sobota, 15 marca 2014

WHEN I WAS YOUR MAN - ONE SHOT




TYTUŁ : WHEN I WAS YOUR MAN

PAIRING : LARRY & LILO

ONE DIRECTION : AU ( NIE ISTNIEJE )

CZAS AKCJI : 22 GRUDNIA 2017

MIEJSCE AKCJI : LONDYN

OPIS : Louis i Harry spotykają się po kilku latach od zerwania. Jeden z nich ułożył sobie życie na nowo, drugi wciąż nie może wybaczyć sobie błędów młodości. Czy spotkanie byłych studentów będzie okazją na ponowne rozpalenie gorącego uczucia?

ILOŚĆ SŁÓW : 6694

INSPIRACJA : Piosenka Bruno Marsa – “When I Was Your Man”

Jeśli chcecie bardziej się wczuć, włączcie w odpowiednim momencie to :
Moja ulubiona wersja tej piosenki.
 ________________________________________________________________________________


22 GRUDNIA 2017

***

8:00

OBRZEŻA LONDYNU

… Because I’m happy – Clap along if you feel like happiness is the truth…

Wesoła piosenka Pharella Williamsa rozbrzmiała na poddaszu niewielkiego domu, znajdującego się w dzielnicy Hunslow. Ubiegłego dnia słońce doszczętnie schowało się za ciemnymi chmurami nie wyłaniając się zza nich do dzisiaj, a całe miasto pokryło się białym puchem. Zniechęcony wyobrażeniem pogody za oknem Louis Tomlinson, dwudziestosześcioletni nauczyciel sztuki w pobliskiej szkole, wtulił się mocniej w pierś swojego partnera i zamruczał cicho, dając mu do zrozumienia aby wyłączył budzik.

- Louis, skarbie, musimy wstawać – jęknął tamten, leniwie sięgając po telefon, a drugą ręką delikatnie bawiąc się włosami szatyna. – Za pół godziny musisz być w pracy, a ja za godzinę na uczelni – dodał zaspanym głosem.

Liam Payne był o dwa lata młodszy od chłopaka z którym mieszkał. Jeden z najlepszych studentów psychologii, jedna z najbardziej szanowanych osób na uniwersytecie. Wszyscy profesorowie doceniali jego wysoki poziom inteligencji, nienaganne maniery i niebanalną inwencję twórczą. Wróżyli mu świetlaną przyszłość a niejeden z nich widział w dobrze zbudowanym brunecie młodego siebie.

Jednak cechy widoczne przez nauczycieli nie były tym, czym zafascynował Liam swojego obecnego partnera. Mężczyźni przyjaźnili się od dziecka, jednak nigdy nie było pomiędzy nimi głębszego uczucia. Obaj traktowali się wzajemnie jak bracia, szukając szczęścia z innymi chłopakami.

Dopiero koniec toksycznego związku, w którym przez trzy lata znajdywał się jeden z nich, uświadomił przyjaciołom jak bardzo się kochają. Wtedy właśnie Louis potrzebował kogoś, kto uświadomi mu, że prawdziwa miłość istnieje.

Louis potrzebował kogoś, kto byłby dla niego troskliwy, opiekuńczy, a jednocześnie szarmancki i najzwyczajniej w świecie miły. Kogoś kto zabierze go na randkę – niespodziankę, kogoś kto po ciężkim dniu w pracy zaproponuje mu długi spacer i gorącą czekoladę. Louis zawsze chciał kogoś, kto zaskoczy go śniadaniem do łóżka lub bez żadnego powodu kupi mu kwiaty. Kogoś, kto delikatnym głosem będzie mu szeptał „Kocham Cię” na dzień dobry i dobranoc.

Liam był taką osobą. Wiedział dokładnie jak kochany potrzebuje być Louis. Zdawał sobie sprawę, że zniechęcony poprzednim związkiem szatyn chciał, aby ktoś wreszcie go docenił. I doskonale stanął na wysokości zadania.

W zamian za wszystkie rzeczy, które – oczywiście z miłości – robił dla Louisa, otrzymywał życie, jakie tylko mógłby sobie wymarzyć. Louis rozświetlał każdy jego dzień – czułością, żartami, czy po prostu swoim pięknym, szerokim uśmiechem. Ich związek był idealny. Pełen miłości, delikatności i zrozumienia.

Ich związek był tym, o czy oboje marzyli od dziecka.

***

9:00

HOLMES CHAPEL


Harry Styles przeciągnął się leniwie, chcąc ręką sięgnąć po zegarek. Jego dłoń napotkała jednak jakąś dość twardą przeszkodę, więc usiłując sobie przypomnieć wczorajszą noc, dwudziestokilkulatek usiadł na łóżku i powoli otworzył oczy.

Miejsce obok niego, na niezbyt wygodnym materacu, zajmował ubrany w same bokserki mulat, słodko wtulający się w poduszkę. Harry spojrzał na niego zdziwiony. Dałby sobie rękę uciąć, że wczoraj w klubie miał on blond włosy i dość jasną cerę. Nie zawracając sobie jednak głowy przypominaniem przeszłości – wstał z  łóżka i udał się do łazienki.

Spojrzenie w lustro mimowolnie przywołało do jego głowy kilka zdarzeń. Kilkumilimetrowy zarost przypomniał mu, że była to pierwsza noc w domu od trzech dni. Praca w klubie oddalonym o kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania była dla niego tak dobrą ucieczką od problemów, że brał tyle zmian, ile był w stanie przepracować.

Lustro przypomniało mu także o twarzy blondyna, która mignęła mu przed oczami tuż po przebudzeniu. Pamiętał dokładnie jęki, które zamroczony już przez zmęczenie wydawał z siebie podczas ‘wyładowywania napięcia’ w klubowej toalecie.

Styles wystawił głowę z łazienki by ponownie spojrzeć na mulata. ‘Zaproponował, że odwiezie mnie do domu’ – przypomniał sobie w myślach.
 Zayn był stałym bywalcem klubu, często podrywającym Harry’ego, jednak ten nigdy nie odpowiadał na jego flirty. Tym razem uległem – przypomniał sobie, - chyba będąc zachęcony przez sporą dawkę alkoholu.

Brunet powolnym krokiem wrócił do łazienki. Wsadził twarz pod kran i opłukał ją zimną wodą.

Nie tak miało wyglądać jego życie.

Trzy godziny później, gorąca kawa i świeżo zrobiony omlet czekały już czystym obrusie, gdy Zayn Malik – mając na sobie nieco więcej garderoby niż rano – zszedł do kuchni by przywitać ubiegło nocnego kochanka. Tamten przywitał go lekkim uśmiechem i bez słowa wskazał na miejsce przy stole.

Harry nie był złym człowiekiem. Poczuł bolesne ukłucie w sercu, gdy zobaczył uśmiechniętego mulata zajadającego śniadanie. Nie lubił bawić się z ludźmi. Nienawidził siebie za te wszystkie jednonocne przygody i za to jaki ból wywoływał na twarzach kochanków, gdy zawstydzony mówił, że to była tylko zabawa i nie ma szans na głębsze uczucie.

Harry w głębi duszy nienawidził siebie.

- Wiesz słońce, dziękuję za to śniadanie i kawę, ale muszę już lecieć, mam na trzynastą zajęcia. To jak, spotkamy się wieczorem w klubie? – zapytał pełen nadziei Zayn, przegryzając ostatni kęs omleta.

- Zayn… - ogromna gula stanęła w gardle chłopaka, o kręconych włosach. Wiedział, że znowu musi powiedzieć to samo.

To samo, co powiedział już setkom chłopaków od tamtego dnia. Identyczne słowa którymi zbył wczoraj uroczego blondyna Niall’a, a cztery dni temu wysokiego, szczupłego nastolatka Ricky’ego.

- Zayn, to co zaszło tej nocy… Ja nic do ciebie nie czuję, to był tylko seks i mam nadzieję, że to zrozumiesz, ale nie chcę się z tobą spotykać – wydukał, spuszczając wzrok na swoje buty.

Widział już wystarczająco dużo razy ten sam obrazek i nie miał zamiaru katować się po raz kolejny. Dlatego tylko zacisnął oczy, gdy usłyszał dźwięk rzucanych na talerz sztućców i wzdrygnął się po ogromnym huku spowodowanym przez trzaśnięcie drzwiami.

Po tym jak gdyby nigdy nic zebrał ze stołu naczynia, pozmywał i usiadł przed telewizorem, zastanawiając się co zrobić w ten jeden z nielicznych, wolnych od pracy wieczorów. Bezproduktywnie przełączał kanały, starając się znaleźć cokolwiek interesującego. Tylko co to musiałoby być? Nie lubił programów naukowych ani dokumentalnych. Seriale uważał za durne a filmy lecące o tej porze przecież nie mogły być z tej wyższej półki.

Muzyka.

Jego palec zatrzymał się, gdy przełączył na MTV. Trwała właśnie reklama, po której miał odbyć się wywiad z Bruno Marsem – tak lubianym przez niego artystą. Harry poszedł więc do kuchni, złapał paczkę chipsów i wskoczył na kanapę, usadawiając się w wygodnej pozycji.

Podczas gdy w telewizji wciąż leciały reklamy – jak nie jedzenia, to kosmetyków bądź też szczoteczek do zębów, wzrok Harry’ego przyciągnęła koperta, leżąca na szafce tuż obok kanapy.

Była zaadresowana do niego.

"To dziwne" - pomyślał i otworzył ją z zaciekawieniem.

Już układ rozmieszczenia tekstu na kartce wskazywał, iż jest to zaproszenie. Harry niedbale przeczytał kilka linijek, po czym długo wpatrywał się w datę : 22 GRUDNIA 2017, godz. 19:00.

Dopiero gdy przeczytał biało-srebrną kartkę jeszcze raz, doszło do niego czego właściwie ten tekst dotyczy.

Jego serce zaczęło bić mocniej, a zaczynająca się właśnie w telewizji piosenka „When I was your man” była znakiem od Boga, że powinien z tego zaproszenia skorzystać.

***
15:00

DZIELNICA HUNSLOW

- Kochanie, wróciłem! – krzyknął Louis, zamykając ze sobą drzwi. Pospiesznie zdjął buty, odwinął z szyi  szalik i powiesił na wieszaku płaszcz, po czym kierując się wspaniałym, aromatycznym zapachem, przekroczył próg kuchni.

- Cześć skarbie! – twarz Liama natychmiast się rozjaśniła. Nie słyszał zagłuszonego przez postawione na ogniu garnki i patelnie głosu Louisa, dlatego niespodziewane ujrzenie jego twarzy wywołało u niego ogromną radość. Natychmiastowo odskoczył od kuchenki i złożył na ustach starszego mężczyzny długi, pełen miłości pocałunek.  – Stęskniłem się za tobą – wyznał uśmiechając się delikatnie. Pieszczotliwie złączył na chwilę ich nosy, po czym krótko pocałował jeszcze policzek Louisa, pokryty niewielkim zarostem. –Przepraszam, muszę skończyć gotować – szepnął mu do ucha i wciąż szeroko się uśmiechając powrócił do naczyń.

Twarz Louisa pokrył niewielki rumieniec. Bardzo schlebiało mu to, jak jest traktowany przez swojego chłopaka, ale czasem czuł się zawstydzony tym, jak dużo pracy wkłada Liam w ich związek. Był pewien, że on sam również bardzo się stara i nie odstaje zbytnio jeśli chodzi o robienie niespodzianek i planowanie wyjątkowych wieczorów, a mimo to ciągle sobie powtarzał, że musi przejąć większą inicjatywę, aby Li mógł spokojnie skupić się na studiowaniu.

- Jak było na uczelni? – zagadnął po chwili, sięgając z szafki dwa talerze i dwa komplety sztućców.

- Tak jak zwykle, czyli ciekawie – odparł z uśmiechem. – Poprosiłem profesora o zwolnienie z ostatniego wykładu, żebyśmy spokojnie mogli się przygotować.

- Co ? – Louis niemal odskoczył od stołu, patrząc na swojego chłopaka z widocznym rozczarowaniem. Tamten niewinnie wzruszył ramionami, po czym wziął przygotowane już jedzenie i postawił je na stole. Wtedy ściągnął fartuch i stanął naprzeciw wciąż zdenerwowanego Louisa.

- Kochanie, chciałem po prostu żebyśmy mieli więcej czasu. Gdybym się nie zwolnił, wróciłbym do domu o osiemnastej, a przecież zaproszenie jest na dziewiętnastą. Nie zdążylibyśmy na czas – mówił spokojnie, próbując uspokoić szatyna.

Na Tomlinsona oczywiście podziałał pełen spokoju i melancholii głos Liama. Emocje szybko z niego uszły, a patrząc na pogodną twarz studenta po prostu nie umiał się denerwować.

- Skarbie, przecież od zawsze ci powtarzałem, że priorytetem mają być dla ciebie studia a nie ja – powiedział cicho, w tym czasie zbliżając się do bruneta i mocno się do niego przytulając.

- Louis… Ty zawsze będziesz moim priorytetem – Liam wyszeptał mu do ucha, pocałował jego włosy, po czym wziął go na ramiona i oboje, zapominając o obiedzie zniknęli w sypialni.

A jedynymi odgłosami które ktokolwiek mógłby w tamtym czasie usłyszeć gdyby stanął pod drzwiami ich wspólnego pokoju, było jak mantra powtarzane „Kocham Cię”.

***

15:00

HOLMES CHAPEL

- Harry, jak miło widzieć cię wreszcie w domu! – czterdziestokilkuletnia, jednak wciąż piękna kobieta rzuciła kąśliwą uwagą w stronę swojego syna. – Mam rozumieć, że długo tutaj nie zagościsz? – dodała tym samym, ironicznym tonem, widząc, jak ten kochany przez nią tak bardzo jeszcze kilka lat temu młodzieniec siedzi na schodach wiążąc buty.

- Mamo, mogłabyś przynajmniej raz zachować się w stosunku do mnie normalnie? – odpowiedział pytaniem na pytanie, nie podnosząc wzroku znad sznurówek.

- Normalnie? – parsknęła kobieta. Przedpokój na chwilę ogarnęła cisza, po czym zachęcona obojętnością syna matka, zaczęła niemal krzyczeć z wyrzutem :

 – Wszystkie moje koleżanki chwalą mi się, jakie sukcesy odnoszą ich dzieci. Jedni studiują, inni są lekarzami, psychologami, nauczycielami, prawnikami… A ty? Nieraz nie ma cię w domu przez tydzień, a jak wracasz to zaraz z jakimś obcym facetem! Po czym znowu wychodzisz jak gdyby nigdy nic! Nie takiego syna wychowałam! Nie takiego syna chcę mieć! – Emocje które targały kobietą były bardzo wyraźne. Wszystkie zmarszczki na jej poczerwieniałej twarzy natychmiast stały się widoczne, a oczy aż emanowały złością.

Harry spojrzał na nią wzrokiem pełnym bólu. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo ją zawiódł swoim dotychczasowym życiem. Ale mimo tego nie mógł zrozumieć, dlaczego jego mama, z którą tak dobrze się dogadywał, nie próbowała ani chwili z nim porozmawiać, nie miała zamiaru w ogóle dowiedzieć się o nim czegokolwiek. Gdy trzy lata temu wrócił do domu z wszystkimi walizkami i oznajmił jej, że musi przerwać studia – nie zapytała o nic, tylko spojrzała pełnym pogardy wzrokiem.

Dzisiejszy wybuch był pierwszą, nieco dłuższą rozmową od tamtego dnia.

***

19:00

LONDYN

Pod jedną z bardziej znanych sal bankietowych w centrum Londynu, ciężko było już znaleźć jakiekolwiek miejsca parkingowe. Zresztą – mało kto próbował ich szukać. Większość osób uznało
, że na takie wydarzenie nie można się spóźnić i dotarło na czas.

Bal absolwentów. To rzecz bardzo pospolita, organizowana przez większość szkół średnich, zazwyczaj co kilkanaście lat. Wspaniała okazja, aby znów zobaczyć się z kolegami ze szkolnych lat. Wiadomo – dom, praca, małżeństwa – często zapomina się o osobach, które kiedyś wydawały się dla nas tak ważne. Szkoła średnia to przede wszystkim czas korzystania z życia - pierwszy seks, pierwsze używki, pierwsze imprezy i poważniejsze związki. A mimo to, często właśnie o ludziach spotkanych na tym etapie życia – potrafimy zapomnieć.

Dlatego wszyscy byli uczniowie, czekali na to wydarzenie z niecierpliwością. Niejedna osoba, otrzymując od kuriera zaproszenie– potrafiła skakać z radości. To było jak swoisty eliksir młodości, maszyna przenosząca w przeszłość.

Nic tak bowiem nie odmładza, jak spotkanie w gronie ludzi, z którymi przeżyliśmy młodość.

Bal absolwentów sprawiał, że kilkudziesięcioletnie kobiety znów stały się nastolatkami – zaczęły obgadywać sukienki, partnerów. Kto jak wygląda i tak dalej. Powodował również kolejne, wspaniałe opowieści mężczyzn (często oczywiście bardzo wyolbrzymione) ; o tym z iloma to oni kobietami nie spali, jakich to samochodów nie mają i gdzie to oni nie byli.

Gdyby nie te stroje i miejsce, w którym bal się odbywał – z kontekstu rozmów można by wywnioskować, że jest to właśnie kolejna przerwa w jednej z tych bardziej zwyczajnych szkół średnich w kraju.

Louis Tomlinson i Liam Payne, pojawili się w Sali bankietowej około pół godziny przed rozpoczęciem balu. Zresztą – nie mogło być inaczej.

Louis w czasach szkolnych był wzorem do naśladowania. Świetnie grał w piłkę nożną; prowadząc placówkę do mistrzostwa Anglii szkół średnich. Gdyby nie złamana w wakacje poprzedzające pierwszy rok akademicki noga, kto wie, może skończyłby w Arsenalu czy Chelsea.

Tomlinson umiał także świetnie śpiewać, czym powodował wzdychanie niemal wszystkich uczennic. Miał nienaganny styl i maniery - przez co często narażał się na niezrozumienie swoich intencji. Niejedna dziewczyna bowiem pomyślała, że jeśli Louis z grzeczności otworzy jej drzwi, oznacza to iż zdecydowanie myśli o niej jak o kimś więcej, niż zwykłej, szkolnej koleżance.

Przewodniczący szkoły, kapitan szkolnej drużyny piłki nożnej, uwielbiany przez nauczycieli i pozostałych uczniów. Szarmancki, zabawny i w każdej chwili pomocny. Louisa nie dało się nie lubić.

Liam Payne, można by powiedzieć, że przejął rolę starszego przyjaciela gdy ten opuścił placówkę. Wtedy nastały właśnie najlepsze dla niego lata – objął stanowisko przewodniczącego, a także – kapitana drużyny.

Jednak nikt nie wytykał mu, że stał się kopią Tomlinsona. Liam był osobą, która z Louisem wspaniale się uzupełniała (wtedy jeszcze jako para przyjaciół), ale nie tą, która byłaby z nim identyczna. Pasowali do siebie bardziej jak puzzle, niż jak dwie krople wody.

Payne po prostu nie potrafił nikomu odmawiać. Dlatego brał udział w mnóstwie akcji charytatywnych, koncertów, imprez i tak dalej. Jego życie było bardzo urozmaicone, a w prowadzonym przez niego kalendarzu, ciężko było znaleźć jakiekolwiek wolne miejsce. A mimo tego, znajdywał czas na wszystko i dla wszystkich.

Liam Payne i Louis Tomlinson to jedni z bardziej znanych absolwentów szkoły. Dlatego ich wejście, okraszone jeszcze trzymaniem się za rękę, wywołało niemałe zamieszanie w – niezbyt zapełnionej jeszcze - sali.

- Louis!

- Louis tutaj!

- Witaj Lou!

- Liam! Jak miło cię znów widzieć!

- Louis, tyle lat…

- Liam, jak ty wymężniałeś!

- Pan Tomlinson i Payne!

Mimo że w pomieszczeniu znajdywała się dopiero połowa z zaproszonych gości, rozległ się w nim potężny gwar. Wszyscy, którzy osobiście znali chłopaków, chcieli się z nimi przywitać. Doprowadziło to do tego, że Louis i Liam zostali otoczeni i przez co najmniej piętnaście minut wymieniali uprzejme „dzień dobry” czy koleżeńskie „cześć”.

Oczywiście – jak przystało na szkolnych ulubieńców – z nieznikającym z twarzy uśmiechem.

Uwaga całej sali była skierowana na nich. Nawet jeśli ktoś ich nie znał, bo był z innego rocznika – zaczął pytać innych kim oni są i tak toczyło sie błędne koło.

Nikt, z wyjątkiem młodego chłopaka stojącego w szatni, nie zwrócił uwagi na wysokiego, szczupłego mężczyznę z burzą loków na głowie, który właśnie przekroczył próg lokalu. Brunet podziękował uprzejmie za odwieszenie płaszcza i chcąc pozostać niezauważonym przynajmniej jeszcze przez chwilę, trzymając się ścian, dotarł do muzyków, którzy mieli prowadzić dzisiejszy wieczór.

- Przepraszam! – zaczął nieśmiało. – Czy planujecie dzisiaj jakieś występy absolwentów?

Około trzydziestoletni mężczyzna wzdrygnął się i spojrzał na niego zaskoczony. Pytanie dotarło do niego dopiero po chwili, wtedy jego twarz rozjaśniała i odparł przyjaźnie :

- Nic takiego nie było uzgadniane, ale jeśli ktokolwiek chciałby się zaprezentować, nie będzie na pewno żadnych przeszkód. Ma pan jakąś listę takowych, czy coś w tym rodzaju? - zapytał.

- Ja... ja po prostu sam chciałbym zaśpiewać - odparł Harry, natychmiast rumieniąc się i spuszczając wzrok na swoje buty.

- Spokojnie kolego, nie ma problemu! - nieznajomy poklepał go po ramieniu. - Chcesz też na czymś zagrać?

To pytanie zaskoczyło Harry'ego. W sumie to sam nie wiedział, czego chciał. Wiedział, że zaśpiewa. Wiedział co. Wiedział dlaczego. I nic więcej.

- Jakaś specjalna aranżacja? - kolejne pytanie spadło na Styles'a, obciążając jego umysł jeszcze bardziej.

- Ja... Uhm, mogę po prostu skorzystać z foretpianu? - zapytał w końcu, kierując się nagłym impulsem.

- Tylko fortepian?

- W zupełności wystarczy.

- Więc nie ma problemu. Chcesz zaśpiewać na rozpoczęcie, czy później?

- Około północy chyba najbardziej by mi pasowało...

- Nie ma sprawy. Przyjdź do nas trochę wcześniej, żeby jakoś sie przygotować.

Harry skinął z wdzięczności i pożegnał się z muzykiem uściskiem dłoni. Nie sądził, że wszystko pójdzie tak łatwo.

W tym samym czasie Louis i Liam nieco uwolnili się od szkolnych kolegów. Większość osób postanowiła po prostu dać im spokój i zająć się swoimi kumplami, a nauczyciele toczyli już rozmowy w swoim gronie.  Dookoła popularnej pary, zostali już sami najbliżsi znajomi.

- Jak to się stało, że jesteście razem? W szkole zawsze byliście tylko przyjaciółmi!  - zagadnął jeden z ich szkolnych przyjaciół. Louis i Liam spojrzeli na siebie z uśmiechem.

- Po prostu mój związek z Harry'm nie wypalił...

- Dlaczego? - ożywionym głosem zapytała stojąca obok dziewczyna. Natychmiast została jednak obdarzona karcącym spojrzeniem przez resztę towarzystwa. - Uhm, przepraszam, to chyba nie było dobre pytanie. – dodała zaraz speszona.

Właśnie w tej chwili po sali rozległ się głos rozpoczynającego się przemówienia. Pozwoliło to uciec przyjaciołom z niezręcznej sytuacji, a Louis w duchu podziękował za to Bogu i z uczuciem ulgi odwrócił się na pięcie, kierując wzrok w stronę sceny.

Wszelkie przemówienia trwały nieco ponad pół godziny. Jednak żaden z obecnych uczniów nie czuł się zanudzony czy coś podobnego - wręcz przeciwnie, była to idealna chwila aby przyjrzeć się nauczycielom i jeszcze bardziej przypomnieć sobie te wspaniałe, licealne lata.

Po wystąpieniu grona pedagogicznego wszyscy udali się do sali jadalnej, aby skosztować przepysznych dań.

***

Harry szybko znalazł swoją klasę i niemal natychmiast ubłagał ich, aby zajęli miejsce w jak najdalszym kącie sali. Tamci, mając zapewne jeszcze wspomnienie autorytetu jaki budził Harry w liceum – zgodzili się bez wahania i usiedli tak daleko, jak tylko to było możliwe, nie zawracając sobie zbytnio głowy tym, dlaczego tak mu na tym zależało.

Harry natomiat był już myślami gdzie indziej. Zajął najwygodniejsze miejsce spośród setek głów, wychwycił tę jedną. Jego ciało natychmiast przelała fala bólu.

Louis wyglądał świetnie. Jego twarz promieniała, gdy gorączkowo rozmawiał o czymś ze szkolnymi przyjaciółmi.

I Liam u jego boku.

Nie potrzebny był mu żaden inny dowód. Louis po prostu był szczęśliwy.

***

- Liam?

- Tak kochanie?

- On tu jest.

- Kto?

- Harry.

Po tej krótkiej wymianie słów, Liam mocno uścisnął rękę swojego chłopaka. Pocałował jego czoło, dodając otuchy i wyszeptał:

- Jeśli chcesz, możemy stąd wyjść.

- To… to już przeszłość. Poradziłem sobie z przeszłością. Możemy zostać – odparł spokojnie Louis. Liam spojrzał na niego niepewnie, jednak  gdy tylko delikatnie się uśmiechnął, przytaknął tylko głową.

Louis miał w głowie mnóstwo pytań. Jak na razie widział go tylko z daleka, zdawało się że Harry go unika. A co, jeśli dojdzie do spotkania oko w oko? Kompletnie nie wiedział, jak zareaguje.

A jeśli coś się w nim obudzi? Co jeśli znowu coś poczuje? Co będzie, gdy Harry znowu omami go swoimi sztuczkami?

- Louis!

- Tak?  - szatyn odparł zdezorientowany.

- Mówię ci, że ktoś z absolwentów ma za chwilę wystąpić śpiewając coś wolnego. Idziemy zatańczyć?

- Oh, tak jasne – Louis uśmiechnął się wesoło i odpędzając wszystkie złe myśli, podążył za Liamem torującym przejście wokół stolików.

Gdy znaleźli się w Sali bankietowej, parkiet był jeszcze pusty. Po scenie krzątało się kilka sylwetek, wyraźnie przygotowując ją do kolejnego występu.

- Kocham Cię Louis, wiesz? – Liam oplótł Louisa swoimi silnymi ramionami i wyszeptał te słowa wprost do jego ucha.

- Dobrze że jest ciemno, bo nie widać że się rumienię – zachichotał szatyn. – Też cię kocham skarbie.

I zatracili się na moment w delikatnym pocałunku.

Tuż po chwili wokół nich zaczęły pojawiać się kolejni absolwenci i nauczyciele. Niektórzy z nich już wyraźnie pod wpływem alkoholu – co było szczególnie zabawne, jeśli pamiętało się tę straszną fizyczkę czy budzącą postrach chemicę. Na Sali panował po prostu wspaniały nastrój.

- Proszę państwa! Już za dosłownie kilkadziesiąt sekund, zaśpiewa przed państwem jeden z najbardziej uzdolnionych muzycznie absolwentów. Panie i panowie, Harry Styles w utworze Bruno Marsa – „When I Was Your Man”!

Louisowi właśnie zakręciło się w głowie.

- Oh, chodźmy stąd, nie miałem pojęcia że to on – jęknął Liam i trzymając Louisa za rękę, natychmiast zrobił krok w stronę wyjścia. Jednak napotkał z tyłu jakiś opór.

- Lou? – zapytał niepewnie. Tamten stał wmurowany w podłogę. Patrzył się przed siebie kompletnie nie odbierając z otoczenia żadnych bodźców. Wyglądał jak lalka.

- Louis, chodźmy, proszę – Liam ponownie szepnął i rozluźniająco pogładził Louisa po plecach.

- Chcę zatańczyć – odparł szatyn.

- Jesteś pewien? – Payne był naprawdę mocno zdziwiony. Stanął przed swoim chłopakiem i spojrzał mu w oczy. – Louis, spójrz na mnie i powiedz, że naprawdę chcesz słuchać jak Harry Styles śpiewa miłosną piosenkę, skierowaną do ciebie.

Louis jednak nie odpowiedział. Nie spojrzał nawet w oczy. Zamiast tego oplótł Liama ramionami i położył głowę tuż przy jego szyi, nie dając ukochanemu wyjścia.

Każdy fragment piosenki, Louis skojarzył z jakąś chwilą tego kilkuletniego związku. A Harry? Harry wydając z siebie kolejne dźwięk myślał dokładnie o tym samym. Do głowy wracały wspomnienia, identyczne jak te u Louisa. Piosenka była odzwierciedleniem sytuacji w której się znajdywał.

Zaśpiewał ją tak, jakby była jego.

***

Same bed, but it feels just a little bit bigger now
Our song on the radio, but it don't sound the same
When our friends talk about you all that it does is just tear me down
‘Cause my heart breaks a little when I hear your name
It all just sounds like oh, oh, ohh...

***

- Kochanie! Już jestem! - krzyknął szatyn, niemal wbiegając do mieszkania. Kurtkę rzucił na wieszak, a butów nawet nie zdjął , - tak bardzo był podekscytowany wiadomością, którą miał przekazać swojemu chłopakowi.

Nie liczył na to, że tamten wybiegnie z salonu jakoś specjalnie uradowany z powodu widoku partnera. Już dawno przyzwyczaił się do tego, że Harry jest dość powściągliwy jeśli chodzi o wyrażanie uczuć, szczególnie z jakiś błahych powodów. Żeby wyszedł na powitanie chłopaka wracającego z uczelni? Odkąd miesiąc temu zamieszkali razem, Harry nie zrobił niczego podobnego.

 - Misiek! -  szatyn przeskoczył kanapę, siadając obok niego na kanapie. W oczach Louisa doskonale było widać rosnące podniecenie, jednak Harry oglądał właśnie derby Londynu i jedynie rzucił mu lekki uśmiech, obdarzył go krótkim pocałunkiem i z zaciekawieniem ponownie spojrzał na ekran. Nie zauważył tych rozpłomienionych tęczówek.

- Harry! - Louis nie dawał za wygraną, wciąż domagając się uwagi. Tamten jednak tylko znudzony przekręcił oczami i wymruczał, nie odrywając wzroku od telewizora :

- Skarbie za chwilę porozmawiamy. Za pięć minut skończy się połowa. Proszę.

Louis był ostatnią osobą na ziemi, która mogłaby doprowadzić do sprzeczki z Harry'm. Posłusznie więc zszedł z kanapy i powłócząc nogami, z mocno zawiedzioną miną udał się do przedpokoju aby zdjąć buty. Zaraz po chwili zniknął w kuchni, próbując uświadomić sobie, że przecież to iż będzie miał okazję zaśpiewać na uroczystości z okazji dwusetnej rocznicy powstania uniwersytetu, nie jest na tyle ważną wiadomością, aby przerywać Harry'emu oglądanie meczu.

To był pierwszy raz, w którym Louis poczuł się z powodu swojego chłopaka smutno.

***

Mmm, too young, too dumb to realize
That I should’ve bought you flowers and held your hand
Should’ve gave you all my hours when I had the chance
Take you to every party ‘cause all you wanted to do was dance
Now my baby’s dancing, but he's dancing with another man

***

- Harry! Idziemy zatańczyć? - z nadzieją w oczach Louis spojrzał na swojego chłopaka. Spędzili w klubie już dobre trzy godziny, jednak wciąż nie ruszyli się od baru.

- Louis, naprawdę nie mam ochoty - jęknął Harry, sącząc kolejnego drinka. Bawił się telefonem, niespecjalnie przejmując się prośbami szatyna.

Doskonale wiedział, że jego partner uwielbia tańczyć. Ale jednocześnie sam był tak zmęczony po ciężkim tygodniu, że nie miał siły nawet ruszyć się ze stołka. To, że dał się w ogóle wyciągnąć z domu, było nie lada wyczynem. Ostatni raz wyszli gdzieś w weekend pewnie z miesiąc temu.

- Więc może po prostu idźmy na spacer i do domu? Bez sensu siedzieć tutaj, nawet nie można spokojnie porozmawiać przez tą muzykę - zaproponował znudzony Lou. Oczy bruneta natychmiast rozbłysły, jednym ruchem opróżnił szklankę i poderwał się ze stołka.

- Jestem jak najbardziej za. - I wyszli z klubu, jeden zadowolony, drugi bardzo zawiedziony.

Louis zaproponował ten wypad, ponieważ tak dawno nie byli już na żadnej randce. Ich związek stał się bardzo monotonny, każdy dzień wyglądał tak samo. Od rana szli na uczelnie - zazwyczaj na inne godziny, więc odbywało sie bez wspólnych śniadań. Wracali późno, jedząc obiad ugotowany najczęściej przez Louisa, bądź przez ich rodziców, czasem zamawiali coś do domu. Następnie siadali do książek lub odpoczywali - przy telewizji lub laptopie. Często też osobno.

Wydawać by się mogło więc, że winą za tak wyglądające życie można by obarczyć każdego w tym samym stopniu. Jednak ich postawy co do tego długotrwałego problemu były skrajnie różne.

Harry uznał, że tak po prostu musi być. Obaj skupili się na studiowaniu i według niego nie było w tym nic niepokojącego. Jednak w tym wszystkim gdzieś kompletnie zatracił granicę. Przeszedł na stronę obojętności i kompletnego braku okazywania uczuć. Nie interesowało go to, co robi Louis. Skupiony był tylko na sobie i wszystko tłumaczył zmęczeniem. Czasem nawet robił swojemu chłopakowi wyrzuty, że "przecież nie może oczekiwać od niego, aby było tak jak w liceum. Obaj stali się już dorosłymi ludźmi i to wszystko musi wyglądać inaczej".

Ale czy naprawdę był zbyt zmęczony, żeby kiedyś kupić Louisowi kwiaty? Sam dostawał je nieraz, a nigdy się nie odwdzięczył. Czy jego ręce były na tyle ociężałe, że nie mógł nawet złapać dłoni Louisa, gdy siedzieli razem na kanapie, bądź - rzadko - spacerowali po Londynie? Czy tak dużo mówił w ciągu dnia, że "Kocham Cię" nie przeszłoby mu przez gardło?

Louis do tego wszystkiego się przyzwyczaił. Pogodził się z myślą, że miłość zawsze przechodzi na taki etap, w którym nie ma czasu dla codziennych randek, ciągłego zapewniania się o miłości. Powtarzał sobie, że przecież obaj doskonale wiedzą, że się kochają. Po co więc Harry wciąż miałby go o tym zapewniać?

Louis nie miał za złe Harry'emu, że ten tak mało od siebie daje, a sam zaczął starać się za dwóch. Chciał włożyć w ten związek tyle ile tylko mógł, dlatego planował randki, romantyczne kolacje i kupował kwiaty. I wszystko było dobrze, do momentu w którym Harry najzwyczajniej w świecie przestał to doceniać.

W tym okresie, Louis czuł się smutno z powodu obojętności Harry'ego już co najmniej kilka razy w tygodniu. Jednak nie mówił o tym, a wręcz starał siebie przekonywać że zdecydowanie za dużo wymaga.

Uspokajał się tym, że przecież ich noce nadal wyglądają tak jak dawniej. Czy potrzebował większego okazania uczuć niż seks?

Wtedy jednak nie zauważył jeszcze tej tendencyjności Harry'ego do zdecydowanego przejmowania inicjatywy  i skupieniu się przede wszystkim na zaspokojeniu własnych potrzeb.


***

My pride, my ego, my needs and my selfish ways
Caused a good strong man like you to walk out my life
Now I never, never get to clean up the mess I made, oh
And it hurts me every time I close my eyes
It all just sounds like oh, oh, ohh

***


Drzwi trzasnęły z głośnym hukiem, natychmiast odrywając Louisa od lektury. Nie zdążył jednak nawet wybiec z salonu, gdyż w drzwiach ukazała się zdenerwowana sylwetka Harry'ego.

- Co się stało kochanie? - szatyn szybko podbiegł do swojego chłopaka. Natychmiast złapał ukochanego za ręce, myśląc iż to pomoże w opanowaniu jego złości.

- Ten pieprzony Errikson nie zaliczył mi egzaminu. Rozumiesz to? Tydzień cholernych praktyk i wykładów, po czym on mówi mi że nie zdałem ponieważ nie uwzględniłem w budżecie kosztów ewentualnej awarii sprzętów. Kurwa! - krzyczał pełen złości. Louis postanowił więc tylko wykrzywić usta w wyrazie współczucia i po prostu poczekać, aż emocje opadną.

Stali krótką chwilę, wpatrując sobie w oczy. Klatka piersiowa Harry'ego w końcu wróciła do normalnego tempa unoszenia się, oddech stał się głębszy i spokojniejszy. Louis zdecydował się na lekki uśmiech.

- Spokojnie, zaliczysz to w drugim terminie. Teraz musisz odpocząć - powiedział cicho, uspakajająco gładząc bruneta po wierzchu jego dłoni.

- Nie, nie będę odpoczywał -odparł zadziornie Harry. - Mam ochotę na seks. Na ostry seks.

- A nie może być delikatnie? Wiesz, jak ja bardzo nie lubię takiej atmosfery...

- Louis, nie widziałem cię przez tydzień. Nie oczekuj ode mnie, że będę sie powstrzymywał! - wysyczał tylko, po czym pociągnął swojego chłopaka za rękę i niemal rzucił go na kanapę.

- Harry, idźmy do sypialni, po co ten pośpiech! - Louis był nieco zniesmaczony, jednak nie mógł protestować dłużej gdyż usta Harry'ego z ogromną siłą naparły na niego, powodując mały zawrót głowy. Ręce jego ukochanego błądziły po jego ciele, bez skrupułów zdejmując coraz więcej ubrań. Wystarczyło naprawdę niewiele czasu, aby Lou znalazł się na kanapie w samych bokserkach.

- Przekręć się na brzuch  kochanie - wysapał Harry, wstając na chwilę aby pozbyć się swoich spodni.

- Ale Harry, nie ma tutaj przecież ani prezerwatyw, ani lubrykantu...

- Louis do cholery, pragnę  cię bardzo mocno, nie będę szukał po szafkach pieprzonego lubrykantu! - ciągłe oznaki niezadowolenia zaczęły powoli irytować bruneta.

- Skarbie, to zajmie tylko minutę a przyjemność będzie...

- Kurwa Louis chcesz się pieprzyć czy nie? - Harry dość agresywnym tonem wszedł mu w słowo. Louis spojrzał na niego nieco zdezorientowany. W takim stylu jeszcze nigdy przed seksem nie rozmawiali.

- Przecież wiesz, że uwielbiam seks z tobą, ale jednak wolałbym zrobić to spokojniej, delikatniej.

- Ja pierdziele, czemu robisz takie problemy? Czekam na ciebie tydzień, nie możesz więc po prostu przekręcić się na brzuch i wypiąć w moją stronę swój seksowny tyłeczek?

- Harry, przecież ja też czekałem, zrozum po prostu...

- Kurwa tęskniłeś za mną czy nie? - zapytał brunet ostrym tonem. Louis ciągle był mocno zaskoczony, próbował to wszystko jakoś przetrawić w swojej głowie. Jednak groźny wzrok Harry'ego za każdym razem zbijał go z tropu.

- Oczywiście, że tęskniłem - wymamrotał.

- Więc przekręć się do jasnej cholery na brzuch. Chcę wreszcie, po tygodniu, zobaczyć twój piękny tyłek i kochać się z tobą. Myślałem o tym tyle czasu, że naprawdę, moja cierpliwość powoli się kończy.

Louis patrzył na niego z niedowierzaniem w oczach. Nie spodziewał się takiego wybuchu. Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mu, że wkrótce usłyszy takie słowa od Harry'ego, w dodatku wypowiedziane takim tonem, wyśmiałby tę osobę i nawet do głowy by mu nie przyszło, że to może być prawda.

- Co to znaczy, że twoja cierpliwość się kończy?

- To, że zaraz wyjdę stąd zdenerwowany jeszcze bardziej, niż gdy przyszedłem - Harry wyczekująco, groźnym wzrokiem patrzył na kochanka.

- Więc wyjdź i wróć dopiero jak się uspokoisz.

Harry nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Z niedowierzaniem pokręcił głową, po czym szybko wciągnął spodnie i rzucając Louisowi krótkie "Pieprz się", wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.

Szatyn długo nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Przez całą noc, nie mogąc powstrzymać łez próbował składać sobie to wszystko w całość. W końcu doszedł do wniosku, że... mógł się czegoś takiego spodziewać.

To był pierwszy raz, kiedy Louis przez Harry'ego płakał. .


***

Mmm, too young, too dumb to realize
That I should’ve bought you flowers and held your hand
Should’ve gave you all my hours when I had the chance
Take you to every party ‘cause all you wanted to do was dance
Now my baby’s dancing, but he's dancing with another man

***
Związek Louisa i Harry'ego rozpadał się z dnia na dzień. Przeprosiny za tamten feralny wieczór, mimo tego, że pokrzywdzony niemal natychmiast je przyjął -  nie zmieniły zupełnie nic. Harry stawał się coraz bardziej obojętny, a Louisowi także już przestawało na tym zależeć.

Nie widywali się prawie wcale. Nie rozmawiali zbyt często, a kiedy już to czynili bardzo często kończyło się kłótnią. Kłótnią po której nikt nie przepraszał, tylko o której obaj zapominali.

Zmniejszała się liczba pocałunków. Z czasem zanikły nawet te na dzień dobry i dobranoc. Słowa "Kocham Cię" zostały niemal wymazane z ich słowników, a na ich miejsce pojawiły się - "Zostaw mnie w spokoju" i "Nie mam czasu".

Ciężko stwierdzić, czy w ogóle można było to nazwać związkiem.

Ktoś mógłby pomyśleć, że w tym domu Harry był panem, a Louis jego niewolnikiem. Bowiem tylko ten drugi sprzątał i gotował. To on był na zawołanie swojego chłopaka, to on spełniał pojawiające sie od czasu do czasu zachcianki. Zazwyczaj zgadzał się na wszystko co Harry powie.

Ten "związek" z dnia na dzień zaczynał coraz bardziej przeradzać się w coś niebezpiecznego.

I to nie było tak, że Louis był zaślepiony. On idealnie wiedział co sie dzieje, jednak wciąż żyła w nim odrobina nadziei, że "jutro" będzie lepiej.

Ale lepsze jutro nigdy nie nadeszło. Nadszedł natomiast dzień, który definitywnie zakończył to coś, co jeszcze między mężczyznami było.

Louis tylko dwa razy namówił Harry'ego, aby poszedł razem z nim i Liamem do klubu. Brunet oczywiście odmówił i zatrzasnął się w pokoju, pod pretekstem nauki. Louis już się tym nie przejął. Dawno przestał zwracać na to uwagi.

Spędził więc fantastyczny wieczór z przyjacielem. Oddał się muzyce, wypił kilka drinków bawiąc się przy tym nieziemsko dobrze.

Całkowicie zapomniał o telefonie, który zostawił w szatni.

Harry natomiast zaczął w domu wariować. Jego miłość do Louisa była wyrażona już chyba tylko w jednej cesze - zazdrości. I to właśnie zazdrością zaczął teraz emanować.

Biegał po mieszkaniu, wciąż zadając sobie pytania :

Dlaczego on teraz tańczy, zamiast siedzieć ze mną w domu?
Czemu jest z Liamem, a nie ze mną?
A jeśli wokół niego pląsa właśnie kilku umięśnionych mężczyzn?
Czemu kurwa nie odbiera telefonu?

Bez skutku próbował dodzwonić się do Louisa kilkadziesiąt razy. Pytania doprowadzały go do furii. W końcu wciągnął na siebie kurtkę i wybiegł z mieszkania, nawet nie zamykając za sobą drzwi.

Louis nie spodziewał się tego ani trochę. Tańczył w najlepsze ze znajomymi ze studiów, co chwila kogoś zagadywał i czuł się po prostu świetnie.

Do czasu, gdy poczuł na swoim ramieniu silnie zaciskające się palce.

- Co ty do cholery robisz? - znajomy, syczący głos przeszył jego ciało. Od razu zorientował się do kogo należy.

- Harry, przecież mówiłem ci, że idę do klubu - odparł, próbując wyślizgnąć się z nieprzyjemnego uścisku. Bezskutecznie. Paznokcie Harry’ego niemal robiły dziury w jego koszuli.

- Czemu nie odbierasz telefonu?

Louis zaczął sprawdzać kieszenie, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że zostawił urządzenie w szatni.

- Nie mam go przy sobie, przepraszam, ale przecież mówiłem że będę późno.

- Ale nie mówiłeś, że będziesz się obmacywał z jakimiś facetami! - głos Harry'ego stawał się coraz bardziej donośny. Przyjaciele odstąpili od nich, nie chcąc być świadkami kłótni.

- To tylko moi znajomi, zresztą - Twoi też. O co ci chodzi?

- Mój chłopak nie będzie tańczył w taki sposób. Jasne? - wysyczał groźnie.

- Ty nie lubisz chodzić do takich miejsc, więc wychodzę z przyjaciółmi. O co ci do cholery chodzi?! - tym razem to głos Louisa zabrzmiał groźnie i stanowczo. Harry mocniej zacieśnił swój uścisk, doprowadzając szatyna do wydania z siebie zduszonego pisku.

- Jak ty się do mnie kurwa odzywasz? – Harry niemal krzyknął ze złością. Parkiet dookoła nich niemal opustoszał. Wszyscy przyglądali się tej kłótni podpierając ściany, najczęściej z niemałym zakłopotaniem na twarzy.

- Tak jak ty do mnie – parsknął Louis.

To było dla Harry’ego za dużo. Odwrócił się jednak tak, aby stanąć z naprzeciwko Louisa i wciąż nie puszczając jego ramienia powiedział nadzwyczaj spokojnie:

- Wracamy do domu.

- Nigdzie nie idę –Tomlinson odparł bez chwili namysłu.

- Słucham?

- Zostaję tutaj.

- Co ty kurwa mówisz? - Harry nie mógł uwierzyć w te słowa. Louis mu się sprzeciwia? W taki stanowczy sposób? - Idziemy teraz do domu, zrozumiałeś?

- SAM IDŹ DO DOMU! NIGDZIE SIĘ STĄD NIE RUSZAM! ZROZUMIAŁEŚ?

W tym momencie Harry nie wytrzymał. Wszystko zaczęło się w nim gotować. Popchnął Louisa ze złością i nawet nie zwracając uwagi na to, co się z nim stało, wybiegł z klubu po drodze popychając jeszcze kilka osób.

Louis ponownie nie mógł uwierzyć w to, co jego chłopak zrobił. Leżał na zimnej posadzce, obserwując sylwetkę Harry’ego i wciąż powtarzając sobie w duchu „To nie Harry. To nie mógł być Harry. To jakiś cholerny sen.”

Po chwili znalazł się przy nim Liam.

- On na Ciebie nie zasługuje- wyszeptał, ściskając ciało przyjaciela najmocniej jak tylko potrafił.

To był ostatni dzień tego związku. Louis cały następny tydzień spędził w mieszkaniu Liama, czekając aż Harry zabierze rzeczy z jego mieszkania.

Nie powiedzieli sobie nawet „Do widzenia”.

***

Although it hurts, I'll be the first to say that I was wrong
Oh, I know I'm probably much too late
To try an apologize for my mistakes
But I just want you to know

To była definitywnie najbardziej emocjonalna część piosenki. Harry zaśpiewał cały z zamkniętymi oczami. Dlaczego? Bał się pokazać, jak bardzo cierpi.

Harry od początku wiedział, że to była jego wina, ale ciągle próbował w jakiś sposób się usprawiedliwiać. Wmawiał sobie, że częściowo winny był też Louis, że wszystko zaczęło się od momentu w którym poszli na studia i zajęli się nauką. Nie przyjmował do wiadomości, że to tylko jego egoistyczna natura sprowokowała te wydarzenia, które zmieniły życie ich obu na zawsze.

Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo wszystko spieprzył.

Louis miał w tym momencie wszystko. Kochającego chłopaka, dobrą pracę. Wciąż był przez wszystkich lubiany. A on? Seks z przypadkowymi osobami. Konflikt w domu. Żadnych perspektyw na lepsze niż teraz życie. Kiedyś byli do siebie bliźniaczo podobni, teraz, poza wspólną historią nie łączyło ich absolutnie nic.

Od patrzenia na Louisa, wszystkie narządy Harry'ego zaczęły się ściskać. Miał wrażenie, że jego gardło za chwilę zamknie się całkowicie i nie wyda z siebie już ani jednego dźwięku.

"Mogłem to wszystko mieć " - pomyślał.

Mógł mieć przystojnego, lubianego chłopaka - a może nawet męża. Mógł cieszyć się wspólnymi wieczorami, mógł dostawać kwiaty, mógł planować randki. Mógł skończyć studia i mieć wspaniałą pracę.

A nie miał nic.

Ból w jego oczach był aż zanadto widoczny. W głębi duszy dziękował, że w sali panowała ciemność, bo dzięki temu przynajmniej nikt tego nie zauważył.

Tak przynajmniej było do pewnej chwili.

Bowiem tuż przed zaśpiewaniem ostatniego fragmentu, stało się coś, o czym marzył odkąd tylko zdecydował się tu przyjechać. Dostał szansę, aby po raz kolejny - być może ostatni już - spojrzeć w te przepiękne, błękitne tęczówki.

Louis zrobił to celowo. Chciał przekonać się, co czuje w tym momencie Harry. Ale czy ze wzroku, którym obdarzył go brunet, dało się cokolwiek odczytać?

On umiał.

Wystarczyło kilka sekund, aby Louis przekonał się jak bardzo Harry cierpi. Jak bardzo jest mu wstyd, jak bardzo żałuje tego, co stało się kilka lat temu. Wzrok Louisa przepełnił się więc współczuciem i.... to wszystko. Nie było nic, absolutnie nic oprócz tego.

Można by powiedzieć, że Louis odetchnął z ulgą. Nie poczuł bowiem tego, czego się obawiał - jakiegoś ukłucia w sercu, czy czegoś w tym rodzaju. Było to współczucie, ale niezwiązane z żadnym, gwałtownym działaniem.

Przyszło mu do głowy, aby z Harry'm porozmawiać. Żeby pocieszyć go i powiedzieć mu, że ma szansę na lepsze życie. Ale ani przez moment nie pomyślał, że to on jest winny i powinien to jak najszybciej naprawić.

Ich drogi ostatecznie się rozeszły.

Harry też zrozumiał to dokładnie w tym momencie. Wiedział już, że Louis nie przybiegnie i nie rzuci się mu na szyję. Był pewien, że nie zrobi nic nieprzemyślanego i nawet do głowy mu nie przyjdzie, aby zaproponować jakieś spotkanie.

Louis był szczęśliwy i nie miał zamiaru tego wszystkiego psuć dla takiego człowieka, jakim jest on.

Styles uśmiechnął się pod nosem -  bez cienia ironii, jedynie z żalu i - aż sam był zdziwiony - ze szczęścia, iż jego Louis jest szczęśliwy. Dokończył piosenkę, szczerze kierując ostatnie słowa do Louisa:

I hope he buys you flowers, I hope he holds your hand
Give you all his hours when he has the chance
Take you to every party ‘cause I remember how much you loved to dance
Do all the things I should’ve done when I was your man
Do all the things I should’ve done when I was your man

Po sali rozległa się burza braw, jednak nim ktokolwiek spróbował dotrzeć do sceny i pogratulować absolwentowi występu, tamten niemal rozpłynął się w powietrzu.


Wyszedł tak, że tym razem nie zauważył go nawet chłopak z szatni.

THE END

____________________________________________________________________________________________________


Cześć moje Skarby!
Jak spojrzałam dzisiaj na datę ostatniego posta, to aż mi się w głowie zakręciło. Serio? Tak długo?
No ale nic. Skoro tu jesteście, to znaczy że dotrwaliście do końca. Dziękuję.
Ten shot jest... trochę dziwny chyba. Nie wiem już sama. Podobał się? Piszcie proszę, bo ja chyba już dawno nic nie pisałam i nie potrafię siebie ocenić.
Mam tylko nadzieję, że połapaliście się w nim, z tymi wspomnieniami :)

No a co tam u Was ogólnie? :) Bo u mnie ciężko - w szkole ciężko, w domu średnio, nie układa się zbytnio ostatnio, ech...
No a u Was co? :)
Dziękuję za 125 komentarzy pod Epilogiem LMFWID, a jeżeli ktoś jeszcze zapomniał zostawić tam swojej opinii, to proszę serdecznie żeby zawrócił na sekundkę tam ---> http://the-sharp-knife-of-a-short-life.blogspot.com/2014/02/026-epilog.html
Jeszcze chcę Was przeprosić, te komentarze tam są oczywiście przeczytane ale na żaden nie odpowiedziałam, a chyba znajdywało się tam trochę pytań, czy coś takiego, obiecuję, że wrócę.
Dziękuję za wszystko co dla mnie robicie, liczę, że choć trochę się podobało :* Do zobaczenia... no jakoś niedługo :*

50 komentarzy :

  1. o mój boże, popłakałam się, to było cudowne!
    nie wiem co jeszcze mogę napisać
    po prostu cudowne! <3
    @Little_Agenes1D

    OdpowiedzUsuń
  2. to było piękne <3 popłakałam się...
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  3. Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że jednak do siebie wrócą... że chociaż pogadają..
    Ryczeć mi się przez Ciebie chce :"( Ta piosenka jest szczególnie bliska mojemu sercu i może dlatego reaguję jeszcze bardziej emocjonalnie. To było serio piękne. Gratulacje.
    Muszę powiedzieć, że uratowałaś mnie przed wieczorem nudy xd I baaardzo stęskniłam się za Twoją twórczością :D Miło, że wpadłaś z takim shotem. Każde opóźnienie wybaczam, ja też mam mnóstwo obowiązków i wiem, jak trudno pogodzić pisanie z codziennym życiem. Mam jednak nadzieję, że niedługo przybędziesz z jakimś cudeńkiem :)
    Życzę Ci dużo czasu wolnego i weny ♥

    Zapraszam wszystkich do siebie na http://larrystylinson-stories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. super:)
    @louiloveya

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wypowiadam sie... Masz u mnie kreche, jak stąd do Timbuktu...

    @anterothy

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny shot!!!
    Ty to wszystko tak pięknie opisujesz!!
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże. Nie. Nie mogę w to uwierzyć. Jak...? Jak bardzo ashdshfdmsknbfdjjisokmnbhdsia jest to, że niedawno na nowo zakochałam się w tej piosence, słucham jej na okrągło i jedyne, o czym marzęyłam to przeczycztać Larry'ego zainspirowanego tą piosenką i nagle BAM! TY wracasz do nas, z one shotem, którego potrzebowałam, napisanym tak niesamowicie, jak to tylko możliwe..? KOCHAM CIĘ DZIEWCZYNO, KOCHAM CIĘ, O MÓJ BOŻE, MASZ MOŻE JUŻ SWÓJ FANDOM, CZY MAM GO DOPIERO ZAŁOŻYĆ???
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, trochę mnie poniosło, wybacz <3 Czekam na kolejny post :3
      @fallensoul19

      Usuń
  8. oh my fuckin' feels... No no no, too much.. I can't... Just leave me... Jezu Natalciu, co Ty z nami robisz? Omfg.. One shot po prostu p o w a l a j ą c y. hxqrweachjzfg taki emocjonujący , kochany, a zarazem.. Smutny. Czysta perfekcja! Ale... Ta końcówka. To już wgl. Mam nadzieję, że napiszesz następnego, ale z jakimś happy end'em, chyba że mam być do reszty rozdarta :)))) a tak btw, wiesz jak się stęskniłam? Jenyy haha no i w końcu się doczekałam Twojej twórczości w postaci jakże cudownego one shot'a <3 a z nauką i w domu, myśle że będzie lepiej x u mnie w sql też masakra.. Może założymy klub wsparcia? kocham Cie x @HarveyIsMinee

    OdpowiedzUsuń
  9. Awww popłakałam się. To było takie urocze i smutne, podoba mi się bardzo
    Cieszę się, że napisałaś, bo już traciłam nadzieję, że się pojawisz :)
    @JaZiemniak_

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny Shot. Byłam niemal pewna, że do siebie wrócą. Zaskoczyłaś mnie. Jesteś wspaniałą pisarką, uwielbiam Cię :) ♥
    @cutelarreh

    OdpowiedzUsuń
  11. Emocjonalnie mnie rozbroiłaś. Siedzę i ryczę od jakiejś godziny. Dobór piosenki - historia - to wszystko tak do siebie pasuje, że aż mam ochotę Tobą potrząsnąć za pytanie czy się podoba. Oczywiście, że się podoba! Piszesz niesamowite opowiadania - to już wiedziałam, ale teraz wiem, że Ty po prostu wspaniale piszesz. Pewnie równie wspaniale napisałabyś historyjkę dla dzieci.
    Napisałaś shota z tak jakby historią mojego życia - po prostu niemożliwe.
    Uwielbiam Cię i pamiętaj, że jesteś absolutnie wspaniała :)
    @nala292

    OdpowiedzUsuń
  12. Ehhh wiedziałam że do sb nie wrócą.
    Też bym tak postapiła na miejscu Lou.
    lilo.... dziwne to było shippuje niama może dlatego!
    czekam na nowe opowiadanie!!!
    powodzenia w szkole i w domu też się wszystko ułoży!
    @kika1613

    OdpowiedzUsuń
  13. piekny :'c jezu... to takie smutne :c
    @larry16_stans

    OdpowiedzUsuń
  14. Omfg, to było... Ugh, po prostu G-E-N-I-A-L-N-E! Nawet nie wiesz jak bardzo zdążyłam się stęsknić za Twoimi opowiadaniami, więc bardzo, ale to bardzo dziękuję za tego cudownego shota. Szkoda trochę, że nie było mojego Larry'ego, ale Lilo.. Cóż, najlepszy shot o nich jaki czytałam. Dziękuję Ci, kochana <3 I to chyba tyle.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nienawidzę cię ;(

    OdpowiedzUsuń
  16. what's wrong with you?! jezu kobieto, jesteś taka jdkdhdidbdkbf no boże mój, nie wiem co napisać jcodnkdd bo Lou i Liam.. a wtedy Harry... i potem.. ale .. no i.. ten... a wtedy... i on... ale on.. a potem on... i znów.. i.. ale..a potem on.. i o. no jak tak można?! ja tu liczyłam na jakiś happy end, a ty po prostu.. ugh jak mogłaś?! czytałam to przy przyjaciółce i się rozryczałam, a ona nie widziała o co chodzi.. boże. no nie napiszę nic sensownego, bo jak? jestem kompletnie roztrzęsiona..
    kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  17. OMG to jest piękne,
    poryczałam się <3
    przepraszam ale się oswajam od płaczu i nie mogę wymyślić nic sensownego <3

    OdpowiedzUsuń
  18. OMG! Wiesz, że masz wielki, wielki talent? Jeśli nie to teraz Ci to mówię (pisze). Powiem szczerze, że podczas tego czasu, który minął od epilogu zaglądałam tu prawie codziennie sprawdzając, czy czegoś przypadkiem nie dodałaś, lub po prostu z nudów, by sobie poczytać twoje opowiadania czy shorty. Opłacało się czekać na ten one short! I to bardzo! Doskonale dobrana piosenka, przepiękna historia! Do sceny śpiewania przez Harrego piosenki idealnie pasuje ta którą wybrałaś. Właśnie przy tej scenie się popłakałam! Ta piosenka idealnie dodaje pieknej atmosfery. To wszystko w mojej głowie stało się tak wyraźne, że się popłakałam! Z jednej strony Louis, szczęśliwy, w związku ze swoim dawnym najlepszym przyjacielem,a obecnie chłopakiem, który wspierał go, a teraz dba o niego. Liam jest cudownym chłopakiem, opiekuńczym i kochanym. Z drugiej zaś strony Harry, dorosły facet, który przez błąd z młodości nie umie sobie teraz poradzić. Kłuci się z matką, co noc sypia z innym facetem. Po prostu nie potrafi sobie poradzić z życiem. I następnie Bal absolwentów. Starszy przyjaciele, spotkanie po latach, fajna rzecz. Nie spodziewałam się, że Harry będzie chciał zaśpiewać. I gdyby to była inna piosenka to ok, po prostu miał taka ochotę, ale gdy zaczął śpiewać właśnie tę piosenkę i wspominać wraz z Lou momenty z ich związku, mając zamknięte oczy, wzruszyłam się. To co kiedyś ich łączyło właśnie obojętność Harrego zniszczyła. Ta postawa, którą mu przypisałaś kompletnie się zmieniła w jego dorosłym życiu, zrozumiał swój błąd. Niestety na naprawienie go było za późno, mimo to on cieszył się w pewnym sensie, że Lou jest szczęśliwy. Lou bał się, ze to uczucie wróci, nie wróciło. Pewnie minie trochę czasu zanim Harry sobie kogoś znajdzie, ułoży sobie życie, ale przynajmniej odważył się to zrobić, zaśpiewać właśnie tą piosenkę i popatrzeć w oczy Louisowi. To naprawdę piękny short, nawet nie wiesz jak mi się podoba. Powodzenia w dalszej edukacji i do zobaczenia!
    Marzena ze Śląska

    OdpowiedzUsuń
  19. O jeny popłakałam się :"( piękny...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten shot jest bardzo piękny, popłakałam się

    OdpowiedzUsuń
  21. Postanowiłam wejść zobaczyć czy nie piszesz jakiegoś nowego opowiadania. Wchodzę a tu proszę jest. Nie doczytałam nagłówka i myślałam że jest to opowiadanie. Później jak przeczytałam twoją notkę to patrze pisze shot. Szkoda że to tylko shot chciałabym aby było to opowiadanie bo bardzo mi się spodobało i jestem ciekawa jak by się dalej potoczyła historia Louisa i Harry'ego.

    OdpowiedzUsuń
  22. To było piękne <3 Wyobraź sobie że wczoraj weszłam sobie w twoje stare opowiadanie: http://larry-1d.blog.onet.pl, które znalazłam na fb. Wchodze w ten link na górze a tu TEN BLOG i ja taka zorana XD Wydaje mi sie że skomentowałam już dawno epilog LMFWID, ale jeszcze sprawdze ;)
    A co do tego shota: Piękny, super napisany, popłakałam się pod koniec <3 :')

    OdpowiedzUsuń
  23. Śliczny *.*
    Troche dziwnie ze oni nie sa razem w tym shocie no ale taka wizja autora :d
    Jest taki śliczny ze czytac go moge wieki
    pozdrawiam
    i mam nadzieje ze cos sie pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej. /starsza młodzież/ NOOO nareszcie jesteś z powrotem, strasznie ciebie brakowało!!!! Stęskniłam się!! Długo Cie nie było, zagladałam tutaj prawie codziennie , dzień po dniu, tydzien po tygodniu, rok po roku i sie doczekałam!!! Cierpliwość popłaca. ogromnie się cieszę że postanowiłaś napisać shota. Piekny był. Poryczałam się. ale osobiście wolę takie ze szczęśliwymi zakończeniam. Takie troszke mnie dołują niestety i wole nie czytać, chociaż nie mówię że nie czytam. Twoje przeczytam!!! Ale ci słodzę!!! Ho ho natenczas kończę.

    OdpowiedzUsuń
  25. PORYCZAŁAM SIĘ JAK IDIOTKA !! To było PIĘKNE !!!! Jestem w niemałym szoku. Przepraszam Cię że nie napiszę nic wzruszającego czy też super fajnego. Bo po prostu nie mogę i nie umiem. Przepraszam również za to że to będzie takie krótkie ale brakuję mi literek w alfabecie żeby to opisać.

    po prostu ŚWIETNE !!! Mam nadzieję przeczytać jeszcze coś tak równie wspaniałego. Jesteś niesamowicie uzdolniona. Gratuluję Ci z całego serca. !!!

    PRZEPIĘKNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ♥♥♥

    Ahh...no i się poryczałam znowu :(


    Pozdrawiam @Kasia_Dera ♥

    OdpowiedzUsuń
  26. Przeczytalam. Z kazda linijka, z kazdym slowem i zdaniem znajome uczucie w sercu sie nasilalo. Emocje ogarnialy mnie coraz bardziej. Bol, ze to co nam stworzylas, tak sie skonczylo. Ze idealny zwiazek sie rozpadl. Musze przyznac, ze pod koniec cos peklo i sie poplakalam. Chce sie wtulic w ramiona przyjaciolki i sie wyzalic, ze TU juz nie ma Larrego. Ze jest tylko Louis i nie pasujacy Liam. A ona jest kilka ulic dalej i pewnie usmiala by sie z mojej reakcji. Cuz, teraz mam taka pustke w sercu. Naprawde, cudowny oneshot <3

    OdpowiedzUsuń
  27. jezu to jest tak bardzo cudowne, nie lubię, wręcz nienawidzę smutnych zakończeń (choć tu jest tak na pół smutne) ale kurde kocham tego shota, jezusie popłakałam się i wgl sjbfjskd uwielbiam cię / @ayeswagunicorn

    OdpowiedzUsuń
  28. Cudowny one shot, popłakałam się przy końcówce. Jesteś genialna :3

    OdpowiedzUsuń
  29. Cydowny one shot.Mam nadzieje ze w domu juz lepiej jest a w szkole dasz sobie rade wierze w ciebie ;) Pozdrawiam Wiktoria ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Posprawdzaj sobie playlistę bo niektóre piosenki nie działają.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie mama słów, serio, to było tak fantastyczne i jeszcze ta piosenka, wgl te przesłanie NIE MAMA SŁÓW JEST TYLKO POTOK ŁEZ

    OdpowiedzUsuń
  32. Wzruszyłam się ♡ cudowne

    OdpowiedzUsuń
  33. TO JEST PJEKNE KOCHANIE!!! PROSZE CIE BARDZO MOCNO INFORMUJ MNIE NA TT: @swagger_forewer. BEDE BARDZO BARDZO WDZIECZNA SLONKO <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Taki piękny shot.
    Popłakałam się.
    Nawet nie wiem co się ze mną stało.
    Tak bardzo mnie to wzruszyło.

    Dominika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruszyłam z nową opowieścią :D
      Mam nadzieję, że wpadniesz: you-break-my-heart-again.blogspot.com

      Dominika.

      Usuń
  35. Hejo! Nominuję blog do Liebster Award! Gratuluję i pozdrawiam!
    http://i-am-all-yours-larry-stylinson.blogspot.com/2014/04/kolejne-la.html

    OdpowiedzUsuń
  36. To jest piękne <3 Nie spodziewałam się, że ktoś umie tak wspaniale pisać !!! Świetne <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  37. przeczytałam tego shota wczoraj, przy końcówce się popłakałam, bardzo rzadko płaczę więc sama się zdziwiłam, ale dzisiaj puściłam sobie "When i was your man" i znowu zaczęłam płakać, śliczne, tak bardzo smutne ale niesamowite, dziękuję xx

    OdpowiedzUsuń
  38. Piękne opowiadanie ale...... dla mnie bez HappyEndu :'( . Tematyka dość brutalna i podoba mi się szczerze. Mam nadzieję, że za niedługo wrzucisz coś .... um fajnego? Nie wiem jak to ująć. Ten One-Shot zasługuje na lepsze określenie niż "fajny". A więc do następnego postu.


    ~ SjMagda ♥

    OdpowiedzUsuń
  39. Hej. /starsza młodzież/ Dawni Cie tu nie było daj jakis znak ze u ciebie wszystko ok i nic Ci nie jest. !!

    OdpowiedzUsuń
  40. Jejku. Popłakałam się. To jest piękne. Na chwilę obecną nie potrafię wyrazić słów jak bardzo to mnie rozczuliło i czuje się tak zadziwiająco dobrze. To co napisałaś jest serio świetne. Zakończenie było cudowne. To jak ukazałaś miłość Harry'ego do Lou była... Jejku nie potrafię tego określić ale uśmiech wkradł mi się na twarz. On wiedział że Lou już do niego nie wróci lecz to uszanował i cieszył się że jego Lou jest szczęśliwy. Pozdrawiam i z chęcią zapoznam się z resztą twojej wspaniałej twórczości @onlyxbelieve

    OdpowiedzUsuń
  41. kompletnie się popłakałam, jezu nie umiem napisać więcej

    OdpowiedzUsuń
  42. Dziewczyno ty nie wiesz jak ja ciebie kocham <3. Uwielbiam czytac wszystko co napiszesz . poplakalam sie naprawde piekny one shot xx @SUPERMEAAAN

    OdpowiedzUsuń
  43. Koniec cudowny. Uroniłam łzę uśmiechając się przy tym jednocześnie. Piosenka jak zwykle wspaniale dopasowana. Za serce wzięły mnie szczególnie ostatnie wersy piosenki i zakończenie, które nam zgotowałaś. Ale brakuje mi tutaj czegoś... nie do końca wiem czego. Coś co uzupełniłoby całe opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  44. nie spodziewałam się zupełnie takiego zakończenia, jeju, świetnie ci to wyszło!

    OdpowiedzUsuń
  45. Zakończenie troche mnie zaskoczyło. Bardzo mi się spodobał ten one shot :)

    OdpowiedzUsuń