czwartek, 10 października 2013

007 - ROZDZIAŁ 7



CZyżbym znalazł Rozwiązanie?


*15 października 2013*
~~LOUIS~~

List znaleziony kolejnego dnia pod drzwiami nie był dla mnie już żadnym zaskoczeniem. Obudziłem się dużo wcześniej niż wciąż zły na mnie Liam i udając się do toalety, dojrzałem kartkę z napisem :

Nie bój się mnie

Jednak tym razem nie spanikowałem. Wiedziałem, że to nastąpi, więc jak gdyby nigdy nic wziąłem tę kartkę i spuściłem w toalecie. Zaraz po tym skierowałem się w stronę szafki, wyciągnąłem jedną z trzech pozostałych  żyletek i wykonałem dwa szybkie, proste cięcia na lewej ręce.

Moje usta natychmiast wykrzywiły się w połączonym z uśmiechu i bólu łuku. Wyglądałem troche jak psychopata, ale nie dbałem o to. Najważniejsze było to, że prawdopodobnie znalazłem rozwiązanie.
Cierpliwie poczekałem, aż nieco krwi spłynęło po mojej dłoni do umywalki a reszta utworzyła cienki skrzep. Umyłem ręce, spłukałem resztki czerwonej cieczy nie zostawiając śladów. Żyletkę owinąłem w papier toaletowy i wyrzuciłem do kosza.

Zadowolony otworzyłem drzwi łazienki, nasłuchując dźwięków wydawanych przez mojego współlokatora. Nie usłyszałem nic, ale mimo to niemal biegiem dotarłem do mojego pokoju aby się przebrać i naciągnąć na siebie luźny sweter. Pogoda na szczęście pomagała mi ukryć to co chciałem. Piętnaście stopni to nie jest temperatura na bluzki z krótkim rękawkiem.

- Idziesz na uczelnie? – Liam właśnie wyszedł ze swojego pokoju w samych bokserkach.

- A czemu miałbym nie iść? – zapytałem, patrząc na niego ze zdziwieniem. Ten zatrzymał się niepewnie i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.

- Nie było kolejnego listu? – zapytał.

- Był – odparłem pewnym tonem. – Ale spuściłem go w toalecie, nie mam zamiaru czytać takich bzdur. – I wyminąłem wmurowanego w podłogę Liama kierując się w stronę kuchni.

- I ty… Nie przejąłeś się tym? – zapytał z niedowierzaniem.

- Jak widać – odpowiedziałem usatysfakcjonowany.

- O Boże, Lou… Jestem z ciebie taki dumny! – niemal krzyknął z podekscytowania i podbiegł do mnie, bardzo mocno mnie ściskając. – Ja… Przepraszam za wczoraj, byłem trochę szorstki…

- Chyba to mi pomogło. Nie musisz przepraszać – przerwałem mu szybko.

- Ech… Nawet nie wiem co powiedzieć. Po prostu jestem z ciebie dumny i tyle.

- Dzięki Li – wyszeptałem, klepiąc go po plecach.

- Nawet się trochę wzruszyłem – zaśmiał się głośno, ocierając kilka pojedynczych łez ze swoich policzków.

- To idź się spokojnie wykąp, zrobię nam kawę.

- Okej – odparł uradowany i niemal w podskokach udał się w stronę łazienki.

Już bardzo długo nie widziałem go tak szczęśliwego. I było mi strasznie głupio, że kiedyś pewnie zorientuje się że ta radość była przedwczesna.

Cięcie się to chyba kolejny powód żeby umieścić mnie w wariatkowie, ale mimo to pomaga uciec od tamtej nocy. Dlatego na razie, dopóki nie znajdę lepszego wyjścia po prostu nikt nie będzie o tym wiedział. Później, gdy już Harry da mi spokój, może powiem Liamowi, że radość w tym momencie nie była uzasadniona. Ale wtedy, widząc ze już sobie z tym świetnie radzę nie będzie miał o to żadnych pretensji, może jedynie odrobinę żalu.

Tak jak obiecałem, zrobiłem nam kawę i kilka kanapek na śniadanie. Zjedliśmy żartując i śmiejąc się, jakbyśmy byli w pierwszej liceum. Już dawno nie było w naszym mieszkaniu tak głośno.

Po śniadaniu szybko zebraliśmy książki i wyszliśmy, wciąż w znakomitych nastrojach. Autobus przyjechał punktualnie, dlatego kilkanaście minut przed rozpoczęciem wykładów, byliśmy już przy bramie uczelni.
- O Boże, Louis, idziemy do domu – usłyszałem nagle słaby głos Liama.

- Co ty pieprzysz? – zaśmiałem się z tego bełkotu, spoglądając na niego ze zdziwieniem.

- Louis… - w tym momencie zrozumiałem, o co mu chodzi.

Jakieś dwadzieścia metrów ode mnie, ujrzałem wysoką, szczupłą postać. Czarne rurki i jasnobeżowy sweter podkreślały jego sylwetkę, a buty były oznaką wspaniałego stylu. Loki, ułożone w nieładzie jak zawsze, otaczały jego gładką twarz, niesfornie opadając na czoło. A zielone oczy… wpatrzone były we mnie.

- Louis idziemy – Liam złapał mnie za ramię.

- Co? – spojrzałem na niego zdziwiony. – Mam walczyć, tak?

- Ale nie dzisiaj, nie jesteś na to gotowy…

- Liam, ja wiem lepiej na co jestem gotowy a na co nie – odparłem i nawet nie spoglądając na niego, wyrwałem się z jego objęć i już pewnym krokiem zmierzałem w stronę jego.

Nie sądziłem, że żyletki pomogą mi w aż takim stopniu. Dopiero teraz, widząc że dzięki tym bliznom Harry nie robi na mnie najmniejszego wrażenia poczułem, jaką one mają moc! Dzięki nim wiedziałem, że jestem na tyle odważny by sam sobie zadać ból i myśl że miałby mi go zadać ktoś inny nie była już w żadnym stopniu tak przerażająca jak kiedyś.

Stanąłem przed nim, wyprostowany i pewny siebie, nie skulony i zmartwiony jak ostatni raz – na rozprawie w sądzie. Poczułem nagły przypływ adrenaliny i z moich ust, jak nauczony na pamięć wiersz, posypały się słowa :

- Zostaw mnie w spokoju. Jesteś obleśnym zboczeńcem i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Jeśli dostanę od ciebie jeszcze jakiś jeden list, pójdę z tym na policję i zamkną cię znowu. Nie wiem co kombinujesz ale chcę żebyś wiedział, że nie boję się ciebie tak jak wtedy. Mam Liama i innych ludzi, którzy staną za mną w obronie. Nie jestem już taki bezradny. Dlatego jeśli nie chcesz zgnić w więzieniu, radziłbym ci zostawić mnie w spokoju.

Przez cały monolog, Harry wpatrywał się we mnie bez cienia emocji na twarzy. Nie było na niej tego złośliwego uśmieszku co kilka lat temu, nie było jakiejś oznaki triumfu. Po prostu stał i patrzył na mnie, jak uczeń jest wpatrzony w nauczyciela. Jakby chciał mnie jakoś przejrzeć, zbadać, zrozumieć.

- Louis, ja nie chcę cię skrzywdzić – wychrypiał cicho. Przez jego twarz przemknęła jakby… skrucha? Hmm, nie mam pojęcia co to było.

- Wtedy pewnie też nie chciałeś – prychnąłem i odwróciłem się na pięcie, chcąc dotrzeć już do Sali wykładowej, jednak on złapał mnie za nadgarstek.

- Auuu – syknąłem głośno, wyrywając się z jego uścisku i szybkim krokiem udałem się w stronę budynku

- Louis nie rób tego, proszę! Przepraszam,  tak cholernie cię przepraszam i proszę, porozmawiaj ze mną! 

Daj mi szanse, żeby to jakoś naprawić! – krzyczał za mną. Nie wierzyłem w żadne z tych słów, nawet nie zaprzątałem sobie nimi głowy. Po prostu dumny sam z siebie, u boku dumnego ze mnie Liama, podążyłem na zajęcia.

***

- Panie Tomlinson! – usłyszałem za sobą niski głos profesora od histologii.

- Tak ?- odwróciłem się szybko.

- Chciałbym chwilę porozmawiać. Mógłby pan zostać sekundkę? – poprosił.

- Oczywiście – odrzekłem i natychmiast krzyknąłem do Liama :

- Poczekaj na mnie na zewnątrz!

Odpowiedział kiwnięciem głową i znowu odwróciłem się w stronę profesora.

- Zapraszam do mojego gabinetu.

Podążałem za nim, mijając chyba wszystkie sale wykładowe i ćwiczeniowe na uczelni. Szliśmy kilka minut, po czym wreszcie gestem ręki zaprosił mnie do niewielkiego pomieszczenia.

Gabinet był wyszykowany w bardzo nowoczesnym stylu. Biurko było przeszklone, a wszystkie meble w kolorach biało-czarnych. Na ścianach wisiało mnóstwo dyplomów i zdjęć, a przez dwa duże, w połowie zasłonięte okna wpadała dość duża ilość swiatła.

- Proszę usiąść – uśmiechnął się i wskazał mi ręką duży, skórzany fotel, oczywiście czarny. Podziękowałem ciepłym uśmiechem i zająłem miejsce.

- Panie Tomlinson. Nie będę owijał w bawełnę. Jest pan bardzo inteligentnym i utalentowanym studentem, a tacy nie zdarzają się często.

- Dziękuję – odparłem szybko, czując że moje poliki oblewają się purpurą. Jednak w całym ciele poczułem przyjemne ciepło. Naprawdę tak o mnie myśli?

- Mówię tylko prawdę. Ale spokojnie panie Tomlinson. Nie wezwałem pana po to, aby wyłącznie chwalić. – Okej, całe ciepło szybko się ulotniło. Za szybko popadłem w samouwielbienie.

- Tak, oczywiście – odparłem po długim odchrząknięciu.

- Chodzi mi o to, że uczelnia potrzebuje zdolnych studentów którzy mogliby przeprowadzać badania. Badania innowacyjne – nad nowymi lekami, nowymi sposobami leczenia. Nasza uczelnia jest świetnie wyposażona w odpowiedni sprzęt.

- Ale o ile się nie mylę, już na początku poprzedniego semestru wybrana została grupa z mojego roku, aby te badania prowadzić – wtrąciłem.

- Tak, ma pan rację. A dlaczego pana nie ma w tej grupie? – zapytał splatając ręce.

- Hmm… Prawdopodobnie jestem po prostu za słaby – odparłem spokojnie.

- A właśnie, że nie! Panie Tomlinson! Swoimi umiejętnościami i inteligencją przewyższa pan każdego z tamtych studentów. Jednak nie mogliśmy pana zatrudnić, gdyż… po prostu za często miewa pan gorsze dni.

- Gorsze dni? – poprawiłem się w fotelu. Trochę mnie to zaintrygowało i zdenerwowało, nie powiem, że nie.

- Tak. Zbyt często opuszcza pan zajęcia na uczelni, jest pan po prostu nieobliczalny. Jednego dnia, gdy pokazuje pan swoje umiejętności w pełnej krasie, jest pan najlepszym studentem na roku. Jednak następnego dnia, przy następnych ćwiczeniach jest pan myślami nieobecny i robi najbardziej banalne błędy, w dodatku nie stosując się do uwag. Naprawdę nie mam pojęcia skąd to się bierze. Mógłby mi pan to jakoś wytłumaczyć?

Znowu poprawiłem się w fotelu i chrząknąłem. Co mam mu powiedzieć?

- Ja… Ja mam po prostu małe problemy… osobiste – wydukałem, czekając na reakcję.

- Problemy osobiste? A może uczelnie mogłaby jakoś temu zaradzić? – zapytał, naprawdę przejmując się moimi słowami.

- Nie, nie, raczej nie – odparłem szybko, próbując uspokoić go krótkim uśmiechem.

- Rozumiem. Chciałbym jednak dać panu pewne ultimatum. Zależy mi na tym, aby dołączył pan do grupy badawczej. Jednak dopóki to zachowanie się nie zmieni – po prostu nie mogę. Potrzebuję odpowiedzialnych ludzi.

- Tak jasne, rozumiem.

- Więc zrobimy tak. Pan przez dwa miesiące nie opuści żadnych zajęć i będzie miał najlepsze oceny z ćwiczeń, co nie jest  aż tak dużym wyzwaniem. Nawet podczas tych „gorszych dni” prosiłbym, aby pan zjawił się na uczelni. Nawet z jakąś chorobą, wtedy po prostu zwolnię pana do domu. Jeśli przez te dwa miesiące, będzie pan stosował się do tych zaleceń, dołączę pana do grupy badawczej. Przypominam też, że miesięczne wynagrodzenie dla jej członków wynosi 500 funtów. Jak na studenta to chyba dosyć sporo.
- 500 funtów? – zapytałem cicho, niedowierzając w usłyszane przed chwilą słowa. Ja pierdziele!

- Mam więc nadzieję, że za dwa miesiące spotkamy się w laboratorium – uśmiechnął się, wstając ze swojego fotela.

-Też mam taką nadzieję – z szerokim uśmiechem uścisnąłem jego dłoń. – 500 funtów! – szepnąłem z niedowierzaniem kręcąc głową. – Do zobaczenia ! – krzyknąłem jeszcze i szybkim krokiem podążyłem do wyjścia. Przebiegłem korytarz w kilkadziesiąt sekund i z impetem otworzyłem przeszklone drzwi przez które ujrzałem już mojego przyjaciela.

- Liam, wiesz że… - urwałem, znowu widząc przed oczami sylwetkę. Stał w tym samym miejscu co rano.

- Co wiem? O czym chcesz mi powiedzieć? Louis! Lou! – próbował jakoś odwrócić moją uwagę. - Louis, chodźmy już, nie musisz rozmawiać z nim dwa razy dziennie. – Liam złapał mnie za ramię. - Chyba dobitnie wytłumaczyłeś mu wszystko rano.

- Widocznie nie aż tak bardzo dobitnie – odparłem szeptem, szybko zrzuciłem z siebie jego dłoń i ruszyłem ponownie w stronę mężczyzny z lokami.

- Czy ty do cholery nic nie rozumiesz? Ile razy mam powtarzać? Nigdy nie zapomnę  tego co mi zrobiłeś! I to jest bez znaczenia, czy będę wierzył że chcesz mnie przeprosić czy nie, po prostu zawsze będziesz dla mnie ohydnym zboczeńcem! – wrzasnąłem. Oddychałem szybko i płytko, na moim czole już świeciły się kropelki potu. Zacisnąłem zęby i jeszcze przez moment wpatrywałem się  w jego zielone oczy, po czym złapałem postawioną na ziemi torbę i zrobiłem krok w stronę Liama.

Tylko jeden, bo później zatrzymałem się na chwilę słysząc szept :

- Nie zapomnij. Ale wybacz.

Czy to była skrucha? Wstyd? Ból?

Pomyślę  w domu.

Pewnie z żyletką w dłoni.

~`HARRY~`

- Niall, nic do niego nie przemawia. Nie chce czytać tych listów, jak ja mam go zachęcić? -  jęknąłem, wkładając w usta długopis. Już od godziny siedziałem nad tą kartką a nie napisałem jeszcze ani słowa.

- Może zacznij od jakiś bardziej i intrygujących słów? – Niall podsunął niepewnie.

- No ale jakie mogą być intrygujące słowa z ‘przepraszam’? – zapytałem bezradnie.

- A może… Może już czas, żebyś opowiedział mu powód twojej zmiany? – wydukał blondyn i z niecierpliwym wzrokiem wpatrywał się we mnie, szukając reakcji.


- Tak myślisz? – szepnąłem, wpatrując się w strzelający w kominku ogień. – Dzięki Niall – rzuciłem i natychmiast udałem się do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.

__________________________________________________________________________________________________________

Jestem punktualnie ;)
Kochani po raz kolejny dziękuję za tak ogromną ilość wyświetleń, komentarzy, wszystkiego. Naprawdę, nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, jaką przyjemność sprawia mi każde słowo napisane przez Was tam na dole. Uśmiech gwarantowany :)
Blog ma już naprawdę sporo czytelników, jednak chciałabym, abyście pomogli mi jeszcze trochę dotrzeć do innych Larry Shippers. Pod każdym postem, jest taki znaczek do udostępnienia na twitterze. Moglibyście zrobić to dla mnie? Udostępnić rozdział, bądź adres całego bloga? Kto wie, może akurat kogoś zachęcicie? :)
No i jeszcze jedna prośba.
Jeśli jest tu ktoś, kto umiałby zrobić plakat do opowiadania, byłabym wdzieczna. Moje zdolności a także możliwości oprogramowania do przeróbki zdjęć są marne. Plakat pierwszego opowiadania robiła moja kochana @ania95_offiicial, ale teraz nie chcę jej zawracać głowy, ma mnóstwo nauki, swojego bloga i w ogóle.
 Dlatego, jeśli ktoś z Was byłby skłonny pomóc mi w taki sposób, napiszcie na twitterze, proszę <3
Kocham Was
@lifetastegreat - Natalia <3

26 komentarzy :

  1. Taaak!!!!!!
    Wreszcie! Wiesz ile na to czekałam?!
    To chyba pierwsze ff jakie czytam, gdzie bohaterowie spotykają sie w 7 rozdziale xd Nie żeby coś- było bossko :D
    I Louis pozytywnie mnie zaskoczył, Myślałam, ze się załamie, będzie histeryzował czy coś, a on był taki dzielny :)
    No może nie do końca.. szkoda mi go, że się tnie.. Ale z drugiej strony cieszę się, że pogodził się z Liamem (Boże gadam jak potłuczona- sorry, Co ty ze mną robisz? :))
    Co jeszcze mogę powiedzieć... Hmm 500 funtów.. i Harry, który nie odpuści chyba tak łatwo :)
    Boże, pisz słońce- nie mogę się doczekać co będzie dalej :)
    Duużo weny <333
    http://larrystylinson-stories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdzial genialny jak zwykle :) Martwi mnie Louis z tymi żyletkami :/ Mam nadzieje, że Harry wszystko naprawi.
    Co do plakatu to moge sie pobawić w obróbki itp. Przez weekend zrobie i ci wyśle, ale to raczej nie będzie nic zachwycającego xd ale co szkodzi mi sprobowac? ;)
    Pozdrawiam ;** bloga udostępnię jak tylko wejdę na komputer, bo jestem na telefonie i nie ogarniam stron xd
    @_1D_Polska_

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne ♥
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny! Troche się niepokoje o Lou, bo ok umie rozmawiać z Harrym, ale tnie się co nie jest. Jestem ciekawa co sprawiło, że Harry się zmienił. Kocham twoje opowiadanie i Ciebie! Czekam z niecierpliwościa na kolejny cudowny rozdział twojego autorstwa!
    Marzena ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi się wydaje, że od zawsze był gejem, tylko bał się przyznać i dlatego jako maczo wolał zgwałcić Louisa...

      Usuń
  5. ŚWIETNEŚWIETNEŚWIETNEŚWIETNE *O*
    NIE NO TO JEST MEGA *O* NIE WIEM SKĄD MASZ TAKI TALENT ALE W CHOLERĘ ZAZDROSZCZĘ ;3
    CZEKAM NA NEXTA ;***

    @luvmyylouehh

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Twoje opowiadanie ;) ten rozdział jest po prostu wspaniały, ale który taki nie jest? ;D Czekam, czekam na nexta ;*
    http://komorkowe-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział i wgl. całe opowiadanie :)
    Czekam na nowy xx
    @awmywhatever

    OdpowiedzUsuń
  8. genialne, miałam ciarki jak to czytałam, serio :'c

    @Horan_Shawty

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki mi szkoda Lou ;c
    Biedaczek mój ; <
    Jestem ciekawa czemu Harry się zmienił.
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale się dowiem :)
    @Little_Agnes1D

    OdpowiedzUsuń
  10. aww... W końcu sie doczekałam ^^ ciekawie, ciekawie :P zamiast się uczyć to ja tu czytam :P ale w sumie co jest ważniejsze? No właśnie. Opowiadanie. :D Czekam na nexta.

    @ania95_official
    lovehatefriendshipfame.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajebiste ja wole momentu paczu nwm tak jakos dzieki nim wstaje na nogi. Dzieki twojemu blogowi stanalem na nogii juz nie jestem taka ciota jaka bylem pokazaem kto tu radzi i jestem jednym z najlepszych-

    http://prawdziwamilosc-larry.blogspot.com/2013/10/rozdzia-i-to-sen.html?m=1 zapraszam do mnieeeee fakt pierwszy rozdzail moze sie jakas rozkreci

    OdpowiedzUsuń
  12. tak jak już Ci napisałam na twitterze - jesteś świetna. czekam na informacje o następnym rozdziale! ;*

    /@heheszka

    OdpowiedzUsuń
  13. Lov is evryłer ent ju noł it. Soł? Aj em wejting.

    OdpowiedzUsuń
  14. w końcu się spotkali!!!!!!!!!!!jeeeeeeeeej!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochanie, pisz szybciutko, bo będę płakać :( Wspaniale opisujesz ich relacje, niesamowicie pokazujesz słowami strach, ulgę i inne uczucia. Świetnie, świetnie i jeszcze raz świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. OOO rany ale strasznie żal mi Lou myslę że to iz sie tnie to niestety tak szybko sie nie skończy teraz juz wie że to mu bardzo pomaga i tak łatwo nie zrezygnyje niestety, niestety dla niego bo to też go będzie w jakiś sposob niszczyć, dla nas bo będziemy czytać jak to robi i jak cierpi nie zdając sobie z tego sprawy. Ryczęć mi sie chce jak to czytam ale to i dobrze bo to znaczy że Ty piszesz świetnie , świetnie oddajesz emocje, masz ten dar. Harold no własnie Harold ten diabeł z loczkami wiesz chciałabym żeby napisał że zakochal sie w Lou wiem wiem to takie moje wymysły ale wyraziłam tylko swoje zdanie , na razie mi go nie żal niech cierpi i żyje z ta świadomościa co zrobił ale druga szansa mu sie należy, podreczyć go troszkę psychicznie proszę haha. Liama tez troszkę żal bo teraz jest taki szczęśliwy a to niestety jest wszystko nie tak. No ale zobaczymy dalej a Horanek niech Lou da mu szansę! Po tym rozdziale jestem cała w nerwach kochana a ja nerwowa jestem strasznie nie dokładaj mi nerwów haha! Bo pójde i zrobie tatuaż może piedolne motylka na ciele, haha nieeeeeee wole smoka bardziej , trupie czachy i tym podobne ale Henryczkowi motylki pasują i ,,ptaszki'' jak kolwiek to brzmi pasują!! Ale debil ze mnie , możesz na mnie nakrzyczeć nastepnym razem! Wtedy postaram sie poprawić. Chyba! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Omg! jejejejejejeje *.* Ale się cieszę jak jakaś głupia. Uwielbiam moment gdy wchodzę na twojego bloga a tu co? Nowy rozdział! Nie da się określić moich emocji gdy widzę następny xD Dobra, mniejsza z tym. Rozdzialik jest przecudowny. Opowiadanie samo w sobie wydaje mi się trochę skomplikowane, więc nie mam pojęcia co będzie się działo dalej. Cóż, moim zdaniem Harry zasłużył na drugą szanse, bo ponoć każdy na nią zasługuję, ale niech jeszcze pocierpi, bo zasłużył. Strasznie źle postąpił i musi otrzymać za to jakąś karę, choćby tą że musi żyć ze świadomością że zgwałcił Lou przez całe swoje życie. Nie wiem, czy to wystarczająca kara, ale to zawsze już coś. Nie wiem, co Loui zamierza zrobić. Hazz prosi go o wybaczenie, ale to jest po prostu niewykonalne i trudne wybaczyć komuś, kto zniszczył całe twoje życie.. No więc niech dzieje się, co się ma dziać. Jak Louis będzie gotowy- wybaczy, jeśli nigdy nie nabierze tej gotowości-nie wybaczy. Proste. Najbardziej martwi mnie to, że Lou się tnie. To straszne. Wiem, że dla niego to jedyny sposób, żeby o wszystkim zapomnieć, ale może.. niech znajdzie sobie inny sposób, bo ten z żyletką skończy się tym, że będzie w szpitalu. A Harry.. cóż, Harry niech nadal stara się to jakoś naprawić, niech się nie poddaje, no nie wiem. Niech jakoś to naprawi! Wszystko zepsuł, więc teraz musi coś z tym zrobić. I jestem też ciekawa, dlaczego on się zmienił. Hmm.. poznał kogoś w tym więzieniu czy coś? W sumie to nie mam pojęcia ale jakiś dobry powód musi być. Chciałam jeszcze dodać, że jestem dumna z Louisa iż tak normalnie postawił się Harry'emu. Podszedł jak gdyby nigdy nic, powiedział co chciał powiedzieć i naprawdę bardzo odważnie postąpił. Szkoda tylko, że nadal zamierza się ciąć, ale to już jego wybór. Mam nadzieje, że ktoś wybije mu z głowy ten chory pomysł. I najbardziej w tym całym rozdziale spodobało mi się jeden fragmencik:" - Nie zapomnij. Ale wybacz" Dało mi dużo do myślenia xD Troszeczkę się rozpisałam hehe ;> Ale co tam :D Życzę ci weny i pomysłów. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. xx

    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  18. Boze....

























































































































































































































































    Czekam na nastepny.!! Kocham to... :*

    OdpowiedzUsuń
  19. No teraz patrze no i kurwa sie nie podpisałam/ przepraszam ale sie wkurzyłam/ bo zawsze musze coś spieprzyć. Wiesz co anonimowa z 11 pazdziernika z godz. 11:13 to ja starsza młodzież. Przepraszam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, że tak myślałam? Już czytając komentarz przeczuwałam że to Ty, dlatego zdziwiłam się że nie ujrzałam tego podpisu na końcu ;DD

      Usuń
  20. A wgl to kiedy next ?

    OdpowiedzUsuń