środa, 31 lipca 2013

ROZDZIAŁ 18


NEW LIFE?

****************
 Mgła nie była tak duża, jak spodziewała się załoga, dlatego dotarliśmy na lotnisko trzydzieści minut wcześniej. Jako że na pokładzie nie można było używać telefonów komórkowych, Harry zapewne nic o tym nie wiedział.
Miał mnie odebrać dopiero w hotelu. Modest zabroniło mu przebywania i oczekiwania na mnie na lotnisku. Przyjechał po mnie Paul, więc szybko się z nim przywitałem i wsiadłem do samochodu, nie mogąc doczekać się spotkania z moim Skarbem.
Ciężko mi to mówić, ale te tygodniowe wakacje naprawdę mi pomogły. Nauczyłem się radzić sam z tą sytuacją. Gdy nie było Harry’ego musiałem sam o siebie zadbać. I mimo tego że wciąż miewałem momenty załamania a w nocy budziły mnie koszmary, zazwyczaj kończyło się tylko na kilku kropelkach potu i przyspieszonym oddechu. Ani razu nie pozwoliłem wypłynąć łzom na powierzchnię moich policzków.
W samochodzie panowała krępująca cisza. Bąknąłem tylko, że jestem zmęczony podróżą i zamknąłem oczy, udając sen. Było to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie – Paul nie musiał silić się na rozpoczynanie rozmowy, a ja unikałem niezręcznych pytań.
Mając na uwadze kilkudziesięciu minutową jazdę, postanowiłem trochę pomyśleć. Pomyśleć o sobie, pomyśleć o nas.
Ten rok był chyba najcięższym rokiem w moim życiu. Bez kilkunastu dni przerwy ciągle byliśmy w trasie, a było to naprawdę męczące. Ciągłe zmiany czasowe nie pozwalające spać a także wysoka amplituda temperatur, doprowadzająca do częstych przeziębień. Byłem naprawdę wyczerpany tym wszystkim i czekałem aby spędzić ten miesiąc w domu.
Jeśli chodzi o nas, to również był to bardzo trudny rok. Już pomijając to zdarzenie sprzed kilku tygodni – cały czas byliśmy śledzeni, obserwowani. Każdy nasz ruch został poddawany analizie. Pilnowaliśmy każdego spojrzenia i dotyku. Poza tymi dniami swobody – po pamiętnych wiadomościach w Internecie.
Zastanawiałem się, czy nasze uczucie ta sytuacja wzmocniła, czy osłabiła. Z jednej strony byliśmy silni – staraliśmy się przechodzić przez wszystko razem, opiekowaliśmy się sobą nawzajem i cieszyliśmy się każdą spędzoną chwilą. Już nie mówiąc o pomocy którą Harry okazał mi – i okazuje – po tamtym dniu w Birmingham. Gdyby nie on, pewnie już nie byłoby mnie w tym samochodzie.
Z drugiej jednak strony, staliśmy się dla siebie nieco obcy. Szczególnie teraz, gdy dość wrażliwie reagowałem na każdy dotyk i przekonałem się tylko do pocałunków. Mimo że to nie jest podstawa związku, to zawsze te sytuacje go wzmacniają, pokazują jeszcze większą delikatność i przynależność. Brakowało tego zarówno jemu, jak i mi, jednak tak cholernie bałem się, że musiałbym coś przerwać przez ogarniające mnie mdłości i płacz, że szczerze mówiąc wolałem na razie nic nie zaczynać.
Także przez sytuacje na scenie i podczas wywiadów – gdzie nie mogliśmy na siebie patrzeć i ze sobą żartować, później w domu traciliśmy tematy do rozmów. Występy stały się tematem tabu w naszych relacjach, bo sprawiały za dużo bólu. I mimo tego, że cisza podczas leżenia na łóżku wciąż nie była krępująca, to czasami brakowało nam rozmowy. Każdy z nas chciałby jakoś wyładować swoje emocje ale wiedzieliśmy, że spowodowałoby tylko niekontrolowany wybuch płaczu więc woleliśmy po prostu delektować się ciszą.
Chciałem aby nasze uczucie doznało wreszcie takiej beztroski i radości jak na początku. Marzyłem o tym i podczas tej tygodniowej rozłąki postanowiłem sobie, że nawet gdybyśmy mięli za to wyjechać na koniec świata, poproszę Harry’ego  i zrobimy to, aby zacząć wreszcie nowe, prawdziwe życie.
- Louis – usłyszałem głos Paula. Szybko otworzyłem oczy. – Już jesteśmy – dodał, po czym uśmiechnął się przyjaźnie. Odpowiedziałem tym samym i zerknąłem przez okno. Hotel był najwyższej klasy, wysokim, przeszklonym wieżowcem z restauracją na najwyższym piętrze. Znajdywał się nieco na obrzeżach Londynu, i był to pewnie jedyny powód dla którego nigdy o nim nie słyszałem.
Paul pomógł mi wynieść z samochodu bagaże i dał mi klucz do pokoju, który miałem zarezerwowany. Oczywiście jednoosobowy, Harry miał pokój obok. Mieliśmy się tutaj jutro spotkać z chłopcami, aby uzgodnić sprawy dotyczące nowej trasy koncertowej, wiec zdecydowaliśmy że najlepiej będzie gdy się tutaj zatrzymamy.
Pożegnałem się z Paulem i ciągnąc za sobą walizkę wszedłem przez drzwi. Recepcjonistka przywitała mnie miłym uśmiechem i stanąłem przy windzie, naciskając sprowadzający ją guzik. Była na samej górze, więc musiałem chwilę poczekać.
Postanowiłem rozejrzeć się trochę po otoczeniu. Hall był bardzo wysoki, urządzony w nowoczesnym stylu. Po prawej stronie znajdowała się przeszklona poczekalnia i właśnie tam dojrzałem jego.
Harry miał na sobie mój bordowy sweter. Opierał głowę na jednej z dłoni, drugą przeglądał telefon komórkowy. Wszedłem w otoczeniu kilku ludzi, pewnie dlatego mnie nie zauważył.
Poprawił trochę grzywkę, podciągnął za krótki rękaw i znowu zaczął wpatrywać się w swojego IPhone’a. Poczułem wibracje w tylniej kieszeni spodni. Dyskretnie zerknąłem na telefon.

Od : Harreh xx
Gdzie jesteś kochanie? Nie mogę się doczekać. Kocham Cię xx

Moje usta wykrzywiły się w wesołym uśmiechu. Widziałem dokładnie zmartwienie na jego twarzy. Wysłał smsa w chwili, w której powinienem właśnie opuszczać samolot.
Nie miałem zamiaru mu odpisywać. Podsunąłem walizkę pod jedną ze ścian po czym cicho zbliżyłem się do białej kanapy, na której siedział. Moje tomsy zdecydowanie ułatwiały bezszelestność.
Stanąłem nad nim i widząc że patrzy w pusty ekran jak zaczarowany, oczekując na smsa. Nachyliłem się nad nim i wprost do jego ucha szepnąłem:
- Tu jestem, skarbie.
Harry wzdrygnął się tak mocno, że aż wypadł mu z ręki telefon. Niemal czułem jak jego szyja pulsowała w zawrotnym tempie. Jednak trwało to raptem sekundę. Po tym krótkim zdezorientowaniu odwrócił się, przeskoczył przez kanapę i objął mnie w mocnym uścisku.
Ułożyłem w wygodnej pozycji swoje dłonie i wtopiłem głowę w jego szyję, delektując się tym zawsze perfekcyjnym zapachem. Zacząłem go dotykać, jakbym nie widział się z nim kilka lat. Musiałem dotknąć włosów, pleców. Chciałem się odsunąć na chwilę aby przyjrzeć się jego pięknej twarzy, jednak uścisk był tak mocy, że nie mogłem się ruszyć. Wróciłem więc do poprzedniej pozycji i wsłuchałem się w bicie serca Harry’ego.
- Tak… Tak bardzo tęskniłem – wyszeptał, nieco pociągając nosem.
- Ja też kochanie – pogładziłem go po plecach i złożyłem na jego szyi delikatny pocałunek. Widząc moje przyzwolenie, Harry postąpił tak samo.
Odsunęliśmy się dopiero po kilku minutach. Splotłem dłonie obejmując go w pasie i zacząłem się przyglądać jego twarzy. Kilka loków opadło mu niesfornie na czoło, ale mimo wszystko widziałem szklące się szafirowe oczy. Jego usta były wykrzywione w ogromnym uśmiechu, powodując wstąpienie na policzki tak kochanych przeze mnie dołeczków. Wpatrywał się we mnie niemal tak samo zachłannie, jak ja w niego.
- Chyba urosłeś – zaśmiałem się, nie zrywając kontaktu z jego oczami.
- A ty wyprzystojniałeś – zachichotał i nachylił się do mnie, złączając nasze usta w delikatnym pocałunku.
Złapał najpierw moją górną, a później dolną wargę, lekko je podgryzając. Uwielbiałem takie subtelne, powolne ruchy. Czułem się wtedy taki kochany, taki potrzebny. Czułem, jak się o mnie troszczy.
Odwdzięczyłem się tym samym, zlizując językiem malinowy smak jego ust. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo mi ich brakowało.
- Lou? – Harry złączył nasze czoła i trącił swoim nosem o mój.
- Co kochanie? – powoli otworzyłem oczy, śmiejąc się lekko. Chyba moje ciało przewidywało, że Harry ma jakieś dobre wieści. Już dawno nie byłem tak radosny.
- Muszę powiedzieć ci o czymś ważnym – zaczął niepewnie, ale wciąż patrzył mi w oczy, co znaczyło że nie będzie to nic złego.
- Słucham cię – dodawałem mu otuchy.
- Ja…  - zawahał się - przez ten tydzień wynająłem prawnika i zbierałem dowody przeciwko Richardsonowi – powiedział szybko, na jednym wydechu.
Poczułem, że krew odpływa powoli z mojej twarzy. Co? Richardson, prawnik, dowody. O co chodzi?
- Powiedz jeszcze raz – wyszeptałem słabym tonem.
- Lou, może usiądziesz? – zapytał zaniepokojony. Złapał mnie za rękę i obeszliśmy kanapę siadając obok siebie.
- Powiedz to jeszcze raz – powtórzyłem, próbując jakoś to wszystko poskładać sobie w myślach. Czy to oznacza, że jest prawdopodobieństwo… Nie, niech jeszcze raz powie o co mi chodzi.
- Louis – zaczął, teraz nieco spokojniej. – Jak tylko wyjechałeś, zatrudniłem prawnika – nazywa się James Dillon. Przez cały tydzień zbieraliśmy dowody przeciwko Richardsonowi. Prawdopodobnie udało się ich zebrać na tyle, aby wsadzić go za kratki na kilka lat.
- Nie wierzę – to jedyne słowa które zdołałem teraz wypowiedzieć.
Moje myśli zaczęły błąkać się jak szalone. W głowie aż huczało mi od tych słów. Tamta sytuacja również nie miała oporów aby się pojawić, ale teraz nie była aż taka straszna.
Bo człowiek który niemalże wyjął rok z mojego życia, może iść siedzieć.
Uspokoiłem się w przeciągu kilku minut. Harry wiedział, że powinien dać mi szansę abym to sobie poukładał w głowie, więc siedział cicho. Byłem mu za to wdzięczny.
Do mojej głowy nasunęło się jednak jedno, nieprzyjemne pytanie.
- Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? Dlaczego mówisz o tym już po fakcie?
Widziałem dokładnie, jak jego twarz przeszył smutek. Spuścił głowę w dół i schował ją w ramionach. Widziałem jak zaczyna się trząść. Po chwili z jego oczu skapnęło na podłogę kilka łez.
- Ja… Ja nie chciałem ci robić nadziei – mówił łkając. A ja siedziałem, wpatrując się w niego wciąż zdezorientowanym wzrokiem. – Ja myślałem że tak będzie lepiej, nie chciałem cię angażować na początku bo wiem jaki ból ci to sprawiało. Ja… ja przepraszam, ja myślałem że będziesz się cieszył, nie miałem pojęcia że będziesz zły … ja… kurwa znowu wszystko spieprzyłem, przepraszam…
Pokręciłem głową, kompletnie zaprzeczając jego słowom. Przecież nie o to mi chodziło!
To była wspaniała wiadomość, a jej znaczenie jeszcze w pełni nie dotarło do mojej głowy. Stwierdziłem tylko, że powinniśmy mimo wszystko o tym porozmawiać i tak ważne decyzje podejmować razem. Bo co, jeśli coś poszłoby nie po jego myśli i Richardson by go zabił? On był zdolny do wszystkiego!
- Nie, Harry – szepnąłem, przysuwając się bliżej. Objąłem go rękoma i zacząłem kciukiem gładzić go po policzku. – Wszystko jest okej, po prostu powinniśmy takie decyzje podejmować razem! Coś mogło ci się stać! Tylko o to chodzi, kochanie – uspokoiłem go, pocierając jego plecy. – To było po prostu zaskoczenie, ale… to jest wspaniała wiadomość, tylko wyobraziłem sobie ile niebezpieczeństwa na ciebie czekało!
- I nie jesteś zły? – zapytał, spoglądając na mnie czerwonymi oczami.
- Jestem, bo nie dbasz o swoje bezpieczeństwo. Ale jeśli chodzi o to… daj tej wiadomości dotrzeć do mojej głowy – uśmiechnąłem się lekko.
- Och Louis – jęknął, wtulając się w moje ramiona. – Ja… Ja już myślałem… myślałem że jesteś zły o to że rozpamiętuję tę sytuację – powiedział, pociągając nosem.
- Jest dobrze, już jest okej – złożyłem delikatny pocałunek w jego włosach.
- Idziemy do pokoju? – zapytał Harry, odsuwając się nieco. Uśmiechnął się przez łzy, jakby śmiał się ze swojej głupoty.
- Idziemy – musnąłem jego usta, złapałem za rękę i skierowaliśmy się do windy.
- Umm, Harry?
- Hmm?
- Bo my… byliśmy w poczekalni… i ta recepcjonistka… tak dziwnie się przyglądała – zauważyłem, drapiąc się po głowie.
- Nie przejmuj się tym – pocałował moje włosy.
- Skoro tak mówisz… – odparłem i wysiedliśmy na swoim piętrze.
Harry otworzył drzwi do swojego pokoju, po czym wziął moją walizkę i przepuścił mnie w drzwiach. Widząc moje lekkie wzdrygnięcie, szybko położył rękę na moim ramieniu.
- Nie Harry, jest okej – odparłem, uśmiechając się lekko. Nienawidziłem takich pokoi hotelowych. Tak bardzo przypominały ten w Birmingham…
Ale teraz nie byłem w stanie zbyt długo o tym myśleć. Musiałem naprawdę poukładać sobie w głowie to, co przekazał mi Harry.

****************************
Louis usiadł na łóżku twarzą do okna. Oparł głowę na rękach, dając mi widoczny znak że chce chwilę pomyśleć. Położyłem się więc za nim i czekałem, aż zdecyduje się cokolwiek powiedzieć.
Reakcja Louisa na to co mu powiedziałem, naprawdę mnie zaszokowała. Spodziewałbym się prędzej że zacznie skakać ze szczęścia, niż że zada to pytanie które zadał. Ale teraz uświadomiłem sobie, że w sumie to nie było nic dziwnego. Ta decyzja była ważna dla naszego związku i powinniśmy podjać ją razem. Co do mojego bezpieczeństwa – dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, jak dużo razem z Dillonem ryzykowaliśmy.
- Harry? – zapytał Lou, wciąż jednak nie odwracając się w moim kierunku. - Będę musiał wszystko opowiedzieć, prawda?
- Tak – powiedziałem, nie owijając w bawełnę. – Ale już pytałem kochanie, będę mógł być przy tym z tobą – dodałem, jak najbardziej delikatnym tonem. Uklęknąłem tuż za nim i zacząłem masować jego kark.
- Pomożesz mi? – zapytał, odwracając się do mnie. Do jego oczu napłynęły łzy. Ta sytuacja zapewne znowu stanęła przed jego oczami.
- Zawsze ci pomogę skarbie – wyszeptałem, łapiąc jego twarz w dłonie. Zacisnął powieki, pozwalając kilku kropelkom słonej cieczy wypłynąć na policzki. Szybko je scałowałem, zataczając kciukami kółka na jego szczęce.
- Ale… - Louis zaczął się trząść – będę musiał tak… ze szczegółami… Harry ja nie chcę… a co jak on się dowie? – wyjąkał i zaniósł się głośnym płaczem. Koszmar powrócił. Szybciej niż się spodziewałem.
- Już dobrze Boo, jestem tutaj, nic ci nie grozi, cichutko skarbie, będzie dobrze -  mówiłem, składając delikatne pocałunki na jego twarzy. Złapał mnie za nadgarstki, mocno wbijając w  nie swoje paznokcie. – Będę ja, będzie psycholog, a on już na pewno będzie siedział za kratkami, cii, spokojnie.
- Będzie… już za kratkami ? – wyszlochał otwierając oczy.
- Inaczej nikt nie każe ci mówić, dopilnuję tego – pocałowałem kostki na jego rozluźniających się dłoniach.
-To ja… Ja dam radę. Muszę – uśmiechnął się przez łzu, uspakajając swoje ciało. – I później… Harry, myślisz że później będziemy już wolni? – zapytał spokojnie, jakby dopiero teraz te słowa w pełni do niego dotarły.
Kiwnąłem twierdząco głową, powoli ukazując zęby.
- Och Harry! – jęknął tylko i przytulił mnie mocno, że aż przewróciliśmy się na łóżko. – Na pewno dam radę. Będziemy wolni! – i łzy znowu napłynęły do jego oczu. Ale teraz były to łzy szczęścia. Identyczne poczułem u siebie. – Będziemy wolni – wyszeptał i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Pocałunku, który zapamiętałem sprzed kilku lat.

*Dzień później*
- Skarbie uspokój się – wyszeptałem, mocniej ściskając jego rękę i składając delikatny pocałunek w jego rozwichrzonych włosach. – Wiesz, że musimy.
Ciało Louisa drgało ze zdenerwowania. Staliśmy pod tymi drzwiami już od kilku minut, w czasie których próbowałem go uspokoić na wszelkie możliwe sposoby. Wiedziałem, że jest mu jeszcze trudno mówić o tym bez emocji, ale i tak byłem dumny, że przystał na moją propozycję.
Zdecydowaliśmy się wyznać chłopakom prawdę już dzisiaj, jeszcze przed zeznaniem Louisa na policji. Byli naszymi największymi przyjaciółmi dlatego chcieliśmy – szczególnie ja – żeby oni także wspierali go w tej trudnej sytuacji. Zresztą zapewne i tak zostaną wezwani jako świadkowie, lepiej więc aby dowiedzieli się o tym co zaszło od nas, niż z pisemnego wezwania do sądu.
Rozmyślania przerwało mi pukanie do drzwi. To Lou się wreszcie zdecydował.
- Jestem z ciebie dumny – szepnąłem i po kilku sekundach ujrzeliśmy przed nami roześmianego Nialla.
- No! – krzyknał, zamykając za nami drzwi. – Nieładnie tak się spóźniać na zwołane przez siebie spotkanie – wymamrotał, po czym wskoczył na łóżko, kładąc się pomiędzy Liamem i Zayn’em. Ja i Louis usiedliśmy naprzeciwko nich, na dwóch dużych fotelach.
- Musimy wam o czymś powiedzieć – zacząłem, nieco niepewnym tonem. Zayn wyłączył telewizor, i wszyscy wpatrywali się w nas podejrzliwie. Ta chwila dłużyła się w nieskończoność, kompletnie nie wiedziałem jak przekazać to w miarę delikatny sposób. Oczywiście chłopcy nie pozwolili nam powiedzieć tego co chcemy, bo zaczęli się przekrzykiwać, zadając bezsensowne pytania.
- Zaręczyliście się?
- Wzięliście potajemny ślub?
- A może któryś z was jest w ciąży? – Po ostatnim pytaniu wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nawet Louis.
- Nie, nie – powiedział po chwili, a jego uśmiech natychmiast zaczął ustępować miejsca zmartwieniu  i zdenerwowaniu. Objąłem go ramieniem.
- To jest trudne i wcale nie śmieszne, dlatego proszę, nie przerywajcie nam – powiedziałem, a moja twarz przyjęła bardziej formalny wyraz. Chłopcy zrozumieli,  i siedzieli naprzeciwko zapewne denerwując się tylko nieco mniej od nas. Niall nerwowo zaczął obgryzać paznokcie.
- Mam zacząć? – zapytałem Louisa. Skinął głową i poprawił się w fotelu, nie odsuwając się jednak nawet na centymetr. – Okej. Więc pamiętacie jak byliśmy w Birmingham? – zapytałem na początku.
Chłopcy skinęli głowami, a Liam odparł:
- Jeśli chodzi wam o ten siniak na policzku, to już wszyscy wiemy że Louisa uderzył Richardson.
- Skąd wiecie?
- Nietrudno było się domyślić, to wyglądało na uderzenie. W dodatku Lou sam później powiedział Zayn’owi.
Spojrzałem na Louisa. Kiwnął twierdząco głową.
- Okej. Ale Lou nie powiedział całej prawdy – kontynuowałem. Spojrzeli na mnie zdziwieni, a Lou przysnął swój fotel bliżej mojego, nerwowo łapiąc mnie za rękę. Zacisnął oczy i skinął, każąc mi kontynuować. – Tego dnia Richardson zwabił mnie do pokoju Louisa. Gdy wszedłem, on leżał przytrzymywany przez ochroniarzy, mnie również szybko obezwładnili – mówiłem, uspakajająco gładząc Louisa po ramieniu. Już zaczynał się trząść. Przyciągnąłem go do siebie bliżej i przycisnąłem jego twarz do swojej piersi, składając pocałunek na jego czole. – Richardson zaczął bić Louisa, tłumacząc że to kara za nasze nieprzestrzeganie umowy. A w szczególności miała być to nauczka dla mnie, bo to ja zawsze knułem coś przeciwko niemu. Tak sobie wymyślił – żeby zniszczyć mnie, musi na moich oczach skrzywdzić Louisa.
Twarze chłopców wyrażały zszokowanie, kręcili z niedowierzaniem głowami i mrużyli oczy. Nie znali jeszcze najgorszej części.
- Nie mogliśmy się bronić, bo tamten miał pistolet – Lou odezwał się cicho. Moja koszulka zaczęła robić się mokra w miejscu, w którym dotykała jego oczu.
- Chcesz to powiedzieć sam kochanie? – zapytałem szeptem. Spojrzał na mnie pełnymi bólu oczami, jednak skinął głową. Podniósł tułów tak, że nie opierał się już na mnie, po czym skierował wzrok na chłopaków. Odetchnał kilka razy i spokojnie, sylaba po sylabie powiedział :
- Później, pod groźbą zabójstwa Harry’ego – znowu uronił kilka łez – zgwałcił mnie.
Spodziewałem się jakiegoś głośnego wybuchu płaczu, czy czegoś podobnego. Jednak Lou walczył z tym. Siedział, patrząc się przed siebie i mimo że z jego czerwonych oczu sączyła się słona ciecz, nie zamknął ich. Oddychał głęboko, i nawet uniósł na chwilę kąciki ust gdy poczuł, jak ucałowałem kostki jego dłoni.
- Zrobiłem to – wyszeptał, spoglądając na mnie.
- Jestem z ciebie bardzo dumny – uśmiechnąłem się lekko i nachyliłem się, całując jego mokry policzek.
Spojrzałem na twarze chłopców. Niall siedział z oczami utkwionymi w Louisie i mruczał coś pod nosem. Natomiast powieki Liama i Zayna były zaciśnięte, a spod nich płynęły strumienie łez.
- Powiedzcie coś – wychrypiałem słabo. Potrzebowaliśmy jakiejś reakcji, Lou zrobił naprawdę ogromny krok mówiąc im o tym, ale musiał wiedzieć, że będą go wspierać. Przygryzł nerwowo wargę, jakby czekając na wyrok.
- Louis, Harry, my… strasznie nam przykro…. I naprawdę nie wiemy co powiedzieć – wyjąkał Liam, otwierając  oczy. – Dlaczego nie powiedzieliście nam wcześniej?
- Groził nam – przypomniałem mu. Szybko pokiwał głową, jakby przepraszając za pytanie.
- Lou… cholera jak mogliśmy tego nie zauważyć?  - zwrócił się do chłopaków Niall, ze słyszalnymi wyrzutami sumienia w głosie.
- W końcu w szkole byłem aktorem – powiedział cicho Louis. Wszyscy uśmiechnęli się przez łzy.
- Nie pomogliśmy ci wtedy, ale wiedz że jesteśmy z tobą teraz, i zrobimy wszystko aby ten drań za to zapłacił – wycedził Zayn przez zaciśnięte zęby. Otarł łzy i siedział teraz z pełną gotowości miną.
- Zgłosiliśmy to na policję – powiedziałem szybko.
- I jak? – zapytał Liam.
- Mamy masę dowodów. Lou musi jeszcze iść i złożyć swoje zeznania, bo na razie wszystko opiera się na tym co mówię ja i ci czterej ochroniarze.
- Zgodzili się zeznawać? – Zayn spojrzał zdziwiony. Skinąłem głową.
- Nasz prawnik mówi, że powinni go zamknąć jeszcze w tym tygodniu – dodałem. Dojrzałem widoczną ulgę na ich twarzach.
- Świetna wiadomość – Liam uśmiechnął się lekko. Siedzieliśmy chwilę w niezręcznej ciszy, słysząc tylko miarowe oddechy i bicie pięciu serc. Jednak w pewnym momencie Zayn poderwał się z łóżka. Za nim podążyli również  Li i Niall. Podeszli do nas, pokazali gestem abyśmy wstali i uścisnęli nas, najmocniej jak tylko umieli.
- Jesteście tacy silni – wyszeptał Liam do naszych uszu. Reszta potwierdzająco kiwnęła głowami.
- Jestem z was dumny – dodał Niall tym samym tonem.
- Teraz walczymy już razem – wypowiedział się też Zayn, po czym ocierając ostatnie łzy, wtuliliśmy się w siebie jeszcze bardziej.

*Wieczór, 23.30 *
Leżeliśmy już w łóżku. Louis opierał głowę o mój tors i sądząc po miarowym oddechu i lekko rozchylonych ustach – już zasnął. Ja leżałem, próbując pójść w jego ślady, jednak w mojej głowie było stanowczo zbyt dużo myśli.
Dzisiejszy dzień przyniósł wiele zmian. Chłopcy odkąd usłyszeli całą historię nie odstępowali nas na krok. Ciągle troskliwie pytali nas jak się czujemy, powtarzali że już niedługo będziemy mogli wreszcie pokazać się światu. Teraz było nam już dużo łatwiej, gdy nie musieliśmy udawać również przed nimi.
Lou był bardzo dzielny. Ani razu nie doznał charakterystycznego ‘wstrząsu’, a gdy chłopcy zadali jakieś trudne pytanie – odpowiadał na nie bez wahania, niemal bez emocji. Byłem z niego naprawdę dumny.
Szczególnie, że Richardson przez cały dzień przebywał w tym samym budynku. Przechodził obok nas z tym samym, chytrym uśmieszkiem na twarzy, patrząc z widoczną pogardą. Jednak Louis nie chował się za mną, tak jak zazwyczaj. Szedł, spuszczając wzrok dla zachowania pozorów, jednak w głębi duszy czułem, że nie boi się go tak jak jeszcze kilkanaście dni temu.
„Zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni” – cały dzień chodziło mi po głowie.
Po kilkunastu minutach leżenia i bawienia się włosami Louisa, w końcu zmorzył mnie sen.

*Noc, 3.15*
Nie spałem długo. Usłyszałem okropnie głośny dzwonek, dobiegając z szafki po przeciwległej stronie łóżka. Louis otworzył zaspane oczy i spojrzał na mnie zdziwiony, unosząc się na łokciach.
- Przepraszam, nie wyciszyłem telefonu – pocałowałem go na przeprosiny w czoło i wstałem, aby dojść do szafki. Gdy ujrzałem imię i nazwisko dzwoniącego, moje serce zaczęło walić w ogromnym tempie.
- Kto to? – wymruczał Louis, znowu przyklejając głowę do poduszki. Nie odpowiedziałem jednak, tylko jak najszybciej nacisnąłem zieloną słuchawkę, przełączając na tryb głośnomówiący.
- Przepraszam, że dzwonię o tej porze panie Styles, ale sądziłem, że będzie pan chciał wiedzieć o tym jak najszybciej. Richardson został zatrzymany piętnaście minut temu, będzie czekał na rozprawę w areszcie. -
Mój świat obrócił się w tym momencie o sto osiemdziesiąt stopni. Nie umiem opisać uczucia, które towarzyszyło mi w tamtej chwili. Spojrzałem tylko na Louisa. Siedział na łóżku, z wyszczerzonymi zębami i przymrużonymi, otoczonymi zmarszczkami oczami.
Takiego kochałem go najbardziej.



 ***************************************************************************************************************
JESTEM NARESZCIEE! I kompletnie nie wiem od czego zacząć.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba tak jak te poprzednie ;)
A teraz, chciałabym z całego serca podziękować @ania95_official, że opublikowała poprzedni rozdział w moim imieniu i jeszcze poinformowała Was na tt. Dziękuję kochanie ;**
Przepraszam, ale nie mogłam odpowiadać na żadne komentarze, dlatego postaram się to zrobić tutaj ;)
Do wszystkich  - kolejne opowiadanie już w trakcie pisania ;)) Do Oli - taak, o Larry'm oczywiście ;**
Do @ShipperMonte - niestety w Epilogu nie przewiduje +18, bo niektóre osoby nie chcą tego czytać ze względów etycznych, a chciałabym aby jednak wszyscy Epilog przeczytali ALE - będą dwa specjalne dodatki do opowiadania, w tym jeden zawierający... wiesz co ;D
Do Kolorowej ;) - pisarką nie będę, nienawidzę polskiego ale uwielbiam pisac ;p chcę studiować medycynę tak poza tym ;p
No i to by było na tyle ;)
Jeszcze chciałabym przeprosić, ale chyba nie mam zbytnio czasu na te nominacje blogów do konkursów itp. Dlatego z całego serca przepraszam @MateuszMastej i @JuliaWota, dziękuję za nominacje ale chyba jednak nie włącze się do zabawy.
To chyba skończyłam ;)
Epilog dodam w ramach rekompensaty już w sobotę ;***
No i a koniec, chyba najważniejsze - TAK BARDZO WAS PRZEPRASZAM!, ALE TO ŻE ZAPLĄTAŁAM SIĘ W KABEL I LAPTOP SPADŁ ZE STOŁU PO CZYM MUSIAŁ TRAFIĆ NA TYDZIEŃ DO SERWISU CHYBA NIE BYŁO MOJĄ WINĄ...
Pozdrawiam Was wszystkich baaardzo ;**
@lifetastegreat 




23 komentarze :

  1. wow, świetny rozdział *O*
    a to, że zaplątałaś się w kabel wcale nie było twoją winą, nie w ogóle. XD
    Teraz tylko czekać na epilog asfkuysuf ♥

    @love_my_gay

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pierwsza? PIERWSZA!?
    O matko!
    To tak ja nie wiem co napisać bo...bo po prostu brak mi słów.
    Nie chce żebyś kończyła tą historie a z drugiej strony chce przeczytać epilog :D
    No nic po zakończeniu opowiadania i tak przeczytam je jeszcze z dziesięć razu :P
    Mam pytanie bo kończysz te opowiadania i zamierzasz pisać One-Shoty a może zaczniesz nowe opowiadanie?
    Nie chce cie do niczego zmuszać ,ale chętnie przeczytałabym coś dłuższego twojego wykonania (one shoty na 100% będę czytać)
    Nie wiem czy cokolwiek zrozumiałaś ,ale załóżmy ,ze to miało sens :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem druga oj było pisać krótsze :D

      Usuń
    2. po tym opowiadaniu będą trzy shoty - dwa dodatki do The Sharp Knife of a Short Life i jeden shot niezależny :) a później zaczynam dodawać kolejne opowiadanie, jestem w trakcie pisania, oczywiście Larry :)) no i nie przejmuj się, że jesteś druga ;****

      Usuń
  3. Płaczę bo to jest takie piękne a potem przypominam sobie, że to już ostatni rozdział i płaczę jeszcze bardziej. Twój blog jest cudowny. Kocham to opowiadanie i ciężko będzie bez niego <3 liczę jeszcze na tę shoty ;) kocham cię - @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  4. Te *
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  5. CUDOOOOO <3 JAK JA TO KOCHAM *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hsjdhekdhjhdjshdkhsjdodhsjshjdhshhjdhsjdhdj Jezus Maria jdojfjffkfjdjdjdk jaki zaciesz, moj Boze!
    Piekny rozdzial, taki emocjonalny! ;3 cudowny po prostu <3 te Larry Feels hdjdhdjhd *.*
    Dziekuje za odpowiedz, teraz nie moge doczekac sie epilogu *.* i tych dodatkow w szczegolnosci *.*
    Kocham Cie <3

    // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  7. 1. Medycyna, powiadasz? No to może się kiedyś spotkamy na studiach :)
    2. Aresztowany Richardson - YEA! Świetny rozdział ^a jak inaczej? :D^. Szkoda, że zostaje tylko epilog, ale jeśli dodasz nowe opowiadanie, będę skakała z radości. Kochana
    @lifetastegreat ^nie wiem, jak masz na imię^ ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. TAK! W końcu przeczytałam i teraz piszę mój cudowny komentarz ;) wiem jestem bardzo skromna :P Richardson za kratkami? Cudownie ♥ Medycyna? Wiedziałam od dawna. Też nad tym kiedyś myślałam. Jednak chyba nie jestem w stanie się zmobilizować i coś czuję, że ratowanie ludzi to nie moje powołanie. Nie dziękuj mi, bo się, aż rumienie :) Zrobiłam to z przyjemnością. Lubię pomagać. Szczególnie tobie :* <3 Czekam na nexta :D

    @ania95_official ♥
    http://lovehatefriendshipfame.blogspot.com/
    xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział! W końcu zamknęli tego sukinsyna! Kurczę tylko epilog został :( Ale fajnie ze planujesz jeszcze dodatki :)A tak poza tym to ja od października właśnie zaczynam studia medyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jeeej, to gratuluję dostania się na medycyne ;** mam nadzieję że mi też się uda za rok ;)

      Usuń
    2. Dziękuję :* Będę trzymać kciuki żeby Ci się udało :) A ja mam nadzieje że uda mi się przetrwać ;)

      Usuń
  10. Cześc. Ale super optymistyczny rozdział. Bardzo fajny. Wszystko idzie ku lepszemu. To ich cierpienie sie może skończy. Jestem cała szczęśliwa i troche smutna ze to już koniec prawie. Z niecierpilwością czekam na następne opowiadanie o Larrym! Zakochana w twoim opowiadaniu starsza młodzież.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zawsze ślicznie :* Prrosze napisz znów jakiegoś bloga o Larrym :3 Kocham tego bloga i nw jak bd funkcjonować bez czytania twoich opowiadań... :c więc plisss napisz coś :3 @EFlegiel :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy bedzie nastepny??? <3 kocham te opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny rozdział, nie mogę doczekać się epilogu i tego jak to wszystko się skończy :3. Kocham ten blog <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Już tylko epilog *.*. Jestem tak ciekawa, że chyba nie wytrzymam :). Postanowiłam powtórzyc sobie pierwsze rozdziały w oczekiwaniu. Zaraz zabiorę się za czytanie. Czasami próbuję wyobrazic sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie była Directionerką i Larry Shipperką. Beznadziejnie. Dzięki nim mam marzenia, cele do zrealizowania. Są moją motywacją. Twoje opowiadanie skłania mnie do przemyśleń. Dziękuję Ci za to. Mówi się, że internet demoralizuje, jest niebezpieczny i na każdym kroku czają się zboczeńcy. Gdyby nie internet, nie poznałabym tak dobrze 1D, nie zaczęłabym shippowac Larrego, nie byłabym tak tolerancyjna, nie wiedziałabym tylu cikawych rzeczy, nie poznałabym tylu ludzkich talentów. Wiem, że to nie jest miejsce na komentarze na temat internetu, ale chodzi mi o to, że dzięki temu wynalazkowi poznałam Ciebie i Twoją twórczośc, poczułam się bardziej zjednoczona z osobami o poglądach podobnych do moich. Fajnie, że dzisiejsze czasy dają taką możliwośc. Dziękuję też wszystkim, że tak licznie czytacie tego bloga. Pewno bez nas Natalia nie miałaby takiej motywacji. Dużo osób zachęca ją do działania. Na refleksję mnie wzięło :D Pozdrawiam wszystkich - Tuńczyk
    PS Tak bardzo tęsknię za przyjaciółką, mimo że nie popierała moich poglądów. Miałbym ciężko podczas rozmów jako "ta zła", ale i tak brakuje mi jej. Shipperom Larrego jest dośc ciężko w życiu, ale dobrze, że mamy siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. I love it! Po prostu świetny rozdział <3
    Czekam na epilog

    @kevinomania

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest piękne ;)
    Zapraszam do siebie http://larrystylinson-stories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. No to tak... Najpierw cieszyłam się, że w końcu się spotkali, że Lou odpoczął i że teraz już będzie dobrze... Ale w momencie, gdy chcieli wyznać reszcie prawdę, myślałam, że padnę i zacznę tarzać się po podłodze, topiąc się we własnych łzach. Bo nie gwałt jest najgorszy, tylko to, co zostawia po sobie. Ciężko uwierzyć, że to wszystko dobiega końca, ale po ostatnim fragmencie jestem pełna nadziei!
    A teraz tak... Jesteś glapą ;-; Ale to nic, bo ważne, że komputer wrócił i że dodałaś rozdział xD
    Z jednej strony nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, a z drugiej go nie chcę, bo to już zbyt blisko końca! :C I co tu począć!
    Pozdrawiam
    ~MGreyback
    Larry Stylinson Camp

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak bardzo nie chciałam, aby to opowiadanie się skończyło. Chyba przy żadnym nigdy nie płakałam tak jak przy twoim. Jest bardzo emocjonalne, wrażliwe i za to je kocham. Na pewno będe czytać twoje następne opowiadanie ;]
    Mam nadzieję, że chłopcy kiedyś naprawdę poczują tą wolność i będą mogli być sobą... Bardzo tego pragnę.

    @Mysia_69

    OdpowiedzUsuń