niedziela, 11 sierpnia 2013

AND WHAT IF... - ONE SHOT



Tytuł – And what if…


Gatunek : Dramat


Czas akcji : 18 lutego 2011 – 25 marca 2011


Ilość słów : 5173 ( 15 stron )


Narrator: Wszystko opisane z perspektywy Harry’ego Styles’a


Bohaterowie : Louis Tomlinson, Harry Styles, Liam Payne, Zayn Malik, Niall Horan, Jay Tomlinson, Simon Cowell


Inspiracja: Filmiki z występów One Direction w X-Factorze, kilka artykułów przeczytanych przeze mnie w Internecie tuż po zobaczeniu ich pierwszy raz.


Opis : Czasem krytykujemy innych, myśląc że to nie robi na nich żadnego wrażenia. Wysyłamy wiadomości, w których zamieszczamy obraźliwe, krzywdzące opinię będąc przekonanym że nikt tego nie przeczyta. Czasem dodamy jakiś głupi komentarz dla zabawy – żeby wywołać jakąś kłótnię w Internecie itp. I według nas to nie jest nic złego. A co jeśli ktoś to czyta? Co, jeśli przez jakieś słowo wypowiedziane przez nas ktoś traci poczucie własnej wartości i pewność siebie? A co, jeśli…


One Direction istnieje.


UWAGA! Występują liczne wulgaryzmy!


**************************************************************************

*18 lutego 2011*

- Louis! Louis! – krzyknąłem wbiegając do naszego domu.
Zdziwiłem się nieco, nie ujrzawszy go wybiegającego na powitanie, ale od razu wywnioskowałem, że pewnie bierze prysznic.
Szybko pobiegłem na górę. Wiadomość o tym, że jutrzejszy, premierowy koncert obejrzy komplet widzów bardzo mnie zaszokowała. Byłem bardzo ciekawy, jak zareaguje na nią Lou.
- Louis! – krzyknąłem ponownie podekscytowany, otwierając drzwi do jego pokoju. Jednak tam też go nie było.
Stanąłem na chwilę i podrapałem się po głowie. Było tu jakoś pusto.
To prawda, że ostatnio byliśmy bardzo pochłonięci próbami i tuż po nich chowaliśmy się spać do swoich pokoi, ale przecież chyba powinienem zauważyć, że Lou posprzątał aż tak radykalnie.
A może sprzątał dzisiaj, gdy byłem na solowej próbie i po prostu poszedł teraz wyrzucić śmieci?
Zszedłem na dół i usiadłem przed telewizorem. Cały entuzjazm jakoś szybko ze mnie uszedł. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało.
W pewnej chwili poderwałem się i pobiegłem do kuchni. Tak! Przecież Louis zawsze zostawia karteczki!  Zawsze, nawet jak wychodzi raptem na kilka minut. Odetchnąłem, gdy zobaczyłem coś nowego przyczepionego do lodówki. Złapałem kartkę łapczywie i przeczytałem.
‘Przepraszam, ale nie mogę’
Co?
‘Przepraszam, ale nie mogę’
Co do cholery?
‘Przepraszam, ale nie mogę’
Co to ma znaczyć?
Wyciągnąłem telefon. Szybko znalazłem w kontaktach numer Louisa i nacisnąłem zieloną słuchawkę. Usłyszałem kilka sygnałów.
No odbierz do cholery!
W pewnym momencie doszedł do mnie jakiś świst. Usłyszałem chrząknięcie i wreszcie głos Louisa, mówiący słabo :
- Hej Harreh.
- Louis gdzie jesteś? – zapytałem szybko.
- W drodze do domu – odparł jakoś dziwnie pustym głosem. Jednak mimo wszystko odetchnąłem. Zaraz przyjedzie i wszystko będzie dobrze.
- A gdzie byłeś? – zapytałem dociekliwie.
- Harry… - przerwał na chwilę, jakby potrzebował złapać oddech. Coś mi nie pasowało w tonie jego głosu. – Harry – zaczął znowu – nigdzie nie byłem. Jadę do swojego rodzinnego domu, do Doncaster.
- Co?! – krzyknąłem od razu. – Louis co ty odpieprzasz, jutro jest koncert!
- Poradzicie sobie beze mnie – odparł załamując głos w połowie zdania.
- Jak to bez ciebie?! Louis do cholery co ty wygadujesz?!
- Będziecie na pewno świetni – dodał tym samym tonem. Usłyszałem ciche łkanie. – Powodzenia – wychrypiał jeszcze i się rozłączył.
Stałem wpatrując się w telefon jeszcze z kilka minut.
‘Przepraszam, ale nie mogę’
‘Jadę do Doncaster’
‘Poradzicie sobie beze mnie’
‘Będziecie świetni’
‘Powodzenia’
Nie. Kurwa no nie!

**
- Co ty gadasz za głupoty, pewnie zaraz przyjedzie ! – Liam uspakajał mnie, uśmiechając się lekko. Nie chcieli uwierzyć, że on naprawdę wyjechał.
- Kurwa Liam ty nie słyszałeś jego głosu – krzyknąłem na niego. –Powiedział że damy sobie radę bez niego i życzył nam powodzenia! – wrzeszczałem. Chłopaki wciąż wpatrywali się we mnie zdezorientowani. – Nie rozumiecie? Po prostu wyjechał! Zostawił nas, zostawił zespół! I ma nas kurwa wszystkich w dupie!
- Nawet tak nie mów – wychrypiał Zayn.
- Nie mów? A jak chcesz to wytłumaczyć? No do cholery powiedz mi jak mam to wytłumaczyć!
- Może potrzebował czegoś z domu, czy coś i jutro rano wróci – powiedział cicho Niall.
- Pieprzony Louis życzył nam kurwa powodzenia. Rozumiecie?! Uwierzcie w to co mówię!
- Dobrze Harry, już spokojnie. Jutro od rana są próby. Jak go nie będzie, wtedy zaczniemy wyciągać wnioski, okej ? – Liam pogładził mnie po plecach.
- Okej – szepnąłem, a z moich oczu ulotniło się kilka łez.

*19 lutego 2011*

No i nie przyjechał.
- I tak znacie wszystkie piosenki, Harry przejmiesz jego solówki – uspokoił nas Simon. – Po prostu róbcie to co robiliście do tej pory. Tylko w czwórkę.
- Ale my jesteśmy pięcioosobowym zespołem! – krzyknął Liam.
- Ale jeden z członków waszego zespołu stwierdził, że nie chce w tym uczestniczyć. To tyle. Jesteście zbyt dobrzy, aby przejmować się czymś takim.
- Czymś takim? – prychnąłem. – On był częścią nas! I… odszedł bez słowa! – wciąż nie mogłem w to uwierzyć. On nie mógł się tak po prostu wystraszyć i wyjechać. Nie mógł!
- Chłopcy. Louis zdecydował że tak będzie lepiej dla was i dla niego. Okej? Przestańcie zaprzątać sobie tym głowę i po prostu wykonujcie swoją pracę – i wyszedł, zostawiając nas samych.

*9 marca 2011*

Piosenki brzmiały pusto. Na scenie było pusto. Brakowało nam go jak cholera.
Zagraliśmy już około 20 koncertów. Od Louisa nie dostaliśmy żadnej wiadomości.
Sami też do niego nie dzwoniliśmy, nie pisaliśmy. Za bardzo nas skrzywdził. Nie mogliśmy udawać że nic się nie stało.
W życiu byśmy nie pomyśleli, że którykolwiek z nas odwali taki numer. A tu Louis. Louis, któremu wydawało się że zależało najbardziej. Który był na każdej lekcji śpiewu, nawet tej nieobowiązkowej. Który zostawał po godzinach żeby ćwiczyć głos. Który cieszył się każdym zaśpiewanym wersem.
Zostawił nas, zostawił mnie.
Wydawało mi się, że byłem jego przyjacielem. Dogadywaliśmy się świetnie, spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę. A on zostawił mnie z zabazgraną karteczką i kilkunastosekundową rozmową telefoniczną.
Nie wybaczę mu tego.
Nasi fani, których była coraz większa rzesza,  powoli zapominali o tym, że w x-factorze było nas pięciu. Już tylko nieliczne fanki przynosiły na koncerty plakaty z napisem „Louis wróć”. Na początku było ich mnóstwo, teraz raptem pojedyncze.
A może to dobrze, że Louis odszedł? Może dzięki temu odniesiemy większy sukces? Przy nim spędzaliśmy więcej czasu na głupotach, na rozrabianiu. Teraz wszystko jest bardziej profesjonalnie. Próby a później odpoczynek w domu. Skończyło się podjadanie chipsów o dwunastej w nocy, skończyło się rozmawianie aż do świtu. Staliśmy się zawodowcami.
Zaczęliśmy wszystko tak jakby od nowa.
Mimo wszystko jednak nie mogłem o nim zapomnieć. Mimo tego, że wiedziałem jak bardzo nas skrzywdził, brakowało mi go.
Brakowało mi go jak cholera.
*I’m still alive but i’m barely breathing…* - usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Najpierw spojrzałem na zegarek – no tak, dopiero dwudziesta pierwsza. Gdyby był tu Louis, zapewne siedzielibyśmy przed telewizorem jeszcze długie godziny.
- Tak, słucham – odebrałem.
- Cześć Harry.
- Jay? – zapytałem słysząc znajomy głos.
- Tak, to ja – odparła kobieta.
- O co chodzi? – zapytałem ponownie. Byłem bardzo zaskoczony.
- Harry, przyjedź do Louisa – powiedziała cicho. Prychnąłem.
- Czemu miałbym to zrobić?
- On was potrzebuje. A szczególnie ciebie – odpowiedziała słabo.
- Och przestań – wybuchnąłem. - Jakby potrzebował, to by zadzwonił albo sam przyjechał. Zresztą właśnie, czemu dzwonisz ty a nie on? Czemu go wyręczasz? – zapytałem zirytowany.
- On....
- Jay, przestań zachowywać się jak dziecko. Louisa już nie ma w naszym życiu.
- Nie, Harry nie mów tak! – powiedziała błagalnym tonem. – Proszę cię, przyjedź. Przyjedź i posłuchaj go. Harry, ja czuję że tracę powoli swojego syna!
- Przesadzasz. Nie bierz mnie na litość – odparłem oschle.
- Harry proszę!
- Pomyślę. Dobranoc – i nie zważając na ciągnący się głos, nacisnąłem czerwoną słuchawkę.
Byłem bardzo zdenerwowany. Po co ona dzwoniła? Skoro Louis nie chciał się z nami skontaktować, czemu robiła to jego matka?
Kompletnie nie wiedziałem, co począć. Jechać do niego?
W sumie, mieliśmy teraz tydzień przerwy w koncertach. Tydzień wolnego, a ja nie zaplanowałem nic, tylko siedzenie w tym ogromnym domu. Może warto?
To pytanie dręczyło mnie całą noc.

*10 marca 2011*

- Jesteśmy na miejscu Harry – powiedział do mnie Paul. Bez wahania zgodził się mnie podwieźć. Byłem naprawdę bardzo wdzięczny.
Dlaczego właściwie podjąłem taką decyzję?
Sam nie wiedziałem. Zdecydowałem, że co zaszkodzi mi się z nim zobaczyć. A może w ogóle nie będzie chciał się ze mną spotkać?
Z wariującym wewnątrz mnie sercem, trzykrotnie zapukałem do drzwi. Usłyszałem jakiś ruch w środku domu i po chwili ujrzałem przed sobą czterdziestoletnią kobietę.
- Och, Harry! – krzyknęła i rzuciła się w moje ramiona wybuchając płaczem.
- Umm… tak, dzień dobry – odchrząknąłem cicho, nie odpowiadając na ten uścisk.
Dlaczego aż tak cieszyła się z mojego przyjazdu?
- Louis… Louis jest u siebie – szepnęła i odsunęła się ode mnie, ocierając łzy z oczu. – Dziękuję – dodała jeszcze.
Kiwnąłem głową i powolnym krokiem udałem się na górę.
Byłem w tym domu tylko raz, ale pamiętałem tę wizytę bardzo dobrze. Mieszkałem tutaj aż tydzień, i był to chyba najbardziej beztroski czas, jaki spędziłem w swoim życiu.
Stanąłem przed oszklonymi drzwiami i wziąłem kilka głębokich oddechów. Wreszcie postanowiłem zapukać.
- Proszę – doszedł do mnie ledwo słyszalny, cichy głos. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
Pokój nie zmienił się wcale, od mojej wizyty pół roku temu. Ściany zdobiły te same plakaty, nawet kołdra obleczona była w tę samą pościel. Louis leżał na boku, tyłem do mnie.
- Ekhem – odchrząknąłem. Zamarł na chwilę i powoli siadając, odwrócił się do mnie.
Jego wygląd mnie zaszokował.
Był strasznie blady i chudy. Kości policzkowe przeraźliwie wybijały się wręcz na zewnątrz, ociągnięte tylko cienkim płatem skóry. T-shirt wisiał na nim jak na wieszaku, eksponując wystające obojczyki.
Jego twarz była pusta i bez wyrazu. Usta wykrzywione w przeciwną stronę niż zazwyczaj, oczy czerwone i zapuchnięte, wpadające do oczodołów i zakryte bezsilnie opadającymi powiekami. Nieogolony z potarganymi włosami.
To nie był ten Louis którego znałem.
- Harry! – krzyknął, jednak nie tak jak zazwyczaj. Teraz z jego ust wydobył się po prostu jakiś cichy skrzek. Ale przez chwilę, jego twarz przybrała innego wyrazu, jakiegoś błysku. Takiego, jaki pamiętałem.
- Umm, cześć – odparłem, starając się zachować spokój.
- Ty… przyjechałeś – wychrypiał, a jego usta powoli wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.
- Twoja mama mnie o to prosiła – powiedziałem oschle. Jego uśmiech znikł tak szybko, jak się pojawił.
- Okej, rozumiem – pokiwał głową i odwrócił wzrok, wpatrując się teraz w swoje okno.
- To wszystko, co masz mi do powiedzenia? – zapytałem, czując jak moje serce zaczyna ponownie przyspieszać.
- A co mam ci niby powiedzieć? – odparł wciąż nieobecnym, pustym głosem.
- Kurwa zostawiłeś nas. Odwróciłeś się do nas plecami w tak ważnym momencie. To jest normalne według ciebie? Chyba należą nam się jakieś wyjaśnienia? – krzyczałem zdenerwowany.
- Tak jest lepiej – wyszeptał.
- No zajebiście jest, dla ciebie tym bardziej. Zarobiłeś ile chciałeś i już ci wystarczy? Już cię nie obchodzi to, co się z nami dzieje? A co jeśli nasz zespół by się rozpadł? Pomyślałeś kiedyś o tym?
- Ale się nie rozpadł.
- Louis do cholery mogłeś wszystko zniszczyć! Nic się dla ciebie już nie liczy? A co z naszą przyjaźnią?
- Tak jest lepiej – wyszeptał ponownie.
- Wytłumacz mi to. No kurwa proszę wytłumacz mi to!
- Tak? – zapytał odwracając się w moją stronę. Jego oczy zaczęły się szklić. Wyglądał teraz jeszcze gorzej. – Chcesz żebym ci wytłumaczył? – dodał drżącym głosem.
Kiwnąłem tylko głową, krzyżując ręce na piersi.
- To na początku powiedz mi coś. Co pisali i piszą ludzie o tobie w Internecie – zaczął, wpatrując się we mnie. Jego głos był słaby i łamał się co chwilę. Wzruszyłem ramionami. Nie często czytałem o sobie w sieci.
- Nie wiesz? – zapytał, patrząc pytająco. – To ja ci powiem. Młody, przystojny, zdolny chłopak, o niesamowitym głosie.
- No może – odparłem.
- A wiesz co pisali o mnie?
- Pewnie to samo – odparłem z irytacją w głosie. Po co mu to było?
- A tu cię zaskoczę. O mnie pisali : beztalencie, zarabiające krocie na ładnej buzi.
- Oj przestań, nie wymyślaj takich głupot – machnąłem ręką.
- Nie? To jak przyjedziesz do domu, to sobie przeczytaj – powiedział mocniej. Przewróciłem oczami, ale skinąłem głową. – Dalej. Ile solówek dostałeś od początku naszej współpracy?
Ponownie wzruszyłem ramionami.
- Ja też nie wiem. Ale ja dostałem jedną, w której pomagał mi Liam – mówił załamując się co chwila.
- Na ten tour dostałeś ich sporo –powiedziałem, ponownie zirytowany.
- Przestań. Nie widziałeś miny Simona, gdy śpiewałeś je ty? Czy nie był zachwycony jak dowiedział się, że to kurwa ty a nie ja będziesz śpiewał te pieprzone solówki? – jego głos był coraz niższy, on sam coraz bardziej zdenerwowany. Łzy płynęły już z jego twarzy ciurkiem. – Jak ty byś się czuł, gdybyś usłyszał Simona, jak rozmawiał z dźwiękowcem, że powinien jednak dać je tobie, bo po mnie to nie wiadomo czego się spodziewać?!– krzyknął. Przez moje ciało przeszła fala dreszczy. Czy on mówił prawdę?
Jego głos rzeczywiście był najmniej wykorzystywany, nauczyciele zawsze męczyli go najdłużej. Ale nigdy nie skarżył się na to.
Ale żeby ktoś żałował, że dał mu jakąkolwiek solówkę? Simon?
Nie, w to nie mogłem uwierzyć.
A Louis kontynuował.
- Nie słyszałeś, jak kilka razy mój mikrofon w x-factorze był ściszany? Nie? A ja kurwa słyszałem. Nie czytałeś co pisali do mnie na twitterze? Na youtubie? Nie? A ja kurwa czytałem! – wrzeszczał wręcz, zanosząc się płaczem. – Usłyszałem wystarczająco dużo opinii, że nie jestem wam do sukcesu potrzebny – powiedział, teraz już spokojniej, jakby sam sobie mówił że nie ma co się denerwować. Złapał poduszkę i patrzył się teraz pusto w ścianę, łkając od czasu do czasu.
-Ale… my byliśmy w piątkę i chcieliśmy odnosić sukces w piątkę – odparłem cicho. Było naprawdę aż tak źle? Nigdy nie zauważałem nic takiego. Louis nigdy nie pokazywał nic po sobie. Zawsze uśmiechnięty. Skąd mogłem wiedzieć, że spotyka go coś tak okropnego.
- Nikt po mnie jakoś nie płakał – wyszeptał, ocierając oczy.
- Tu akurat się mylisz. Wciąż zastanawialiśmy się, dlaczego to zrobiłeś i wciąż liczyliśmy, że do nas wrócisz – powiedziałem drżącym głosem. Moim ciałem zaczęły targać emocje. Louis czuł się po prostu niepotrzebny, dlatego nas zostawił.
- Och Harry !  - spojrzał na mnie czerwonymi, zapuchniętym oczami. – Gdyby to któryś z was odszedł, już po pięciu minutach pod waszymi domami byłaby masa działaczy, a reszta zespołu stałaby przed nimi! Wiedzieliby, że bez was nic się nie uda! Że bez waszych głosów nic już nie ma sensu! A ja? Mój głos nie był wykorzystywany w ogóle! Nic się nie zmieniło w waszym śpiewaniu! Wziąłeś po prostu cztery solówki więcej i tyle! Kto po tobie wziąłby dwieście solówek? To by było niemożliwe! – mówił cicho, wyglądając tak jakby miał zaraz wybuchnąć płaczem. – Jakby Simon od któregoś z was usłyszał, że wasze bycie w zespole nie ma sensu – zaczął teraz jeszcze ciszej, tak że ledwo mogłem go zrozumieć – na pewno nie odpowiedziałby krótkim „okej, skoro tak zadecydowałeś” – i schował twarz w poduszkę, zanosząc się głośnym płaczem.
W moich oczach również pojawiły się łzy. Jak on mógł tak powiedzieć? Jak ja, mogłem nic nie zauważyć?
Czułem się podle. Moja przyjaźń z nim opierała się na śmiechu i żartach. A nie na prawdziwym zrozumieniu. Byłem po prostu okropnym egoistą.
- Louis – zacząłem głośno przełykając ślinę. – Czemu mi o niczym nie mówiłeś?
- A co to by zmieniło? – odparł podnosząc głowę. – Harry ja po prostu jestem beznadziejny. Nie mam pojęcia, dlaczego mnie włączyli do tego zespołu. Gdybym po prostu odpadł, wszystko byłoby łatwiej.
- Nie mów tak – przerwałem mu szybko, robiąc kilka kroków do przodu. – Louis, nam naprawdę na tobie zależy.
- Zależy jak na przyjacielu, a nie jak na członku zespołu – powiedział wpatrując się we mnie przeraźliwie smutnym wzrokiem.
- Nie! – powiedziałem, drżącym głosem. – Bez ciebie nie ma zespołu, staliśmy się jak maszyny do zarabiania pieniędzy – wytłumaczyłem cicho. – Nic już nie jest takie samo.
- Ale brzmicie tak samo, albo lepiej – uśmiechnął się przez łzy. – Czytam o was w Internecie. Teraz nie ma już prawie żadnych obraźliwych komentarzy. Nie ma, bo nikt wam nie może zarzucić że nie umiecie śpiewać. Jak ja byłem, pojawiało się tego mnóstwo.
- Och Louis, ale potrzebujemy cię obok nas! I potrzebujemy twojego głosu! – krzyknąłem, klękając już przy jego łóżku. Złapałem go za rękę.  – Dzięki tobie to wszystko sprawiało nam przyjemność. A teraz? Robimy to wszystko bez serca, bez pasji. Louis, ja cię potrzebuję!
-Simon powiedział, że dla waszego dobra powinienem się od was odizolować, że powinniście się skupić na pracy – odparł mocno zaciskając powieki i zaczął dusić płacz. Zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć, że nasz menager powiedział coś takiego. To było niemożliwe.
- Tak jest lepiej, dla mnie i dla was – szepnął Lou i wsunął się pod kołdrę.
- Dla ciebie? Nie brakuje ci nas? Nie brakuje ci śpiewu? Przecież to kochałeś! – krzyknąłem, podnosząc się z kolan.
Louis gwałtownie odsunął kołdrę i odwrócił się na plecy podciągając koszulkę. Zsunął nieco spodnie od piżamy, a moim oczom ukazał się rząd długich, białych kresek. Gdy ściągnął piżamę jeszcze niżej, na biodrze ujrzałem w takim samym kolorze napis „I can sing”.
- Kochałem to, zanim śpiewanie zaczęło powodować coś takiego – powiedział i szybko zasłonił oblane bliznami miejsce. – Tak jest lepiej. Ja, nie widząc już tych obrzydliwych komentarzy, przestałem się ciąć. A dla was w sumie nic się nie zmieniło. Kiedyś o mnie zapomnicie i będziecie się cieszyć światowym sukcesem – ponownie się uśmiechnął, ale jego oczy wciąż były zamglone łzami.
Tego było dla mnie za dużo. Wybuchnąłem płaczem i wszedłem na łóżko klękając przy Louisie i ujmując w dłonie jego twarz. Widziałem go niewyraźnie, ale na pewno patrzył w moje oczy.
- Lou, gdybyś mi o wszystkim powiedział, znaleźlibyśmy lepsze rozwiązanie – powiedziałem cicho.
- To było najlepsze rozwiązanie – wychrypiał cicho. – Dlatego po prostu wyjdź i przygotuj się do dalszej trasy. Ja sobie poradzę – starał się brzmieć stanowczo, ale doskonale czułem jaki ból sprawiało mu to wszystko.
- Nie. Nie wyjdę stąd bez ciebie – zaprotestowałem, wciąż patrząc w jego oczy.
- Harry zrozum, że tak będzie lepiej – wyszeptał, łapiąc mnie za ręce.
- Louis nic nie jest lepiej! Ja nie umiem bez ciebie funkcjonować! Przepraszam za to, że nic nie zauważyłem. Przepraszam, że byłem pieprzonym egoistą. Pozwól mi siebie stąd zabrać i naprawić to, co spieprzyłem! – błagałem go, muskając ustami jego kruche dłonie.
- Harry… - zaczął – odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie. Wtedy zastanowię się, co będzie dla nas rzeczywiście lepsze.
Pokiwałem twierdząco głową, czując pojawiającą się iskierkę nadziei.
- Czy kiedykolwiek pomyślałeś o tym, że może to i dobrze że odszedłem? – wychrypiał, patrząc się na mnie swoimi zapadniętymi oczami.
Zamarłem.
To było wczoraj.
Wczoraj, przed telefonem Jay. Jak ja do cholery mogłem tak pomyśleć? Jak? Dlaczego w ogóle przyszło mi do głowy to, że Louis opuścił nas bez żadnego powodu? Dlaczego stwierdziłem, że bez niego było dobrze?
- No widzisz Hazz – zacisnął smutno wargi i przymknął powieki. – Wyjdź, bo tak będzie po prostu lepiej – wyszeptał odsuwając się ode mnie na drugi koniec łóżka.
- Ale…
- Po prostu wyjdź.
- Louis!
- Wyjdź! – krzyknął i nakrył na głowę kołdrę, wybuchając płaczem.
Kurwa Styles. Czemu jesteś takim idiotą?
Powoli wstałem z łóźka i wyszedłem, starannie domykając drzwi.
- Harry? – u dołu schodów, obgryzając paznokcie stała Jay. Patrzyła się na mnie pytająco. Powoli zbliżyłem się do niej i po prostu rzuciłem się w jej ramionach, cicho łkając.
- Jay, przepraszam – wyszeptałem. Objęła mnie ramionami i zaczęła gładzić moje plecy. – Przepraszam za to, że nic nie zauważyłem. Skrzywdziliśmy Louisa – dodałem drżącym głosem.
- Ale zróbcie coś – wyszeptała, a na moim ramieniu poczułem powiększającą się mokrą plamę. – Zróbcie coś, bo on po prostu umiera tam na górze.
- Ja… Ja będę robił wszystko, aby mu pomóc – obiecałem, odsuwając się na chwilę. – Tylko dbaj o niego, proszę. Wygląda okropnie.
- Wiem – przyznała, gestem zapraszając mnie do kuchni.  – Napijesz się czegoś?
- Może wody – odparłem i usiadłem, opierając głowę na dłoniach. – Czemu aż tak zmizerniał?
Jay usiadła naprzeciwko, stawiając przede mną napełnioną szklankę.
- Odkąd wrócił, siedzi zamknięty w swoim pokoju. Nie chciał ze mną o niczym rozmawiać, poprosił o niezadawanie pytań. Nie bawi się nawet z dziewczynkami. Cały czas śpi, czasami złapie laptopa na kilka minut. Nie chce nic jeść. Czasami boję się, że może coś sobie zrobić. Wchodzę co kilkanaście minut, aby sprawdzić czy oddycha. Harry… Ja… Ja nie chcę go stracić. Pomóż mu.
Byłem wstrząśnięty. My powoli o nim zapominaliśmy, cały czas byliśmy na niego wściekli. A on leżał tam przez cały czas. Leżał, pewnie wmawiając sobie że tak będzie lepiej. Leżał, nie przejmując się sobą, tylko nami. Naszą karierą.
A co, jeśli niedługo jednak nie wytrzyma i naprawdę coś sobie zrobi? Co jeśli stwierdzi, że najlepiej byłoby gdyby umarł?
Nawet nie chciałem o tym myśleć.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. Obiecuję – wyszeptałem tylko i zerwałem się z krzesła po czym szybko wybiegłem z domu.

**
- Kurwa Simon, jak mogłeś?! – krzyknąłem ze złością wpadając do jego gabinetu.
- Harry nie denerwuj się – odparł spokojnie, wskazując mi ręką krzesełko. Nie skorzystałem. – O co chodzi? – zapytał.
- O Louisa – warknąłem. Simon wyraźnie się spiął. – Dlaczego nie próbowałeś go zatrzymać? – kontynuowałem. – Jak mogłeś po prostu przytaknąć jego decyzji i jeszcze zakazać przyjaźni z nami?
- Harry, Louis jest dorosłym mężczyzną…
- Jest zagubionym mężczyzną któremu powinieneś pomóc. Albo chociaż powiedzieć o tym nam – przerwałem mu.
- Harry, to było najlepsze rozwiązanie – odparł bez wahania i wrócił do przeglądanych wcześniej papierów.
- Najlepsze? – prychnąłem. – A nie sądzisz, że lepiej byłoby jednak powiedzieć mu, że jest nam bardzo potrzebny? Że bez niego już nie będziemy tym samym zespołem?
- Nie umiem..
- Nie przerywaj mi – powiedziałem stanowczo. – Nie łatwiej byłoby powiedzieć publicznie, żeby ludzie przestali krytykować Louisa, bo on ciężko pracuje aby jego głos był coraz lepszy? I że jest świetny, tylko trzeba go dopracować?
- Nie potrzebujecie jego głosu, aby być genialnym zespołem – westchnął.
- Nie mów tak! – zbliżyłem się do niego na kilka metrów. Spojrzał na mnie zdziwiony. – Czy ty wiesz, że on ciął się przez tę nieustającą krytykę? Że teraz leży zamknięty w swoim pokoju i kompletnie stracił chęć do życia? Że czuje się niepotrzebny?
- To nie moja sprawa. To on rozwiązał umowę – wzruszył ramionami.
- A ty nie zrobiłeś nic, aby jednak tego nie robił – odparłem wściekły.
- Nie będę nikogo zmuszał! – warknął.
- Wystarczyłoby słowo od ciebie, żeby został. A ty powiedziałeś tylko ‘okej’. Jesteś świnią.
- Przestań tak do mnie mówić – podniósł się z fotela. Nasze twarze dzieliło już raptem kilkanaście centymetrów.
- Nie. Nie pozwolę by on tam tak leżał. Albo publicznie sprzeciwiasz się krytyce i szykujesz dla Louisa nową umowę, albo ja także odchodzę – warknąłem patrząc się w jego oczy i odwróciłem się na pięcie aby opuścić pokój.
- Harry! – krzyknął za mną. Zdecydowałem się tylko na wyciągnięcie dłoni i pokazanie mu środkowego palca.

**
Wpadłem do domu i od razu włączyłem laptopa. Chłopcy mieli być za pół godziny, do tego czasu chciałem sam się przekonać co pisali o Lou w internecie.
Kompletnie nie wiedziałem od czego zacząć. Więc wpisałem w google po prostu „Louis Tomlinson”
Ukazujące się tytuły artykułów sprawiły, że zamarłem.

„Louis Tomlinson opuścił zespół. Przyznał się, że nie ma za grosz talentu?”

„To wszystko było zaplanowane. Louis ładną buzią i swoją śmiesznością zapracował na sukces zespołu, ale ze śpiewaniem nie ma nic wspólnego”

„Wsłuchajcie się dokładnie śpiewanym wcześniej przez Louisa Tomlinosna coverom. Auto Tune i nic więcej”

„Bez Tomlinsona lepiej, czyli o tym jak odejście członka zespołu pomogło reszcie”

Od początku mówiłem, że on nie umie śpiewać”

Wyłączyłem google.
Ja pierdole.
I to było teraz, gdy Lou mówił że jest o wiele lepiej. Co więc pojawiało się przed jego odejściem?
Włączyłem przeglądarkę jeszcze raz. Tym razem wpisałem „One Direction – x-factor” i od razu spojrzałem na datę napisania danych artykułów. Wszystkie z tamtego okresu.
Otworzyłem po kolei chyba z dwadzieścia i wziąłem się za czytanie.
Pierwszy mówił samą prawdę. Piątka chłopaków którym dano szansę, spełniają marzenia itp. Ale to jeszcze nawet przed pierwszym show na żywo, włączyłem więc inny.
Data sygnalizowała, że było to już po około siódmym występie.

„One Direction robią furorę! Już podbili serca nastolatek. Tylko czy aby na pewno dobrymi głosami?
Analizując każdego z chłopców po kolei. Talent Harry’ego i Liama jest niezaprzeczalny. Chłopcy dysponują fantastycznymi głosami i bez problemu mogliby robić solowe kariery. Niall ma głos nieco inny, czasami występują u niego problemy z czystością, ale śpiewa solówki z powodzeniem. Zayn jak na razie pokazywał się głównie  w „echach”, ale jeśli poćwiczy możemy mieć z niego naprawdę dobry wokal. Louis… no właśnie, tu jest problem”

Zacisnąłem ręce w pięści. Lou do cholery nie był żadnym problemem! Zmusiłem się do czytania dalej :

„O jego głosie nie wiemy zupełnie nic. Zaśpiewał raz coś bardziej solo z Liamem, ale tamten w sumie zagłuszył go swoimi czystymi dźwiękami. Więcej razy go nie usłyszeliśmy.
Jego głos nie przebija się w chórkach. Prawie w ogóle go nie słychać. Nasuwa się więc pytanie : Czy w ogóle jest potrzebny?”

Jak można pisać takie rzeczy? Ludzie nigdy nie usłyszeli, jakim głosem Lou dysponował. Nie wiedzieli że był on krystalicznie czysty, tylko po prostu brakowało mu mocy. Nie wiedzieli, że pracował nad tym godzinami. Dlaczego wypowiadali się na jego temat, skoro nie mieli o niczym pojęcia?

„Wydaje się, że Louis ma po prostu zarabiać na zespół ładną buzią. Innego powodu umieszczenia go w One Direction zupełnie nie widzę. A przesłuchując jego covery na youtubie… Chłopcze, nie psuj wizerunku tego zespołu, bo to chyba przez ciebie nie jesteście szanowani w takim stopniu, jak byście powinni.”

Nic więcej nie było mi potrzeba, bo spodziewałem się że wszystkie inne artykuły mówią o tym samym. Nie mogłem tego czytać. Nienawidziłem tych ludzi z całego serca.
Wszedłem jeszcze na twittera, bo o tym też Louis wspomniał. Zalogowałem się na jego konto. Podał mi hasło jeszcze za czasów x-factora, ale nie korzystałem z tego. Powiedział je w jakiejś przypadkowej rozmowie, a ja zapamiętałem.
Od razu kliknąłem w interakcje. Nie było teraz tego za dużo - kilka „Louis wróć!”, kilka „dobrze że odszedłeś”.
Przewinąłem je do czasu sprzed pół roku. Na początku były raczej miłe, mówiące o tym, że jest przystojny i ma piękny uśmiech. Wszyscy z niecierpliwością czekali na jego solówki.
Po kilku występach na żywo do tych komentarzy dołączyły te negatywne. Czasem wręcz brutalne, np. : 

„@Louis_Tomlinson odejdź z zespołu bo nie umiesz śpiewać”, „@Louis_Tomlinson – największe beztalencie w showbiznesie na zawsze”.

Byłem wściekły. Dlaczego ludzie pisali takie rzeczy? Czy już nie mieli nic lepszego do roboty tylko uprzykrzanie życia innym?

**
- Nie mogę w to uwierzyć… - powiedział Liam z niedowierzaniem kręcąc głową. Opowiedziałem im już wszystko, poparłem przykładami z Internetu. Co więcej było trzeba?
- Musimy do niego jechać i go przeprosić, jak najszybciej – dodał Niall. Wszyscy pokiwali twierdząco głową.
- Wolałbym jednak poczekać – wtrąciłem się. Spojrzeli na mnie zaskoczeni. – Rozmawiałem z Simonem. Zagroziłem, że jeśli nie zabierze głosu w sprawie tej krytyki i nie przywróci Louisa do zespołu, ja również odchodzę – dodałem.
Bardzo bałem się ich reakcji. Oni jednak tylko pokiwali ze zrozumieniem głowami.
- Masz rację Harry. Ja też nie chcę tak dalej pracować. Nie chcę być jak robot – przyznał Zayn i podszedł do mnie klepiąc po ramieniu. – Jeśli nie przywrócą Lou, ja też odchodzę.
- Ja też – dodali w jednej chwili Niall i Liam.
- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – uśmiechnąłem się lekko i wszyscy zagłębiliśmy się w mocnym uścisku.

*13 marca 2011*

Miałem deja vu. Znowu stałem pod tymi samymi drzwiami. Znowu zapukałem i usłyszałem to samo,  słabe „proszę”.
Louis leżał zwinięty na łóżku, tak samo jak dwa dni temu.
Tym razem jednak nie odchrząknąłem, nie wiedząc co robić. Tym razem podszedłem do niego powoli i ułożyłem się tuż obok na łóżku, obejmując go rękoma. Zaskoczony odwrócił się w moją stronę.
- Harry? – zapytał cicho. Wyglądał jeszcze gorzej niż ostatnio. Jego twarz była jeszcze szczuplejsza i przybrała niemal szarawy odcień, usta stały się sine a oczy wciąż były zapuchnięte od płaczu.
- Louis – zacząłem odgarniając z jego czoła kosmyk grzywki – przepraszam.
- Przecież nie masz za co przepraszać. Nie możesz mówić ludziom, żeby przestali pisać takie okropne rzeczy.
- Ale powinienem coś zauważyć i ci pomóc. Albo chociaż po tym wszystkim zrozumieć, że coś musiało się stać i dowiedzieć się co. A nie myśleć o tobie w taki sposób jak myślałem – szeptałem przepraszającym tonem. – Jestem pieprzonym egoistą, ale chcę to teraz naprawić.
- Nie mów tak – przerwał mi, a w jego oczach pojawiły się łzy.
- Mówię tylko prawdę. Dopiero teraz zrozumiałem, że One Direction bez ciebie nie ma sensu.
- Przecież macie mnóstwo fanów. Osiągnęliście sukces.
- To Simon go osiągnął. Bez ciebie nawet nie umiemy się z niego cieszyć. Wszystko jest takie smutne i bezbarwne. Louis, my nie istniejemy. Szczególnie ja – wychrypiałem nerwowo przygryzając wargę.
- Ja… - zaczął słabo – Ja też nie umiem bez ciebie żyć – przyznał i wybuchając płaczem przysunął się bliżej mnie i wtulił się w moje ramiona.
Leżeliśmy tak kilka minut, gdy przypomniałem sobie, co miałem zrobić.
- Louis, chciałbym żebyś kogoś zobaczył – wyszeptałem i wysunąłem się z jego objęć. Ocierając łzy podszedłem do drzwi i otworzyłem je, mrugając do chłopaków na znak, że mogą wejść,
Twarz Louisa zamarła. Nie wiedział co się dzieje. Usiadł na łóżku, oparł brodę na delikatnych dłoniach, pokręcił z niedowierzaniem głową i rozpłakał się jeszcze bardziej.
Szybko podbiegliśmy do niego i uścisnęliśmy jak najmocniej. Więź, którą straciliśmy miesiąc temu powróciła na nowo.
- Tęskniliśmy za tobą, Lou – powiedział cicho Liam.
- Ja też za wami tęskniłem – wyszeptał Louis, mocniej przyciągając nas do siebie. – Ja… chyba już nie umiem bez was funkcjonować.
- To tak jak my – przyznał Niall. – Bez ciebie Lou… my nie byliśmy zespołem. Byliśmy grupą ludzi śpiewających razem, ale nie zespołem.
- I chcemy żebyś wrócił – powiedział szybko Zayn.
Louis odsunął się od nas powoli i patrzył dziwnie zagubiony.
- Nie ja… ja chyba naprawdę nie powinienem śpiewać – wyszeptał spuszczając głowę. Szybko przysunąłem się do niego i objąłem ramionami.
- Lou, kochanie nie mów tak. Od dzisiaj nie pozwolimy nikomu mówić takich strasznych rzeczy. Ludzie usłyszą twój piękny głos i się zamkną, rozumiesz? – powiedziałem drżącym głosem. – Jak ty nie wrócisz, my się rozpadniemy. Nie możemy sobie wybaczyć tego, że nie widzieliśmy twojego cierpienia.
- Czemu nam o niczym nie powiedziałeś? – zapytał łagodnie Niall.
- Bo… Ja po prostu nie chciałem żeby ludzie przeze mnie was znienawidzili. Wiedziałem, że gdybym wam powiedział, zaraz zaczęlibyście mówić o tym publicznie, pisać itp. A to mogłoby doprowadzić do tego, że wszyscy by się od was odwrócili.
- Ale ty cierpiałeś tak bardzo – pogładziłem go po włosach.
- Wy zawsze byliście ważniejsi – szepnął.
- Louis – odsunąłem się od niego. – Jeśli chcesz dla nas jak najlepiej, to po prostu wróć. Wróć i śpiewaj z nami tak jak wcześniej. Prosimy.
Na jego chudej twarzy wciąż widoczne było niezdecydowanie.
- Powiedz po prostu tak – wychrypiałem.

*25 marca 2011*

Dziennik brytyjski „The Sun”

ONE DIRECTION PO PIERWSZYM KOCNERCIE Z LOUISEM TOMILNSONEM!

Louis Tomlinson, który odszedł z zespołu miesiąc temu znów wystąpił na scenie!

Przypomnijmy, że artysta wyznał w jednym z pierwszych po powrocie wywiadów iż powodem tej przerwy była wszechobecna krytyka w stosunku do jego osoby. Jednak chłopcy namówili go do powrotu i znów mogą występować w pełnym składzie, z czego nie kryli zadowolenia. Podczas trwania koncertu, po raz kolejny zabrali  głos w sprawie bezczelnych komentarzy które tak bardzo dotknęły ich przyjaciela. Harry Styles wyznał ostrym tonem, że ma nadzieję iż nikt, kto pisał takie rzeczy do Louisa nie będzie miał już czelności aby przyjść na ich koncert. Liam Payne dodał także, że jeżeli komuś nie podoba się cokolwiek, może krytykować cały zespół a nie pojedynczych członków.

O tym samym mówili oni w ubiegło tygodniowych wywiadach. Dowiedzieliśmy się też wtedy, że przez dłuższy czas chłopcy nie byli świadomi czym spowodowane było nagłe odejście Louisa i gdyby nie jego mama, mogliby się tego nigdy nie dowiedzieć. Sam Tomlinson powiedział, że uważał swój krok za słuszny, dopóki nie przekonał się jak bardzo jest zżyty z czwórką przyjaciół. Wpadł w poważne załamanie nerwowe, którego skutki wciąż widzimy – najstarszy członek zespołu waży tylko 48kg. „Pracujemy nad tym i widzimy wyraźne efekty” – wypowiedział się prywatny lekarz zespołu. Czyli prawdopodobnie nie chcielibyśmy widzieć chłopca zanim te efekty stały się widoczne.

Sam koncert był bardzo widowiskowy. Piosenki brzmiały perfekcyjnie, a powrót Louisa dodał im nowej świeżości.  Chłopcy podczas każdej możliwej okazji przyznawali jak bardzo brakowało im przyjaciela i bardzo wspierali go, tuż przed śpiewaniem solówek.
I muszę tu przyznać, że głos Tomlinsona był genialny. Może gdyby Simon Cowell wcześniej zadecydował się pokazać światu jego talent, młody chłopak  takich okropnych rzeczy nigdy w życiu by nie doświadczył?

****************************************************************************
Trochę niespodzianka  ;D
Napisany bardzo od serca. Pamiętam, gdy tylko pierwszy raz usłyszałam One Direction, natknęłam się na krzywdzące opinie w stosunku do Louisa. Dlatego teraz, gdy przesłuchiwałam sobie ponownie ich występy z x-factora, moja głowa kazała mi napisać coś takiego - pierwszy w życiu One Shot, nie żaden dodatek tylko po prostu shot. 
I opisałam akurat Lou w takiej sytuacji, ale równie dobrze mogłam tu postawić każdego z nich.
Nie ukrywam, wolę pisać opowiadania, bo tutaj mam wrażenie, że wszystko dzieje się jakoś za szybko. Ciekawe jak Wy go odebraliście. Liczę na opinię od każdego kto przeczyta - pozytywne i negatywne oczywiście też.
Kocham Was!
A, jeszcze gwoli wyjaśnienia. Ten Ktoś kogo poznałam nie jest JESZCZE moim chłopakiem :) Poznaliśmy się u znajomych, chodzimy razem do szkoły ale teraz dopiero zaczęliśmy rozmawiać. Poznajemy się powoli i myślę że dopiero za jakiś miesiąc coś wyniknie :DD Ale dzieki za życzenia Miśki <3
Aa, no i chcę publicznie podziękować @ania95_official że znosi dzielnie to, jak piszę do niej o nim w przynajmniej 70% ostatnich smsów ;** Jak ktoś chce coś posłuchać, to jestem chętna na twitterze, lubię o nim rozmawiać, haha ;D
@lifetastegreat


33 komentarze :

  1. fuck. Nie moge dodać komentarza z telefonu. Mam nadzieję, że teraz wszystko dobrze pójdzie. W połowie shota się popłakałam. Serio. Jest cudowny. Akcja wcale szybko się nie toczy. Jest w sam raz. Pisz dalej. Kocham Cie :* <3

    @ania95_official
    lovehatefriendshipfame.blogspot.com
    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny *0*
    @maybeilikeu

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny shot, poplakalam sie juz w pewnym momencie i dupa, nie moglam nic przeczytac tylko latalam po domu szukajac chusteczek.
    Masz wielki talent! ♡

    @love_my_gay

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne *.* to jest takie prawdziwe i smutne. Popłakałam się. Życzę żeby ten KTOŚ został wkrótce twoim chłopakiem :* możesz do mnie napisać. Chętnie o nim pogadam
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  5. Popłakałam się cudowne! Ja uważam że Lou ma cudowny głos a szczególnie 'Moments' i 'more then this' a teraz jeszcze BSE tam cudownie śpiewa solówkę!
    Ja również życzę żeby 'ten ktoś' wkrótce został twoim chłopakiem i żebyście się mało kłócili! Pozdrawiam i czekam na nowe opowiadanie lub one-shorta.
    Marzena ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny *-* nie powiem ale też plakalam w pewnym momencie :')
    Hahaha powodzenia z tym chłopakiem :DD

    @emkaa_bitch

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, fantastyczny!
    Muszę przyznać, że wolę one-shoty. Temat jest idealny, nic nie dzieje się za szybko. Genialne.
    A jeśli chodzi o tego chłopaka... xD To życzę powodzenia ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Super ! <3 Ja wgl nie rozumiem "tych ludzi" którzy nie lubią Lou ? Ja go uwielbiam jest genialny <3 Ma taki sliczny głos i jest pełen życia i ma poczucie humoru.. Idealnie się w piątke dopełniaja :d

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG to jest świetne ;)
    Takie lekkie i po prostu..... miłe ;)
    To mi przypomina jak sama oglądałam x factor i byłam zszokowana tym, że Louis nie miał solówek. Siedziałam z otwartą buzią, po piosence gdzie nawet nie miał chórku. Nic. Słowem sie nie odezwał do mikrofonu.
    Wow dobrze, że nie stało się tak jak to opisałaś. Smutno mi jak widziałam, że Lou jest krytykowany. Awww ale prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko
    http://larrystylinson-stories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Shot cudowny! Piszesz tak świetnie, że nie wiem kto miałby Ci wystawić negatywny komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowny jest ten shot ! <3 słowa uznania <3 jest piękny po prostu <3 nie jestem w stanie nic więcej z siebie wydusić, a pisanie kolejno synonimów to piękny, świetny, cudowny, nie ma sensu ;3 przyznam, że podczas pierwszej wizyty Harrego u Lou popłakałam się... to jest naprawdę bardzo emocjonujący OS ;'3
    kocham Cię <3
    // @ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziwnie tak czytac o Larrym jako przyjciołach, ale OS podobał mi się:). Nie moge się doczekac opowiadania. Brakuje mi ciągłego oczekiwania na rozdziały :). Śmiało, pisz do mnie na tt, jeżeli będziesz miała ochotę. Jestem ciekawa, jak to się wszystko u cb potoczy :) - mam nadzieję, że będziesz bardzo szczęśliwa:). Do napisania - Tuńczyk

    OdpowiedzUsuń
  13. Śliczne, płakałam ;-; A jeśli chodzie o tego KOGOŚ to możesz do mnie pisać :***** @EFlegiel

    OdpowiedzUsuń
  14. No i masz kurwa /sorki/ popłakałam się ! Na poczatku zaczeło mi się w brzuchu przewracać, potem myślę, Lou zaraz wróci, a tu dupa i w bek, beczałam i beczałam , tak wyłam że myślałam że mi kompakty z oczu wypłyną/ ślepa jestem jak krecik prawie/. No ale koniec boski , cudny, kochany i wogóle. Dziekuję. Fajne, jednak wolę opowiadania z rozdziałami, ale takie coś krótkie też może być. Nawet nie moge sobie wyobrazić jakby Lou w realu odszedł. O Boże spać nie będe mogła. Starsza młodzież.

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowny One Shot, popłakałam się ;-;

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest, znalazłam chwilę, żeby przeczytać *.*
    I oczywiście nie ma co się sprzeczać, to jest świetne. Też zawsze było mi szkoda Louisa, gdy ciągle był krytykowany... I Ty świetnie przedstawiłaś to, co mogło się wydarzyć. Na początku czytania tego miałam łzy w oczach :') Co znaczy, że to jest naprawdę genialne.
    Haha, tak w ogóle to znów życzę powodzenia i trzymam kciuki za tego chłopaka <3 Na pewno Wam się uda :D
    ~MGReyback
    Larry Stylinson Camp

    OdpowiedzUsuń
  17. Nawet nie wiem co mnie tak ciągnie do tych opowiadań z 1D ale są świetne. Oczywiste o twoich mówię ;) To. Było. Emejzing. Ołsom. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Przepraszam że dopiero teraz komentuję, ale nie mogłam sie zabrać do napisania jakiegoś dłuższego, mądrego komentarza ale nadal nie mam pomysłu. Ten shot urzekł mnie i normalnie, nie mogłam sie pozbierać. Jest świetny, liczę na to że szybciutko wstawisz nam coś równie zajebistego. :3

    Zapraszam do siebie. @Horan_Shawty

    OdpowiedzUsuń
  19. Louis, Liam, Niall, Zayn i Harry- to jest właśnie One Direction. Uzupełniają sie nawzajem i gdyby któryś z nich odszedł to nie byłoby już 1D. Wspaniały one shot :')

    I życze wam aby coś z tej znajomości wyszło ;]
    @Mysia_69

    OdpowiedzUsuń
  20. Płaaczę !!!!!! :')
    Masz wielki talent, bardzo mi się spodobało to co napisałaś....alr gdyby faktycznie któryś z nich odszedł...to niebyłoby to samo One Direction :c

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja pierdziele. to jest piękne, cudowne, wspaniałe ♥ przez cb się popłakałam :') od teraz czytam każde twoje opowiadanie, shota czy cokolwiek napiszesz ;)
    @sensiqe

    OdpowiedzUsuń
  22. JAK możesz mi to robić?.... serio nie wiem czy przy czytaniu najsmutniejszego opowiadania, przy którym płakałam 5067092365092 razy, nie płakałam TAK dużo jak przy tym one shot'cie oczy mnie od MRUGANIA bolą, czuje jakbym jest jakim klejem skleiła, wypłakałam 2 CALUSIEŃKIE chusteczki, ale chyba wode z nich mogę wycisnąć teraz hahahha masakrycznie smutny ale KURWA ZAAAJEBISTY XX

    OdpowiedzUsuń
  23. To było piękne. Poplakalam się :( nie jestem jakąś wielką fanką, ale uwielbiam czytać opowiadania o nich <3 zwykle mówią o przyjaźni lub miłości, która przetrwa wszystko. To jest piękne opowiadanie. Jest też uniwersalne, bo ludzie jednym glupim i nieprzemyslanym zdaniem a nawet słowem zranić drugiego człowieka. A jakoś krytyką zawsze bardziej się przyjmujemy niż pochwalami. Jeszcze się tak przyjęło, że ludzie slawni się tym nie przejmują a jednak tak nie jest. Każdy się trochę przejmuje tym co mówią inni. Czasem trzeba się po prostu pomyśleć jak czuje się ten, kto to czyta. No ale wszystkim nie wytlumaczysz :( PIĘKNE <3 pisz dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. To było piękne. Poplakalam się :( nie jestem jakąś wielką fanką, ale uwielbiam czytać opowiadania o nich <3 zwykle mówią o przyjaźni lub miłości, która przetrwa wszystko. To jest piękne opowiadanie. Jest też uniwersalne, bo ludzie jednym glupim i nieprzemyslanym zdaniem a nawet słowem zranić drugiego człowieka. A jakoś krytyką zawsze bardziej się przyjmujemy niż pochwalami. Jeszcze się tak przyjęło, że ludzie slawni się tym nie przejmują a jednak tak nie jest. Każdy się trochę przejmuje tym co mówią inni. Czasem trzeba się po prostu pomyśleć jak czuje się ten, kto to czyta. No ale wszystkim nie wytlumaczysz :( PIĘKNE <3 pisz dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Omg!!!!
    GENIALNY MATKO!
    serio świetny
    Sama płakałam ;ccccc

    @kika1613

    OdpowiedzUsuń
  26. Piękny!!! Płakałam ;) Cudooowny <3

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie ma to jak nie słuchać 1D i cieszyć mordę na widok Larry'ego XD
    Świetnie piszesz, bardzo mi się podoba, mimo że takie krótkie <3

    Ten blog właśnie trafił to moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kocham go omg świetny

    OdpowiedzUsuń
  29. ahh.. mam taki pracowity dzień w pracy, że znowu to przeczytałam :)

    boski...

    @nala292

    OdpowiedzUsuń
  30. Popłakałam się :c Nie wyobrażam sobie tego, że którykolwiek z 1D mógłby odejść. Oni są perfekcyjni. W końcu jeden kierunek >>>>> . Mam nadzieję, że nigdy się tak nie stanie, bo każdy z chłopców dopełnia zespół <3

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny <3
    Czekam na nn :)
    W wolnej chwili zapraszam do siebie http://wind-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń