myśl, iż to prawie koniec :x Mam tylko nadzieję, że to wszystko jakoś dobrze się skończy! I nigdy nie myśl, żeby przestawać pisać, ale to tak na przyszłość :D Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  15. O Mój Boże...
    Z jednej strony jestem szczęśliwa, że ci ochroniarze chcą zeznawać, z drugiej jednak chce mi się płakać, że to opowiadanie tak szybko się skończy :[
    Wszystkie sytuacji są tu tak perfekcyjnie napisane, że bez problemu mogłabyś zostać w przyszłości dziennikarką, pisarką... ;)
    Kocham Cię za to opowiadanie xD ♥

    OdpowiedzUsuń
  16. O jeżu maluśieńki jak dobrze!!! Wreszcie się Harry zdecydował za nich dwóch! Brawo chłopie. Dobrze to wymyśliłeś! Mam nadzieję że te zeznania ochroniarzy pomogą eee na pewno pomogą, muszą bo inaczej to boję się myśleć co by się stało. Oni są już wykończeni tą sprawą no ale cóż życie nie jest takie łatwe. Sprawiedliwość musi być a temu skurwielowi to w więzieniu dobrze zrobią!!!!!! Kurwa co ja mówię cała jestem w nerwach. Lou tak ciepi biedaczek Harry wsiadaj na miotłę i leć go przytulić. Dziewczyno naprawdę piszesz tak że och och , czyta sie rewelacyjnie, idz w tym kierunku dalej, pisząc nie opierasz sie tylko na scenach + 18 ale starasz się pokazać emocje i bardzo dobrze Ci to wychodzi. Czytam zawsze z wypiekami na twarzy i wdaje mi się jakbym była w tym opowiadaniu, wszystkie emocje przeżywam razem z bohaterami a to wszystko dzięki Tobie, cudnie piszesz. Tylko szkoda że to prawie koniec :( ale gdy będą szczęsciwi to największa nagroda dla nas czytelników. Pozdrawiam Ciebie i czytających. Oto i moje wypociny. Starsza młodzież.

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurcze tak się cieszę, że ci ochroniarze będą zeznawać. Tylko obawiam się reakcji Lou, nie wiem czy da rade przechodzić przez to ponownie. Kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  18. YEEEY!!!
    Wszystko zaczyna się układać ;) Mam nadzieję, że Richardson zgnije w więzieniu.
    Szkoda, że to prawie koniec. Rozdział piękny- jak zwykle ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. ooh nie mogę się doczekać, jak to się wszystko skończy! Wiem, ze dobrze, ale i tak jestem bardzo ciekawa, co wymyślicie! :D Do następnego! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nieeee, blagam nie koooncz tego opowiadania ;( jest moim ulubionym a teraz juz nie bedzie tego czekania na kolejne czesci ktore zawsze mi sie podobaja i nigdy nie bylam zawiedziona ze jakies slabe .. bedziesz prowadzic cos jeszcze czy juz koniec z opowiadaniami? Jak tak to bedzie o Larrym? Odpiszesz? Prosze, bardzo mi zalezy ;* -wielka fanka Twoich opowiadan
    Ps. Jak juz koniec to mi strasznie przykro wiec bede to czytac caly czas i nigdy mi sie nie znudzi bo ten blog jest wyjatkowy, z reszta jak poprzedni :):**(Ola)

    OdpowiedzUsuń
  21. Z jednej strony nie chce końca tego opowiadania, ale z drugiej chce wiedzieć jak to wszystko się skończy. ;c
    W końcu Harry wziął sprawy w swoje ręce! ;]

    @Mysia_69

    OdpowiedzUsuń
  22. proszę, błagam po tym rozdziale napisz drugą część ja nie wytrzymam bez czytania tego rozumiesz!!!!!!! to jest takie niesamowite amazing

    OdpowiedzUsuń
  23. Wow! dziewczyno skąd ty bierzesz te pomysły na opowiadanie? jestem pod wrażeniem, jest zdecydowanie świetne.. nigdy tego nie komentowałam, bo nie wiedziałam co napisać i tym razem jest podobnie. Ale chciałabym ci podziękować za to,że dlanas piszesz. będzie kolejna część, lub nowe opowiadanie? *prosi ze złożonymi rączkami i oczami ala kot ze shreka *

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepraszam, że tak późno komentuję. Już przedostatni rozdział?! Czas szybko leci. Jeszcze niedawno dopiero zaczynałaś opowiadanie:) Teraz jesteś już wprawioną pisarką z doświadczeniem :D Czekamy na wspaniałe, ciekawe, zaskakujące zakończenie najcudowniejszego opowiadania o Larrym oraz na niesamowite one-shoty :). Powodzenia dla faceta, który naprawia Ci laptopa :P Dlaczego teraz musiał się zepsuc? :P Los jest baaaaaaaaardzo sprawiedliwy. (sarkaźmik typowy dla Larry Shippers :D) - Tuńczyk

    OdpowiedzUsuń
  25. Nominowałam cię do The Versatile Blogger :)

    Więcej na; http://harry-dark-styles-and-boo-bear.blogspot.com/2013/07/the-versatile-blogger.html <3

    Gratulację Xx

    OdpowiedzUsuń
  26. Jyrschkiyg zdeterminowany Harry! No dalej, wierzę w ciebie!

    OdpowiedzUsuń