środa, 24 grudnia 2014

EVERYONE DESERVES A CHRISTMAS



TYTUŁ : EVERYONE DESERVES A CHRISTMAS ( Wszyscy zasługują na święta )

PAIRING : LARRY STYLINSON ( LOUIS TOMLINSON + HARRY STYLES )

ILOŚĆ SŁÓW : 5960

OPIS : Samotny policjant zazwyczaj spędza wigilię inaczej niż wszyscy. W tym roku wydaje mu się ona wyjątkowo nieznośna, gdyż musi uczestniczyć w wieczornym patrolu, który uważa iż jest całkowicie bezsensowny. Zmienia zdanie dopiero wtedy, gdy okazuje sie, że może uratować czyjeś życie.
Wydarzenia, które przyniosą ze sobą te święta, będzie można uznać za zdecydowany cud i przełom.

(Za banner dziękuję mojej kochanej Anii. Kocham Cię słońce moje :3 )

________________________________________________________________________________


- Louis przestań wreszcie tak narzekać! Zachowujesz się gorzej niż moja dziewczyna, matka i babcia razem wzięte! Ile razy można powiedzieć to samo? - Zayn nie wytrzymał. Słuchał pojękiwań swojego przyjaciela juz kolejną godzinę. Ich patrol miał trwać jeszcze dwie. Nie lubił krzyczeć na Louisa, ale z drugiej strony nie mógł już sobie wyobrazić kolejnej chwili, w której usłyszałby to samo zdanie.

- Czy ty nie widzisz jak bezsensowna jest nasza praca? - szatyn nie dawał się jednak stłamsić. - Chodzimy po starych, brudnych, miejscach, szukając śmierdzących pijaków. Zamiast siedzieć w tej chwili w domu, ubierać choinkę i przygotowywać świąteczne jedzenie...

- I tak siedziałbyś w domu sam!

Zayn od razu ugryzł się w język. Nie chciał tego powiedzieć. Od razu zauważył, że twarz Louisa posępniała i ze złoszczącej się, stała sie zwyczajnie smutną.

- Przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć...

- Powiedziałeś prawdę, nie masz za co przepraszać - syknął Louis, jednak wyraźnie dotknięty tą wypowiedzią kolegi. Od tej pory narzekał sobie pod nosem, nie zwracając się do Zayna ani słowem.
Kolejne godziny patrolu minęły więc w niezręcznej ciszy.

**

- To ostatnie miejsce, kończymy pracę za pięć minut więc nie opłaca się iść nigdzie więcej – powiedział w końcu Louis, gdy weszli do kolejnego, opuszczonego budynku. Zayn uśmiechnął się lekko, znowu słysząc jego głos i natychmiast mu przytaknął.

- Louis przepraszam cię jeszcze raz, proszę, wiesz dobrze że nie chciałem tego powiedzieć – zaczął jeszcze raz, w nadziei, że tym razem szatyn ulegnie jego słowom. I tak się stało. Louis westchnął i spojrzał na niego ze zrozumieniem.

- Wiem Zayn, to ja przepraszam, naprawdę byłem nieznośny – przyznał, uśmiechając się lekko do mulata. Podali sobie ręce na zgodę, poklepali się po plecach i napięta atmosfera szybko ich opuściła.
W końcu za godzinę zaczynały się święta.

- To jak, odwiozę cię do mieszkania i odstawię samochód na posterunek, raportu nikt nam chyba nie będzie kazał zdawać – zaproponował Zayn, uśmiechając się do szatyna. Ten odpowiedział tym samym, przytaknął i odwrócili się na pięcie , wychodząc ze zniszczonego budynku, gdy nagle…

- Słyszałeś to? – Louis złapał Zayna za rękę. Ten spojrzał na niego zdziwiony, dając do zrozumienia, że nie. Louis przewrócił oczami i położył palec na swoich ustach, nakazując mulatowi pozostanie w absolutnej ciszy.

Stali tak około dwóch minut, ale nic się nie zdarzyło. Zayn, nieco zirytowany tym że Louis niepotrzebnie przedłuża ich patrol, machnął ręką i skierował się w stronę samochodu. Louis też uznał, że coś po prostu mu się przesłyszało - nic dziwnego zresztą, w końcu od ponad czterech godzin chodzili po dworze i wręcz już zamarzali z zimna. Nieco zawstydzony powłóczył nogami za Zaynem, aby za sekundę znowu się zatrzymać.

Tym razem nawet Zayn usłyszał dobiegający z wnętrza budynku cichy kaszel.

- Ktoś tu jest! – szepnął Louis, najciszej jak tylko potrafił, aby w żadnym wypadku nie wystraszyć znajdującej się w środku osoby. Zayn głośno przełknął ślinę, przytaknął mu i mężczyźni bezszelestnie zawrócili się, próbując znaleźć miejsce w którym ktoś mógłby się ukryć.

Budynek nie był duży, ale było w nim strasznie ciemno i nic dziwnego, że wchodząc tu za pierwszym razem - jeszcze w chwili w której godzili się po tej „małej” sprzeczce - nikogo nie ujrzeli. Teraz jednak wytężyli wszystkie zmysły, próbując dostrzec, usłyszeć – bądź nawet poczuć zapach osoby, której szukali.

- Zayn! – pisnął w końcu Louis. – Spójrz tam! – powiedział szeptem, wskazując palcem na kąt pomieszczenia. Nie widzieli nikogo, ale wyraźnie widzieli, że coś tam się poruszyło. Louis przeżegnał się szybko, pocałował wiszący na szyi krzyżyk i położył dłoń na broni, którą trzymał przy biodrach. Tak zachowawczo oczywiście. Nie spodziewał się, że znajdzie tu jakiegoś mordercę, ale to, co przeżył w dzieciństwie nauczyło go, że praca policjanta wymaga bycia w gotowości nawet w najbardziej nieprzewidywalnych momentach. Nigdy nie można czuć się stu procentowo bezpiecznie.

Serca młodych mężczyzn waliły jak oszalałe. Niepewnymi krokami zbliżali się do tego, co zwróciło ich uwagę i byli już pewni, że nie jest to żadne zwierzę, a człowiek. Słyszeli szeleszczący materiał śpiwora, unoszącego się i wydającego dźwięki w rytm oddechu osoby, która w nim spała.

Gdy byli już dostatecznie blisko, Louis dostrzegł małego koka wystającego ze śpiwora. Schował broń do kieszeni, mimo wszystko patrząc porozumiewawczo na Zayna, aby ten go ubezpieczał, i delikatnie potrząsnął śpiworem.

- Halo, proszę pani, jesteśmy z policji – powiedział delikatnym głosem. – Przyszliśmy panią stąd zabrać, gdyż jest naprawdę zimno, a noc będzie jedną z najzimniejszych w całym roku. Pozwoli pani, że odwiozę ją do schroniska?

Louis wyraźnie czuł, jak kobieta wykonała niepewny ruch w śpiworze. Jego głos był naprawdę bardzo łagodny -za żadne skarby nie chciał przecież wystraszyć znalezionej osoby. Postanowił, że nie będzie więcej mówił, a jedynie czekał na reakcje.

W końcu śpiwór poruszył się znaczniej i młodzi policjanci nareszcie dostrzegli twarz osoby, która sprawiła że ich wigilijna praca jednak nie była tak bezsensowna jak myśleli jeszcze kila minut temu.

- J-ja… Ugh, przepraszam, po prostu ten kok… Przepraszam Cię bardzo – wymamrotał zakłopotany Louis. Zayn stał za nim, równie zdziwiony i kompletnie wmurowany. Obaj wpatrywali się w leżącego przed nimi chłopaka jeszcze przez dłuższą chwilę, aż w końcu Louis odchrząknął i nieśmiało zadał pytanie :

- Jak masz na imię?

Nieznajomy spojrzał na niego słabym wzrokiem. Zakasłał głośno, wykrzywiając twarz w bolesnym grymasie po czym ledwo słyszalnie wychrypiał :

- Jestem Harry.

Louis popatrzył na chłopaka z widoczną troską. Nawet on, bez żadnego medycznego doświadczenia mógł dostrzec jak bardzo ten nastolatek jest rozpalony! Czerwone rumieńce, szklące się oczy i ten przeraźliwy kaszel, przy którym szatyn aż wzdrygał się, gdy go słyszał.

- Harry, widzę, że jesteś poważnie chory. Zadzwonię teraz po karetkę, w porządku?

Chłopak jedynie pokiwał głową, po czym znowu gwałtownie zakasłał. Zayn mrugnął do Louisa że to on zadzwoni po pogotowie, więc szatyn jedyne co mógł zrobić, to nadal przyglądać się nieznajomemu, z wyrazem współczucia.

Harry nie wyglądał jak typowy, bezdomny nastolatek. Louis od razu dostrzegł, że chłopak jest czysty, ma umyte zęby a na jego głowie znajduje się czapka, identyczna jak ta którą Lou jeszcze tydzień temu widział w witrynie H&M. To niemożliwe, żeby bezdomne dziecko pozwoliło sobie na taki zakup, jednak Louis nie mógł myśleć o tym zbyt długo.

- Cholera jasna! – aż wzdrygnął się, gdy usłyszał krzyk Zayna. Skarcił go, bojąc się, że może to wystraszyć chłopaka, ale mulat nie zwrócił na to żadnej uwagi. – Nie przyjadą! Rozumiesz to? Cholera jasna, nie przyjadą!

- Zayn uspokój się! – nakazał Louis, wstając z podłogi i podchodząc do niego. Zayn oddychał głośno, wciąż przeklinając pod nosem na angielską służbę zdrowia. – Wytłumaczysz mi, co ci powiedzieli?

- No pewnie. Powiedzieli że kurwa nie przyjadą bo tej nocy przyjeżdżają tylko do wypadków i w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia, a chłopak który niewiadomo ile dni spędził na mrozie i charczy jak dziewięćdziesięcioletni palacz tytoniu nie jest dla naszych pieprzonych lekarzy kurewskim przypadkiem zagrożenia życia więc powiedzieli aby zawieźć go do schroniska dla bezdomnych, bo w każdym w tej chwili dyzuruje lekarz, albo przywieźć go do nich na pieprzoną izbę przyjęć, gdzie trzeba czekać kurewsko…

- Wystarczy już Zayn, wystarczy – Louis przerwał tę wiązankę przekleństw, z niepokojem spoglądając na leżącego w śpiworze Harry’ego. Ten jednak tylko patrzył na nich nieśmiało, czekając na dalszy obrót sytuacji. Prawdopodobnie był już tak zamroczony gorączką, że nie mógł racjonalnie myśleć. Jego oczy były nieco… puste. Niby nieśmiałe, ale bez wyrazu. Patrzył na Louisa i Zayna bez zrozumienia.

- Harry… - tym razem zaczął Zayn, zdecydowanie bardziej spokojny niż jeszcze kilkanaście sekund temu – zabierzemy cię do szpitala, w porządku?

Chłopak jednak nie odpowiedział. Nie miał siły. Wyglądał  na  naprawdę mocno schorowanego.

- Dasz radę iść sam? – zapytał Louis z troską w głosie.

Harry wciąż milczał, jednak po chwili zaczął wygrzebywać się ze śpiwora, wreszcie ukazując przed policjantami całą swoją sylwetkę.

Był wysoki. Nawet bardzo wysoki, szczupły  i umięśniony. Jego nogi opinały ciasne, czarne rurki, a spod grubego płaszcza dało się zauważyć trzy nałożone na siebie swetry. Spod granatowej Beanie wystawał kok, który tak zmylił Louisa i Zayna i cholera, patrząc na takiego chłopaka, żaden z nich nie pomyślałby, że jest on bezdomny.

Louis przyglądał się mu z wyraźnym zdziwieniem. Harry wyglądał jak typowy nastolatek! Gdyby nie rozpalone policzki i ten przeraźliwy kaszel, który raz po raz rozrywał jego klatkę piersiową, Louis stwierdziłby że ktoś zrobił sobie jakiś głupi żart.

Nagle nogi Harry’ego ugięły się pod jego własnym ciężarem. Całe szczęście, że Louis wyrwał się z osłupienia i w porę go złapał, bo jeszcze chwila i zamiast chorego chłopaka, mieliby chorego chłopaka z rozbitą głową i Bóg wie czym jeszcze.

- Harry, jesteś zbyt słaby, by iść sam. Zaniosę cię do samochodu – oznajmił Louis swoim jak zwykle delikatnym tonem. Chłopak nie protestował. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma sił aby nawet doczołgać się do samochodu, więc szybko oplótł ręce wokół szyi policjanta. Louis objął go jedną ręką w talii a drugą złapał go pod kolana i uniósł, od razu myśląc o tym jak bardzo cieszy się, że tak mocno pracował na siłowni.

Harry był rozpalony. Gdy jego głowa bezsilnie opadła na klatkę piersiową Louisa, ten bez żadnego termometru od razu stwierdził że musi mieć około 39 stopni gorączki. Gdy chłopak ponownie zakasłał, wykrzywiając twarz w bolesnym grymasie, Louis poczuł niemiłe ukłucie w brzuchu.

Czym ten nastolatek zasłużył sobie na coś takiego?

Zayn pozbierał wszystkie rzeczy Harry’ego z podłogi, zwinął śpiwór i po chwili wszyscy w ciszy udali się w stronę samochodu.

- Usiądę z Harry’m z tyłu – zaproponował Louis. Zayn otworzył im drzwi, po czym szatyn delikatnie ułożył Harry’ego, a sam obszedł auto i wsiadł z drugiej strony.

Harry zwinął się na siedzeniu. Było mu strasznie zimno, a uciążliwy kaszel wciąż nie dawał za wygraną. Widząc to, Zayn ustawił ogrzewanie na maksymalną wartość, a Louis przysunął się do chłopaka, chcąc oddać mu trochę ciepła. Harry nie zastanawiał się długo. Wtulił się w tors Louisa i pozwolił objąć się ramieniem.

I w takiej pozycji dojechali do szpitala.

Harry był ciągle przytulony do Louisa i nie puścił go ani na moment przez całą drogę, ani teraz kiedy wysiadali z samochodu. Policjant złapał go w taki sam sposób jak wcześniej i zgrabnie wyciągnął młodszego z samochodu. Zayn zaproponował, że przywiezie wózek, ale Louis tylko pokiwał głową, że da radę i po chwili znaleźli się już na izbie przyjęć.

Zayn miał rację. W środku, mimo tego że była wigilia i w dodatku godzina dwudziesta trzecia trzydzieści, znajdywało się mnóstwo osób. Niektórzy trzymali się za bolące nogi i ręce, inni siedzieli z torebkami przy twarzy, zapewne żałując że podczas przygotowań pochłonęli zbyt dużo jedzenia. Było też kilka ofiar bójek i kilka, zapewne przewrażliwionych matek z dziećmi na rękach.
Wszyscy spojrzeli na nich podejrzliwie. Dwóch policjantów, jeden z nich niesie młodego, wtulającego się w niego mężczyznę. Bo Harry na pewno na pierwszy rzut oka nie wyglądał na bezdomnego.

- Kurwa - syknął Zayn, widząc te wszystkie gapiące się w nich twarze. - Jak nic nie zrobimy, utkniemy tu na całą noc.

Louis, zdając sobie sprawę z tego, że Zayn ma stu procentową rację, poprawił swój uścisk na talii Harry'ego i zdecydowanym krokiem ruszył naprzód. Zayn bez słowa podążył za nim, i nie zważając na krzyki i przekleństwa siedzących w poczekalni ludzi, z impetem weszli do sali, w której przyjmowali lekarze.

- Proszę czekać na swoją kolej! - pisnęła pielęgniarka, natychmiast podbiegając do drzwi. Jednak widząc piorunujące spojrzenie Zayna, zniknęła tak szybko jak sie pojawiła.

- Jesteśmy z policji - zaczął Louis, widząc zdezorientowaną minę opatrującego jakąś kobietę lekarza.

- To jest bezdomny którego znaleźliśmy pół godziny temu w jednym z opuszczonych budynków, ma pewnie około czterdziestu stopni gorączki i przeraźliwie kaszle. Zadzwoniliśmy po karetkę, ale oczywiście nie chcieliście przyjechać.

- Panie ... Tomlinson - wydukał, spoglądając na jego plakietkę - to jasne, że nie wysłaliśmy karetki, bo w święta wyjeźdżamy zawsze tylko do wypadków i bezpośrednich...

- Słyszeliśmy to już dzisiaj - syknął Zayn. - Chcemy po prostu żebyście zbadali tego chłopaka, bo słania się na nogach i naprawdę opada z sił. Czy to tak dużo?

Lekarz uznał chyba , że dalsza dyskusja i tak nic nie zmieni. Nakazał Louisowi położyć chłopaka na leżance obok i obiecał, że zaraz się nim zajmie, więc policjanci opuścili salę, nie chcąc już przeszkadzać.

- Czekamy? - zapytał Zayn, robiąc kwaśną  minę.

Louis spojrzał na niego jak na idiotę.

- No chyba nie chcesz go zostawić teraz samego? Poczekamy aż zabiorą go na oddział, może uda nam się z nim porozmawiać i zebrać jakieś dane...

- Tak tak, oczywiście, przepraszam.... Po prostu jestem już tak wykończony... Perrie miała przyjechać na noc, a tu zapowiada się, że....

- Jedź - powiedział szybko Louis. Widząc zdziwioną minę Zayna dodał :- Naprawdę, ja tu poczekam i postaram się czegoś dowiedzieć... I tak siedziałbym sam w domu.

- Louis ja-

- Okej, to nie było potrzebne. Ale naprawdę, jedź do domu. Bez sensu żebyśmy siedzieli tu we dwójkę. Perrie cię potrzebuje.

- Nawet nie wiem jak ci dziękować - twarz Zayna natychmiast się rozjaśniła. Podszedł do Louisa i uścisnął go mocno, uśmiechając się gdy szatyn odwzajemnił uścisk.

- Wesołych świąt Zayn.

- Wesołych świąt Louis.

Tomlinson westchnął cicho i usiadł na niewygodnym krzesełku, starając się jak najbardziej unikać płonących ogniem spojrzeń ludzi czekających w kolejce. Zamknął oczy i odetchnął po raz kolejny. Jeszcze pół godziny temu nie pomyślałby, że tegoroczna wigilia będzie tak… szalona? Sam nie wiedział jak to nazwać. Gdyby nie to, że usłyszał cicho pokasłującego człowieka, pewnie siedziałby teraz w mieszkaniu z kubkiem gorącej herbaty i oglądał jakieś bezmyślne programy telewizyjne, od czasu do czasu zawiesiłby może na choince jedną z bombek. A Harry? Harry leżałby tam gdzie leżał i kto wie, czy Louis nie znalazłby go podczas swojego patrolu w drugi dzień świąt - w nieco innym stanie niż teraz.

- Panie Tomlinson? – Louis ocknął się słysząc swoje nazwisko.

- Tak?

- Mógłbym zaprosić pana do swojego gabinetu?

- Oczywiście.

Louis szybko poderwał się z krzesła i podążył za lekarzem, dosłownie kilka metrów. Wszedł do niewielkiego, skromnie urządzonego gabinetu i usiadł, wyczekująco wpatrując się w doktora.

- Panie Tomlinson… - zaczął tamten – pan Styles nie zostanie u nas na oddziale.

- Co? – Louis zerwał się z krzesła jak rażony prądem. – Przecież jestem przekonany, że ma wysoką temperaturę, pewnie zapalenie płuc, jakim prawem do cholery nie przysługuje mu miejsce w szpitalu!? – Louis był naprawdę mocno sfrustrowany.

- Proszę się uspokoić. Temperaturę pana Stylesa zbiła już tabletka paracetamolu. I nie, nie ma on zapalenia płuc a jedynie zapalenie oskrzeli, które nie kwalifikuje się do tego, aby dać choremu miejsce w szpitalu. Proszę zrozumieć, są święta, wiele szpitali znacznie ograniczyło ilość wolnych łóżek i my jako placówka dyżurująca, nie możemy zajmować miejsca osobą z temperaturą, bo to miejsce może przydać się komuś na przykład z wypadku…

- Och pieprz się – prychnął Louis, kierując się w stronę wyjścia.

- To nie wszystko, co miałem ci do powiedzenia Tomlinson.

Głos lekarza zmusił Louisa do zatrzymania się.

- Co jeszcze?

- U pana Stylesa dostrzegliśmy liczne siniaki wskazujące na dość mocne pobicie. Prawdopodobnie było to kilka dni temu, ale uznałem, że jako policjant powinien pan wiedzieć.

Louisa dotknęły te słowa. Siniaki? Co jeszcze skrywał w sobie ten bezbronny dzieciak?

- Ja… Dziękuję za tę informację doktorze.

- W porządku panie Tomlinson. Pielęgniarki zapewne dały Styles’owi potrzebne tabletki. Kilka dni w cieple i powinien dojść do siebie. To wszystko co miałem do powiedzenia – powiedział oschle doktor, dając do zrozumienia że Louis  powinien opuścić jego gabinet. W policjancie znowu coś zawrzało.

- Tak? A co ja mam teraz zrobić z tym biednym chłopakiem? Gdzie mam go zawieźć? Jesteście kompletnie bez serca. Są święta do cholery!

- To już nie nasza sprawa. Czy bezdomny, czy nie – wszyscy mają takie samo prawo do opieki. Dla pana Stylesa nie ma w tym momencie miejsca w szpitalu i nic tego nie zmieni.

Louis był naprawdę mocno zdenerwowany. W jego głowie nie mieściło się to, że ktoś taki jak Harry, który tyle wycierpiał w ostatnich dniach, nie zasługiwał na opiekę ze strony lekarza! Przeklął pod nosem, że pozwolił Zaynowi jechać do domu. Myślał, że Harry zostanie tutaj, on weźmie taksówkę i wróci do siebie, ale sprawy jednak skomplikowały się i to dość mocno.

- Panie Tomlinson?

Louis był już naprawdę na skraju wybuchu.

- Nie radzę szukać nadziei w schroniskach dla bezdomnych. Dostaliśmy mnóstwo telefonów, że wszystkie są już przeludnione.

- Och pieprzcie się wszyscy – wysapał tylko Louis i z głośnym hukiem zamknął drzwi gabinetu doktora.

Harry siedział już na korytarzu. Serce Louisa od razu zmiękło, widząc tę zagubioną, bezbronną i schorowaną twarz. Naprawdę nie miał pojęcia co w tej chwili powinien zrobić, ale wiedział, że musi zrobić wszystko, aby chłopak siedzący przed nim poczuł się bezpiecznie.

- Przepraszam, że masz takie problemy przeze mnie, po prostu pójdę sobie, w porządku?

Louis zdał sobie sprawę, że Harry musiał słyszeć jego rozmowę z lekarzem.

- Nie jesteś żadnym problemem Harry, to tylko nasz pieprzony system. I nigdzie nie pójdziesz, bo po pierwsze nie masz siły, a po drugie ja ci na to nie pozwolę. – powiedział zdecydowanym tonem.

- Och daj spokój, wyszedłbym dawno temu, ale ta cholerna pielęgniarka kazała temu pieprzonemu ochroniarzowi mnie pilnować i…

- Widzę, że nie tylko ja tutaj lubię przeklinać.

Po tych słowach na twarzy Harry’ego pojawił się cień uśmiechu. I Louis z ręką na sercu mógł powiedzieć, że była to najlepsza rzecz jaka przytrafiła się w tę wigilię.

Policjant jednak nie rozczulał się nad tym uśmiechem zbyt długo. „Myśl Louis, myśl!” – ciągle pojawiało się w jego głowie. Co powinien zrobić? Gdzie powinien zabrać chłopaka? A może powinien zacząć od przesłuchania? Nie. To byłoby nieludzkie…

W końcu w głowie Louisa pojawił się jedyny sensowny pomysł.

- Chodź – powiedział cicho do Harry’ego, łapiąc go tak samo, jak wtedy gdy tutaj przyjeżdżali. 

Młodszy przez chwilę zaczął protestować, ale gdy zorientował się że to nie ma zbyt wielkiego sensu bo i tak pewnie upadłby, gdyby tylko sam się podniósł – znowu owinął swoje długie ramiona wokół szyi policjanta.

Louis odetchnął z ulgą, gdy zauważył stojący przed szpitalem rząd żółtych taksówek. Sam nie wiedział jak, ale otworzył drzwi z tyłu i najpierw delikatnie usadził na fotelu Harry’ego, a później sam wsiadł z drugiej strony i szybko rzucił kierowcy adres.

- Gdzie jedziemy? – zapytał słabym głosem Harry.

- Do mnie. – odparł Louis, bez żadnego zawahania. Harry spojrzał na niego zdziwiony i zdezorientowany

- Są święta. Żyj swoim życiem, zawieź mnie tam, gdzie leżałem i rozstaniemy się w pokoju, okej? – był wyraźnie zdenerwowany. Nie chciał robić kłopotu. I tak miał wyrzuty sumienia, że młody policjant zmarnował przez niego cały wigilijny wieczór. – Weźmiesz mnie do mieszkania? Co to w ogóle za pomysł! Od kiedy to gliny biorą bezdomnych do domu?!

- Harry, spokojnie. Nie mam zamiaru tułać się po mieście całą noc, żeby znowu usłyszeć to, co usłyszałem od tego pieprzonego doktorka. Pojedziemy do mnie, dam ci coś do jedzenia, wyśpisz się i wygrzejesz, a jutro pomyślimy, co zrobimy dalej. W porządku? – Louis spojrzał na Harry’ego z serdecznym uśmiechem. Policzki młodszego oblały się lekkim rumieńcem, ale w końcu przytaknął tylko, nie mając chyba zbytnio siły, aby kontynuować tę wymianę zdań.

Reszta drogi do mieszkania minęła w całkowitej ciszy, zakłócanej jedynie przez dźwięk wycieraczek, zgarniających z przedniej szyby auta śnieg. Louis utkwił swój wzrok w bocznej szybie, podziwiając pięknie oświetlone centrum miasta. Był wykończony. Ale uśmiechu i sił dodawał mu jeden fakt.

Nie spędzi tych świąt sam.
**

- Harry… Harry… - Louis szturchał ramię chłopaka, próbując go obudzić. Udało mu się dopiero za piątym podejściem. Harry otworzył zamglone oczy i spojrzał na niego nieobecnym wzrokiem.

- C-co…

- Nic Harry, w porządku, jesteśmy już u mnie a ty zasnąłeś w samochodzie. Pomogę ci teraz wysiąść, okej? - zaproponował policjant, jak zwykle z troską w głosie.

- Dam radę wysiąść sam – zaprotestował Harry. Louis już chciał zacząć kolejną pogadankę i znowu wziąć Harry’ego na ręce, ale zauważył, że ten czuje się już nieco lepiej i gdy tylko upewnił się, że jest w stanie samotnie iść, nie nalegał już tak na to, by mu pomoc.

- Nie mam windy w bloku, ale to tylko pierwsze piętro, dasz ra-

- Tak panie policjancie, dam radę – przerwał mu Harry. Nie był w żadnym stopniu niemiły. Przynajmniej nie chciał być. Jego głos brzmiał na zirytowany, ale tak naprawdę, młodszy chłopak czuł jedynie… zażenowanie. Był wystarczająco zawstydzony faktem, że obcy facet przygarnia go do siebie do domu na święta, a ten ciągły brak sił i to jak wszyscy się o niego troszczyli, był kolejną rzeczą która sprawiała, że czuł się po prostu źle.

- Louis. Jestem Louis – Tomlinson szybko się przedstawił. Harry spojrzał na niego z lekkim, uroczym uśmiechem i odparł :

- W porządku… Louis – wyraźnie akcentując imię starszego, co nie pozostało niezauważone i wywołało na twarzy Louisa mały, naprawdę mały rumieniec.

Dotarli do mieszkania bez żadnych problemów. Louis zauważył, że leki zaczęły działać, gdyż to zapewne przez ten – jeszcze nieznaczny-  spadek temperatury, Harry wyglądał dużo lepiej. 
Przynajmniej mógł sam chodzić i nawet odrobinę się uśmiechnąć, a w tym momencie, nic oprócz wywołania uśmiechu na twarzy zagubionego nastolatka, dla Louisa nie miało po prostu znaczenia.

- Witam w moich skromnych progach – przywitał chłopaka z lekkim uśmiechem na ustach. Harry odpowiedział tym samym. Kierując się za policjantem w tym samym miejscu ściągnął buty i skierował się do niewielkiego salonu.

- Uhm… więc mieszkasz sam? – zapytał. W tonie jego głosu nie dało się tego wyczuć, ale chłopak naprawdę odetchnął z ulgą. Gdyby po przyjściu do mieszkania Louisa, okazało się, że mieszka on z całą rodziną której własnie Harry popsułby święta, prawdopodobnie zapadłby się pod ziemie.

Co zresztą wcale nie byłoby dla niego takie złe – tak sądził.

Louis wiedział, że to pytanie padnie bardzo szybko, jednak mimo tego iż chciał – naprawdę nie umiał zamaskować bólu, które ono u niego wywoływało. Odpowiedział jakieś krótkie „tak wyszło” po czym natychmiast zmienił temat, wyrzucając sobie nieco to, że Harry po tej oschłej odpowiedzi wyraźnie zezłościł się na siebie, że zadał takie pytanie.

- Co powiesz na gorącą kąpiel ? Łazienka jest tam, ręczniki są w szafce, a ja przez ten czas zmienię ci pościel i znajdę jakieś ubrania dla ciebie, w porządku?

Twarz Harry’ego ponownie oblał rumieniec. Ręczniki? Pościel? Ubrania? To wszystko dla niego, od obcego faceta, w wigilie…

Jeszcze tydzień temu, do głowy nie przyszłoby mu, że spędzi święta w taki sposób. To wszystko docierało do niego jak przez mgłę, a każda kolejna sytuacja dodawała kropli do jego morza wstydu i zażenowania. Oczywiście, był wdzięczny Louisowi za to, co dla niego robi, ale z drugiej strony miał ochotę zostać tam gdzie leżał i umrzeć, wiedząc że wtedy  nie przysporzyłby mu tylu kłopotów i sam, nie czułby się tak niezręcznie.

Widząc jednak serdeczny uśmiech Louisa, Harry kiwnął jedynie głową i udał się w stronę łazienki, ciągle myśląc o jednym.

Dlaczego cztery dni temu nie wybrał tej łatwiejszej ścieżki?

**

Harry pozwolił sobie na dość długą, gorącą kąpiel, po czym założył dresy Louisa (największe, jakie ten tylko mógł znaleźć a i tak sięgały jedynie do kostek młodszego chłopaka) i uprzednio połknąwszy tabletkę – położył się spać, nawet zbytnio nie protestując, że zajmuje łóżko policjanta, a ten będzie musiał spać na niewygodnej kanapie. Po prostu nie miał na to siły.

Louis natomiast szybko zrobił sobie kubek gorącej herbaty. Myślał, że będzie padnięty, ale było zgoła inaczej. Nie wiedzieć czemu, wydarzenia tego wieczoru na nowo obudziły w nim sens pracy i ogólnie sens życia. 

Jest policjantem bo chce pomagać. Uwielbia pomagać. Uwielbia uszczęśliwiać innych i to jest głównym priorytetem jego życia, gdy nie ma już szans na uszczęśliwienie siebie.

I może pierwsza w nocy to nie jest odpowiedni czas na świąteczne porządki i ubieranie choinki. Ale Louis dopiero teraz uświadomił sobie, że naprawdę chce tej choinki. Chce tych świąt. Chce tego wszystkiego, ponieważ ma z kim to przeżywać. Ponieważ wiedział, że te kilka bombek wywoła uśmiech na czyjejś twarzy. Bo był pewien, że nawet skromny świąteczny posiłek sprawi, że Harry pokaże te swoje urocze dołeczki.

Louis chciał święta, ponieważ czuł, że znowu jest komuś potrzebny.

Robiąc wszystko oczywiście w jak największej ciszy, z szerokim uśmiechem na ustach Louis zabrał się za sprzątanie. Omiótł kurze, zmył podłogi, pozmywał naczynia. Znalazł nawet przepis na jedno ze świątecznych dań, które przyrzekł sobie zrobić jutro.

Trzecia w nocy? Louis już dawno nie czuł się tak wyspany i pełen życia.

Przy ubieraniu choinki, wydawało mu się, że pomaga mu sam święty Mikołaj. Wszystko szło tak gładko, bombki zdawały się same wybierać sobie miejsce na żywym drzewku. Łańcuchów była idealna długość, a światełka świeciły jakby większym blaskiem niż zazwyczaj.

Louis złapał ostatnią ozdobę na choinkę, która mu została. Ostatnimi laty zawsze ją zaniedbywał i zostawiał w pudełku, jednak teraz poczuł nieodpartą chęć założenia jej. Wielka, złota gwiazda, której miejsce jest nigdzie indziej, jak na samym szczycie.

Jedyny problem który pojawił się tej nocy – wzrost.

Tomlinson uporał się ze wszystkim. Posprzątał, pozamiatał, powiesił wszystkie ozdoby, a tej jednej nie mógł, bo czubek drzewka był tak niefortunnie ustawiony, że nie dosięgał go nawet teraz, gdy stanął na kuchennym stole.

Ale mimo wszystko – robił to wszystko z szerokim uśmiechem. Z uśmiechem który zniknął – a może raczej zamienił się w coś nieopisywalnego – gdy poczuł za sobą oddech innej osoby.

- Pomóc ci? – usłyszał delikatnie wypowiedziane słowa, które miło załaskotały go w szyje. Harry bez czekania na odpowiedź zabrał gwiazdę z jego dłoni i bezproblemowo umieścił ją na czubku jodły.

Louis ocknął się dopiero, gdy przy pomocy Harry’ego zszedł z kuchennego stołu.

- Harry? Dlaczego nie śpisz? – zapytał szybko, wciąż jednak mając w pamięci to miłe uczucie, gdy poczuł oddech chłopaka na swojej szyi.

Harry zarumienił się lekko, znowu robiąc sobie wyrzuty – tym razem, że zwyczajnie wystraszył Louisa.

- J-ja… nie mogłem już spać. Ostatnio nie zdarzyło mi się zmrużyć oka na dłużej niż trzy godziny, więc te pięć godzin teraz to i ta dla mnie dużo… - wyjąkał, starając się ukryć wzrok w panelach. 

Louis znowu spojrzał na niego  z troską w oczach. Złapał młodszego chłopaka za ramię i uśmiechnął się lekko, chcąc dodać mu otuchy. Widział, że ten nie czuje się w jego obecności jeszcze zbyt swobodnie i chciał po prostu jak najszybciej to zmienić.

- W porządku Harry, nie tłumacz się, to było bezsensowne pytanie – uśmiechnął się szerzej. – To co powiesz na jakieś śniadanie, powiedzmy naleśniki i gorącą czekoladę? W tym momencie nie mogę nic innego ci zaproponować…

-Naleśniki i czekolada będą idealnie. – przerwał mu Harry, zaraz po wypowiedzianych słowach rumieniąc się po raz kolejny.

To nie tak, że Harry zawsze był taki nieśmiały. Zazwyczaj nikt nie musiał dwa razy powtarzać mu aby czuł się jak u siebie w domu. Ale ta sytuacja była zgoła inna i Harry ciągle nie wiedział, jak powinien się w niej zachowywać.

- Harry?

- Hmm?

- Wiesz… Nie chciałbym, abyś czuł się jak ktoś niepotrzebny. Spędzimy ten dzisiejszy dzień razem i chciałbym, żebyśmy zrobili to w jak najlepszej atmosferze, w porządku? Nie rób sobie żadnych wyrzutów, widziałeś przecież że w moim mieszkaniu jest pusto. Nikomu nie przeszkadzasz, a jedynie… umilasz mi czas, bo dzięki tobie nie spędzam tych świąt sam.

I to były te słowa, których Harry właśnie potrzebował. Potrzebował pięknych, niebieskich oczu Louisa które nie osądzały go, nie zadawały pytań, a jedynie zapewniały o tym, że powinien czuć się po prostu częścią tych świąt.

- Ja… Dziękuję Louis. Naprawdę nie wiem jak za to wszystko ci dziękować – odparł cicho.
Louis uśmiechnął się do chłopaka po raz kolejny. Nie zastanawiając się zbytnio nad tym co robi, podszedł do niego i usiadł po drugiej stronie małego, kuchennego blatu. Harry natychmiast chciał spuścić wzrok w podłogę, ale Louis nie dopuścił do tego, szybko łapiąc podbródek chłopaka. Ich oczy wreszcie się spotkały.

Louis zachichotał przez chwilę, widać jak bardzo Harry był zawstydzony. Jak to zatrzymać? Co zrobić aby nastolatek naprawdę poczuł się częścią jego świątecznego domu?

- Harry… - zaczął delikatnie, wciąż uśmiechając się szeroko. – Mogę więc mieć do ciebie jedno życzenie?

Lokaty tylko przytaknął, patrząc na policjanta podejrzliwym i ciekawym wzrokiem. A przy okazji delektował się delikatną skórą Louisa, która wciąż łaskotała jego podbródek.

- Proszę cię, zapomnij o swoich wszystkich problemach. Zachowuj się po prostu tak, jakbyśmy znali się od kilku lat, i z zamierzenia spędzali te  święta razem, okej?

Ta prośba dotknęła Harry’ego tak bardzo, że musiał kilka razy mrugnąć aby ukryć zbierające się w oczach łzy. To było… piękne. Nie miał pojęcia, skąd Louis wiedział o czym marzy. Skąd niewiele starszy od niego mężczyzna wiedział, że Harry musi po prostu zapomnieć.

Od tej chwili, dzień zaczął wyglądać zdecydowanie inaczej. Louis włączył DVD ze świątecznymi piosenkami, które natychmiast rozległy się po całym mieszkaniu, wywołując u chłopaków szerokie uśmiechy na twarzach. Harry wracał do zdrowia z godziny na godzinę. Jego twarz przybrała wreszcie normalnych kolorów i gdyby nie ten kaszel, który wciąż go męczył – nikt nie przypuściłby że jeszcze kilka godzin temu był on w tak złym stanie.

W końcu święta to czas cudów, prawda?

Louis i Harry zabrali się też za świąteczne gotowanie. Upiekli ciasteczka, zrobili nawet indyka – co prawda nie smakował tak, jakby sobie tego życzyli, ale i tak byli dumni, że zrobili go samemu.
Nie było żadnych niepotrzebnych słów. Chłopcy dogadywali się naprawdę aż zbyt łatwo. Około godziny osiemnastej posprzątali po obiedzie, zrobili sobie po kubku gorącej herbaty i ściszając nieco świąteczne piosenki, usiedli na kanapie,

- Jak się czujesz?

Louis z szerokim uśmiechem na twarzy spojrzał na Harry’ego. Chłopak wyglądał naprawdę uroczo, w tym zbyt małym swetrze od Louisa, przykrótkich spodniach i grubych skarpetach, które oczywiście też były zbyt małe. Na jego głowie spoczywała wciąż ta sama beanie, jednak teraz spod niej wystawało kilka idealnie zakręconych loków. Louis naprawdę mógłby patrzeć na niego godzinami.

- Od kilku dni nie czułem się lepiej – usłyszał w odpowiedzi. Uśmiechnęli się do siebie i w tym samym momencie wzięli łyk herbaty, powodując tym ciche parsknięcia.

Louis nie pamiętał od kiedy ich stopy złączyły się ze sobą, ale zaprzeczyłby jeśli powiedziałby że to nie było coś miłego.

Siedzący przed nim chłopak był jedną, wielką zagadką. Tak bardzo pragnął poznać jego historię, ale z drugiej strony nie chciał być niegrzeczny i za żadne skarby nie mógłby popsuć tej atmosfery jednym, niezręcznym pytaniem.

Był jeszcze jeden aspekt.

Harry był tak cholernie uroczy, a Louis już od tak długiego czasu, nie miał żadnego kontaktu z innym przystojnym mężczyzną.

I te dwa fakty nie były wcale tak dobrym zbiegiem okoliczności, jak mogłoby się wydawać.

- Louis? – usłyszał głos, wyrywający go z osłupienia.

- Hmm?

- Mówiłeś, że chciałbyś abym zachowywał się tak, jakbyśmy znali się od kilku lat… Czy mógłbym w takim razie zadać ci jedno, nieco intymne pytanie?

Harry nie mógł nic zrobić z tym, że od dziecka był ciekawski i szczery. Chęć zadania pytania Louisowi była już tak duża, że nie mógł się powstrzymać. Nawet wstyd i zażenowanie całą sytuacją gdzieś zniknęły, a ich miejsce zajęła czysta ciekawość.

Louis wiedział co się szykuje. Ale – sam nie wiedzieć czemu – chciał odpowiedzieć na to pytanie. Może to już czas, aby się komuś wygadać?

- Ugh, chodzi ci pewnie o to, dlaczego mieszkam sam? – uśmiechnął się lekko, spuszczając wzrok na swoje palce. - Wiesz... to że zostałem policjantem nie było jakimś przypadkiem, ani wymysłem. To jakby... tradycja rodzinna. Mój dziadek pracował w policji, mój tata. Kochali swoją pracę, kochali pomagać innym. A dla mnie byli ogromnym autorytetem. Podziwiałem ich aż do siódmego roku życia.

Wtedy stało się coś okropnego. Mój tata wytropił seryjnego mordercę dzieci. Wsadził go za kratki, ale mimo wielu odznaczeń, nie dostaliśmy odpowiedniej ochrony. Ten morderca miał wielu znajomych, ba, to była cała mafia...

Głos Louisa załamał się w tym momencie. Nerwowo wziął łyk herbaty i spojrzał na Harry'ego swoimi zamglonymi oczami.

Harry wpatrywał się w niego z wyraźnym współczuciem. Ale nie przerywał. Louis był mu za to bardzo wdzięczny.

- Przyszli do nas w nocy. Mieszkałem z dziadkami i czterema siostrami, ale tata akurat był wtedy na nocnym patrolu. Oni weszli, i... zabili wszystkich. Zostałem tylko ja, schowany w szafie swojego pokoju. Tata wrócił z patrolu i krzyknął, a ja słysząc jego głos wybiegłem z szafy. On tak ucieszył się na mój widok, że nie zauważył odjeżdżającego samochodu... Zabili go na moich oczach, kiedy zapłakany chciałem wskoczyć mu na ramiona. Do mnie nie trafili.

Twarz Louisa w tym momencie była pełna i bólu i ulgi. Wydarzenia sprzed szesnastu lat wciąż kłuły go w serce. Ale... opowiedział o tym pierwszy raz.

Próbowali wszyscy. Psycholodzy, psychiatrzy - ciężko by ich zliczyć. A usłyszeli tylko krótkie "tak" w odpowiedzi na pytanie  "czy to ten? " gdy pokazywali zdjęcia mordercy.

A teraz Louis opowiedział wszystko. Otworzył się przed chłopakiem którego znał ledwie kilka godzin.

Dlaczego?

Ponieważ czuł, że siedząca przed nim osoba też ma swoją bolesna historię.

- Rozumiem, że od tego czasu święta to nie jest twój ulubiony czas? - rzucił Harry. Louis zaśmiał się lekko, po prostu przytakując.

- Nienawidziłem świąt.

Po tym krótkim stwierdzeniu, chłopcy znowu wrócili do swoich herbat i dokończyli je w ciszy, słysząc tylko lecące - jakby w oddali - świąteczne piosenki.

Here's to you
raise a glass for everyone
Here's to them
underneath that burning sun
Do they know it's Christmas time at all?


- Harry?

- Hmm?

- Czy teraz Ty zechcesz opowiedzieć mi swoją historię?

Harry odstawił kubek z herbatą na stół. Zwinął się w kłębek, przyciągając kolana do brody i wymruczał tak, że Louis ledwo co go zrozumiał :

- Wiesz… ja potrzebuję opowiedzieć tę historię, ale… boje się. J-ja….

Louis bez chwili zastanowienia przysunął się bliżej. Usiadł tuż przed Harry’m i zgrabnie okręcił chłopaka tak, żeby owinąć go swoim ramieniem. Młodszy wtulił swoją głowę w jego szyję, pociągnął nosem i po chwili zaczął opowiadać :

- Wiesz Louis… Jeszcze kilka dni temu moje życie wyglądało naprawdę normalnie. Byłem zwykłym, dość zamożnym nastolatkiem – z IPhonem, laptopem, dobrymi ciuchami i pięknym domem. Z tym, że ja jestem… inny. I gdy cztery dni temu, mój tata zapytał czemu nigdy nie przyprowadziłem do domu żadnej dziewczyny, j-ja… Ja powiedziałem mu, że jestem gejem.

Louis uścisnął chłopaka mocniej. Nie musiał słuchać tej historii do końca. Dobrze wiedział, jak ona się skończy. Ale wiedział także, że to Harry musi się wygadać i Louis chciał mu na to pozwolić. Trzymał go więc kurczowo w swoich ramionach, opierając swój podbródek na jego głowie i od czasu do czasu dodając mu otuchy, poprzez szeptanie uspakajających słówek.

- Mój tata zawsze był taki spokojny i opanowany… Nic nie wyprowadzało go z równowagi. A tamtego dnia… Gdy tylko to usłyszał, rzucił się na mnie i zaczął okładać pięściami. Nie miałem szans. Później dosłownie wykopnął mnie z domu, mówiąc, że nie zasługuję na to by być częścią jego rodziny. J-ja… ja próbowałem się bronić, powiedziałem mu, że przecież miliony ludzi na świecie są tacy jak ja, ale do niego nic nie docierało. Gdy użyłem argumentu, że przecież niedługo są święta, on… on stwierdził, że pedały nie zasługują na święta.

- Och Harry – Louis uścisnął go najmocniej jak tylko umiał. Czuł drżące ciało chłopaka pod sobą, a jego koszulka bardzo szybko zaczęła się robić mokra od łez.

On też zaczął płakać. Ta wigilia połączyła ich historie, historie osieroconego w dzieciństwie Louisa, i osieroconego już jako pełnoletniego mężczyznę – Harry’ego. Czy któryś z nich cierpiał bardziej? 

Żaden z nich na pewno nie odważyłby się powiedzieć tego o sobie.

 - Nie ma osoby która nie zasłużyłaby na święta – szepnął Louis.

- C-co?

- Nic takiego Harry – Louis delikatnie potarł jego ramię. Chłopak spojrzał na niego z pytającym wzrokiem, wyraźnie prosząc o powtórzenie tego, co powiedział. Louis więc patrząc mu prosto w czerwone, zamglone oczy powtórzył : - Powiedziałem tylko, że wszyscy, bez żadnego wyjątku zasłużyli na to, aby przeżyć święta

Po tych słowach, wszystko wokół nich zamarło. Płyta z piosenkami właśnie się skończyła, i w pomieszczeniu unosił się jedynie cichy szelest ich oddechów. Zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej, i  nie przejmując się wciąż lecącymi po ich polikach łzami, złączyli w końcu swoje usta w delikatnym pocałunku.

Żaden z chłopców nie wiedział, czy był to pocałunek z rozpaczy, czy z współczucia. Ale wiedzieli, że obaj tego potrzebowali.


Nie pokładali w tym pocałunku zbyt wiele nadziei. Ale dzięki niemu, przynajmniej obaj znowu poczuli się bezpiecznie.

I obaj zrozumieli, że święta to wspaniały czas i naprawdę każdy zasłużył na to, by poczuć choć odrobinę ich magii.

_________________________________________________________________________________

MISIĄTKA MOJE!

Witam Was, po taaak bardzo długiej przerwie.
No ale niestety, studia to studia, nie ma przelewek :D
Witam się  z Wami w tak radosny, świąteczny czas :3 Mam nadzieję że w Bożonarodzeniowy poranek, sprawiłam Wam miłą niespodziankę :)
Miałam wstawić go wcześniej, ale niestety pochłonęły mnie porządki no i wyszło, że dopiero teraz jest.
W ogóle to daliście radę przebrnąć przez tyle słów? Bo to najdłuższy shot jaki w życiu napisałam.
Wyszło coś z tego? Podoba się choć trochę?
Bo jakoś dziwnie mi się pisało, po tak długiej przerwie znowu.
Ale mam nadzieję że coś tam wyszło i czytaliście z uśmiechem na ustach ;3
Larry'ego mało, ale jakoś tak hmm... święta to nie czas na fluffy, przynajmniej dla mnie.
No to tak. Zostawcie coś po sobie, żeby mnie motywować do pisania , bo pomysły są tylko czasu trochę brakuje. A komentarze potrzebne mi są jak powietrze :3

A później cieszcie się dalej świętami, prezentami, obdarujcie bliskich ( i nie tylko ) uśmiechem i miłością :3

Życzę Wam wszystkim wesołych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, dużo miłości i spełnienia wszystkich marzeń w nadchodzącym roku. A jeśli Mikołaj o Tobie zapomniał, to potraktuj ten shot jako chociaż namiastkę prezentu dla Ciebie, ode mnie :)

Kocham Was Misie
Wasza Natalia

34 komentarze :

  1. Awh kochana moja Natalio :) ten shot był cudowny i naprawdę czegoś takiego potrzebowałam teraz :) mam nadzieję, że wkrótce uda ci się znów coś dodać :) wesołych świąt xx
    Twoja @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały one shot! Bardzo się cieszę, że znalazłaś chwilkę na napisanie czegoś na bloga. Ja też życzę Ci pogodnych Świąt, pełnych miłości i ciepła, dużo zdrowia, radości, wsparcia ze strony najbliższych i pozytywnej energii :*/ Tuńczyk ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku, nawet nie mmasz pojęcia jak bardzo się ucieszyłam, gdy dostałam tweeta o tym, że napisałaś coś nowego. Idealny świąteczny prezent. Tak się stęskniłam za Twoją twórczością, cieszę się, że znalazłaś czas na napisanie tego :)
    Co do shota, to nawet jeśli nie było fluffu to i tak był w jakiś sposób uroczy i nie wiem magiczny? Chyba przez ten świąteczny klimat.
    Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku xx
    @JaZiemniak_

    OdpowiedzUsuń
  4. Natalio, to jest przepięknie. W pewnym momencie po prostu podparłam głowę na dłoniach, wyszczerzyłam się do monitora i wydawałam dziwne dźwięki, bo to było strasznie słodkie, aww :)
    Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, że dodałaś coś nowego na swój blog! Dumnie mogę powiedzieć, że "jestem" na nim od długiego czasu, bo od pierwszego opowiadania, ha :D Z tych wszystkich shotów, ten trafił do mnie najbardziej. Masz rację, to przez tą magię świąt ;)
    *Przytula z całych sił i wyciska pocałunek na policzku*
    Dziękuję za poinformowanie, Natalio ^^
    @smolipaluch (lub anita, jak wolisz, haha)

    OdpowiedzUsuń
  5. awww to było piękne!
    właśnie tego mi brakowało w tych świątecznych os z larrym
    cudowny i te historie jeny płakać mi się chce jak sobie je prypomne
    serio idk co mam napisać
    omg muza dla moich oczu!
    to było po prostu mega urocze i kochane dkhddiod
    również chciałabym ci życzyć wesołych świąt! mam nadzieje że mikołaj przyniósł twoje wymarzone prezenty!

    pozdrawiam @kika1613

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny shot... Naprawdę... Szczerze, to czytając go zdziwiłam się, że skończyłam go tak szybko i myślałam, że jest krótszy, a tu się okazało, że jednak nie. xd Ale naprawdę cudowny shot :)
    A teraz tak świątecznie:
    Skacze Aniołek, skacze po chmurkach,
    Niesie życzenia w anielskich piórkach.
    Niesie w plecaku bombki i świeczki,
    A w walizkach złote dzwoneczki.
    Radosnych i Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku
    Życzy: @_MrsTomlinson__

    OdpowiedzUsuń
  7. Spot był naprawdę cudowny, po prostu się zakochałam <3 bardzo podobała mi się tematyka, świetnie opisujesz uczucia i historie bohaterów. Jak to dobrze ze Louis znalazł Harrego :) Z okazji świąt również życzę Ci wszystkiego co najlepsze i dużo szczęścia xxx mogłabyś informować mnie na Twitterze o shotach i twoich pracach? Jestem @weirdowithscars ^^ kocham Cię i dziękuję za shota, był cudowny ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Tęskniłam za Twoimi dziełami... A na tym to aż łzy miałam w oczach, w sumie jak na każdym :)
    /@perfctswift

    OdpowiedzUsuń
  9. Bosze, nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam za twoja twórczością... *o* kocham twoje shoty, ff i wgl wszystko co piszesz jest świetne ;3 rozumiem jednak, że nie możesz dodawać nowych rzeczy, bo studia :x mimo wszystko z okazji świąt życzyczę ci prócz radości, uśmiechu i spełnienia marzeń, więcej wolnego czasu, który mogłabyś przeznaczyć na pisanie (wiem, egoistyczna ja xd), a poza tym omg omg właśnie sobie wyjrzałam za okno a tu śnieg sdagxejvsjjitcehnkihdg ale super *o* już kończę ten komentarz, i tak wiesz, że kocham to jak piszesz, a ten shot jest po prostu prześliczny, przecudowny i wgl taki niedoopisania słowami :> czekam na więcej, wiecznie spragniona twojej twórczości @EFlegiel <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Był absolutnie śliczny... zdecydowanie coś na co warto poświęcić chwilę w święta..
    Życzę Ci więcej wolnego czasu żebyś miała kiedy pisać :))
    @nala292

    OdpowiedzUsuń
  11. Awwww! To byko takie odjbdhska.
    Ten pacalunek na koncu. Aww..
    Tak sie ciesze, ze wrocilas do nas! Mam nadzieje, ze teraz znajdziesz troche wiecej czasu, bo kocha to co piszesz.
    @andrejjj99

    PS. Jak tam swieta?

    OdpowiedzUsuń
  12. Awww to takie słodkie <3
    jkjgfhjdgfjhsdgfhjsdgfsghdf
    Czekałam na ten pocałunek do pierwszych zdań tego shota :)
    Tęskniłam za Twoimi opowiadaniami i czekam na kontynuacje The Reason xx
    @LuuvMyStylinson

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna historia! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  14. Awwww cudowne! Dawno nie czytałam czegoś tak pięknego. Po prostu cudo
    @FreeHugFor_All

    OdpowiedzUsuń
  15. To było cudowne! Na końcu aż się popłakałam :') kocham jak piszesz /lojumeow

    OdpowiedzUsuń
  16. TAK TAK TAK TAK TAK TAK TAK TAK TAK TAK ! Kocham Twoje opowiadania. Poprostu PER-FECT ;D
    Tęskniłam za nimi ;D Shot był cudowny (czego innego mogłabym się spodziewać? XD) Szczęśliwego Nowego Roku ! �� @wikbud1

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudeńko ! ❤ jeju aż się łza w oku zakrecila :') @ohgodlarryx

    OdpowiedzUsuń
  18. jeju jakie to fajne ahakshakjs zwykle nie czytam gdzieś indziej niż na tumblrach albo ao3 ale to jest super!! hej, napisalabys kontynuacje tego? :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Pięknie i wzruszająco! CUDO ♥ Masz ogromny talent! xx @horanexy

    OdpowiedzUsuń
  20. Nawet nie wiesz kiedy ja ostatnio czytalam Twoje opowiadanie, ale są znakomite... I to rowniez az sie poryczalam... Nie wierze w to ze wszystkie opowiadania o Larrym tak mnie rozczulaja .... Masakra to takie urocze ..... Uwielbiam Cie <3 pozdrawiam.. ~ @brooksloux

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowny shot! Czytałam kiedyś twoje piersze opowiadanie, później zaczełam czytać twoje drugie opowiadanie ale nie fokończyłam ponieważ zgubiłam link a teraz mam go! Ahahahha nie potrafie pisać komentarzy musisz mi wybaczyć Ale uwielbiam twoje opowiadania, shoty. Mogłabyś informować mnie o dodanych postach? ~sassyx1d

    OdpowiedzUsuń
  22. No to teraz mam nadzieje, że mnie nie wyjebie z bloga :)

    Uwielbiam tego shota! Ciesze się że zrobilać kam bak i napisałaś coś dla nas kfnddjjdo. Jest to kolejna praca trochę tak jakby oklepana, ale ty potrafisz z tej 'nudnej' już fabuły stworzyć coś meeega.

    Od kilku tygodni mam ochotę na popisanie ff na tt (mam nadzieje że wiesz o co chodzi) właśnie o bezdonnym. A twój shot właśnie spadł mi z nieba!

    Brakowało mi tego :c Świetna historia, przyjemnie się czytało ale także potrafila przekazać jakaś treść.

    Uwielbiam twoje prace i nie mogę doczekać sie kolejnej! Od razu chce powiedzieć że jak będzie gdzieś w nich trójkącik z H, L i Z to prooosze ładnie o dedykacja dla mnie bo wiesz, odkąd napisałam to z koncertu mam fazę na tą 3 hahahahah.

    Dobra nic nic.

    Noo także ten, wiem ze nic tu składu nie ma ale jest 2.20 i eh przeczytałam sinistera i mam żałobę (polecam to ff i tak znowu robie reklamę :3 )...... i mózg skitrany.

    Miłej dalszej nocy, mam nadzieję że udało ci się zasnąć.

    Czekam na kolejną rzecz spod twojej klawiatury XDDD
    @Luvfiveboys x

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękne!/starsza młodzież/

    OdpowiedzUsuń
  24. Dzięki stronie Gigalize dbywa się pewna akcja, mająca na celu sprowadzenie 1D do kraju, który bardzo chce koncertu.
    Każdy może wesprzeć akcję.
    Nic nie gwarantuję, ale kto wie, może w końcu 1D zauważy, jak wiele ma tu fanów!
    Głosować można tutaj: http://1d.gigalize.com/pl/OneDirection.html
    Tabela z wynikami: http://1d.gigalize.com/leaderboard.html?utm_campaign=1d_mail_ldrbd_7&utm_medium=email&utm_source=website
    SPROWADŹMY 1D DO POLSKI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozgłośmy to na wszystkie możliwe sposoby!

      Usuń
  25. Ciekawi Cię, co się stanie, gdy jeden czyn zaważy na życiu młodego człowieka? Jedno wydarzenie może zmienić wszystko na gorsze. Jeśli tak, koniecznie musisz odwiedzić Zastępcę (wystarczy kliknięcie na tytuł, żeby przenieść się na odpowiednią stronę). Jest to opowiadanie, w którym przeważają sceny przepełnione krwią, ale zdarzają się również inne wzloty. Nic tu nie jest tak, jak powinno być. Ludzie znikają, umierają lub odchodzą, ale zastępca zostaje do samego końca.
    Serdecznie zapraszam,
    dajmond

    OdpowiedzUsuń
  26. bardzo ciekawy blog!!!Pozdrawiamy :)

    Szukasz inspiracji? Zapraszamy do nas!:)))) http://double-dreamers.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Genialne!!!!

    Zapraszamy na niesamowity fanfiction o Larrym! Jeśli się spodoba to zapraszamy do zaobserwowania i komentowania rozdzialow! <3

    50shadesoftomlinson.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. To jest piękne... Płaczę... KOCHAM <3 <3
    Nie wierzę w Larry, ale to opowiadanie jest cudowne <3 !

    OdpowiedzUsuń
  29. Awww! To było piękne ♡ Kocham :')

    OdpowiedzUsuń
  30. Hej,
    Jeśli mogę prosiłabym o kontakt ze mną.
    avatar.of.kaela.mensha.khaine@gmail.com
    Więcej napiszę prywatnie
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  31. przypadkiem znalazłam tego bloga po latach i tak czytam czytam i myślę..
    Wrócisz jeszcze do nas? <3

    OdpowiedzUsuń