poniedziałek, 2 czerwca 2014

LATCH - ONE SHOT




TYTUŁ LATCH

PAIRING : LARRY 

ONE DIRECTION : AU ( NIE ISTNIEJE )

MIEJSCE AKCJI : PARYŻ

OPIS : Mieszkający w Paryżu Harry, dostaje zaproszenie na wieczorny koncert nieznanego mu wcześniej zespołu. Jego wzrok przykuwa pewny siebie, energiczny wokalista, który w kontaktach z nieznajomymi przybiera wręcz nienaturalnie nieśmiałą postawę. Jakie tajemnice skrywa muzyk? Jaką rolę w jego życiu odegra przypadkowo poznany chłopak z Paryża?

ILOŚĆ SŁÓW : 4200

INSPIRACJA : Cover piosenki Disclosuer pt. "Latch" w wykonaniu Kodaline.

UWAGA!
PROSZĘ, NAPRAWDĘ PROSZĘ. 
POD SPODEM BĘDZIE WYRAŹNIE ZAZNACZONE W KTÓRYM MOMENCIE WŁĄCZYĆ "LATCH' ABY LECIAŁO W TLE. TO BARDZO WAŻNE, WIĘC WYSZUKAJCIE TO NA PLAYLIŚCIE Z BOKU I WŁĄCZCIE. WCZUJCIE SIĘ W TO JAK NAJBARDZIEJ UMIECIE. POWINNO PASOWAĆ.
ENJOY

*********************************************************

Harry

Zająłem miejsce przy barze, od razu unosząc dłoń i prosząc zaprzyjaźnionego barmana do siebie.

- Styles! Dawno Cię tu nie widziałem! - uśmiechnął się szczerze podając mi rękę. - Co słychać na studiach?

- Nie będę  ci opowiadał, bo nie masz o matematyce pojęcia - odparłem zgryźliwie, a barman roześmiał się w głos.

- To prawda, nigdy nie  miałem do tego głowy. Coś podać?

- Zrób mi jakiegoś dobrego drinka.

- Zrobię coś, co umiem najlepiej - odparł, wciąż uśmiechając się od ucha do ucha i zniknął w poszukiwaniu jakiś kolorowych butelek.

Ten wieczór naprawdę był udany. Dzięki Liamowi poznałem kolejny świetny zespół. O The Rouge nigdy wcześniej nie słyszałem, ale Li wyciągnął mnie na koncert i proszę, zyskali nowego sympatyka.

Lubiłem taki typ muzyki. Trochę jak Kodaline, folk-rock to zdecydowanie najlepsze połączenie dla mnie. I ten cholernie świetny głos tak przebojowego wokalisty. Nic im nie brakowało.

Szkoda tylko, że Li nie został dłużej. Nie chciało mi się wracać do domu, bo moi rodzice i tak wyjechali gdzieś na weekend. Wolałem posiedzieć w barze, a nuż natknę się na jakiegoś starego znajomego?

- Przepraszam, mógłbym prosić pięć piw? - krystaliczny głos przerwał moje rozmyślania na temat wieczoru. Jakbym gdzieś już go słyszał. Ale gdzie? Powoli odwróciłem się w stronę, z której dobiegł ten kojący moje uszy dźwięk, A tam...

Widząc mój wzrok, wokalista The Rouge uśmiechnął się nerwowo, wkładając ręce do tylnich kieszeni spodni i kiwając się, stojąc raz na palcach, raz na piętach. Barman szybko podstawił mi drinka i oddalił się w poszukiwaniu kufli, nie słysząc nawet mojego podziękowania.

Z racji tego, że moje spojrzenie się w stronę wokalisty nie było nazbyt dyskretne, sytuacja zrobiła się nieco niezręczna.

- Chyba trochę to potrwa, więc pozwolę sobie zająć miejsce obok ciebie - powiedział w końcu cicho, zgrabnie wskakując na krzesełko. Przełykałem właśnie drinka, więc tylko kiwnąłem głową.

- Mm... świetny koncert - zagadnąłem niepewnie.

- Uhm, dzięki - nerwowo przejechał rękoma po udach. - Jesteś stąd?

- Tak, ale studiuję około 40 km stąd i mieszkam w akademiku. Mój kumpel miał tutaj przyjść, ale rozchorował się i dał bilet mi, więc...

Okej, to chyba nie było najmądrzejsze zdanie. Chłopak pokiwał tylko głową, uciekając wzrokiem gdzieś w podłogę. Chyba myślał, że ma przed sobą fana.

- Ale cieszę się, że tu przyszedłem, naprawdę świetne kawałki - dodałem od razu. Spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko.  - Jestem Harry.

- Louis - powiedział szybko, podając mi dłoń.

- Od dawna śpiewasz? – zapytałem, chcąc podtrzymać rozmowę. Zawstydzony Louis był cholernie uroczy. Kto by się spodziewał, że ten, który na scenie potrafi wyprawiać TAKIE rzeczy, jest tak nieśmiały?

- Od dziecka – odpowiedział nieco pewniej, uśmiechając się lekko. – Szybko śpiewanie stało się moim sposobem na zarobienie pieniędzy – na szkołę, dla mamy…  Kiedyś grałem na ulicy, koncertowanie zaczęło się około roku temu. – Wyznał, po czym znowu opuścił wzrok. Jakby się karcił za to, że tak dużo powiedział.

-Kto zaproponował Ci występowanie? – zapytałem szybko, nie chcąc pozwolić na chwilę krępującej ciszy. Historia Louisa szybko mnie zainteresowała. Sam kiedyś trochę śpiewałem, ale nie zdecydowałem się poświęcić dla tego całego życia...

- Zobaczyłem kiedyś ogłoszenie, że poszukują wokalisty do zespołu. Poszedłem na przesłuchanie i… udało się. Świetnie się dogadywaliśmy, zaczęliśmy pisać piosenki. Później wysłaliśmy to do niezbyt dużej wytwórni, spodobało im się. Zyskaliśmy kilka tysięcy fanów, i w końcu zdecydowaliśmy się na mały tour po Europie. Dzisiejszy koncert był ostatni. Rano wracamy do Anglii i będziemy pracować nad nową płytą - wokalista wyrecytował szybko. Jego nieśmiałość była cholernie słodka.

- Idealny obrót spraw! Louis, twoja historia to jak bajka, jakbym nie widział cię na tej scenie to bym ci nie uwierzył  – zawołałem wesoło. To robiło wrażenie.

 Louis jednak nie poparł mojego entuzjazmu. Uśmiechnął się jakby sarkastycznie. Jakby chciał powiedzieć, że to …

- Już prędzej nazwałbym to horrorem, a nie bajką – mruknął pod nosem. Miałem zamiar odpowiedzieć chichotem, myśląc, że to jakiś żart, ale... W jego tonie było coś niepokojącego. Posmutniał dość wyraźnie.

- Louis, wszystko w porządku? - zapytałem, niepewnie kładąc dłoń na jego ramieniu.

- Nigdy nie było w porządku. Ale nigdy nikt o tym nie wiedział.

Twarz Louisa wręcz błagała o pomoc. Teraz dopiero zauważyłem, jak bardzo jej wyraz różni się od tego, który widziałem na scenie. Coś było nie tak.

A ja, sam nie wiem dlaczego, chciałem wiedzieć co to.

- Chcesz pogadać? - zaproponowałem niepewnie.

- A co właśnie robimy? - tym razem to on zachichotał. Jednak uśmiech szybko zniknął z jego twarzy, a jego miejsce zajął ten sam co wcześniej, nieco posępny wyraz.

- Louis, nie znam cię zbyt długo, to fakt... - zacząłem, powodując lekkie drgnięcie kącików ust Louisa - ale widzę, wyraźnie widzę, że coś cię gryzie. Pewnie nie spotkasz mnie już nigdy, więc co ci szkodzi opowiedzieć co nieco? A nuż poczujesz się lepiej? Jestem świetnym słuchaczem i nigdzie mi się dzisiaj nie spieszy - zachęciłem na koniec, obdarzając go szczerym uśmiechem.

- I chcesz słuchać tego, dlaczego moja historia nie jest aż tak bajkowa jak się wydaje? - zapytał spoglądając na mnie niepewnie. Jednak nawet nie zdążyłem zobaczyć koloru jego oczu, gdyż od razu spuścił wzrok w ziemię.

- Wiesz, sam zacząłeś tę rozmowę... Zawsze mogłeś tylko przytaknąć na moje stwierdzenie i wtedy nie zadawałbym głupich pytań - uśmiechnąłem się, starając się rozluźnić atmosferę i samego Louisa. Nie do końca mi się chyba udało. Louis zrobił taką minę, jakby teraz pluł sobie w brodę, że tak nie zrobił. To... to mnie zabolało. I nieco zirytowało.

- Słuchaj. Nie jestem żadnym dziennikarzem czy kimś, nie będę cię o nic wypytywał. Jeśli chcesz, możemy naprawdę szczerze pogadać. Zainteresowałeś mnie i tyle. Jeśli nie masz ochoty - możesz po prostu wziąć te piwa które zaraz przyniesie barman i iść na backstage. Wszystko zależy od ciebie. Na nic nie naciskam.

Odwróciłem się w stronę baru i wziąłem łyk drinka. Naprawdę miałem wrażenie, jakby Louis czuł się do czegoś zmuszany, jakbym był nachalny czy niegrzeczny. A chciałem być po prostu miły.

Po moich słowach nastała chwila ciszy - oczywiście jeśli można tak powiedzieć o klubie pełnym krzyczących do siebie ludzi i w którym gra elektroniczna muzyka.

- Jak zwykle muszę wszystko spieprzyć - usłyszałem tylko, po czym zobaczyłem, że Louis zeskoczył z krzesełka, wsadził ręce w kieszenie i udał się w stronę backstage'u. Spieprzyć?

- Louis! - krzyknąłem. Nie zareagował, więc poszedłem za nim.

- Louis! - powtórzyłem, kładąc dłoń na jego ramieniu. Zatrzymał się i odwrócił niepewnie.

- Harry... Ja chyba nie umiem rozmawiać z ludźmi, przepraszam - powiedział tak, że ledwo co mogłem go usłyszeć, po czym znowu odwrócił się do mnie plecami. Wywróciłem oczami. Co on pieprzy za głupoty.

- Louis do cholery, najpierw żalisz mi się, później odchodzisz bez wyjaśnienia, Chcesz ze mną porozmawiać o swoich problemach, czy po prostu mam uznać że tej rozmowy nie było? - niemal krzyknąłem mu do ucha. Znowu zatrzymał się i spojrzał na mnie nerwowo. Nie czekałem na odpowiedź, bo wyczytałem ją z jego oczu. Złapałem więc go za przedramię i zacząłem za sobą ciągnąć. Bez większego oporu z jego strony wyszliśmy na  dwór.

- Louis, czy ty możesz mi powiedzieć, gdzie się podział ten energiczny wokalista którego widziałem pół godziny temu? I dlaczego do cholery jesteś tak bardzo trudny w podejściu? Nie chcę być niegrzeczny, ale zachowujesz się jak kilkuletnie dziecko.

To... to było niegrzeczne. Ale oczywiście zdałem sobie z tego sprawę dopiero po tym, jak to powiedziałem. Bałem się reakcji Louisa, ale on... on zdawał się przyznać mi rację.

- Jestem taki już od kilku lat. Po prostu ciężko mi się otworzyć, a szczególnie, gdy stoję przed... no ciężko jest mi rozmawiać z obcymi. I nie tylko. Wśród znajomych jest tak samo. Zazwyczaj siedzę w kącie bawiąc się telefonem  - odparł w swojej obronie. Uspokoiłem się. Zmieniłem ten niegrzeczny ton i zdecydowanie łagodniejszym głosem zapytałem :

- Idziemy się przejść? Pokażę ci Paryż oczami mieszkańca.

Louis uśmiechnął się lekko i skinął głową. Wolnym krokiem , w totalnej ciszy zaczęliśmy oddalać się od klubu. Mój towarzysz kilka razy otwierał usta aby coś powiedzieć, ale zaraz potem zamykał je zniechęcony. Znowu więc przejąłem pałeczkę i starając się nie okazywać zbyt wielkiego zainteresowania, zapytałem dość obojętnie :

- Czemu na scenie zachowujesz się tak kompletnie inaczej? Ludzie cię uwielbiają, oczy wszystkich w klubie były zwrócone na ciebie. Dziewczyny szalały. Nigdy bym nie uwierzył, że ktoś taki może być tak nieśmiały.

Louis uśmiechnął się lekko.

- Widzisz... scena to takie miejsce gdzie zapomina się o wszystkim. Nie myślę o problemach. Liczy się tylko to co tu i teraz.  Na scenie mogę czuć się swobodnie, bo wiem, że nikt nie ocenia mnie z całego życia, że liczy się tylko muzyka.

- I naprawdę masz aż tyle problemów, że różnica między twoim zachowaniem na scenie a poza nią jest aż tak diametralna? - zapytałem z niedowierzaniem.

- Więcej niż ci się wydaje.

Po tych słowach znowu zaległa cisza. Tym razem jednak nie zamierzałem już o nic pytać. Louis naprawdę wydawał się być osobą która wiele w życiu przeszła. Mówiły o tym jego słowa, jego oczy. Dopiero teraz też zauważyłem to jak jest szczupły. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, wydawał się  być po prostu jednym wielkim kłębkiem nerwów.

- Wiesz, że moi rodzice wyrzucili mnie z domu cztery lata temu? -krystaliczny, smutny głos, niemal spoliczkował mnie tym brutalnym pytaniem. Stanąłem z niedowierzania - po pierwsze dlatego, że nie spodziewałem się iż Louis cokolwiek jeszcze powie. Po drugie -

- Dlaczego? Przecież musiałeś mieć około szesnastu lat! Co takiego zrobiłeś, że nie chcieli  z tobą mieszkać? - powiedziałem swoje myśli na głos.

Moment zadanego przez Louisa pytania był zdecydowanie przełomem w naszej relacji. Pewnie długo zastanawiał się, czy to powiedzieć. A gdy w końcu podjął decyzję, powiedział te słowa i spotkał się z wyraźnym oburzeniem z mojej strony, postanowił otworzyć się całkowicie. Od tej chwili to on mówił, a ja słuchałem. Słuchałem z niedowierzaniem, w zamyśleniu. To wszystko było tak nieprawdopodobne.

- Nigdy nam się nie przelewało - ojciec jeździł ciężarówkami, więc prawie nie było go w domu. Mama ledwo wiązała koniec z końcem, zawsze do pierwszego nam brakowało. Nigdy nie pracowała ze względu na stan zdrowia. Ojciec w dodatku sporą część zarobionych pieniędzy wydawał w trasach, do domu przywoził raptem połowę tego. Dlatego postanowiłem kiedyś wyjść na ulicę, usiąść pod jakimś pomnikiem i grać. I przynosiłem do domu zawsze jakieś pieniądze. Nie wielkie, ale wystarczało powiedzmy na obiad. Zrobiło nam się dużo lżej.

- Tym bardziej nie rozumiem, jak mogli wyrzucić cię z domu - wtrąciłem.

- No przecież nie wyrzucili mnie dlatego, że zarabiałem pieniądze - Louis uśmiechnął się ironicznie.

Panująca aura była idealnym tłem dla jego historii. Było ciemno, a niewielkie lampy oświetłały jedynie małe części ulicy. Zbierało się na deszcz. Silne podmuchy wiatru raz po raz uderzały w nas, powodując nieprzyjemne dreszcze. A my szliśmy. On mówił, ja słuchałem. I nic wiecej się dla nas nie liczyło.

 - Pewnego dnia wróciłem ze szkoły i zobaczyłem w drzwiach dwie walizki. Szybko spostrzegłem, że to moje rzeczy. Zdezorientowany poszedłem do kuchni i zapytałem o co chodzi. Spotkałem tam pijanego ojca, który od razu wykrzyczał, że.... Że nie będzie mieszkał pod jednym dachem z gejem.  Wtedy miałem nawet dziewczynę. Ale on ubzdurał sobie, że widział mnie jak całuje się z jakimś innym kolesiem. To nie mogła być prawda, ale jego nie dało się przekonać. Gdy próbowałem jeszcze protestować, uderzył mnie w twarz i kazał się wynosić. Mama płakała, błagała go żebym został. Ale on był nieugięty. Wypchnął mnie za drzwi. Miałem przy sobie raptem zarobione w ten dzień pieniądze. 10 funtów.

Jego głos był przepełniony żalem. Na pewno było to dla niego bolesne, wracać do takiej sytuacji. A jednak czułem w jego tonie ulgę.

- Czy ty... czy kiedykolwiek o tym komuś powiedziałeś? - zapytałem cicho. Pokręcił przecząco głową.

- W ten sam dzień zobaczyłem to ogłoszenie o poszukiwaniu wokalisty. Od razu pojechałem do nich na przesłuchanie, spodobałem im się. Gdy zapytali mnie skąd jestem, skłamałem, że przyjechałem do pracy. Szybko znaleźli mi jakąś kawalerkę. Nigdy więcej nie poszedłem do szkoły. Zatrudniłem się w pobliskim barze szybkiej obsługi i tam pracowałem do momentu, gdy podpisaliśmy kontrakt.

Kompletnie nie wiedziałem jak się zachować. Ta historia była... wręcz nienormalna. Louis był tak brutalnie doświadczony przez życie, że nie dziwiło mnie to, że mówił o nim raczej jak o horrorze niż bajce. Chciałem mu jakoś powiedzieć, że wszystko dobrze się skończyło, że jego życie od teraz pewnie będzie wyglądało kompletnie inaczej. Ale on znowu zaczął swój monolog, szybko negując moje pozytywne myśli.

- Myślałem że później wszystko się zmieni. Przez kilka dni chodziłem szczęśliwy, pierwszy raz od dwóch lat byłem szczęśliwy. Ale później znowu wszystko zaczęło się walić. Kojarzysz z koncertu tego mulata?

- Tak tak, gra bodajże na basie?

- No właśnie. My... Od zawsze dogadywaliśmy się naprawdę dobrze , ciągle żartowaliśmy, śmialiśmy się. I ja przez moment... przez moment pomyślałem, że między nami jest coś więcej niż przyjaźń. Łapaliśmy się na spojrzeniach.... byłem niemal pewny tego, że on jest gejem. I gdy już miałem mu zaproponować jakieś wspólne wyjście... Właśnie wtedy rzucił jakiś kawał o gejach. To było jak nuż w serce. Później jeszcze w żartach powiedział do mnie - "Lepiej znajdź jakąś dziewczynę, bo jeszcze pomyślą że jesteś pedałem!"

Jego głos coraz częściej się załamywał. Słyszałem już kilka pociągnięć nosem. Louis był tak... tak kruchy. Nie miałem pojęcia jak powinienem się zachować.

- Lou, nie musisz mówić więcej. Ja... Ja już wszystko rozumiem. I przepraszam, że byłem tak niegrzeczny. Po tym co przeszedłeś... Podziwiam cię, że tak dobrze się trzymasz.

- Ale czy ty wiesz... - jego głos powoli zamieniał się w szloch - czy ty wiesz, że od tego momentu ukrywam swoją orientację? Było tylu chłopaków podczas trasy , na których zwróciłem uwagę. Ale zawsze się bałem. Bałem się, że gdy się dowiedzą to wywalą mnie z zespołu. Bałem się, że znowu będę musiał wrócić do tego okropnego baru. Ja... Ja już wolę być całe życie samotny, niż znowu być nikim.

- Nie mów tak - przerwałem, spoglądając w jego stronę. Szybko spuścił głowę, a jego palce powędrowały do oczu, i zaczęły wycierać niesfornie kapiące łzy.

- Louis... Jesteś świetny facetem. Nie możesz dać się tak zaszufladkować. Za bardzo się z tym męczysz - powiedziałem łagodnie, robiąc krok w jego stronę. - Wszystko... na pewno wszystko będzie dobrze. Świat jest teraz tolerancyjny! Louis... Chodź, przytul się - powiedziałem łagodnie i podszedłem jeszcze bliżej. Nie spodziewałem się tego, że chłopak tak szybko padnie mi w ramiona.

- Spokojnie, nie płacz, będzie dobrze - wyszeptałem, gładząc go po plecach. Jego ciało było takie kruche, takie delikatne… I takie zimne. Dopiero teraz zauważyłem, że ma na sobie jedynie podkoszulek bez rękawów. Wysunąłem się z jego objęć i szybko zdjąłem sweter.

- Załóż go – poleciłem. Louis zaczął się opierać, ale w końcu wcisnąłem mu go przez głowę. Potem już sam wsunął w niego ręce i… znowu się do mnie przytulił.

- Wiesz, kiedy ostatnio rozmawiałem z kimś tak szczerze? – wyszeptał. Objąłem go mocniej.

- Paryż to magiczne miejsce – powiedziałem mu do ucha. – Louis?

- Hmm?

- Może przejdziemy się do mnie? Mieszkam niedaleko. Zrobię nam jakąś herbatę.

- Świetny pomysł – Louis pierwszy raz tej nocy szczerze się uśmiechnął. I podążyliśmy w drogę do mojego mieszkania.

Nocny spacer był bardzo przyjemny. Louis już z nieco mniejszymi emocjami opowiedział mi o innych aspektach swojego życia. Ja opowiedziałem mu o studiach, marzeniach. Rozmawialiśmy jak starzy znajomi, którzy widzą się pierwszy raz od kilku lat.

- To tutaj - uśmiechnąłem się serdecznie i wprowadziłem go do mojego mieszkania. Usiedliśmy w kuchni. Gdy gorąca herbata stała już przed nami na kuchennym blacie, zdecydowanym tonem powiedziałem :

- Musisz wyznać członkom zespołu prawdę.

Louis poruszył się na krzesełku, spuszczając wzrok na kubek.

- Mówiłem ci już. Nie chcę znowu być nic niewartym nastolatkiem.

- Louis, przecież to cię niszczy. To dlatego straciłeś radość życia, dlatego stałeś się takim mrukiem i pesymistą. Nie możesz tego wytrzymać. I nie dziwię ci się. Uwierz w siebie. Po co masz grać z jakąś bandą homofobicznych dupków? Wiele zespołów wzięłoby cię do siebie z radością. Albo wytwórnia zaproponowałaby ci solową karierę. Jesteś za dobry, żeby o tobie zapomnieli!

Nie odpowiedział nic. Wziął kilka łyków herbaty, wciąż patrząc przed siebie.

- Naprawdę tak myślisz? - wydukał dopiero po upływie kilku minut. Spojrzał na mnie, a w jego oczach wyczułem coś nowego. Nadzieję.

- Jestem tego pewny - odparłem bez zastanowienia. - Powinieneś teraz iść do tego klubu i powiedzieć tym gnojkom prawdę. Mogę przy tym być i cię wspierać... Oczywiście jeśli chcesz - dodałem szybko.

- I co dalej?

- Hmm... możesz przenocować u mnie. Na pewno masz teraz odłożone jakieś pieniądze, mógłbyś więc wrócić do domu innym samolotem. A może...  może oni jednak będą chcieli abyś został? Louis, proszę. Nie możesz dać się tak wyniszczać.

Nie wiem co takiego miałem w sobie, ale już od dziecka ludzie zawsze mi ufali. Wierzyli w to co mówię. Zawsze byli pewni, że mam rację. Tak było i tym razem.

Nawet się nie obejrzałem, a znowu stałem pod klubem. Chodziłem nerwowo raz w jedną, raz w drugą stronę, czekając aż wyjdzie Louis i opowie mi reakcję swoich kolegów na swoje wyznanie. Nie bałem się, że stchórzy. Był pewny tego, co chce powiedzieć.

Krucha sylwetka wynurzyła się zza drzwi. Wciąż miał na sobie mój sweter - przynajmniej dwa rozmiary za duży. Wyglądał w nim jeszcze bardziej bezbronnie.

- No i jak? Louis? Jak zareagowali? - zapytałem natychmiast. Spojrzał na mnie radośnie.

Wiedziałem, że wszystko poszło po jego myśli.

- Byli zaskoczeni. Ale żadnych uwag, żartów. Jeszcze przeprosili mnie za to, co mówili kiedyś - wyznał szczęśliwie i nawet nie wiem kiedy -  padł mi w ramiona. Wszystko działo się tak szybko.

Wtulił się w moją szyję a ja uniosłem go na chwilę i okręciłem kilka razy dookoła siebie.

- Dziękuję - szepnął mi do ucha. Postawiłem go na ziemi. Nasze oczy wręcz śmiały się do siebie.

Byliśmy szczęśliwi.

- Louis?

- Hmm?

- Mogę ci zadać głupie pytanie?

- Ty nie zadajesz głupich pytań.

- To jednak może wydawać się głupie. Oglądałeś pamiętnik?

- No pewnie! - zachichotał. - Nie mów mi że ty też!

Zaczerwieniłem się lekko.

- A czy dzisiejsza sceneria nie przypomina ci czegoś? - zapytałem.

- A powinna?

Pchnięty nagłym impulsem złapałem go za rękę. Nasze palce natychmiast się odnalazły, a po moim ciele rozlało się przyjemne ciepło. Zacząłem biec w doskonale znane mi miejsce, ciągnąc za sobą Louisa i mając w głowie idealny wręcz plan.

Biegliśmy dobre kilka minut. Louis ani razu nie zapytał się mnie dokąd. Ufał mi. Gdy znaleźliśmy się nad wzburzoną Sekwaną, jedynie spojrzał mi w oczy i pobiegł za mną dalej.

Pociągnąłem Louisa za sobą na pomost. Staliśmy pośród wzburzonej rzeki, naprzeciw siebie, uśmiechając się jak idioci. Nie zastanawiałem się nad tym co robię. Louis też nie. Nasze twarze niemal natychmiast przylgnęły do siebie, a moment ten uprzedziło jedno słowo, wypowiedziane z ust
Louisa.

Deszcz.

Symbol zniszczenia, prawdy, oczyszczenia. Tak idealnie pasujący do sytuacji w której znalazł się Louis.

I sam ten pocałunek. Idealny. Gdyby ktoś to nagrał, z pewnością mogłaby powstać inna wersja pamiętnika, wcale nie gorsza

- Jesteś wspaniałym człowiekiem Harry - wyszeptał Louis. - Ale wiesz, że za kilkanaście minut muszę wracać i wtedy....

- Ciii - uciszyłem go, skradając kolejny pocałunek. - Nie musisz wracać. Zostań tutaj. Zrobisz karierę we Francji, ludzie cię pokochają! - wyszeptałem, uśmiechając się lekko. Jego gładkie poliki pulsowały pod moimi kciukami. - Zostań ze mną.

Louis spojrzał na mnie szklącymi się oczami. Włosy niesfornie opadały mu na czoło. Odgarnąłem je palcem, wciąć ujmując jego twarz.

- Harry... - zaczął smutno. -  Mam za dużo do stracenia. Nie mogę zostać, skoro mój zespół chce mnie z powrotem. Nie mogę. Choćbym chciał...

- Ja ci wszystko załatwię. Każda wytwórnia będzie chciała z tobą współpracować. Uwierz mi. Chcę cię przy sobie - dodałem, kolejny raz muskając jego wargi.  - Zostań ze mną.

- Ja... nie mogę. Naprawdę, ty... jesteś idealny, ale nie mogę pozwolić sobie na to, żeby znów upaść na dno - głos Louisa znowu był przepełniony żalem. Wierzyłem w jego słowa, ale - gdzie był mój dar przekonywania? Czemu on nie chciał uwierzyć w to, że razem możemy zbudować przyszłość?

- Nie upadniesz. Nigdy. Obiecuję ci to - wyszeptałem, chcąc znowu złączyć nasze wargi. On jednak odsunął się szybko. Powoli zaczął się oddalać.

- Nie możesz nic obiecać. Dziękuję ci za to co zrobiłeś i... nigdy tego nie zapomnę. Pamiętaj Harry, ja... ja po prostu nie mogę.

Ostatnie słowa wyznał z płaczem. Słyszałem to i widziałem. Ale co z tego. Zaczął biec w kierunku drogi. Zostawił mnie. Zostawił mnie tutaj samego, bezbronnego. Czującego niesprawiedliwość i mającego ochotę krzyczeć, aby cały świat dowiedział się o moim nieszczęściu.

A co ty sobie myślałeś Styles, że ktoś poświęci dla ciebie wszystko co ma?


*Dwie godziny później*
Louis

PROSZĘ, WŁĄCZCIE TERAZ "LATCH' - JEST NA PLAYLIŚCIE PO PRAWO.

Wolno, starając się jakby przedłużyć tę nadchodzącą chwilę wchodzę po schodach. Moje zachowanie jest dziwne. Przecież chcę go spotkać jak najszybciej. A z drugiej strony boję sie, że nie będę wiedział co powiedzieć. Boję się, że może się okazać, iż wszystko, absolutnie wszystko spieprzyłem.

Docierając pod drzwi, zaczynam zastanawiać się czy dobrze zapamiętałem numer mieszkania.

Niepewnie drapię się po głowie, głośno przełykam ślinę i wreszcie decyduję się zapukać.
Gdy pomimo upływu sekund,  do moich uszu nie dochodzą żadne dźwięki, coraz bardziej zdenerwowany  zerkam na zegarek. "Może nie słyszy?"– pytam siebie w myślach.

Im dłużej stoję pod drzwiami, tym bardziej zaczynają  targać mną wyrzuty sumienia. Jak mogłem go zostawić? Czemu odszedłem bez żadnego pożegnania od osoby, dzięki której przeżyłem najlepszą noc w życiu? Dlaczego zachowałem się tak dziecinnie?

Powoli zbieram się w sobie. „Przecież wróciłeś”-  uspakajająco tłumaczę, próbując przekonać samego siebie, że w moim zachowaniu nie było nic krzywdzącego. W tym właśnie momencie do moich uszu dochodzi cichy szmer zza drzwi.

Słyszę chrząknięcie i położenie ręki na kluczu. Wyobrażam sobie już te piękne, długie palce przekręcające właśnie zamek i po krótkiej chwili zza drzwi wygląda mały skrawek jego twarzy.
Chciałbym patrzeć w te szmaragdowe tęczówki jak najdłużej, ale nie mogę.

Przez ułamek sekundy dostrzegam tylko narastające zaskoczenie, po czym moje oczy przestają widzieć cokolwiek poza burzą pachnących loków. Ściskam go. Obejmuję najmocniej jak tylko potrafię.

- Przepraszam – szepcę, czując drżenie w głosie.

Mnóstwo pytań ponownie zaczyna błąkać po mojej głowie. Dlaczego nie zostałem tu już parę godzin temu? Wyrzuty sumienia stają się coraz większe. Wciąż nie czuję odwzajemnionego uścisku.

- Harry, przepraszam. Rozpromieniłeś moje życie w ciągu kilku godzin, a ja odszedłem bez słowa. Potrzebuję cię. Chcę cię przy sobie  - wyznaję emocjonalnie, a spod moich powiek wypływają pierwsze łzy. Dopiero wtedy słyszę trzask zamykanych drzwi i dwie silne ręce znajdują miejsce na moich plecach. Czuję wszechogarniające ciepło. Harry głaszcze mnie uspokajająco i równie drżącym tonem odpowiada :

- Bałem się, że nie wrócisz.

Po tych słowach odsuwam się nieco do niego. Przez szklące się oczy dostrzegam szmaragd z nutką czerwieni. „To jest ktoś, na kogo czeka się całe życie” – podpowiada mi umysł i bez zastanowienia wpijam się w jego usta.

Tym razem Harry nie jest zaskoczony. Odpowiada niemal natychmiast i po chwili nasze usta bez opamiętania napierają na siebie tak, jakbyśmy mieli nigdy więcej się nie spotkać. Potrzebujemy siebie. Pragniemy siebie. Czuję jego język błądzący po moim podniebieniu i próbujące znaleźć niezbadany jeszcze skrawek mojego ciała ręce. Koszulka staje się zbyt dużą przeszkodą. Ściąga ją ze mnie jednym ruchem, po czym unosi ramiona abym zrobił to samo z tym, co ma na sobie. Nie potrzebujemy czasu. Potrzebujemy siebie.

Rozum każe mi się zastanawiać, czy jestem pewny aby zrobić to tu i teraz. Ale serce szepce „działaj”. Już wiem, że nigdy nie będę tego żałować. Harry jest kimś, z kim spędzę resztę życia. Harry w jednej chwili staje się moim priorytetem.

- Kocham cię – mówię, bez cienia zawahania.

- Ja ciebie też – słyszę w odpowiedzi i czuję, przyjemne ciepło w sercu. Jego ręce zaczynają pociągać mnie w głąb mieszkania. Nie jestem zestresowany czy zdziwiony. Wręcz przeciwnie. Ciało podpowiada mi, że wszystko jest na właściwym miejscu.

Ufam.

Podążam za krokami Harry’ego, wciąż nie rozłączając naszych ust. Wydaje mi się, że słyszę otwierane drzwi, ale nie zwracam na to zbytniej uwagi. Wciąż rozkoszuję się ciepłymi ustami, które potrafią dać mi tyle przyjemności.

W pewnym momencie moje kolana zaczynają się uginać, Harry popycha mnie na łóżko. Ciągnę go za sobą i obaj lądujemy na miękkim materacu. Czuję na sobie jego gorące ciało, czuję bijące serce.
Delikatne dłonie bez żadnego problemu radzą sobie z moimi spodniami. Kilka sekund i zostajemy w samych bokserkach. Nie przejmuję się tym, że znam go dopiero kilkanaście godzin. Nie robi na mnie wrażenia to, że jestem w kompletnie obcym miejscu.

Zdecydowanym ruchem ściągamy bieliznę. Nie ma we mnie ani nutki wstydu. Widzę rozpaloną twarz Harry'ego obserwującego moje przyrodzenie tylko przez chwilę, po chwili bowiem znowu kładzie się na mnie i łączy nasze usta. Chciałbym spróbować wszystkiego na raz, ale wiem, że nie mogę.

Decyzja jest szybka.

Bez cienia zastanowienia unoszę nogi i oplatam jego plecy. Wie co robić. Zaraz czuję na dole przyjemne ciepło. Delektuję się delikatnością.

Gdy po niedługim czasie jego członek zaczyna mnie wypełniać, przekonuję się  jak wygląda niebo.
Nie mija kilkanaście sekund, a nasze ruchy stają się płynne. Nasze biodra zachowują sie tak, jakby znały się co najmniej kilka lat. Nie dzieje się nic niepotrzebnego.

Zatracam się całkowicie. W mojej głowie nie ma żadnych myśli, za wyjątkiem słowa "Harry", nawet nie kontroluję tego, że wypowiadam je na głos. Zaczynam czuć przyjemne mrowienie w dole brzucha. Szybkie oddechy Harry'ego odbijają się echem w moich ustach.

Jego ruchy doprowadzają mnie do granic szaleństwa. Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze. Czuję każdy nerw swojego ciała. Wiem, że jesteśmy blisko.

Wspinamy się na szczyt w tym samym momencie, a tworząc wciąż idealną dwójkę opadamy razem. W pokoju słychać tylko głośne oddechy. Czuję szybko poruszającą się klatkę piersiową i w jednej chwili uświadamiam sobie, że to jest moment, na który czekałem od zawsze. Szepcę szczerym tonem:

- Jesteś dla mnie wszystkim .

Moje słowa wzbudzają u niego niepewność. Zapalają w nim czerwone światło. Natychmiast odrywa swoje usta od mojej szyi, którą muskał przed chwilą i z powagą w głosie zadaje pytanie :

- Nie zostawisz mnie już nigdy?

To zdanie uderza mnie dogłębnie. Wyrzuty sumienia wracają ze zdwojoną siłą. Do oczu po raz kolejny napływają łzy i cicho, ledwie wydobywając z siebie dźwięki, odpowiadam :

- Now I’ve got you in my space. I won’t let go of you  You got me shackled in my embrace. I’m latching onto you.





*Teraz mam Cię w mojej przestrzeni. Nigdy Cię nie puszczę. Jestem spętany w Twoich objęciach. Jestem skupiony na Tobie.

****************************************************************************************************

Wracam! Po cholernie długiej przerwie, ale wracam. Umiem jeszcze pisać? Powiedzcie o tym w komentarzach - czy się do tego wciaż nadaję czy już nie :D
No i jak ten shot? Muzyka Wam się zgrała? Czytalam ten drugi fragment z podkładem chyba milion razy, ale wiem, że nigdy nie uda mi się tego dopasować perfekcyjnie. Jedni czytają szybciej, inni wolniej. U mnie pasowało. Jeśli u Was nie to  - przepraszam. Zawsze możecie teraz przeczytać tę część jeszcze raz, starając się tak, aby pasowało, może się uda :D
Co u Wasw ogóle? Tyyyle czasu minęło :D Piszcie co słychać - możecie tu, możecie na twitterze :) Kocham Was wciąż mocno, cały czas o Was myślałam :D Niektórzy cały czas mnie mocno naciskali, żebym wreszcie coś napisała, to dzięki nim jest chyba tak "szybko" 
Dziękuję Wam wszystkim za wszystko, tak będzie najlepiej :)
Mam jeszcze prośbę - zerknijcie w tę zakładkę "informowani" i poinformujcie mnie jeśli Was tam nie ma, bądź jest nieaktualny user. Dawno tam nie zaglądałam, więc przepraszam za niedociągnięcia :*

Noo to trzymajcie się. Za niedługo pojawiam się z zapowiedzią nowego opowiadania, więc bądźcie czujni, haha :D

Kocham Was

@lifetastegreat


32 komentarze :

  1. Przeczytałam, ale idę czytać jeszcze raz! Cudo!

    @Little_Agnes1D

    OdpowiedzUsuń
  2. Shot świetny.
    U mnie muzyka idealnie pasowała :)
    Cieszę się, że coś dodałaś :D
    Już nie mogłam się doczekać ;p
    Oczywiście z niecierpliwością czekam aż rozpoczniesz nowe opowiadanie.

    Zapraszam: you-break-my-heart-again.blogspot.com

    Dominika.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tęskniłam za tobą ♥ umiesz pisać i piszesz dalej tak pięknie :') rozkleiłam się trochę. A w między czasie napisał do mnie mój crush więc to już mnie kompletnie rozłożyło :) muszę ci to powiedzieć bo jeśli zaraz komuś nie powiem to oszaleję- w końcu udało mi się podtrzymać z nim rozmowę i nie skończyło się na pytaniu o zadanie c: jesteś ze mnie dumna? Rozpisałabym się bardziej, ale po przepisaniu całych ćwiczeń do geografii (tak się kończy kiedy nie uzupełnia się na bieżąco) czeka na mnie jeszcze 20 stron edb do przepisania :/ więc kończę. Dziękuję za shota, był piękny <3 ilysm
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny One Shot :) I jeeej witaj z powrotem! Tęskniłam! :)
    Naprawdę piękny Shot i jak puściłam tą piosenkę to omg wyobrażałam sobie jak oni całując się biegną do tego pokoju i OMGGGGGGGGGGGGGG TO BYŁO PO PROSTU JAK OOMGGGGG KOCHAM CIE TAK BARDZOOOOO
    To jest naprawdę cudowne. Mam nadzieje, że już tak nie znikniesz :D Planujesz jakieś opowiadanie? xx
    @cutelarreh

    OdpowiedzUsuń
  5. Ahh oczywiście, że się zgrało i warto było czekać! :)

    i już załączam absolutną czujkę na nowe opowiadanie i będę Ci pewnie o nim przypominać cały czas ;p
    To nie był dobry ruch z twojej strony, żeby o tym pisać, bo Cię zamęczę :):)

    @nala292

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne *.* Oczywiscie ze nadal sie nadajesz do pisania <3 Poprostu kocham twoje opowiadania wiec pisz <3 <3
    @only_we_are

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. piękny shot, wrócę do niego na pewno ♥ piosenka idealnie dopasowana ☺
    @tomlinsonervous xx

    OdpowiedzUsuń
  9. och to byłonie samowiete!!! i tak umiesz pisać wie tu rob!nie marnj talentu

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam twoje wcześniejsze opowiadania, zaglądam tu teraz i taka niespodzianka! Cudowny shot! Pisz więcej błagam Cie <3

    Zapraszam: larrystylinson-xx.blogspot.com

    Kattyn xx

    OdpowiedzUsuń
  11. czytałam już tutaj wszystkie shoty i opowiadania,one są przecudowne, genialne, niesamowite, perfekcyjne, kocham je i uwielbiam do nich wracać. wywołują bardzo dużo emocji, zawsze czytając je ryczałam jak bóbr hah <3
    piosenka pasuje tutaj idealnie :)
    nie mogę się już doczekać tego nowego opowiadania asdfghjagvfcdfvgbnt
    ilysm <3
    @larry_believe x

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie moglem sie doczekac, az znow cos napiszesz. Genialny shot, nic dodac, nic ujac.
    @larry16_stans

    OdpowiedzUsuń
  13. Muzykę puscilam sobie później bo na telefonie nie mam playera.Geniusz, nic więcej nie moge powiedziec. Tylko za dużo brzydkich scenek, jakoś nie lubie czytac o seksie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ma to jak totalnie olać piwa dla kumpli i po prostu wyjść z baru na spacer z nowym fanem xD
    a tak poza tym to płaczę... to jest tak cholernie uczuciowe, że... łzy same cisną się do oczu.. bajka.. po prostu bajka.. ja nie wiem jak to racjonalnie skomentować... nawet nie jestem w stanie określić swoich emocji.. to jest po prostu piękne, cudowne, wręcz nieskazitelne.. sposób w jaki opisałaś ich miłość... ja nie potrafię dobrać odpowiednich przymiotników, by to opisać, naprawdę... oni.. uczucia... ich miłość... czułe słówka, małe gesty... deszcz. ja jestem najzwyczajniej w świecie wniebowzięta..
    zdecydowanie pamiętasz jak pisać, kobieto! w to chyba nikt nie wątpi. nie mogę się doczekać nowego opowiadania.. nie mam zielonego pojęcia czego się po tobie spodziewać ;p po prostu czekam :3
    kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałam tego one-shot'a i on jest przepiękny, w niektórych momentach sie wzruszyłam
    Świetnie piszesz
    Nie mogę doczekać si.e twojego następnego pomysłu
    Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej. /starsza młodzież/ Witamy panią po długiej przerwie, dobrze ze żyjesz hahaha. ! No i proszę kolejne cudo w twoim wydaniu , kolejna perełka, niedługo bedziemy mieli cały sznur pereł, jak coś to ja je biorę! Zawsze można sprzedać i zostawić na czarną godzinę.... jak przestaniesz kiedyś pisać to wtedy za ta kase się nawalę!!!! A co wolno mi pełnoletnia jestem już jakiś czas. Co do opowiadania no to wszystko jasne, czyta się świetnie, nic dodać nic ując. Jak ja nie moge doczekać się nowego opowiadania, ciekawośc mnie zżera co też takiego tym razem wymyslisz. Dawaj szybko bo strasznie chcę Cię hahahhahaha.

    OdpowiedzUsuń
  17. Na początku zaznaczę, że ten komentarz może być strasznie chaotyczny - poprzedni mi się usunął :(
    Najpierw Cię przywitam i mocno uściskam (*huug*), nie spodziewałam się tego shota! :)
    Znasz The Rouge, to takie ahdagyg. Są strasznie mało znani, choć bardzo utalentowani. Powinni nagrać więcej piosenek, by potem wydać płytę - od razu bym kupiła :D
    Co do shota, jest wspaniały. Prześliczny, zawsze napiszesz coś tak genialnego.
    Natalio, czekam na zapowiedx nowego opowiadania, nie moge się doczekać ♥ xxx

    OdpowiedzUsuń
  18. O.M.G. Doprowadziłaś mnie do łez 2 razy. To jest pzecudowne. KOCHAM CIĘ ♥♥♥ !!!
    Nie mogę się doczekać następnego wpisu. Wszystko co robisz jest coraz lepsze, nie umiem tego ująć tak jakbym chciała, ale ten shot mnie w pewien sposób przekonał żeby nie przejmować się opinią innych i dążyć do szczęścia.
    Dziękuję ♥ To naprawdę wzruszające było.. Czytałam te fragmenty kilka razy, bo tak bardzo mnie one urzekły.

    OdpowiedzUsuń
  19. cudowne naprawdę cudowne ♥ @innocent_lou

    OdpowiedzUsuń
  20. Pomimo że nie jestem shipperką Larry'ego przeczytałam i się popłakałam. Boshe... To jest... Piękne, świetne i genialne. Sama nie wiem co jeszcze napisać. Dziękuję, dziękuję ci że to napisałaś...
    Nominuję cię do Libster Blog Awards, więcej informacji - http://angeloflostsouls.blogspot.com/2014/06/libster-blog-awars.html
    (w NOMINACJI 1)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawka, miała byś nominacja 2 :p

      Usuń
  21. uwicelbiam Twoje opowiadania :) już nie mogę się doczekać nowego , przeczytane wszystkie. Proszę informuj o kolejnych rozdziałach :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Boze jak ja kocham jak piszesz, to jest wspaniałe ♥♥ / @lojumeow

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytałam tego shota po raz drugi i zkapnęłam się, że chyba zapomniałam zostawić pod nim komentarz :) A więc zrobię to teraz. One Shot jest niesamowity <3 Długo czekaliśmy aż coś się pojawi, ale nie zawiodłaś <3 Teraz możeszmy tylko wyczekiwać rozdziałów nowego ff ^^
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń
  24. O zesz kurde!
    Awwww <3
    Taki lou az mi go szkoda ....
    Umiesz pisac bez obaw :)

    OdpowiedzUsuń
  25. yijyui7gtujyghukloytkoijflgihkj

    OdpowiedzUsuń
  26. tylko spojrzałam na wygląd gdy link mi się ładował i od razu łzy napłynęły mi do oczu. nawet pamiętam datę, kiedy pierwszy raz tu weszłam 22.06.2013 r. - dzień po śmierci mojego brata, chciałam oderwać się od myśli i zatracić w czymś. czytałam "The sharp knife of a short life", które do teraz siedzi w mojej pamięci. ciągle wracam do tego, jak leciała jedna piosenka z playlisty i brat powiedział do mnie, że dobra nuta na zapomnienie. nie mam dosłownie tego na myśli ale nie lubię tu wracać. za duże wspomnienia, czasami tak mam. fanfiction zapadnie mi w głowie a ja nienawidzę do niego wracać. kocham twoją twórczość i pisz dalej, naprawdę. x

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie mam słów na wytłumaczenie tego... <3 gdybym moła to bym płakała ;c
    Pozdrawiam
    /TheHopeShow

    OdpowiedzUsuń
  28. A jak słodko :3 uwielbiam twoje ff i nadal umiesz i to bardzo dobrze :***

    OdpowiedzUsuń
  29. O Jezu to było PER-FECT <3 Nigdy nie czytałam tak dobrego ff :3 Myślę , że poczytam jeszcze jakieś ... <3

    OdpowiedzUsuń
  30. ... wow. Świetny pomysł z muzyką, zgrało się prawie idealnie. To było takie piękne, że aż nierealne. "Nie potrzebujemy czasu. Potrzebujemy siebie". To wygrało wszystko. Taka miłość jest... jest miłością, której szukam i nie mogę znaleźć. Ale chciałabym kiedyś to poczuć. Pięknie opisane, wspaniały pomysł. Umiesz pisać.

    OdpowiedzUsuń
  31. O luju *.*
    To było zajebistrzaste!! :]
    Dlaczego ja nie mam takiego talentu do pisania :/
    No trudno... Nie można mieć wszystkiego, prawda??? ;>
    Życzę weny i dalszych sukcesów w pisaniu <3

    OdpowiedzUsuń